Skocz do zawartości
Nerwica.com

Spam działu Dzisiaj czuje się...


Catriona

Rekomendowane odpowiedzi

Godzinę temu, MicMic napisał(a):

Ja to się odrazu boję, co by było gdybym ja był w takiej sytuacji? Siedzę sobie w cieple, czym sobie niby zasłużyłem, że mam lepiej? 

Pracą, rozsądnym gospodarowaniem pieniędzmi, nie wydawaniem na głupoty?
Konsekwencja wyborów jakich się dokonało w życiu. Kolega mógłby przecież iść do pracy, jak przez X lat wybiera się życie na zasadzie "a chvj, jakoś będzie" to każdego prędzej czy później dopadają konsekwencje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak dokładnie jest, jak mówi Catriona.

 

Są sytuacje, gdy ktoś faktycznie nie może iść do pracy, nie jest też w stanie iść do lekarza, na komisję, mieć renty. Ataki paniki, dysocjacja, ogólnie posypana psychika. I to jest faktycznie trudne, jeśli nie ma się nikogo, kto jakoś wesprze. Ale tutaj, z tego co widzę, to jest po prostu naturalna konsekwencja życiowych wyborów.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, MicMic napisał(a):

Wszystko zależy od nas, wszyscy zaczynają z tego samego pułapu, chcieć to móc itp. 

Nie wszyscy. Ale dopóki psychika nie jest na tyle posypana, żeby móc się ogarnąć (albo np. są jakieś deficyty intelektualne), to jest to kwestia własnego wyboru. Po prostu. Purpurowy już pracował, jest w stanie pracować, jest też na tyle inteligentny, żeby móc się ogarnąć, gdyby chciał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, MicMic napisał(a):

Sorry, kim ty jesteś, ile znasz purporowego, żeby takie kategorycznie osądy wydawać? Dla mnie go przejaw głupoty i lenistwa. 

Nie znam. Oceniam po tym, co pisze na forum. Jest upośledzony umysłowo? Zdecydowanie nie. Ma psychikę w takim stanie, żeby nie móc pracować? Nie wiem tego, ale nic na to nie wskazuje, a jego historie z przeszłości wskazują na to, że jednak nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

20 minut temu, MicMic napisał(a):

Ja zakładam, że jeśli ktoś czegoś nie robi, to jest ku temu powód.

Zawsze jest powód – i nic to nie zmienia.

 

20 minut temu, MicMic napisał(a):

Zyczę Tobie i @Catriona żebyście spadli kiedyś w takie miejsce, że poczujecie własną bezradność. Może to was nauczy pokory i poszerzy odrobinę horyzonty.

Zakładasz, że nigdy nie czułem bezradności. Odważne założenie.

Teraz, Verinia napisał(a):

Nie pyszałkuj. Boguś.

A nawet Pan Boguś.

 

Co nadal nic nie wnosi.

 

Przy czym mi jest obojętne, w jakiej temperaturze Purpurowy siedzi. To jego sprawa i jego wybór. Odnosiłem się tylko do tego, że każdy może znaleźć się w takiej sytuacji. Jasne – każdy, bo różne są sytuacje w życiu. Ale to jest kwestia mentalności, czy chcemy spróbować się z tego dźwignąć, czy tylko narzekamy.

 

Opowiem wam historię, tylko z pozoru niezwiązaną.

 

Mam takiego znajomego, który popadł kiedyś w długi i miał komornika na głowie. Powód: bank dał mu kartę kredytową, no to korzystał, a potem się okazało, że zrobiło się 20 tysięcy na minusie i jednak trzeba będzie ten kredyt spłacić.

 

Wszyscy byli winni. Bank, że mu nie powiedział. Matka, że go nie nauczyła gospodarować pieniędzmi. Windykator, że wydzwania. Komornik, że go nachodzi. Tylko nie on.

 

Mnie też nikt nie nauczył gospodarować pieniędzmi. Nie rozmawiało się o tym u mnie w domu, a w szkole uczyłem się najwyżej budowy pantofelka. Sam musiałem sobie ogarnąć tę prostą matematykę (że jak będę wydawał więcej, niż zarabiam, to będzie źle), ale nie wydaje mi się, żeby do tego były potrzebne jakieś niesamowite zdolności umysłowe, czy finansowa edukacja.

 

I dlatego nie potrafię się wczuć w jego rolę – rolę bezwolnej ofiary. Bo zamiast powiedzieć „nawaliłem, naprawię swój błąd, czegoś się nauczyłem” robi z siebie ofiarę – systemu bankowego, rodziców, edukacji. Wszyscy inni są winni, on jest ofiarą, no bo mu przecież dali kredytówkę, on tylko korzystał. No to jest sobie w tej roli ofiary, jak mu tak wygodniej, a kredytówkę i tak musi spłacić, i tak.

 

I widzę tu pewne uderzające analogie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@MicMic akurat z @Purpurowy mamy jakąś  część historii podobną. Jak nasza przeszłość w 100% miałaby determinować naszą przyszłość to raczej powinniśmy skończyć tak samo. Jakoś dziwnie tak nie jest. Podstawowa różnica, że ja zrobiłam wszystko żeby nie skończyć właśnie tak jak @Purpurowy.

Ja poszłam na studia dzienne pracując równocześnie, żeby mieć za co żyć - kolega chlał.
Ja siedzę w pracy - kolega leży w  przyczepie.
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

22 minuty temu, mrNobody07 napisał(a):

Nie użalam się nad @Purpurowy ale też bądźmy dla siebie empatyczni i spróbujmy wejść w jego buty

W tym konkretnym przypadku podejrzewam, że nadmierna empatia spowoduje jedynie dalsze pogłębianie się problemów. Przecież to widać, że Purpurowy karmi się współczuciem. Dostaje atencję, której potrzebuje, więc czemu miałby cokolwiek w swoim życiu zmieniać?

 

Jednocześnie widać, że chce coś zmienić. Ale głaskanie po główce tu nie pomoże. Tzn. chcecie to sobie głaszczcie. Ja nie będę.

 

20 minut temu, MicMic napisał(a):

Nie chcesz pomagać, współczuć itp. proszę bardzo

Nie współczuję jakoś szczególnie, ale mimo tego pomagam – te posty nie są pisane po to, żeby go dobić. Na szczęście nie ty jesteś ich adresatem, więc nie musisz tego rozumieć.

 

21 minut temu, MicMic napisał(a):

Ale jak nie masz niczego nowego do powiedzenia, to zawrzyj dziób. 

No i znów – nie ty będziesz mi mówił, kiedy i co mogę pisać 🙂 

 

 

2 minuty temu, Verinia napisał(a):

A Ty coś wnosisz?

Tak, ale nie ty jesteś osobą docelową tego, co piszę. Nie musisz rozumieć.

2 minuty temu, mrNobody07 napisał(a):

Ludzie nie zachowują się często racjonalnie, ale kierują się emocjami i wyuczonymi nawykami…

No i czyja to jest odpowiedzialność? Catriona ma go na siłę z tej przyczepy wyciągnąć, bo on się kieruje emocjami i nawykami? Niech się kieruje czym chce, jedynie sobie może los poprawić lub pogorszyć.

 

3 minuty temu, mrNobody07 napisał(a):

Oczywiście mógłbym napisać teraz jak bardzo sam sobie zgotował ten los, ale to byłoby mocno krzywdzące, egoistyczne i ogólnie rzecz biorąc najłatwiejsze do zrobienia

Jest zupełnie odwrotnie. Krzywdzące jest głaskanie osoby uzależnionej po głowie. Porozmawiaj sobie z kimś, kto się odbił od dna – jak to wyglądało. Czy pomagało, gdy rodzina głaskała po główce, usprawiedliwiała w pracy, spłacała jego długi? Czy może pomogło, gdy już znalazł się na dnie, sam, i wiedział, że ma tylko dwa wyjścia – albo znajdzie w sobie siłę i SAM wyjdzie z uzależnienia (a inni, terapia, itd. jedynie mogą mu w tym pomóc), albo po prostu stoczy się już zupełnie, w dalszej perspektywie do grobu.

 

Głaskanie po głowie alkoholika robi mu krzywdę. Ja rozumiem, że niektórzy może nie rozumieją, że to, że w ogóle cokolwiek tutaj piszę, jest oznaką, że jednak chciałbym, żeby jego los się poprawił – ale tak jak mówię, nie musicie tego zrozumieć, nikt tego od was nie oczekuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

W tym konkretnym przypadku podejrzewam, że nadmierna empatia spowoduje jedynie dalsze pogłębianie się problemów. Przecież to widać, że Purpurowy karmi się współczuciem. Dostaje atencję, której potrzebuje, więc czemu miałby cokolwiek w swoim życiu zmieniać?

 

Jednocześnie widać, że chce coś zmienić. Ale głaskanie po główce tu nie pomoże. Tzn. chcecie to sobie głaszczcie. Ja nie będę.

 

Nie współczuję jakoś szczególnie, ale mimo tego pomagam – te posty nie są pisane po to, żeby go dobić. Na szczęście nie ty jesteś ich adresatem, więc nie musisz tego rozumieć.

 

No i znów – nie ty będziesz mi mówił, kiedy i co mogę pisać 🙂 

 

 

Tak, ale nie ty jesteś osobą docelową tego, co piszę. Nie musisz rozumieć.

No i czyja to jest odpowiedzialność? Catriona ma go na siłę z tej przyczepy wyciągnąć, bo on się kieruje emocjami i nawykami? Niech się kieruje czym chce, jedynie sobie może los poprawić lub pogorszyć.

 

Jest zupełnie odwrotnie. Krzywdzące jest głaskanie osoby uzależnionej po głowie. Porozmawiaj sobie z kimś, kto się odbił od dna – jak to wyglądało. Czy pomagało, gdy rodzina głaskała po główce, usprawiedliwiała w pracy, spłacała jego długi? Czy może pomogło, gdy już znalazł się na dnie, sam, i wiedział, że ma tylko dwa wyjścia – albo znajdzie w sobie siłę i SAM wyjdzie z uzależnienia (a inni, terapia, itd. jedynie mogą mu w tym pomóc), albo po prostu stoczy się już zupełnie, w dalszej perspektywie do grobu.

 

Głaskanie po głowie alkoholika robi mu krzywdę. Ja rozumiem, że niektórzy może nie rozumieją, że to, że w ogóle cokolwiek tutaj piszę, jest oznaką, że jednak chciałbym, żeby jego los się poprawił – ale tak jak mówię, nie musicie tego zrozumieć, nikt tego od was nie oczekuje.

Teraz napisałeś z sensem, że odnososz się do jego uzależnienia. Tego zabrakło, ja zrozumialam że mówisz ogólnie o jego osobie 

Bo jest totalnie debilne twierdzić że to co z zewnątrz i wewnątrz wpływa tak samo na każdą jednostkę, i ta jednostka może zrobić to samo co ty, w identyczny sposób. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Jest zupełnie odwrotnie. Krzywdzące jest głaskanie osoby uzależnionej po głowie. Porozmawiaj sobie z kimś, kto się odbił od dna – jak to wyglądało. Czy pomagało, gdy rodzina głaskała po główce, usprawiedliwiała w pracy, spłacała jego długi? Czy może pomogło, gdy już znalazł się na dnie, sam, i wiedział, że ma tylko dwa wyjścia – albo znajdzie w sobie siłę i SAM wyjdzie z uzależnienia (a inni, terapia, itd. jedynie mogą mu w tym pomóc), albo po prostu stoczy się już zupełnie, w dalszej perspektywie do grobu.

 

Głaskanie po głowie alkoholika robi mu krzywdę. Ja rozumiem, że niektórzy może nie rozumieją, że to, że w ogóle cokolwiek tutaj piszę, jest oznaką, że jednak chciałbym, żeby jego los się poprawił – ale tak jak mówię, nie musicie tego zrozumieć, nikt tego od was nie oczekuje.

 

Bardzo dobrze piszesz dr Indiegogo.

Na niektórych działa tylko terapia szokowa. A jeśli on ma na tyle siły żeby opisywać tu swoje życie i wklejać zdjęcia z termometrem to moze znalazłby w sobie trochę siły do próby zmiany swego życia.

Kiedyś młodość i względne zdrowie się skończą i z czego będzie wtedy żyć. Czy ma jakieś pieniądze odłożone na czarną godzinę czy wypracowany jakiś kapitał emerytalny?

Chodzi o myślenie perspektywiczne.

A jak się jest "blisko dna" to bierze się robotę jaką dają a nie wybrzydza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19 minut temu, mrNobody07 napisał(a):

Ale sam byłem nie raz na przysłowiowym dnie i pamiętam jak właśnie pomoc od innych wiele mi pomogła.

No to powiedz – jak chciałbyś pomóc Purpurowemu? Kupisz mu jedzenie, dasz palnik do ogrzewania i butlę z gazem (i będziesz przynosił nową, jak się skończy)?

 

Może pomożesz mu napisać CV i znaleźć pracę? Ale czy to jest konieczne? On nie jest głupi. Intelektualnie spokojnie ogarnie znalezienie pracy.

 

20 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Teraz napisałeś z sensem, że odnososz się do jego uzależnienia. Tego zabrakło, ja zrozumialam że mówisz ogólnie o jego osobie 

Nic nie zabrakło. Po prostu to on, a nie samozwańczy (i na dłuższą metę szkodliwi) obrońcy, był adresatem tego, co mówiłem. Nie widzę też powodu, dla którego miałbym cokolwiek tłumaczyć ludziom, którzy wcięli się w temat po to, żeby poczuć się lepiej, że bronią biednego, niesprawiedliwie ocenianego, uciśnionego.

 

20 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Bo jest totalnie debilne twierdzić że to co z zewnątrz i wewnątrz wpływa tak samo na każdą jednostkę, i ta jednostka może zrobić to samo co ty, w identyczny sposób. 

Każdy jest inny i reaguje inaczej, to akurat jest oczywiste. Natomiast też każdy jest kowalem swojego losu.

 

16 minut temu, mała_mi123 napisał(a):

A jeśli on ma na tyle siły żeby opisywać tu swoje życie i wklejać zdjęcia z termometrem to moze znalazłby w sobie trochę siły do próby zmiany swego życia.

Tak samo uważam.

 

Tam, gdzie stwierdziłem, że warto dać konkretne rady (odnośnie znalezienia normalniejszych znajomych), tam je dałem.

 

17 minut temu, mała_mi123 napisał(a):

Kiedyś młodość i względne zdrowie się skończą i z czego będzie wtedy żyć. Czy ma jakieś pieniądze odłożone na czarną godzinę czy wypracowany jakiś kapitał emerytalny?

To kolejny ważny temat i również coś, czego nikt mnie nie nauczył – sam musiałem sobie do tych wniosków dojść, gdy musiałem pożyczać od kolegi 50 zł, żeby mieć na jedzenie.

 

18 minut temu, mała_mi123 napisał(a):

A jak się jest "blisko dna" to bierze się robotę jaką dają a nie wybrzydza.

Gorzej, że on nie chce. A nie chce, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto przyjmie, pogłaszcze po główce, zlituje się, i coś da.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, mrNobody07 napisał(a):

jak człowiek jest w tym beznadziejnym szambie, bardzo ciężko myśleć, a co dopiero działać racjonalnie. Dopiero jak się wydostanie z syfu, spojrzy na siebie z perspektywy stabilnej, trzeźwej osoby potrafi zrozumieć i się zdziwić mocno,  co się odwalało. 

 

Tu też się zgadzam. Nie jest łatwo, każdy ma swoje tempo przeżywania żałoby czy tam wychodzenia z dołka psychicznego. Tylko żeby tego nie przedłużać, żeby się w tym nie zatracić i zapomnieć. Bo im dłużej się w tym siedzi tym trudniej będzie z tego wyjść. Czarna dziura będzie pochłaniać w coraz bardziej oddalone od świata realnego rejony. 

Dlatego dobrze mieć wtedy kogoś kto jeszcze w odpowiednim czasie zareaguje. Niech zrobi cokolwiek byleby zadziałało na taką osobę. W przenośni "potrzasnie, spoliczkuje, wyrzuci na bruk". Cokolwiek co przyspieszy duchowe przebudzenie u zatracającego się w otchłani człowieka. 

Na niektórych może zadziałać coś odwrotnego - podanie pomocnej dłoni, troska, uwaga, ciepło, poprowadzenie przez pierwsze kroki do poprawy jak rodzic uczący dziecko chodzić. 

Kwestia wyczucia co danej osobie może pomóc, a w razie czego zmiana taktyki. Jeśli ktoś nie szanuje pomocy, dalej pogrąża się np. w nałogach to pozostaje tylko terapia szokowa. Niestety.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 minut temu, mała_mi123 napisał(a):

Kwestia wyczucia co danej osobie może pomóc, a w razie czego zmiana taktyki. Jeśli ktoś nie szanuje pomocy, dalej pogrąża się np. w nałogach to pozostaje tylko terapia szokowa. Niestety.

Purpurowy dostał tu już masę emocjonalnego wsparcia. Ludzie się spalali, żeby podejść empatycznie. Nic to nie dało – i moim zdaniem w tym przypadku nic to nie da. To jest ten drugi przypadek, który musi zobaczyć, że faktycznie życie nie daje mu taryfy ulgowej i są tylko dwie drogi, z czego jedna w końcu doprowadzi do cmentarza (i tak, już widzę, jak odpowiada „super, byle szybciej”, po to, żeby znów dostać atencję i głaskanie po główce).

 

Przy czym jeśli „empaci” (w cudzysłowie, bo z prawdziwą empatią to nie ma wg mnie nic wspólnego) chcą dalej głaskać po główce, to niech głaszczą. Nic mi do tego. Mam w sobie na tyle kultury, żeby nie pisać im, żeby „zawarli dzioby”.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, mrNobody07 napisał(a):

Są np. Ośrodki interwencji kryzysowej, gdzie doradcy zawodowi, psychologowie, pracownicy socjalni- pomagają systemowo. I tak, napisanie Cv to może być bardzo dużo dla osoby w kryzysie. Pomóc w znalezieniu i utrzymaniu pracy. Są też terapie w ośrodkach zamkniętych czy ambulatoryjnie….

Poczytaj posty Purpurowego. Nie z uwagi na treść, tylko na formę. Uważasz, że on nie będzie w stanie napisać CV?

Zupełnie inna sprawa, że nie w każdej pracy CV jest potrzebne. A jeśli pojawi się tu konkretne pytanie, jak napisać CV, co zawrzeć, ewentualnie prośba o to, żeby ktoś zerknął i powiedział, co poprawić, to będę pierwszym, który w tym pomoże.

Moim zdaniem tu trzeba po prostu zacisnąć zęby, spiąć dupę i iść do roboty, a nie chodzić po doradcach, psychologach i rozwodzić się nad tym, jak to jest źle. Doradca może być potrzebny komuś nieogarniętemu. On wbrew pozorom jest ogarnięty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

5 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Gorzej, że on nie chce. A nie chce, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto przyjmie, pogłaszcze po główce, zlituje się, i coś da

 

Nie znam całej jego historii, nie wiem z czym się dokładnie mierzy.

Wiem tylko, że jak ludzie dawniej przymierali głodem na przedwiośniu mieszkając np. w 8-10 osób w ciasnej izbie to szli tam gdzie była szansa na jakiś zarobek żeby nie głodować, żeby zarobić NA BUTY, ktore były wówczas rarytasem, czy przysłać grosza wielodzietnej rodzinie. Rodzice rzadzili twarda ręką i nie pozwalali na lenistwo i marazm, bo wtedy wszyscy by z głodu na wsiach pozdychali.

Ci ludzie szli na służbę, na saksy. Z jednym tobołkiem do mitycznej Ameryki. Naprawdę ludzie mieli trudniej pod względem logistycznym i życiowym ale jak bieda ścisnęła to znajdywali w sobie odwagę i determinacje.

Co się teraz porobiło z ludźmi. Może to socjal psuje..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

No to powiedz – jak chciałbyś pomóc Purpurowemu? Kupisz mu jedzenie, dasz palnik do ogrzewania i butlę z gazem (i będziesz przynosił nową, jak się skończy)?

 

Może pomożesz mu napisać CV i znaleźć pracę? Ale czy to jest konieczne? On nie jest głupi. Intelektualnie spokojnie ogarnie znalezienie pracy.

 

Nic nie zabrakło. Po prostu to on, a nie samozwańczy (i na dłuższą metę szkodliwi) obrońcy, był adresatem tego, co mówiłem. Nie widzę też powodu, dla którego miałbym cokolwiek tłumaczyć ludziom, którzy wcięli się w temat po to, żeby poczuć się lepiej, że bronią biednego, niesprawiedliwie ocenianego, uciśnionego.

 

Każdy jest inny i reaguje inaczej, to akurat jest oczywiste. Natomiast też każdy jest kowalem swojego losu.

 

Tak samo uważam.

 

Tam, gdzie stwierdziłem, że warto dać konkretne rady (odnośnie znalezienia normalniejszych znajomych), tam je dałem.

 

To kolejny ważny temat i również coś, czego nikt mnie nie nauczył – sam musiałem sobie do tych wniosków dojść, gdy musiałem pożyczać od kolegi 50 zł, żeby mieć na jedzenie.

 

Gorzej, że on nie chce. A nie chce, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto przyjmie, pogłaszcze po główce, zlituje się, i coś da.

No ja nie czytałam całego wątku. Ale mi, z moimi umiejętnościami dedukcji, zabrakło. Nie napisałeś że zwracasz się do autora, i kompletnie inaczej zrozumialam ta wypowiedź. Natomiast ci co mają inne zdanie mysle że nie piszą po to by poczuć się lepiej (dlaczego ciągle domysły bierzesz za pewnik nunu), tylko każde posty jakie piszemy na forum, to wpisy czyta dużo ludzi i wyciągają wnioski dla siebie. Ja tak do tego podchodzę, że wszystko co pisze, jest nie tylko do jednej osoby, ale też do obserwatora 🤔 Ale nie wiem jak oni

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

28 minut temu, mrNobody07 napisał(a):

Myślenie perspektywistyczne u osoby parę dni trzeźwej?

 

Czyli problem z używkami? Odwyk, terapia, leczenie. Tylko on tego musi chcieć. Nie przymusimy nikogo.

Z terapii szokowej - zapytam tylko czy zdaje sobie sprawę z tego, że organy wewnętrzne/ zdrowie zaczną mu szwankować i to szybciej niż później.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

Jeśli chodzi o alkoholików. No to jednej rzeczy tu brakuje - wstydu. Alkoholik nie ma siebie za alkoholika, dopiero zaczyna tak myśleć kiedy osiąga swoje dno, z naciskiem na swoje. Jak ojciec mój coś odjebie to zawsze 3 dni po się tego wstydzi, znacznie częściej niż dziadek, ale nadal nie jest to wstyd na tyle duży by uznał że jest uzależniony. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

 

 

Jeśli chodzi o alkoholików. No to jednej rzeczy tu brakuje - wstydu. Alkoholik nie ma siebie za alkoholika, dopiero zaczyna tak myśleć kiedy osiąga swoje dno, z naciskiem na swoje. Jak ojciec mój coś odjebie to zawsze 3 dni po się tego wstydzi, znacznie częściej niż dziadek, ale nadal nie jest to wstyd na tyle duży by uznał że jest uzależniony. 

Bo to klasyczny moralniak. To ma się nijak do poprawy. Mój robił tak samo. 

Byłem jedyną osobą do której czuł respekt. Reszta mogła go w d pocałować. Ale jak jak się uruchamiałem to już się przejmował. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, mrNobody07 napisał(a):

osoba uzależniona wbrew pozorom ma ogromne pokłady wstydu, lęku , bardzo dobrze rozumie co niszczy swoim piciem, zażywaniem, czy zachowaniem destrukcyjnym…Może przez substancje ma to „wytłumione” ale w środku jest- bardzo dużo zresztą 

 

Może jest, ale mi chodziło o granice gdy ten wstyd jest już za duży, i to jest tylko gdy osiąga swoje dno

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, mrNobody07 napisał(a):

Nie zgodzę sie. Osoba uzależniona ma często ogrom wstydu w sobie, wspomniane „kace moralne” , niskie poczucie własnej wartości „stłumione” substancją/zachowaniem destrukcyjnym. Ale jest to na pierwszy rzut oka nie widoczne, bo schowane za maską …nie bez przyczyny uzależnienie jest chorobą, w pełnowymiarowym tego znaczeniu

Masz rację. Ale Fuji też ma, poprawy nie przynosi, czasem całe życie :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak tak. Oni się naprawdę wstydzą tylko nie potrafią przerwać ciągu tego całego cyklu. Wstyd, unikanie, dręczące myśli. 

Często nie widzą w sobie winy. Tak jak pisała Dalia, całe życie tak się zachowują. 

A najgorsze to jest to, że najbardziej uzależnieni ludzie są najbardziej cool jako ludzie. Poprostu nie wytrzymują.

Nie jestem fajny wiec nie muszę chlać.

Alkoholizm mi nie grozi.

 

A tam... idę się napić . Zaraz pewnie mnie zawołają..... xd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

×