Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Sz_M

Dzień dobry...

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie,

zdecydowałam się w końcu zarejestrować na forum dotyczącego wszelkiego rodzaju zaburzeń, czyli dotyczącego niestety również mnie.

Wiem, że każdy przypadek jest nieco inny, ja swojego nie umiem nazwać. Bardzo bym chciała umieć to jakoś określić, określić skalę problemu, znaleźć tu od Was jakieś pocieszenie, rady, może ktoś miał podobnie? Na pewno tak :)

Więc tak - bardzo ciężko jest mi konkretnie formułować zdania, będę jednak starać się pisać jak najmniej chaotycznie. Będą tu zawarte moje emocje, przytoczę również różne sytuacje z mojego dzieciństwa. Ciężko mi to posegregować...

Zacznijmy od tego, na jakim etapie życia teraz jestem, co o sobie myślę, jakie powielam moim zdaniem schematy:

- mam wrażenie, że jestem małą niesamodzielną dziewczynką pomimo 25 lat na karku,

- mam wrażenie, że nikt mnie nie wyposażył w jakiekolwiek pozytywne wartości,

- mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie (no to wiadomo :P),

- mam wrażenie, że wszyscy są ode mnie lepsi w czymkolwiek

- ciężko jest mi zająć się jakimkolwiek hobby, ponieważ mam jakiś wewnętrzny przymus że muszę być w tym najlepsza od razu z miejsca. Tak się nie da, wiem o tym, ale jest mi ciężko to powstrzymać,

- żyję z wiecznym poczuciem winy,

- w głębi uważam się za bardzo inteligentną osobę, jednak mam bardzo duży problem gdy dochodzi do kontaktu z osoba, którą uważam za lepszą ode mnie, autorytet np. instruktor na siłowni, promotorka pracy magisterskiej - rozmawiając z nimi głupieję. I jest to widoczne, bo kiedyś zwrócił na to uwagę mój znajomy,

- żyję w oczekiwaniu na zj*bkę. W sensie ciągle analizuję, czy nie zrobiłam czegoś źle i zaraz ktoś na mnie nakrzyczy, obrazi się i w ogóle będzie koniec świata,

- przy okazji, opisując wam te problemy, na końcu stwierdzę że mnie pewnie wyśmiejecie. że tak naprawdę jestem rozpieszczoną jedynaczką i to ze mną od środka jest problem i w ogóle moje problemy są nic nie znaczące, bez sensu,

- żyję w wiecznym oczekiwaniu, że ktoś mnie wyśmieje,

- bywają dni, że tak bardzo się czymś stresuję, że nie mogę na niczym się skupić. Nie wstaję z łóżka, nie jem, nie umyję się. Chodzę w kółko jak lew po klatce.

- mam często wrażenie, że wszyscy dookoła czekają tylko na jakiś błąd z mojej strony (tutaj szczególnie to się nasila w pracy), żeby mi go wytknąć, wyśmiać, ocenić i w ogóle obnażyć moją głupotę, niekompetencję itp.

- analizuję WSZYSTKO pod kątem tego, czy kogoś nie zdenerwuję - teraz czas na przytoczenie konkretnej sytuacji, aby zobrazować jak bardzo tu jest problem:

Zamawiam kawę w cukierni. Proszę z mlekiem. Pani pyta czy mleko zimne czy podgrzać. Ja: szybka analiza jaką dać odpowiedź - dodanie którego mleka będzie dla niej większym problemem. zeby jej przypadkiem nie zdenerwować za bardzo :D obcej kobiety, której płacę za zrobienie mi kawy z mlekiem :D

- ludzie, których znam, często mówią że jestem spoko bo nie umiem się długo na kogoś gniewać, że szybko wybaczam. Prawda jest taka, że ja rozumuję troche inaczej: "Nie mam prawa się na kogoś zbyt długo gniewać, żeby przypadkiem nie zdenerwować tym tej osoby na którą jestem zdenerwowana". Niezła jazda, co? Ogólnie mam problem z mówieniem o swoich prawdziwych uczuciach. I to nie jest tak, że czuję się źle bo ktoś się zachował wobec mnie źle i tego nie mówie. To jest tak, że ja naprawdę mam poczucie, że skoro ktoś się zachował wobec mnie nie w porządku to znaczy ze na to tak jakby zasłużyłam i nie powinnam oczekiwać innego traktowania.

 

No dobra, to teraz opiszę jak wyglądało moje dzieciństwo. Według mnie dzieli się na dwa okresy, powiązanie ściśle z dwoma osobami z mojego "rodzinnego" domu. Wzięłam w cudzysłów, bo aktualnie jestem na etapie ze nie jestem pewna, jak mogę określić tych ludzi. Czy ja w ogóle mam rodzinę, rodzinny dom.

Etap pierwszy: lata 0 - 14

BABCIA.

Gdy się urodziłam, rodzice byli bardzo zapracowani, więc głównie opiekowała się mną babcia od strony mamy. Decydowała o wszystkim na mój temat. Nie mogłam chodzić ubrana tak jak chciałam. Ubrania wybierała mi ona, ona mnie czesała, decydowała jak mam wyglądać. Po jakimś czasie, gdy szłyśmy z mamą i babcią na zakupy to bardzo szybko zaczynały boleć mnie plecy i brzuch podczas zakupów, czułam się chora. Oczywiście, nikt z moich "opiekunów" nie pomyślał dlaczego tak jest. Po prostu zostałam oceniona jako niechluj i że w ogóle mi nie zależy na tym jak wyglądam. No dobra, narazie jest łagodnie.

Babcia "wychowywała" mnie poprzez szantaż emocjonalny. Powiedzcie mi, byłam słodką, zdolną, mądrą dziewczynką. Co takiego mogłam zrobić strasznego, że sprawiałam że babcia przeze mnie kładła się do łóżka pod kołdrę i płakała? Najpewniej nie posprzątałam pokoju, albo nie chciało mi się odrabiać lekcji. Podczas tych jej scen chodziłam spanikowana, bałam się że nie zdążę jej udobruchać zanim wrócą rodzice z pracy. No cóż, zawsze to ja przepraszałam i naprawiałam atmosferę ostatecznie.

Kiedyś mi podarła w szale książkę, bo się zdenerwowała że za dużo czytam książek :D:D

W gimnazjum, odwiedziłam koleżankę. Wyprostowała mi włosy prostownicą. Pierwszy raz miałam taki "zabieg". Wiecie, takie normalne zachowania nastolatek. Babcia jak mnie zobaczyła to strzeliła focha, pytałam o co chodzi, nie chciała powiedzieć. W ogóle nie odzywała się do mnie. Po jakimś czasie powiedziała, że się zdenerwowała że wyprostowałam włosy bo sobie je strasznie ZNISZCZYLAAAAAAAM! Tym jednym wyprostowaniem u koleżanki hihi :) Widzicie, tak się o mnie kochana babunia troszczyła.

Moja matka była bardzo pod wpływem babci. Nie umiała zauważyć tej chorej relacji. Była od niej tak bardzo uzależniona, że raz gdy biedną babunię zdenerwowałam czymś (chyba nie chciało mi się posprzątać pokoju) to podeszła do mnie i już już, zaciskała ręce na mojej szyi. Opamiętała się. A ja z tego co pamiętam, to nie byłam przerażona, po prostu byłam w szoku. Taka sytuacja się nigdy więcej nie powtórzyła. No, ale pamiętam to dobrze.

Aha, z takich jeszcze anegdotek dotyczących babci - katowanie nauką matematyki wieczorami :D W podstawówce. Siedziałyśmy czasem po 3 godziny i "rozwiązywałyśmy" zadania, których ona sama nie umiała. No ale trzeba było siedzieć i dostawać skoliozy. To było straszne. Męczyłam się okropnie. To było tak bezproduktywne... Nic tak naprawdę się z nią nie uczyłam podczas tych "sesji". Najlepsze, że po latach, jak zrobiłam inżyniera to powiedziała "no ale przyznaj, że to dzięki tym naszym lekcjom matematyki". Fajnie, że sobie przypisała moje zasługi :)

Ogólnie w tym okresie mojego życia, jak zostawałam sama w domu to stawałam na środku pokoju i wrzeszczałam ile sił w płucach  tylko że wtedy robiłam to bo myślałam o swojej ułomności, że jestem jakaś inna, nienormalna, głupia, leniwa, bezużyteczna. Generalnie często stałam przed lustrem i patrzyłam na siebie z nienawiścią. Często myślałam, że jakby mnie nie było na świecie to ludziom by było beze mnie lepiej.

O, właśnie się popłakałam. Użalam się, czy mam rację? Czasem myślę tak, czasem tak.

Etap drugi – 12 lat – obecnie

OJCIEC.

Przez cały Etap pierwszy raczej mało się mną interesował, dużo pracował. Pamiętam, że się czasem razem bawiliśmy, ale nie pamiętam tego dobrze.

Jak miałam 12 lat to stracił pracę. Dużo siedział w domu. Miał dużo czasu na wymyślanie głupot. Więc podczas tych swoich rozmyślań doszedł do wniosku że jego dziecko potrzebuje ojca. I sobie ubzdurał, że ojciec powinien być surowy (bo matka miętka, ojciec surowy, taki typowy modelik). Tylko niestety ja na to nie zasługiwałam, by mnie tak traktować.

Na ścianie w kuchni została powieszona tabelka pod tytułem „Tygodniowy plan córeczki – mleko, basen, angielski” Musiałam codziennie pić szklankę mleka pod nadzorem któregoś z opiekunów – matki, babci, ojca. Gdy to zrobiłam, osoba kontrolująca podpisywała się. Ciekawe jest to, że ja bardzo lubiłam pić mleko. Mój tatuś uznał, że tak nie jest (no bo skoro nie mam ochoty na mleko codziennie to znaczy, że wcale nie lubię) i zaczął mnie do tego zmuszać. Na basen chodziłam dwa razy w tygodniu, z tego też było rozliczenie i podpis osoby, która była ze mną na basenie. Angielski… robiłam zadania z gramatyki i ojciec mi sprawdzał i stawiał oceny. Ogólnie strasznie się ekscytował tym, że może się tytułować „nauczycielem”. Były jeszcze lekcje gry na pianinie. Bo kiedyś grałam, chodziłąm prywatnie do szkoły muzycznej. Potem przestałam ale ojciec uznał że teraz on będzie prowadził moje lekcje gry (totalnie amuzykalny, nic się na tym nie znał). Więc tłukliśmy godzinę dziennie 7 dni w tygodniu repertuar jeszcze z czasów jak chodziłam na zajęcia. Takie to bez sensu…

Mam wrażenie, że przez niego mam ciągle poczucie że musze być „jakaś” i w ogóle robić wszystko na pokaz. Odkryłam niedawno, że wszystko co robię, jakieś ciekawe rzeczy, jak podejmuję nowe hobby to nie dlatego że robie to dla siebie, tylko dla tego że czuję wewnętrzny przymus że muszę to robić. Żeby być interesującą osobą. Przykre jest to, że bardzo często te rzeczy autentycznie mnie interesują, ale sama sobie odbieram prawo do pasjonowania się nimi. Zmuszam się, ostatecznie porzucam, bo nie czuję żadnej przyjemności.

Sytuacja:

Wstaję sobie rano, godzina 6. Czas szykować się do szkoły. Strasznie zaspana, jeszcze nie mogę ustami ruszać. Mijam na korytarzu ojca. On do mnie radosne i głośne dzień dobry. Ja zaspana, coś tam odmruknęłam i wlokę się do łazienki. I nagle bach, opiernicz że mogłabym odpowiedzieć normalnie i w ogóle foch z jego strony, tak jakby go to obraziło że jestem zwyczajnie nierozbudzona :D. Ta sytuacja pokazuje, jak bardzo nie miałam prawa być sobą.

Sytuacja 2:

Wigilia. Strasznie chciałąm dostać mp3, męczyłam rodziców o to. W końcu doczekałam się pod choinkę, strasznię się cieszyłam, rzuciłam się im na szyje, wycałowałam itd. No taka czysta radość dziecka. Po wiglii dostałam opiernicz od ojca, że trochę za bardzo się cieszyłam, bo babci (teraz tej drugiej, od trony ojca) było przykro, bo z jej prezentu się tak nie cieszyłam. Rozumiecie? Ja nawet nie mogłam wyrażać emocji na swój sposób.

Wieczne analizowanie, czy sposób w jaki postąpię, nie sprawi że ktoś będzie na mnie zły. Do tej pory traktuję się jak nędzną niedoróbkę. Traktuję się tak jakojciec traktował mnie. Wieczne pisanie sfrustrowanych planów dotyczących mojego życia. Ja na wszystko potrafię rozpisać plan… Za nic nie mogę się zabrać, nie umiem sobie zorganizować życia.

Aktualnie czuję na nich dużą złość. Ja w ogóle nie czuję się wychowana. Byłam nikim. Na pewno nie byłam nigdy dzieckiem.

Nie chce mi się dalej pisać, i tak dużo tego wyszło. Może dopiero 20 stron wystarczyłoby na spisanie wszystkiego co mi siedzi w głowie.

Co myślicie? Jak bardzo jestem przez nich skrzywiona, a jak bardzo jednak wymyślam sobie na siłę problemy i wytłumaczenie mojego lenistwa, głupoty i tak dalej? Wypowiadajcie się w tym temacie, piszcie co chcecie. Przyjmę każdą krytykę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Szczerze? Twoje dzieciństwo to jeszcze nic nadzwyczajnego. Naprawdę znam niewiele osób, które miały normalne dzieciństwo. Sama byłam poniżana przez rodziców, później też wiele przeszłam w życiu, łącznie z chorobą psychiczną. Serio, nie masz się czym przejmować. Jest jednak jedno "ale". Jeśli obecna sytuacja Ci przeszkadza, może warto pomyśleć o wizycie u psychologa? Osobiście polecam terapię grupową, bo jest bardziej nastawiona na wspieranie, a nie na wyciąganie brudów, jak to się dzieje na indywidualnej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

coz rodzice mysle ze chcieli dobrze ale nie do konca im wyszlo.

masz niskie poczucie wartosci,poczucie bycia kims gorszym,niesamodzielnosc.

na to pomaga dobra terapia.

pociesze cie ze tez mialam podobnie jak ty.

 

to da sie zmienic. i nie zgodze sie ze tylko terapia grupowa jest dobra,indywidualna tez tylko systematyczna

i u dobrego T.

pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×