Skocz do zawartości
Nerwica.com

Problemy seksualne


madeofchalk

Rekomendowane odpowiedzi

Proszę o pomoc. Może ktoś w końcu będzie potrafił mi jakoś rozjaśnić albo zinterpretować to, co ze mną jest, albo zasugeruje jakąś sensowną poradę, co mogę z tym zrobić.

 

Dobijam 30. W moim domu nie rozmawiało się o seksie, a przynajmniej takich rozmów nie pamiętam. Z dzieciństwa mam kilka wspomnień dotyczących zainteresowania tą sferą i pierwsze odczucia ekscytacji, jednak już w okresie późniejszej nastoletniości, trudno mi sobie coś takiego przypomnieć. Pamiętam swój pierwszy raz, w wieku 17 lat, po pijaku, chłopak, z którym trochę się spotykałam, zrobił mi palcówkę. To było dość dziwne odczucie, raczej bez fajerwerków. 

 

Potem przez dwa kolejne lata nie trafiłam na żadnego fajnego chłopaka, trochę mi tego brakowało, ale żaden jakoś nie zawrócił mnie w głowie, więc zdarzały mi się tylko jakieś pocałunki na imprezach. Jednocześnie znajomym sugerowałam, że pierwszy raz mam już za sobą.

 

W wieku 19 lat poszłam na studia i tam poznałam dziewczynę, która akurat zawróciła mi w głowie. To wszystko było dla mnie totalnie nowe, wiązało się ze sporymi obawami, no i kwestia seksu również napawała mnie lękiem. Wiedziałam, że chcę to ze mną zrobić, ja też z jednej strony chciałam, z drugiej chyba panicznie się bałam, więc doprowadziłam do tego, że finalnie zrobiłyśmy to w stanie mocnego odurzenia trawą. 

Pamiętam, że wszystko to było dość abstrakcyjne, przez moją głowę przelatywały tysiące rzeczy, pamiętam zapętlającą się w głowie piosenkę, no i odczucia z ciała (mojego i jej), które były dość abstrakcyjne i nowe.

 

Znowu dopisałam do życiorysu kolejne dziwne doświadczenie. 

Dziewczyna mnie kochała, ja ją też, więc tu generalnie bardzo dużo robiły emocje, niemniej seksualnie nie było fajerwerków, nie było orgazmu, nie miałam jakoś specjalnie na to wszystko ochoty, ale robiłyśmy to, bo była to też dla mnie jedna z form bycia blisko niej. 

 

Jeśli chodzi o moje reagowanie - biologicznie wszystko było okej. Byłam mokra, bo potrafiła na mnie zadziałać. Niemniej psychicznie nie czułam praktycznie niczego. 

 

Oprócz problemów z popędem (czyli ochotą na seks w ogóle), podnieceniem i orgazmem, nałożyły się na to moje problemy z tą relacją - nie wiedziałam, jak mam się identyfikować, obawiałam się tego, co będzie, jak ludzie się dowiedzą, w pewnym sensie nie akceptowałam tego związku ani siebie w tej konfiguracji.

Kochałyśmy się mocno, ale przeplatało się to z jakimiś moimi fazami, kiedy brak akceptacji samej siebie powodował, że sabotowałam ten związek wszelkimi możliwymi sposobami, było też sporo alkoholu, narkotyków.

 

Doprowadziłam do tego, że w pewnym momencie przestałam czuć cokolwiek. Kiedy mnie dotykała w miejscach intymnych, czułam się, jakby równie dobrze mogła dotykać mnie w ramię (jeśli rozumiecie co mam na myśli). Jeśli chodzi o jakikolwiek autoerotyzm - to samo.

 

W seksie bardzo często się rozpraszałam, moje myśli biegły wszędzie, tylko nie do sytuacji, w której byłam. Przeszkadzały mi wszystkie bodźce, nawet najmniejsze: czułam zapachy, smaki, słyszałam dźwięki. Nie było mnie tylko w tym, co aktualnie się działo.

 

Potem nieco się poprawiło, tzn. nie czułam się już, jakby dotykano mnie w ramię i zdarzało mi się poczuć jakieś lekkie podniecenie (np. po filmie pornograficznym), ale to ciągle było takie, jak ptak próbujący zatrzepotac skrzydłami, unoszący się centymetr nad ziemię i opadający na nią z powrotem.

 

Seks inicjowałam głównie po alkoholu i wtedy mogłam to robić z większą łatwością, bo na trzeźwo czułam się, jak kłoda, nie miałam nawet ochoty się ruszać ani nic robić (chyba, że dla niej, z uczuć), bo totalnie to na mnie nie działało.

 

Oprócz problemów z seksem, miałam też sporo problemów z emocjami, momentami wydawało mi się, że jestem pusta, pozbawiona uczuć, wyrwana ze swojego ciała.

 

Po naszym rozstaniu, miałam trochę przygodnych kontaktów seksualnych z chłopakami, jednak znowu odczuwałam opór, obawę, sama nie wiem. Nie miałam orgazmów, chłopak niby mi się podobał, ale seks był taki, że kiedy się zaczynał, ja znowu odrywałam się od sytuacji i tak naprawdę czekałam tylko, aż się skończy.

 

Teraz jestem w bliskiej relacji z chłopakiem, który w sumie był bardzo długo moim przyjacielem. Nie podobał mi się nigdy, uważam, że nie ma między nami “tego czegoś”, niemniej zawsze był przy mnie, był dla mnie bardzo dobry. Pamiętam, jak mieliśmy kilka sytuacji, jeszcze za czasów naszej przyjaźni, kiedy doszło między nami do zbliżenia (jeszcze nie seksu) i pamiętam, jak mocno mnie to nakręciło. W sensie czułam podniecenie (mimo, że chłopak mi się nie podoba, nie ma chemii), następnego dnia na myśl o tym też czułam takie ciepło w podbrzuszu. 

Jakiś czas później zaczęliśmy się spotykać i uprawiać seks. Seks jest dobry, bo chłopak jest czuły i dba przede wszystkim o moją przyjemność, co jest niestety słabe, bo ja znowu jestem totalnie oderwana w tych momentach. Najchętniej uprawiam z nim seks po alkoholu albo trawce, wtedy jeszcze mam jakąkolwiek motywację do działania. Na trzeźwo jest gorzej, bo strasznie mam w głowie to, że on mi się nie podoba, że nie ma między nami chemii. I mimo, że w seksie jest naprawdę fajny, bo to, jak mnie momentami dotyka, powoduje, że podrywa się we mnie tak delikatnie znów ten ptaszek-nielot, o którym pisałam wyżej, to nie chcę tego z nim robić.

 

Jednocześnie mam tęsknotę w sobie do odczuwania przyjemności i wrażenie, że z jakichś przyczyn jestem na nią zablokowana, ale że jest to odwracalne. Nie wiem tylko, co należy z tym zrobić i w czym leży przyczyna.

 

Zdarzyło mi się czuć turbo dużą przyjemność po wzięciu ecstasy, kilka razy, pamiętam zwłaszcza swój pierwszy raz, to był chyba pierwszy raz w moim życiu, kiedy czułam, że czuję dokładnie to, za czym tak tęsknię. To była taka czysta, bezrefleksyjna przyjemność, pozbawiona kontroli, pozbawiona lęków i obaw. I była też seksualna.

 

Zdarza mi się masturbować, ale zaobserwowałam, że w masturbacji jakby cały mój focus idzie bardziej na rękę, którą się dotykam i to, co ta ręka czuje, niż na miejsca intymne, w których się dotykam. Trudno mi przekierować uwagę na odbieranie jakby bodźców.

 

W seksie i w masturbacji docieram do takiego punktu, że czuję, tak fizycznie, coś na granicy tego, że zaraz nie wytrzymam. I wtedy przestaję, bo mimo, że to nie jest ból, to nie jest też przyjemność, to jest taki stan jakbym miała zaraz po prostu nie wytrzymać. Trudno mi jakkolwiek to inaczej opisać.

 

No i przy masturbacji to jest czysto fizyczne odczuwanie (sama nie wiem czego), nie czuję w ogóle podniecenia psychicznego.

 

Czy ktoś spotkał się z czymś podobnym albo ma jakieś przypuszczenia co to może być? Proszę o pomoc!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×