Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Liber8

Przytul mnie i zbaw, czyli gorsza twarz psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć lenie nie czytające dłuższych tekstów, akurat znalazł się dłuższy artykuł - wiem, że nie przeczytacie, a może zacznę pisać streszczenia? Zobaczymy.

 

 

Przytul mnie i zbaw, czyli gorsza twarz psychoterapii

 

Kim jest Sylwia? Wojowniczką czy manipulantką? Ofiarą niekompetentnych psychoterapeutów czy dziewczyną, która postanowiła zniszczyć ludzi pragnących jej pomóc? Ona sama uważa siebie za pokrzywdzoną i od kilku lat dochodzi swoich praw w sądzie. – To bardzo trudny proces – zaznacza. – Jako osoba zaburzona, z borderline, nie jestem traktowana w sposób wiarygodny. Jednak moje problemy psychiczne pogłębiły się po fatalnie prowadzonych psychoterapiach. Dopiero, kiedy zrobił się ze mnie strzęp człowieka i znalazłam się praktycznie na dnie: bez pieniędzy, pracy i dachu nad głową, zrozumiałam, że padłam ofiarą niekompetentnych specjalistów. Dlatego chcę założyć stowarzyszenie dla ludzi takich jak ja, ponieważ wiem, że jest nas dużo więcej, a rynek usług terapeutycznych w Polsce to kompletna samowolka.

Kiedy psychoterapia zaczyna szkodzić?

 

 

 

WIĘZIENIE

– Współpracę z pierwszym terapeutą rozpoczęłam po wyjściu z więzienia – opowiada Sylwia. Wyjaśnia, że trafiła tam na pół roku za jeżdżenie samochodem bez prawa jazdy.

 

– Nie pomagały mandaty, grzywny. W końcu wsadzili mnie za kratki. Rozumiem to, jednak moje kompulsywne jeżdżenie bez dokumentów było objawem zaburzenia. Próbowałam w ten sposób uśmierzyć wewnętrzny ból. Ta jazda po prostu mnie uspokajała. Nie wytrzymywałam z własnymi emocjami. W więzieniu miałam styczność z osobami z najcięższymi wykroczeniami. Były tam morderczynie własnych dzieci. Koszmar. Ale spotkałam tam również psychologa, który zaproponował mi terapię po wyjściu za mury. To była terapia grupowa, na którą kompletnie się nie nadawałam. Terapeuta powinien to stwierdzić. Wyrzucał mnie też z terapii, jednak potem znowu przyjmował. Prosiłam go o przyjęcie, bo byłam kompletnie zagubiona, potrzebowałam pomocy. W końcu zaproponował mi przejście na tok sesji indywidualnych. Zacieśniła się między nami bardzo silna więź, która z jego strony była nadużyciem, co przyznała przewodnicząca Komisji Etyki Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich na oficjalnym spotkaniu ze mną, podczas którego towarzyszyli mi przedstawiciele ze Stowarzyszenia Stop Manipulacji. Wymienialiśmy między sobą setki mali i esemesów – mam tę korespondencję. On pisał do mnie, że mnie przytula, że myśli o mnie, że życzy mi dobrej nocy. Ja też mu tak pisałam, bo potrzebowałam bliskości. Jednak ja miałam mocno zaburzony obraz naszej relacji - on, zakładam ten obraz relacji miał mieć prawidłowy. Kiedy sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, po prostu mnie wyrzucił jednego dnia, i wezwał w tym celu policję oraz straż pożarną. Oznajmił, że bezprawnie zajmuję jego teren prywatny!

Drugi z kolei był taki empatyczny w internecie wobec osób z zaburzeniem borderline, że zrozpaczona po pierwszym wpadłam drugiemu w ręce. Dosłownie, bo przytulaliśmy się na sesjach i poza nimi – a on nie miał nic przeciwko. Siedzieliśmy na trawniku pod jego gabinetem i wyznawaliśmy sobie miłość i nienawiść na przemian, raz przyłożył mi w twarz i wezwał policję, ale za chwilę ją odwołał.

 

Adwokat Andrzej G. występujący przed sądem w imieniu obu psychoterapeutów, których Sylwia pozwała, przysłał oświadczenie: "(...)Zarzuty tej kobiety są wyssane z palca i mogę powiedzieć tylko tyle, że mają się nijak do tego, co jest zawarte w dokumentach i jest objęte procesem przygotowawczym. Założyliśmy tej pani kilka spraw w prokuraturze. Całość korespondencji mailowej i telefonicznej została zabezpieczona jako dowód w sprawie. Pani Sylwia jest osobą niezrównoważoną i jej celem jest zniszczenie moich klientów za osobiste niepowodzenia oraz nieumiejętność radzenia sobie we własnym życiu(...)".

 

– Do psychoterapeuty nie przychodzisz, jeśli ze wszystkim sobie radzisz w życiu, a on ma obowiązek działać zgodnie z zasadami, a nie wolną amerykankę odstawiać. Szukałam u nich pomocy jasno informując jakie mam problemy, a oni podjęli się trwającej kilka lat terapii, nie mając pojęcia jak ją prowadzić! – oburza się młoda kobieta. – Oczekuję, aby wzięli odpowiedzialność za szereg uchybień w trakcie terapii, m.in. w zakresie proceduralnym: brak ustalenia jasnych celów pracy, podjęcie się terapii bez odpowiednich do tego umiejętności oraz za zachowania, które nie powinny mieć miejsca. Kodeks etyki wyraźnie zabrania terapeucie wchodzenia w poufałą i osobista korespondencję. A z takim kończeniem terapii nie zetknęłam się nawet w opisach anty-przykładów.

 

KURIOZUM

– Znany mi jest przypadek Sylwii. Moja rozmowa z Sylwią ukaże się w przygotowywanej przeze mnie do druku książce pt.: „Psychoterapia bez makijażu. Trudne rozmowy o terapeutycznych niepowodzeniach” – mówi dr Tomasz Witkowski, psycholog. – Przypadek ten w rozmowie ze mną komentuje również w książce znana polska psychoterapeutka dr Ewa Pragłowska.

Dr Witkowski nieraz naraził się środowisku psychoterapeutów za wyrażanie krytycznego stanowiska wobec ich działalności oraz brak przejrzystego prawa regulującego pracę w tym zawodzie.

 

Uważa, że w przypadku Sylwii doszło do kuriozum. Witkowski: – Kuriozalnych aspektów w tym przypadku jest bardzo wiele, ale tym, co najbardziej bulwersuje jest fakt, że ludzie podający się za specjalistów w zakresie leczenia zaburzeń psychicznych, nie mogąc sobie poradzić z pacjentem posiłkowali się policją, aby się go pozbyć. Tacy terapeuci nie powinni nigdy więcej mieć kontaktu z pacjentami. To tak, jakby przyjechała pani do mechanika samochodowego z niesprawnymi hamulcami, a ten nie potrafiąc sobie poradzić z problemem, dzwoni po assistance, aby odholować niesprawny samochód poza swój warsztat. Tylko tutaj mamy do czynienia nie z martwym przedmiotem jakim jest samochód, tylko z żywym, cierpiącym człowiekiem.

 

Barbara Gujska ze Stowarzyszenia Stop Manipulacji, w którym Sylwia uzyskała pomoc, zauważa: – Dokonując wyboru psychoterapeuty warto zasięgnąć opinii u osób, które z powodzeniem korzystały z takiej pomocy. Zachowanie ostrożności w korzystaniu z informacji medialnych, zwłaszcza zamieszczanych na forach internetowych, jest szczególnie ważne, ponieważ nie każdy reklamujący się psychoterapeuta ma wykształcenie psychologiczne. Ale i popularność medialna tzw. autorytetów z zakresu psychologii nie jest gwarantem stawiania trafnych diagnoz, skutecznego rozwiązywania konfliktów interpersonalnych czy rodzinnych. Przykładem porażki ekspertów są problemy par uczestników programu telewizyjnego, pt. "Ślub od pierwszego wejrzenia", które dobierali przecież psychologowie!

Stowarzyszenie

 

Sylwia założyła Stowarzyszenie na Rzecz Poszkodowanych w Psychoterapii, które ma świadczyć pomoc osobom pokrzywdzonym przez niekompetencję pseudospecjalistów. – To chyba pierwsza taka inicjatywa w naszym kraju – uważa młoda kobieta. – Będę walczyć o stworzenie prawa chroniącego pacjentów przed błędami specjalistów od wszelkich, mnożących się bez kontroli na rynku terapii. Większość klientów nie pyta ich o certyfikaty i wykształcenie. Czy pracują pod okiem supervizorów i jakich? Ludzie nie wiedzą, gdzie i do kogo można zwrócić się ze skargą. Zanim założyłam sprawy w sądzie, próbowałam poskarżyć się Komisji Etycznej działającej przy Stowarzyszeniu Psychologów Chrześcijańskich, do którego należał Jacek O. Dostałam na piśmie informację, że nie odpowiada ona za jakość pracy specjalistów w swoim oddziale.

 

Paweł D., terapeuta Sylwii, który wypowiedział się przez telefon: – Pani Sylwia jest osobą niepoczytalną. To stalkerką, kobietą, która usiłuje zniszczyć mnie z sobie wiadomych powodów. Wytoczyłem jej sprawę w sądzie. O resztę proszę pytać mojego adwokata. Mogę tylko zapewnić, że jestem niewinny. Pomimo całego zamieszania jaki zrobiła wokół siebie, ona wciąż wysyła do mnie rozpaczliwe esemesy i błaga o rozmowę, błaga o wszczęcie terapii. Proszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to jest normalne?

 

Z oświadczenia adwokata: "W związku z przygotowywanym przez Państwa materiałem prasowym (którym zajmuje się Pani Joanna Weyna Szczepańska), dotyczącym zagadnień związanych z działalnością psychoterapeutyczną w Polsce, pragnę poinformować, iż z wniosku mojego mocodawcy p. Pawła D. Prokuratura Rejonowa Warszawa - Południe prowadzi (...) postępowanie karne w sprawie popełnienia przez osobę, która zgłosiła się do Państwa, na szkodę mojego mocodawcy szeregu przestępstw, to jest w szczególności przestępstwa o uporczywe niepokojenie-stalking, zniesławienie oraz naruszenie nietykalności cielesnej i zakłócenie miru domowego od lutego 2015 r. do chwili obecnej".

 

"W postępowaniu tym p. Paweł D. wraz z wnioskiem o zwolnienie go z tajemnicy zawodowej złożył wszelkie materiały i dowody dotyczące przywołanej sprawy. W związku z powyższym, będąc zobowiązanym do zachowania tajemnicy zawodowej oraz do nieujawniania informacji objętych postępowaniem przygotowawczym, w chwili obecnej ani p. Paweł D. ani ja jako pełnomocnik pokrzywdzonego działaniami opisywanej przez Państwa osoby, nie możemy udzielić dalszych informacji odnośnie sprawy".

 

Sylwia została objęta pomocą fundacji ministerstwa sprawiedliwości jako ofiara przestępstwa i również założyła sprawy w sądzie. Wobec Jacka O. m.in o niezachowanie należytej staranności przy wykonywaniu umowy cywilnoprawnej, wobec Pawła D. m.in o narażenie zdrowia i życia, groźby karalne wszczęcia nieuzasadnionego postępowania oraz publiczne złamanie tajemnicy zawodowej.

 

– Zaburzenie osobowości nie jest jednoznaczne z brakiem poczytalności – podkreśla psychoterapeutka, Marta Jankowska. – Jeśli po dwóch latach trwającej terapii specjalista orzeka, że jego klient/klientka są niepoczytalni, to podważa tym samym cały, trwający niemały okres czasu, proces terapeutyczny. Ponad to, jeśli zaistnieją okoliczności, które są podstawą do zakończenia terapii, nie powinno odbyć się to z dnia na dzień. Klient/klientka muszą być do zakończenia procesu odpowiednio przygotowani, musi to nastąpić za wzajemną zgodą i z ewentualnym przekierowaniem, również za zgodą klienta, do innego terapeuty. Niekiedy terapia staje się zbyt poufna, wręcz intymna czy erotyczna. To są na pewno takie sytuacje, która kwalifikują ją do zakończenia. Jednak to terapeuta powinien czuwać nad tym, by pewne granice podczas terapii nie zostały przekroczone.

 

Jak zatem zakończy się sprawa Sylwii? Czy uda się jej dowieźć w sądzie swoich racji i zacznie działać założone przez nią stowarzyszenie? Czekamy na rozstrzygnięcia.

 

Joanna Weyna-Szczepańska

Onet.

http://www.medonet.pl/zdrowie,kiedy-psychoterapeuta-zaczyna-szkodzic,artykul,1723278.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja jestem ciekawa, jak druga strona to wyjaśniła...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam podobne doświadczenia z poprzedniej terapii... kiedyś chciałam nawet udac się do sądu. ale nie miałam pieniędzy na prawnika.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×