Skocz do zawartości
Nerwica.com

Kołatania serca i tachykardia mnie w końcu wykończą


charli13

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć wszystkim,

zacznę może od tego, że mam 20 lat. Często mnie to wkurza, że zamiast cieszyć się życiem w jego najlepszym okresie, ja jestem dręczony przez nerwice każdego rodzaju – i to tak już od 6 lat. Zaczęło się od hipochondrii, potem to przemieniło się w nerwicę lekową z bzikiem na punkcie serca, następnie miałem natręctwa i myślałem że zwariuję, a w sumie że już to zrobiłem, a gdy wszystko zaczęło się powoli stabilizować, znalazłem sobie dziewczynę, mam fajnych znajomych, to znowu zaczęły się odzywać różne lęki i znowu na pierwszym planie jest lęk o serce.

Głównie narzekam i boję się o zbyt wysoki puls. Ale nie tylko, bo mam też kołatania, szczególnie gdy solidnie zjem lub wypiję wcale nie taką mocną kawę. Czuję wtedy każde pojedyncze uderzenie, jakby całe ciało chodziło. Często aż odbija mi się to jakimś bólem głowy w rytm tych uderzeń – nie wiem czy rozumiecie o co mi chodzi. Do tego dochodzą inne dolegliwości, moją ulubioną (oczywiście to niestety tylko ponura ironia) jest chyba uczucie serca które się zatrzymuje na chwilę bądź uderza kompletnie nie w rytm 3-4-5 razy mega szybko i niewyraźnie, a następnie wszystko wraca do normy. No poza tym, że przez kolejne 30 minut boję się ruszyć z miejsca.

Zdążyłem już zauważyć, że wysoki puls i kołatania mam w pewnych sytuacjach. To znaczy najlepiej czuje się będąc w domu, wtedy praktycznie nie odczuwam objawów. Gdy jadę jednak już na uczelnię, bądź spotkać się z dziewczyną moje serce postanawia sobie urządzić maraton, a ja tylko siedzę w tym autobusie mega spięty, co chwilę sprawdzając sobie puls. Czasami też budzę się po drzemce i wstaję z kołataniami i ogólnie taki niespokojny. Największe jazdy są, gdy jestem na imprezie, mam wrażenie że przez te parę godzin mój puls nie schodzi poniżej 200 i to nieważne czy siedzę, stoję czy co tam jeszcze robię. Ostatnio nawet zauważyłem że wystarczy że pomyślę tylko o czymś stresującym a od razu puls mi skacze.

Odkąd pamiętam jestem osobą nerwową i generalnie też na tyle już siebie poznałem, że jestem przekonany, że to problemy jedynie które siedzą w głowie a nie sprawy kardiologiczne, na potwierdzenie miałem też robione EKG (wprawdzie jakoś latem, ale no jednak wtedy czułem się podobnie, jak nie gorzej) i wyszło ok. Ostatnio mi przyszła do głowy taka myśl, że co z tego że jestem fizycznie zdrowy, jak nerwica już mnie tak wyniszczyła i tak mi wybiła to serce, że ono pewnie naprawdę jest już w nie najlepszym stanie. Boję się tego, że mając te 20 lat, mam serce po tylu uderzaniach co u 50 latka i będę żył 30 lat krócej (jak nie więcej).

Są dni, takie jak dziś gdy jest lepiej, cały dzień mam spokój od wszystkich objawów. Tak jak pisałem to też nie jest tak, że przez 24 godziny mam tachykardię czy kołatania. To są raczej pewne ‘triggery’, który powodują u mnie te objawy. Doszło już jednak do tego, że ja wolę nie być aktywnie fizycznie, boję się biegać, ćwiczyć, bo jak wiadomo podczas tych czynności od razu skacze puls, a ja uważam że nie ma co dodatkowo męczyć serca, jak ono już i tak dzisiaj miało tyle pracy. Generalnie puls podczas takich ataków paniki, czy co to jest wynosi między 100 a 170-80, przynajmniej z tego co udaje mi się liczyć na tętnicy szyjnej (15 s * 4). Gdy jestem odprężony, tak jak np. teraz gdy piszę ten post, wynosi jakieś niecałe 70. Ciśnienia w sumie mało co mierzę.

Nie będę się bardziej rozpisywał, bo chciałbym żeby jakaś miła osóbka dotrwała do końca i odpisała mi, bo często jest tak że odpowiedź kogoś kompetentnego wiele pomaga, przynajmniej mi (wiem że to Internet, ale jednak takie rzeczy po samym stylu pisania da się wywnioskować, czy ktoś pisze głupoty czy nie).

Tak więc podsumowując: tak naprawdę chyba szukam osoby, która zna się na rzeczy i powie mi czy tyle ‘napadów serca’, które już miałem, zakładając że były na tle psychicznym, miało prawo uszkodzić fizycznie serce? Kurde, staram się cieszyć życiem, ogólnie tym co mam, potrafię się zmotywować itp. itd., mam ochotę uprawiać jakiś sport, ogólnie robić coś ze sobą, ale zaraz sobie przypominam, że gdzie nie wyjdę to dostaję mocnej tachykardii, jestem cały nabuzowany, czuje się nie tyle jakbym umierał, ale jakbym siebie wyniszczał powoli. Chciałbym to zmienić.

 

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"sercowe sprawy" byly moją zmorą przez wiele, wiele lat. Wlasciwie od dziecinstwa.
Dokladnie takie rzeczy o jakich piszesz - tachykaria, kołatania, przeskoki, zatrzymywanie się i tym podobne.
Raz nawet wygladowalam z tachykaria w szpitalu i kilka dni robili mi badania.

Moge Ci powiedziec, ze mi pomogla terapia. Z czasem po prostu przestalam zwracac na to uwage i te objawy zniknely.
Juz praktycznie mi nie dokuczaja od lat. Zdarzy sie coś sporadycznie, ale juz sie tak w to nie wkrecam i szybko mija.

Jesli chodzi o leki dorazne, mozesz poprosic lekarza o leki obnizające puls - np bisocard, czy con-cor.
Ja pamietam, ze nosilam je przy sobie i czasami wystarczylo wziac okruszek tabletki i serce spowalnialo :)
Dodatkowo, jest jeszcze np. propranolol - on dzaila bardziej globalnie - uspokaja i serce i generalnie takie fizjologiczne reakcje.

Nawjwazniesze to pamietac, ze mozna sie tego pozbyc. Ja bylam kiedys pewna, ze bede na to skazana do konca zycia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×