Skocz do zawartości
Nerwica.com

Uzależnienie od... byłej partnerki?


4711

Rekomendowane odpowiedzi

Aż nie wiem co napisać, ale bardzo chcę żeby mi ktoś powiedział... cokolwiek co mnie sprowadzi na ziemię.

 

Mam 24 lata. Otóż rozstałem się z pewną dziewczyną jakieś 7-8 miesięcy temu, była moją pierwszą dziewczyną. Bardzo toksyczny związek, ona mnie na samym początku zdradziła, później traktowała mnie jak śmiecia, a jednocześnie wmawiała mi jak bardzo mnie kocha... tylko że nigdy nie mogłem w sumie na nią w niczym liczyć, a jej koleżanki zawsze były przede mną. Otóż mi po pewnym czasie odwaliło i zacząłem być strasznie zazdrosny i wycofywać się z relacji (nie robiłem jakiś akcji ze szpiegowaniem itd, po prostu miałem już dosyć i stałem się bardzo chłodny i zdystansowany. Ale nie chcę się tutaj stawiać w dobrym świetle - nie zachowywałem się dobrze). Tak to trwało cały rok. Ona mi mówiła, że jestem wyjątkowy, że jesteśmy sobie przeznaczeni, a jednocześnie robiła jakieś chore imprezy na które ja nie mogłem przyjść, bo jej współlokatorka mnie nie lubiła (dwa razy w życiu zamieniłem z nią dosłownie kilka zdań), nocowała jakiś kolegów, umawiała się z jakimiś dziwnymi osobami, itd, jednocześnie nasza relacja w ogóle się nie pogłębiała. Normalny chłopak dawno temu by to skończył. Ale właśnie ja nie jestem normalny - kompletnie dysfunkcyjna rodzina, niewiarygodnie wielka potrzeba miłości, sam po wejściu w relację byłem gotowy dla niej poświęcić wszystko. Wiem, że to nie jest normalne, ale coś takiego mi się uruchamia w głowie, że dosłownie przywiązuję się do kogoś strasznie mocno, niezależnie czy to przyjaciel, czy kobieta (na razie była tylko jedna, bo od zawsze bałem sie, że będę tworzył dziwne związki). No i skończyliśmy związek, ja dosłownie w pierwszy dzień po tym związku odetchnąłem, chociaż czułem ogromne wyrzuty sumienia, że ją zostawiłem.

Ale potem się zaczęło. Ona po rozstaniu zaczęła robić ze mnie wariata, jakiegoś typa co się nad nią znęcał psychicznie. Bardzo szybko się po mnie pocieszyła, jakby kompletnie ją to nie obeszło. Ja popadłem w depresję, po jakimś tygodniu spadła na mnie "czarna zasłona". Wystraszyłem się, że naprawdę jestem kimś kto robił jej krzywdę, ale już sam nie wiem... I od tego czasu ledwo sobie radzę z dnia na dzień. Ona ma się dobrze, zdecydowanie lepiej niż kiedy byliśmy razem (sama chorowała na depresję, była DDA, było to stwierdzone przez lekarza, podobnie jak i u mnie).

Od tych 8 miesięcy, po naszym rozstaniu nie było dnia żebym o niej nie myślał, przeglądam czasami jej profil w internecie, oglądam zdjęcia. I to nie jest tak, że mogę przestać. Po prostu MUSZĘ ją zobaczyć. A jak ją widzę, jak bawi się z nowymi znajomymi, to popadam w czarną rozpacz. I tak właśnie nasilam moją depresję. Ona się pnie do góry, szuka nowych partnerów, bawi się, robi to co powinna w sumie robić osoba zaczynająca nowy etap życia. A ja? Myślę o niej w sposób natrętny, po prostu przychodzi mi do głowy. W nocy mi się śni (prawie codziennie). I potem znowu wchodzę na jej profil, widzę jaka jest szczęśliwa i z jednej strony się cieszę, że sobie radzi, ale z drugiej jest mi strasznie źle, że można było o mnie tak po prostu zapomnieć. Po tym wszystkim co razem przeżyliśmy. Pach i mnie nie ma. Czy tak właśnie wygląda każda miłość? Czy to tylko chwila namiętności, a potem sorry koleś, idę bawić się gdzieś indziej...?

Do tego przestałem interesować się innymi kobietami, tak jakby istniała tylko ona, ale jednocześnie wiem, że NIGDY bym się nie zgodził na to, żeby do niej wrócić. Już nie chcę być takim popychadłem i śmieciem.

Te myśli o niej, to jest po prostu dziwne. Bo jestem fizycznie normalnym chłopakiem, który umie wzbudzić zainteresowanie innej dziewczyny. Ale psychicznie nie potrafię o nikim innym myśleć, jest tylko ona. Do tego popadam w jakąś mizoginię, przestaję wierzyć w to, że ktokolwiek może zbudować normalny związek. Kompletnie się alienuję, nie wierzę już w przyjaźń, miłość. Ale ja tak nie chcę już żyć. Po prostu nie mogę...

Znowu jestem po seansie na jej fb, znowu widzę ją na zdjęciach z wczorajszej imprezy, z naszymi znajomymi, z nowym chłopakiem (?). I znowu czarna rozpacz, sam nawet nie wiem dlaczego. Czy nie powinienem cieszyć się jej szczęściem? Ale nie umiem...

 

Proszę nich mi ktoś wyleje kubeł zimniej wody na głowę. Od tego wszystkiego mam już jakieś nihilistyczne myśli. Nawet myślałem o samobójstwie. Po prostu jest tego wszystkiego za dużo... Jak można tak po prostu o kimś zapomnieć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Baw się. Tego kwiatu jest pół światu, a bawiąc się zapewne też poznasz i kogoś nowego. Jeżeli będziesz uciekał w wspomnienia to wpadniesz w rozpaczy otchłań bez dna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłeś w toksycznym związku z kobietą o unikającym stylu przywiązania, a sam masz lękowy styl przywiązania. Ona nie jest zdolna do związku, unika bliskości emocjonalnej a Ty masz serce otwarte na oścież i sądzisz że nigdy nie znajdziesz nikogo lepszego. Jest dużo dziewczyn które mogłyby być z Tobą blisko - tylko, że problem polega na tym, że pewnie one wydają Ci się nieatrakcyjne. Bo są zbyt miłe, bo lubią kogoś takiego jak ty, bo same mają niskie poczucie własnej wartości. Nie to co ex - pewnie wydaje Ci się że ona to jedyna osoba o wysokim poczuciu własnej wartości która kiedykolwiek mogła się Tobą zainteresować. Otóż ona też ma niskie poczucie własnej wartości, tylko zamiast się z tym zmierzyć odcina od siebie świadomość o tym i udaje super popularną laskę, jeszcze dla potwierdzenia tego wrzuca zdjęcia na facebooka z tego jaka jest super. To wszystko to narcystyczna ściema. Ona jest pusta wewnątrz a buduje tylko piękną skorupę na zewnątrz którą chce pokazywać światu żeby uniknąć konfrontacji z tym jak beznadziejnie niewartościowa czuje się w środku. Ty natomiast nie budujesz żadnej skorupy tylko od razu pokazujesz wszystkim wokoł że czujesz się nikim. Tak więc jak widzisz problem jest o wiele głębszy niż się wydaje. Jak z tego wyjść - sama chciałabym wiedzieć. Jeśli do tej pory tego nie zrobiłeś to idź na terapię. Musisz przerobić bóle z dzieciństwa, przebaczyć rodzicom i nauczyć się tego jak zachowują się normalni, szanujący siebie ludzie - tacy, którzy wynieśli to z domu mają łatwiej. Ci co tego nie wynieśli muszą najpierw oduczyć się złych nawyków a potem nauczyć się nowych nawyków dbania o siebie, wiary we własne siły, rozmawiania z ludźmi, stawiania granic, umiejętności społecznych, nawiązywania pozytywnych związków... to jedyna droga, niestety bardzo trudna i bardzo długotrwała. To jest jak walka o własne życie. Albo się poddamy i będziemy żyć na zawsze w depresji lub się zabijemy, albo będziemy walczyć o szczęście. Warto też wiedzieć, że wiele ludzi ma lub miało jeszcze gorzej niż my. Dążenie do zdrowia psychicznego i harmonii wewnętrznej to zadanie dla całego świata, kązdy z nas musi nad tym pracować w większym lub mniejszym stopniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Enfren, bojku jak miło, że napisałaś mi taki kawałek tekstu. Bardzo Ci dziękuję za zainteresowanie! Już od jakiegoś czasu nie byłem na forum, a właśnie dzisiaj wszedłem "jakby natchniony". Właśnie miałem zrobić coś głupiego, a Twój post jakby na chwilę odsłonił zasłonę. Dziękuję Ci. Co do mojej partnerki, to pewnie zbyt ostro ją przedstawiłem, to naprawdę wspaniała osoba, aż mi teraz trochę głupio. Ale masz dużo racji w tym co napisałaś (o niej i o mnie).

Chodzi po prostu o to, że to wydaje się straszne, że od tak można o kimś zapomnieć. Przeżywać z kimś tyle intymności i chwilę później, po chwilowym "smutku związanym z rozstaniem", tak po prostu o kimś zapomnieć. Ehh... ja dobrze wiem, że przesadzam, że tak to własnie powinno działaś. Wchodzimy w związki, wychodzimy z związków, i znowu w koło Macieju. Po co w ogóle wchodzić w te związki. Z perspektywy czasu już nie zdecydowałbym się dzielić z kimś życia. Chociaż mam nadzieję, że wy to widzicie inaczej, nie staram się wyciągać jakiś uogólnień. Po prostu mnie to już wykończyło psychicznie.

A co do innych dziewczyn, to po prostu - jak? Byłem tyle czasu z kimś. I zacząć od nowa? To mi się wydaje jakieś... podłe. I ktoś inny ma tak samo? Jakaś dziewczyna kochała kogoś innego, a teraz po prostu przyjdzie do mnie i co? O tamtym byłym zapomni? Czy ja się po prostu stanę "zastępstwem"? Z resztą naprawdę wątpię w to, że inna dziewczyna mogłaby poznać mnie tak jak moja była partnerka.

No cóż, dziękują raz jeszcze za odpowiedź!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Daj sobie czas. To normalne, że nie wyobrażasz sobie życia z nikim innym, jeśli było to bardzo bolesne zerwanie. Żałoba trochę trwa. Jeśli jednak minęło już dużo czasu, a Ty nadal cierpisz za byłą, to coś jest nie tak. Żeby naprawdę przebraczyć i zapomnieć, musisz zrozumieć dlaczego tak się stało. To pozwoli Ci rozwiązać problemy które tkwią w Tobie i uniknąć ponownego związania się z niewłaściwą osobą. Zamykanie się na miłość i przyrzeczenie "już nigdy nie pokocham" to nie rozwiązanie na dłuższą metę. To unikanie problemu i odmawianie sobie realizacji własnych marzeń o szczęśliwym związku. Jeżeli jednak nie rozwiążesz własnych problemów i znów się z kim zwiążesz to prawdopodobnie powtórzysz te same błędy. Polecam terapię lub książki o tematyce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć. Ja wygląda Twoja sytuacja po ponad roku? Interesuje mnie bo mam podobną sprawę z tym, że u mnie nie było i nie jest tak dramatycznie. Aczkolwiek ponad 3 lata minęły od zakończenia naszej relacji, a ja, będąc już w innym związku, wciąż o niej myślę i często tęsknię. Jestem DDA i Ty chyba też (albo przynajmniej DDD) chociaż, o tym nie piszesz. Tak wnioskuję po Twojej relacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wydaje mi się, abym krzywdził. Wie o tym, że mam z nią kontakt, aczkolwiek fakt, że ma z tym problem. Mój problem polega na tym, że ja nie chcę powrotu do relacji z moją była dziewczyną. Jesteśmy różni, mamy różne temperamenty i potrzeby, krzywdziliśmy siebie i bywało, że rozstawaliśmy się ze sobą i wracaliśmy do siebie kilka razy w tygodniu. Ale jednak jest coś, co sprawia, że po 3 latach po rozstaniu wciąż mnie do niej ciągnie, brakuje mi niektórych elementów naszej relacji i na chwilę obecną nie wyobrażam sobie, żeby całkowicie zerwać tę relację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×