Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)


Dryagan

Rekomendowane odpowiedzi

2 minuty temu, Dryagan napisał(a):

Fajna, naprawdę 😄 Tylko to trochę inaczej wygląda niż klasyczna terapia. Pani psycholog jest częścią rehabilitacji i bardziej sprawdza, jak człowiek sobie radzi z tym, co się stało i z powrotem do normalnego życia. Pytała między innymi o sen, stres, czy boję się kolejnego zawału, czy nie wsłuchuję się za bardzo w każdy sygnał z organizmu, jak znoszę ograniczenia i to, że nagle muszę zdawać się na innych. No i oczywiście wyszło, że z tym ostatnim radzę sobie wybitnie, czyli fatalnie. Rozmawialiśmy też o tym, że po takim numerze człowiek trochę traci zaufanie do własnego ciała. Wcześniej serce sobie po prostu było i człowiek nie poświęcał mu większej uwagi, a teraz wystarczy, że zabije trochę szybciej i mózg natychmiast organizuje naradę kryzysową. Więc bardziej chodzi o nauczenie się, żeby nie żyć od pomiaru pulsu do pomiaru pulsu, nie bać się każdego wysiłku i jednocześnie nie udowadniać sobie na siłę, że już wszystko mogę. Podobno jedno i drugie jest po zawale dość typowe. Oczywiście ja, jako człowiek rozsądny i umiarkowany, mam talent do obu naraz. Na szczęście bez grzebania na siłę w głowie. Konkretna rozmowa o tym, co jest teraz i jak nie zwariować w trakcie dochodzenia do siebie. Taką wersję psychologa jestem w stanie zaakceptować.

Jak wygląda twój codzienny dzień? Nadal chyba nie robisz żadnych obowiązków bo za wcześnie, a spacer codziennie musisz robić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 minut temu, Dryagan napisał(a):

Fajna, naprawdę 😄 Tylko to trochę inaczej wygląda niż klasyczna terapia. Pani psycholog jest częścią rehabilitacji i bardziej sprawdza, jak człowiek sobie radzi z tym, co się stało i z powrotem do normalnego życia. Pytała między innymi o sen, stres, czy boję się kolejnego zawału, czy nie wsłuchuję się za bardzo w każdy sygnał z organizmu, jak znoszę ograniczenia i to, że nagle muszę zdawać się na innych. No i oczywiście wyszło, że z tym ostatnim radzę sobie wybitnie, czyli fatalnie. Rozmawialiśmy też o tym, że po takim numerze człowiek trochę traci zaufanie do własnego ciała. Wcześniej serce sobie po prostu było i człowiek nie poświęcał mu większej uwagi, a teraz wystarczy, że zabije trochę szybciej i mózg natychmiast organizuje naradę kryzysową. Więc bardziej chodzi o nauczenie się, żeby nie żyć od pomiaru pulsu do pomiaru pulsu, nie bać się każdego wysiłku i jednocześnie nie udowadniać sobie na siłę, że już wszystko mogę. Podobno jedno i drugie jest po zawale dość typowe. Oczywiście ja, jako człowiek rozsądny i umiarkowany, mam talent do obu naraz. Na szczęście bez grzebania na siłę w głowie. Konkretna rozmowa o tym, co jest teraz i jak nie zwariować w trakcie dochodzenia do siebie. Taką wersję psychologa jestem w stanie zaakceptować.

Brzmi spoko, czy to standardowa opieka psychologa dla ludzi po zawale?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Jak wygląda twój codzienny dzień? Nadal chyba nie robisz żadnych obowiązków bo za wcześnie, a spacer codziennie musisz robić?

Nadal mam raczej tryb „minimum obowiązków”. Mogę sobie zrobić herbatę, coś poczytać, pokręcić się po domu, ogarnąć jakieś drobiazgi, ale wszystko, co wymaga większego wysiłku albo noszenia, nadal jest poza mną. I pilnują mnie, żebym przypadkiem po lepszym dniu nie uznał, że już jestem zdrowy, bo podobno znają mnie aż za dobrze. 

Teraz dochodzi rehabilitacja kardiologiczna, trochę ćwiczeń, marszu, rowerka pod kontrolą, stopniowo i bez bohaterstwa. Spacer też codziennie, ale spokojny - tak bardziej wokół bloku. Bardziej chodzi o to, żeby się ruszać i odzyskiwać wydolność, niż robić jakiekolwiek wyniki. Poza tym leki, odpoczynek, trochę czytania, trochę internetu i nauka tej trudnej sztuki, że jak człowiek siedzi, to świat naprawdę się od tego nie zawali.

A jutro córka ma urodziny. I tu mnie załatwiła kompletnie, bo powiedziała, że nie chce żadnego prezentu, tylko żeby tata był zdrowy. No i oczywiście się przy niej popłakałem, czym bardzo podniosłem swój autorytet głowy rodziny. Prezent oczywiście będzie, bo aż tak łatwo się nie wykręci. Ale bez wielkiego kinderbalu. Spokojnie, rodzinnie. I chyba w tym roku naprawdę nikomu więcej do szczęścia nie potrzeba.

 

2 minuty temu, Żaba Monika napisał(a):

Brzmi spoko, czy to standardowa opieka psychologa dla ludzi po zawale?

Tak, to jest normalny element rehabilitacji kardiologicznej. Po zawale patrzą nie tylko na serce i wydolność, ale też na to, jak człowiek psychicznie znosi całą sytuację. U mnie to na razie była konsultacja i rozmowa w ramach rehabilitacji.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Dryagan napisał(a):

Nadal mam raczej tryb „minimum obowiązków”. Mogę sobie zrobić herbatę, coś poczytać, pokręcić się po domu, ogarnąć jakieś drobiazgi, ale wszystko, co wymaga większego wysiłku albo noszenia, nadal jest poza mną. I pilnują mnie, żebym przypadkiem po lepszym dniu nie uznał, że już jestem zdrowy, bo podobno znają mnie aż za dobrze. 

Teraz dochodzi rehabilitacja kardiologiczna, trochę ćwiczeń, marszu, rowerka pod kontrolą, stopniowo i bez bohaterstwa. Spacer też codziennie, ale spokojny - tak bardziej wokół bloku. Bardziej chodzi o to, żeby się ruszać i odzyskiwać wydolność, niż robić jakiekolwiek wyniki. Poza tym leki, odpoczynek, trochę czytania, trochę internetu i nauka tej trudnej sztuki, że jak człowiek siedzi, to świat naprawdę się od tego nie zawali.

A jutro córka ma urodziny. I tu mnie załatwiła kompletnie, bo powiedziała, że nie chce żadnego prezentu, tylko żeby tata był zdrowy. No i oczywiście się przy niej popłakałem, czym bardzo podniosłem swój autorytet głowy rodziny. Prezent oczywiście będzie, bo aż tak łatwo się nie wykręci. Ale bez wielkiego kinderbalu. Spokojnie, rodzinnie. I chyba w tym roku naprawdę nikomu więcej do szczęścia nie potrzeba.

Ooo, podniosłes podniosłes wzruszenia w takich ważnych momentach, bo właśnie takie np. są ważne, na lata się pamięta, są bardzo męskie! A poza tym najlepsza by była praca siedząca, np. obieranie grzybów teraz :D albo inne robótki w tej chwili nie wymyślę ale pomysłów jest na pewno dużo, niech ci coś zorganizują to mózg nie będzie myślał o problemach, ręce się czymś zajmą, serce jednak odpoczywa. Może coś takiego:) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 minut temu, Żaba Monika napisał(a):

Myślę, że to ważne by pokazywać dziecku, że mężczyźni też mają uczucia.

Nigdy nie twierdziłem, że mężczyźni nie mają uczuć ani że nie powinni ich okazywać. To nie o to chodzi. Tylko ja po prostu nie czuję się dobrze z tym, że ostatnio te emocje tak łatwo biorą nade mną górę. Wzruszam się czymś, wkurzam, a za chwilę mam łzy w oczach. Jakbym miał gdzieś poluzowaną regulację. Co innego mieć uczucia, a co innego mieć poczucie, że człowiek chwilami przestaje nad nimi panować. I chyba właśnie to mi najbardziej przeszkadza. Przy córce oczywiście nie będę udawał robota. Ale też nie będę udawał, że świetnie się czuję z tym, że ostatnio płacz przychodzi mi zdecydowanie łatwiej niż kiedyś.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Dryagantrochę można porównać to do lekkiej depresji albo że jest Ci ciężko, życie Cię przygniata. Widać to mam w sumie też taka sytuację w domu. A Ty nie chcesz by to dostrzegły, chcesz dawać radę bo trzeba i żeby na zewnątrz przynajmniej sprawiać wrażenie że nie przygniata? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, Dryagan napisał(a):

A jutro córka ma urodziny. I tu mnie załatwiła kompletnie, bo powiedziała, że nie chce żadnego prezentu, tylko żeby tata był zdrowy. No i oczywiście się przy niej popłakałem

tutaj to nawet mi pociekło kilka łez

 

❤️

Do przyszłości, czy przeszłości, do czasów, w których myśl jest wolna, w których ludzie różnią się między sobą i nie żyją samotnie. Do czasów, w których istnieje prawda (…) Z epoki identyczności, z epoki samotności, z epoki Wielkiego Brata, z epoki dwójmyślenia pozdrawiam was!

Normalność nie jest kwestią statystyki.

Wielki Brat patrzy. ~ George Orwell

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Dalila_ napisał(a):

@Dryagantrochę można porównać to do lekkiej depresji albo że jest Ci ciężko, życie Cię przygniata. Widać to mam w sumie też taka sytuację w domu. A Ty nie chcesz by to dostrzegły, chcesz dawać radę bo trzeba i żeby na zewnątrz przynajmniej sprawiać wrażenie że nie przygniata? 

Chyba jednak trochę inaczej. Nie chodzi mi o to, żeby udawać przed córką, że wszystko jest świetnie i tata zawsze daje radę. Tego zresztą teraz nawet nie da się udawać. Widzi, że jestem słabszy, że odpoczywam, że pewnych rzeczy nie mogę robić i że czasem potrzebuję pomocy. Chodzi ze mną na spacery zresztą. 

Bardziej chodzi o to, że ja sam nie czuję się dobrze z tym, jak łatwo ostatnio emocje przejmują stery. Zawsze miałem uczucia, nigdy nie uważałem, że facet ma być z kamienia i dziecko też nie musi oglądać ojca wyłącznie w wersji „niezniszczalnej”. Ale co innego wzruszyć się i nawet popłakać, a co innego mieć wrażenie, że człowiekowi ostatnio wystarczy niewiele, żeby puściły wszystkie bezpieczniki. I chyba nie nazwałbym tego tym, że życie mnie przygniata i próbuję to przed innymi ukryć. Bardziej chodzi o to, że jestem jeszcze po tym wszystkim jakiś taki... bez skóry. Zmęczenie, strach, ulga, złość, wzruszenie - wszystko przychodzi szybciej i mocniej niż wcześniej. Ale nie wydaje mi się, żeby to była depresja. Nie mam poczucia, że wszystko straciło sens, nadal potrafię się cieszyć, żartować, mam ochotę coś robić i czekam na różne rzeczy. Bardziej mam wrażenie, że po tym wszystkim emocje są jeszcze kompletnie rozregulowane i dużo łatwiej przebijają się na powierzchnię.

Po południu oczywiście trochę poświętujemy te urodzinki - tort, prezenty, coś dobrego. Tylko bez wielkiej imprezy z gromadą dzieci i chaosem na pełen etat, bo na taki poziom atrakcji tata jeszcze nie ma homologacji. Ma być spokojnie, rodzinnie, ale jednak urodzinowo. Dziewięć lat zdarza się tylko raz.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, Dryagan napisał(a):

Nigdy nie twierdziłem, że mężczyźni nie mają uczuć ani że nie powinni ich okazywać. To nie o to chodzi. Tylko ja po prostu nie czuję się dobrze z tym, że ostatnio te emocje tak łatwo biorą nade mną górę. Wzruszam się czymś, wkurzam, a za chwilę mam łzy w oczach. Jakbym miał gdzieś poluzowaną regulację. Co innego mieć uczucia, a co innego mieć poczucie, że człowiek chwilami przestaje nad nimi panować. I chyba właśnie to mi najbardziej przeszkadza. Przy córce oczywiście nie będę udawał robota. Ale też nie będę udawał, że świetnie się czuję z tym, że ostatnio płacz przychodzi mi zdecydowanie łatwiej niż kiedyś.

Ok, roumiem, myslalam, ze ogolnie wstydziles sie przy niej okazywac uczucia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Żaba Monika napisał(a):

Brzmi spoko, czy to standardowa opieka psychologa dla ludzi po zawale?

W standardzie powinno to być, właśnie np. w ramach rehabilitacji kardiologicznej, bo choroby serca i stosowanie leków kardiologicznych zwiększają ryzyko wystąpienia depresji i to badania pokazały już dawno;)  Czy jest w każdym ośrodku stosowane? Nie jestem przekonana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Dryagan nie bój się tych uczuć, nie blokuj. Może znajdziesz coś, żeby te emocje przelać na przykład? Tzn. nie wiem, czy lubisz tak. Natomiast uważam, że to co się stało naprawdę jest sporym przeżyciem, mogę to tak nazwać? Teraz się uczysz jakby trochę żyć na nowo. I to jest na pewno trudne, tzn. mogę sobie wyobrazić i nie da się na pewno ukryć, że jest się obecnie słabym, po prostu. Przejdziesz przez to, bo jak udało Ci się działać z ChAD, to i tutaj wyjdziesz, ale trzymaj się rad specjalistów i będzie dobrze, bo będzie ❤️ Pozdro!!!

Do przyszłości, czy przeszłości, do czasów, w których myśl jest wolna, w których ludzie różnią się między sobą i nie żyją samotnie. Do czasów, w których istnieje prawda (…) Z epoki identyczności, z epoki samotności, z epoki Wielkiego Brata, z epoki dwójmyślenia pozdrawiam was!

Normalność nie jest kwestią statystyki.

Wielki Brat patrzy. ~ George Orwell

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Dryagan napisał(a):

Chyba jednak trochę inaczej. Nie chodzi mi o to, żeby udawać przed córką, że wszystko jest świetnie i tata zawsze daje radę. Tego zresztą teraz nawet nie da się udawać. Widzi, że jestem słabszy, że odpoczywam, że pewnych rzeczy nie mogę robić i że czasem potrzebuję pomocy. Chodzi ze mną na spacery zresztą. 

Bardziej chodzi o to, że ja sam nie czuję się dobrze z tym, jak łatwo ostatnio emocje przejmują stery. Zawsze miałem uczucia, nigdy nie uważałem, że facet ma być z kamienia i dziecko też nie musi oglądać ojca wyłącznie w wersji „niezniszczalnej”. Ale co innego wzruszyć się i nawet popłakać, a co innego mieć wrażenie, że człowiekowi ostatnio wystarczy niewiele, żeby puściły wszystkie bezpieczniki. I chyba nie nazwałbym tego tym, że życie mnie przygniata i próbuję to przed innymi ukryć. Bardziej chodzi o to, że jestem jeszcze po tym wszystkim jakiś taki... bez skóry. Zmęczenie, strach, ulga, złość, wzruszenie - wszystko przychodzi szybciej i mocniej niż wcześniej. Ale nie wydaje mi się, żeby to była depresja. Nie mam poczucia, że wszystko straciło sens, nadal potrafię się cieszyć, żartować, mam ochotę coś robić i czekam na różne rzeczy. Bardziej mam wrażenie, że po tym wszystkim emocje są jeszcze kompletnie rozregulowane i dużo łatwiej przebijają się na powierzchnię.

Po południu oczywiście trochę poświętujemy te urodzinki - tort, prezenty, coś dobrego. Tylko bez wielkiej imprezy z gromadą dzieci i chaosem na pełen etat, bo na taki poziom atrakcji tata jeszcze nie ma homologacji. Ma być spokojnie, rodzinnie, ale jednak urodzinowo. Dziewięć lat zdarza się tylko raz.

Ok w ten sposób. To ja myślę że z czasem wszystko wróci ci do normy, skóra odrośnie, łuski smokowi też, widocznie był to duży stres większy niż zawsze że ci te regulatory emocji rozregulowal to znaczy ,,nadwrazliwil" na pewnien czas. Takie imprezy z gromadą dzieci to naprawdę bajkowe urodziny łał! mój tata nie pamiętał w której jestem klasie 🤣 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×