Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
brum

Podobne doświadczenia partnerów

Rekomendowane odpowiedzi

Ja i mój obecny partner borykaliśmy się z podobnymi problemami, oboje pochodzimy z rodzin mocno nie-idealnych. Oboje mamy szramy na przedramionach i oboje kiedyś chodziliśmy do psychiatry, który przepisywał nam leki, po których dało się żyć.

I niby jest dobrze, ale.. czasami każdy ma "jakiś dzień"... i mi trudno radzić sobie z jego "takimi dniami", on boi mi się mówić o swoich problemach, bo wie, że wpadam wtedy w dołek, zaczynam się bać o naszą przyszłość i tak dalej. Nie jem, nie śpię i łykam łzy, bo się boję, wręcz panikuję. Nie mogę się wtedy nawet ujawnić przed nim najlepiej z takim stanem, bo wtedy jest jeszcze gorzej, bo dochodzą kłótnie i nie wiadomo co. Wszystkiemu winna ja i wiem o tym. Bo się boję, bo sobie nie radzę z emocjami. On to rozumie, zawsze wszystko wraca do normy. Próbuję pracować nad sobą i nie mówić mu o swoich lękach, nie naciskać, nie zmuszać do rozmów, których on się może boi, może po prostu nie chce. No ale widzę, że to, ze o czymś mu nie mówię, np. że nie śpię, jak się martwię, wcale nie eliminuje mojego problemu. Wkrótce znowu zacznę chudnąć i będę chodzić z podkrążonymi oczami.

Chciałabym być super doskonałą rozumiejącą kobietą, ale czasami czuję, że to ponad moje siły. To nie jest jego wina, tylko ja jestem jakaś wadliwa. Nie chcę mu mówić, że jest ze mną źle, więc robię dobrą minę do złej gry, żeby się jeszcze mną nie przejmował. Mówi, że na każdy problem reaguję: "nie daję rady". Myślałam o psychologu, ale on nie chce, żeby któreś z nas wracało do tego. Psycholog, psychiatra i psychotropy- chyba w jego odczuciu ewidentny znak, że coś jest nie tak, a on boi się, że to coś nie tak z nami... Chyba.

Czy ktoś z was był w podobnej relacji? Jak sobie radzicie z takimi trudnymi dniami?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż, myślę, że to jeszcze nie jest ten etap związku, kiedy się chodzi razem na terapię, to po pierwsze. Po drugie chodzi mi o to, jak się zachowywać, jak rozmawiać kiedy jedno z nas ma problem. Jak panować nad swoimi emocjami, żeby czegoś nie zepsuć. Po trzecie, wspominałam, że chodzi o to, ze mój partner raczej nie chce słyszeć o psychologu, psychiatrze itd., zatem wolałabym rady, jak pomóc sobie samej z emocjami, jak spróbować być oparciem dla drugiej osoby i nie dać się głupim myślom.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to lecz dalej popytaj psychologa/terapeuty o to

co zrobić

skoro uważasz że z tobą tak źle to może to on raczej niech cię wspiera?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kiedy się chodzi razem na terapię,

ja akurat mialam na mysli ze osobno...oboje pochodzicie z toksycznych rodzin i macie mnostwo nieprzepracowanych rzeczy. Terapia nauczy was jak sobie z nimi radzic co pozytywnie wplynie na wasz zwiazek. A jezeli partner jeszcze nie dojrzal do tego to idz sama

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nawet nie chciałabym mu się przyznawać do tego, że o tym myślę, zaraz wietrzyłby, że to on jest problemem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

brum, wiec na czym chcesz budowac ten zwiazek? Na strachu i nieszczerosci?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no cóż, kiedyś to on powiedział,ze "jeśli mamy sobie nie mówić o wszystkim, to jaki to by miało sens?". Teraz on sam boi mi się mówić o swoich sprawach, bo boi się moich reakcji :|...

A ja reaguję naprawdę dziwnie na niektóre sprawy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

brum, widzę, że zarówno Ty jak i Twój partner uważacie, że jeśli coś jest na rzeczy to jego/Twoja wina.

Tak jak Candy napisała, jeśli Twój chłop broni się przed terapią, idź sama. Z innej beczki nie wiem ile jesteście razem, ale w przypadku osób po przejściach i nie tylko trzeba czasem sporo czasu na dotarcie klocków.

 

 

Nawet nie chciałabym mu się przyznawać do tego, że o tym myślę, zaraz wietrzyłby, że to on jest problemem.

Powiedz mu i tyle. Nie taki wilk straszny. Ja swojemu powiedziałam, pomamrotał trochę, ale przeżył i przestał to interpretować przez pryzmat "bożedrogi, moja wina". Fakt faktem Twój facet też sobie musi zdać sprawę, że nie jest epicentrum wszelkiego zła tego świata (a przynajmniej związku) i uświadomić fakt, że na codzień oprócz kwestii związkowych też borykasz się z innymi problemami niż on.

 

-- 18 wrz 2013, 15:56 --

 

no cóż, kiedyś to on powiedział,ze "jeśli mamy sobie nie mówić o wszystkim, to jaki to by miało sens?". Teraz on sam boi mi się mówić o swoich sprawach, bo boi się moich reakcji :|...

A ja reaguję naprawdę dziwnie na niektóre sprawy

No i bingo. Jasne, że są sektory zarezerwowane na prywatność każdej ze stron, Ty masz jakieś sprawy, on też. A dziwne reagowanie da się naprostować na tyle, że za jakiś czas chłop nie będzie bał się mówić Ci o swoich sprawach. Been there, done that.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rebelio, uwierz mi, nie zawsze zaraz moja wina, czasami on czuje się winny pewnych moich odczuć, jednak faktycznie to ja zwykle jego za coś przepraszam :P. On to wie, rozumie, że nie raz po prostu zachowuję się jak głupek. Ale nie wiem, na ile sobie zdaje sprawę z tego, że się tak zachowuję, bo się czuję źle i że to nie są fochy w celu zwrócenia uwagi.

 

Jeżeli chodzi o "sektor prywatny" - staram się być wyrozumiała, ale zdarzyło się, że o pewnych jego planach dowiedziałam się chyba mimochodem, chociaż wiem, że musiał długo myśleć nad tymi sprawami i poczułam się dziwnie, że mnie - osobę, z którą jak twierdzi, wiąże przyszłość -nie spytał choćby o jakieś sugestie, nie podzielił się tymi planami w momencie ich kształtowania się. No, poczułam się, jakby jednak nie traktował naszej relacji dość poważnie, skoro nie mógł się ze mną tym podzielić. Może przesadzam. Być może przez to, ze w podobnej sytuacji znalazłam się kilka lat wstecz i podobne zachowanie oznaczało zwyczajnie, ze facet rzeczywiście nie traktował związku poważnie i w brzydki sposób mnie porzucił.

 

Z innej beczki nie wiem ile jesteście razem, ale w przypadku osób po przejściach i nie tylko trzeba czasem sporo czasu na dotarcie klocków.

No i właśnie, to chyba można nazwać długim okresem docierania klocków :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeżeli już takie coś ci się kiedyś przydarzyło i znowu to jet to to nie ma sensu. Chyba że porozmawiasz z nim o tym i powiesz jakie masz obawy. Jakie zachowanie Ci nie odpowiada i przede wszystkim porozmawiajcie o tym jak wyobrażacie sobie swoją przyszlość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×