Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
lager6

Poczucie zgorzknienia

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć, od dłuższego czasu jestem nieszczęśliwy w życiu i potrafię naprawić siebie ani odzyskać wiary w lepszą przyszłość. Problemów jest mnóstwo i nie wiem od czego mam zacząć, więc może opiszę sytuację od początku do końca.

Mam 24 lata, jestem z dużego miasta i w tym roku ukończę studia prawnicze. Mieszkam w domu jednorodzinnym z rodzicami i bratem, jesteśmy stosunkowo dobrze sytuowani. Mam wspaniałych przyjaciół na których zawsze mogę polegać. Jestem człowiekiem dość towarzyskim, typem myśliciela-perfekcjonisty, można na mnie liczyć, trochę działam w wolontariacie i innych akcjach dobroczynnych. Nie licząc łagodnej astmy jestem zdrowy, w szkole uczyłem się raczej dobrze. Teoretycznie nie powinienem mieć do życia absolutnie żadnych pretensji. No właśnie... teoretycznie.

Mniej więcej od 2013 do końca 2015 roku (liceum i początek studiów) trwał "okres szczytowy" w moim życiu. Byłem spełniony, pewny siebie, czułem balans pomiędzy różnymi aspektami życia. Mając 20 lat, miałem dziewczynę którą bardzo kochałem oraz atrakcyjną pracę, czym wyróżniałem się pośród przyjaciół. Szczęśliwy czas skończył się dość niespodziewanie, gdy moja dziewczyna stwierdziła, że ten związek według niej nie ma sensu i kategorycznie go zakończyła. Był to dla mnie ogromny cios, ponieważ do tej pory wydawało mi się że byłem dobrym chłopakiem, a jej miłość względem mnie wydawała mi się równie szczera jak moja (i znajomi to potwierdzali). Próbowałem jakoś to wszystko ratować (studiujemy razem, więc miałem ciągły kontakt), ale nic nie szło, ucinała każdą rozmowę. Jak się później okazało, jej nowym chłopakiem został nasz wspólny znajomy od nas z roku, który od dawna się koło niej kręcił (a podobno miał być "tylko przyjacielem" i nikim więcej). Cóż, możecie sobie wyobrazić że byłem totalnie rozbity i nie mogłem się skupić na niczym. Szef w pracy stwierdził, że musimy się pożegnać, bo w takim stanie nie powinienem obsługiwać klientów. Z dnia na dzień z człowieka aktywnego stałem się starym dziadem, który nie miał siły nawet podnieść się z łóżka. Dobrze, że jakimś cudem nie posypałem się na uczelni, bo zawalenie egzaminów byłoby już totalną katastrofą, aczkolwiek motywacji ani siły na cokolwiek więcej niż ocenę dostateczną już nie miałem.

Zimą 2016, po roku pustej egzystencji, w końcu podjąłem terapię psychiatryczną. Dlaczego trwało to tak długo? Po pierwsze, myślałem że to samo minie. Po drugie, jakaś wewnętrzna duma podpowiadała mi, że to niemożliwe abym był na cokolwiek chory. Po trzecie, rodzina niezbyt wierzyła w to, jak beznadziejny był mój stan psychiczny - ze strony mamy padały zdania typu "weź się w garść", "o co ci chodzi, przecież inni mają gorzej", "ciężko z tatą pracujemy żebyś miał dobrze w domu", "nie przejmuj się błachostkami, studia teraz są najważniejsze" i tak dalej. Brat (który jest starszy i zgrywa wielkiego człowieka sukcesu) rzucił nawet, że "nie istnieje coś takiego jak depresja, ludzie sobie ją wmawiają". Dodam że moja rodzina wcale nie jest jakąś nowobogacką patologią, do tej pory była wspaniała, no ale tutaj mnie zawiedli po całości. Ogólnie, zawsze mieli względem mnie spore wymagania jeśli chodzi o wyniki w nauce, z drugiej strony ani trochę nie ucząc mnie codziennego życia - gdyby ich nagle zabrakło, nie sądzę że umiał bym nastawić sobie pranie. Mama jest trochę nadopiekuńcza i często mówi mi kiedy mam się kłaść spać czy jak powinienem się ubrać - kiedyś tego nie dostrzegałem, teraz wkurwia mnie to niesamowicie.

Wracając, moja terapia polegała na przyjmowaniu antydepresantów SSRI. Już w jej trakcie mama powtarzała że to świństwo i nie powinienem brać jakichkolwiek leków, ale mniejsza z tym. Terapia trwała rok i w jej toku mój stan się poprawił, miałem więcej energii i nie leżałem w łóżku przez pół dnia, wróciły jakieś zainteresowania. Nadal jednak miałem wrażenie "pustki" w życiu, brak motywacji do wyznaczania sobie celów, a nawet jak je wyznaczę to brakuje mi konsekwencji by je dokańczać. Za główną przyczynę braku satysfakcji z życia uznałem brak dziewczyny - kompletnie brakuje mi bliskości uczuciowej, tym bardziej, że większość moich znajomych ma już partnerów od dosyć dawna. Mam wrażenie przeciekania mi najlepszych chwil życia przez palce. Oczywiście próbowałem temu zaradzić, przez ostatnie 3 lata spotykałem się z kilkudziesięcioma całkiem fajnymi dziewczynami, poznawanymi zarówno na imprezach jak i w internecie. Z nielicznymi udawało się jednak przenieść znajomość na wyższy poziom. Zawsze jak z którąś mi się fajnie rozmawiało i nadchodził moment, że proponowałem wyjście np. do teatru albo chciałem zwyczajnie potrzymać ją za rękę, tam nagle pojawiał się dystans i chłód. Przez to wszystko mam strasznie zaniżone poczucie własnej wartości. Irytuje mnie to tym bardziej, że mam wielu kolegów którzy wcale nie są oni jacyś wybitni (niektórzy to zwykłe dupki), a jakoś mają atrakcyjne dziewczyny i życie im się układa. Mi nie, mimo tego, że zawsze starałem się być dobry dla innych, pomagałem ludziom, mam talent organizatorski. Nic z tego dobra do mnie nie "wróciło". Przypominają mi się też mroki gimnazjum, gdzie wzajemne poniżanie było na porządku dziennym. Czasem miewam takie myśli, że to społeczeństwo to po prostu banda idiotów, która nie zasługuje na żadne dobro. Banda, która chyba zacznie cię doceniać tylko wtedy, kiedy będziesz w stosunku do niej absolutnie bezwzględny. Oczywiście to takie spontaniczne wrażenia, nigdy nie mówię tego na głos.

Innym problemem jest to, że zbyt dużo myślę. Dla mnie nie ma czegoś takiego jak teraźniejszość, jestem jakby zawieszony między przeszłością a przyszłością. Zdarza się, że w rozkminianiu różnych problemów tego świata potrafię myślami odpłynąć na 2-3 godziny, zamiast robić coś pożytecznego. Co ciekawe, "klarowność myślenia" czasem odzyskuję, kiedy napiję się trochę więcej alkoholu. Nie pijam często (może raz na 2 tygodnie), ale jak już, to nagle jestem pewny siebie i doskonale wiem, co powinienem zrobić. I robię to od razu. Tak jakby prawdziwy "ja" był pod jakąś skorupą, którą wystarczy tylko rozpuścić. Zna ktoś jakiś sposób, który da podobny efekt, i jednocześnie nie powoduje kaca na następny dzień?

Pani psychiatra proponowała mi psychoterapię, niestety nie podając szczegółów na czym ona polega, ile kosztuje, jak długo to będzie trwało. Speszyłem się i poprzestałem na antydepresantach. Myślicie, że powinienem spróbować? Czy w moim mieście (Lublin) znajdę coś sensownego? Jak jest z refundacją tego typu rzeczy?

Piszcie swoje przemyślenia, a nuż coś się w moim życiu ruszy. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@lager6 A jaka terapia Cię bardziej interesuje? Poznawczo-behawioralna (raczenie sobie z lękami itp), czy Psychodynamiczna (analiza i grzebanie w przeszłości) ?

W Lublinie jest wiele opcji:
Na pewno darmowe jest CIK, czyli Centrum interwencji Kryzysowej, bo kiedyś tam chodziłem, jest tam świetna pani Agnieszka Rusinek.
Na refundacji też było na Abramowickiej, ale nie wiem jak teraz jest. Darmowe są też na Hempla w Centrum Medyczne SANITAS, ale tam jakoś długo się czekało na kolejne wizyty.

Jeśli chodzi prywatne to też jest dużo opcji, np. Centrum psychiatrii i psychoterapii poznawczo-behawioralnej http://cbtlublin.pl/ tam teraz chodzę na behawioralną.
Na Orlanda też mają dużo specjalistów od psychodynamicznej https://www.psychoterapia.org/psycholog-lublin 
Poza tym jest też psycho-soma, tam mają też płatnie http://psychosoma.lublin.pl/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za konkretne odpowiedzi!

Raczej poznawczo-behawioralna, do większości otaczających mnie rzeczy mam pesymistyczny stosunek, nie potrafię bawić się życiem. Grzebanie w przeszłości nie sądzę żeby było potrzebne, na pewno mam kilka bardzo przykrych wspomnień (chociażby rzucenie przez dziewczynę, bójki w szkole, kłótnie z rodzicami), ale raczej nie jakieś mega traumatyczne, żebym do nich wracał pamięcią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×