Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
katia010

nikomu już nie ufam

Rekomendowane odpowiedzi

Po pierwsze nie wierzę, nie ufam już ludziom (może z jednym wyjątkiem).

Po drugie, już to kiedyś pisałam w innym wątku, jestem jakiś czas temu po terapii. Terapia zrobiła swoje - uświadomiła mnie o różnych mechanizmach, które tkwią w mojej psychice, o tym ile razy wprowadzałam samą siebie w błąd, ile wyrządziłam sama sobie krzywdy. Przestałam sobie ufać - terapeuta powiedział, że to dobry znak. Teraz na prawdę w to wątpię, bo zaczęłam wątpić we wszystko. Pewien system został zburzony (chociaż nie wiem czy do końca :( ), ale jeszcze nic nie powstało na jego miejsce.

Ostatnio dręczy mnie pewien problem – nie jestem w stanie zaufać dwóm dosyć mi bliskim osobom – mojej matce i mojej „ przyjaciółce”. Problem ten specjalnie świeży nie jest. Zarówno jedna jak i druga lubi ze mną rozmawiać, przebywać. Ani z jedną ani z drugą nie jestem w stanie wygrać w żadnej spornej sprawie, które chcąc nie chcąc czasem się pojawiają, ale akurat to nie jest wyjątkowe tylko dla tych dwóch relacji – mój głos zawsze w dyskusjach zamiera.

Taką jak dla mnie dosyć paradoksalną sprawą jest to, że moja matka nawet chcąc mnie wesprzeć, albo pocieszyć, manipuluje wypowiedzianymi słowami, czasem na mnie pokrzykuje, bo jak mówi jestem uparta I zaparłam się na nie, na to np. żeby być smutną. Rzeczywiście, jak na coś zdechłego, to sporo jest we mnie tego tzw. oporu .

Moja „ przyjaciółka” niewątpliwie mnie wspiera, i ja staram się jej pomagać. Ale ta pomoc wygląda zawsze trochę inaczej. Przy całej swojej wspaniałomyślności zawsze dorzuci jakieś przykre słowo, drobną złośliwość – albo tylko mi się tak wydaje – sama już nie wiem. Często zarzuca mi, że nie mam dystansu do siebie – może ma rację, nie wiem. Bądź co bądź ja jestem w ciągłej niepewności, tym bardziej, że już było parę sytuacji, gdzie niewiadomych nie było, gdzie ewidentnie wypierała się własnych słów, albo gdzie cały negatywny kontekst zrozumiałam bardziej z reakcji innych osób niż z rozumowania już mojego wypranego mózgu. Po takich akcjach atak na moją osobę mogę widzieć nawet w naprawdę niewinnych sytuacjach.

Powinnam sobie w końcu wytłumaczyć, że trzeba sobie radzić samemu, z nikogo nie robić sobie „przyjaciela” i nie mówić zbyt wiele na swój temat.

Można pomyśleć, że są to głupie babskie porachunki, w których po prostu nie daję rady. Ale ja nie daję rady nie tylko na tym polu. Wśród facetów czuję się jeszcze bardziej niepewna. Można powiedzieć, że jest to mój problem „ogólnoświatowy” jak to przystało na mój mały wewnętrzny świat. Czuję, że jak przyjdzie co do czego, to każdy może mnie zgnieść jak jakąś pchłę, ustawić do kąta. I stąd moje unikanie ludzi i niechęć do samej siebie –jak można być aż tak beznadziejnie słabym.

I to wszystko właściwie dowodzi, że moja terapia nie zdała egzaminu. Mówi się trudno, nie każdy może być zwycięzcą. Pozostaje mi podziw dla innych, sznurek i krzesło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj katia010!

 

Twoje słowa wcale nie dowodzą, że Twoja terapia była nieskuteczna. Prawdopodobnie została zbyt wcześnie zakończona, ale stałaś się bardziej samoświadoma, a to już bardzo dużo. Wspomniałaś o relacjach z matką i przyjaciółką, które nie do końca wydają się być dla Ciebie satysfakcjonujące. Napisałaś o konfliktach, w których "zamiera Twój głos". Rozumiem, że zostajesz przekrzyczana albo zdanie innych zostaje Ci niejako narzucone... Pamiętaj jednak, że nie musisz wygrać każdego sporu. Pozwól innym zostać przy swoim zdaniu, a Ty miej swoje zdanie. Masz do niego pełne prawo. Kiedy wiesz, że inni będą próbowali udowodnić Ci, że to oni mają rację, powiedz: "Nie przekonasz mnie, a ja nie przekonam Ciebie, więc pozostańmy przy swoich zdaniach". Po co w nieskończoność kruszyć kopie? Jeśli natomiast czujesz, że Twoja przyjaciółka czy matka zachowują się w taki sposób, że czujesz się w pewnym sensie źle, niewygodnie, jest Ci smutno, masz poczucie winy, to zastanów się, czy ich zachowanie rzeczywiście było konstruktywne. Nie zawsze przyjaciele chcą dla nas dobrze. W imię źle pojętego dobra wiele relacji się rozpadło, dlatego warto być asertywnym. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×