Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Asmo

Czy powiedziec o tym psychiatrze/psychologowi (mega dylemat)

Rekomendowane odpowiedzi

Temat dosc ślizgi poniewaz domyslam sie co wiekszosc z Was powie ale zobaczymy.

Dostalem prawie 3miesiace temu diagnoze F60 ktora wskazuje na zaburzenia osobowosci. Oczywiscie jak kazdy ciekawski wklepalem w internet myslac co to k... jest? Poczytalem o kilku. W roznych znalazlem sporo wspolnych cech jak zapewne kazdy z Was bo kazdy z nas ma wszystkiego po troszku - ponoc nawet ci zdrowi. Ostatnio poczytalem o typie osobowosci w ktory wowczas nie zagladalem. Zgadzaja mi sie kryteria diagnostyczne w 100% wg wszystkich klasyfikacji. Zaczelem czytac szersze publikacje o tym typie osobowosci no przeciez to czysty ja - pomyslalem analizujac cale swoje zycie. Pierwsze z objaw mialem w wieku podstawowkowym, w licealnym juz sporo wiecej i czesciej, w okresie studiow kolejny wzrost i intensywnosc az dzis gdy jestem pare lat po studiach nie potrafie normalnie funkcjonowac - stwierdzilem gdy to przeczytalem gdyz to anormalne a ja tak zylem niemal cale zycie nie zdajac sobie sprawy. Do tego dochodza czestsze glosy najblizszego otoczenis zebt cos z soba zrobic lub isc do specjalisty (nie wiedza ze chodze) bo niestety kiepsko sie ze mna dogadac i przebywac. Moze poki co w szczegoly nie bede sie wdrazal. Wiem ze autodiagnoza to bezsens i od tego sa specjalisci ale caly okres dorastania i obecna sytuacja sa bardzo mocno wskazujace na to i co teraz zrobic? Puscic wlasnym torem i czekac czy to psycholog i psychiatra wynajda i dalej byc soba czy powiedziec im to co tutaj napisalem i poprosic o jakies testy i badania by to potwierdzic? Boje sie ze pomysla ze naczytalem sie internetu i mnie zbagatelizuja. Do psychologa nie mam podjazdu z tym bo baba mnie non stop bagatelizuje i wmawia ze jestem zdrowy chyba mysli ze od takiego gadania zaskocze i wszystko zniknie. To w takim razie jest hipokrytka bo gdy powiedzialem ze mnie bagatelizuje a ja nie potrafie funkcjonowac namawiala mnie bym nie przerywal. I w takim razie watpi w kompetencje psychiatry ktora mnie do niej wyslala i wypisala stopniowo 4 rozne leki... no chyba nie bez powodu skoro mowilem jak jest. Nie wiem jak to wszystko ugryzc. Ktos powie po co Ci diagnoza? Chce wiedziec co za g... siedzi we mnie bo rzekomo na rozne zaburzenia i choroby sa inne leki i terapie i mozna z tym walczyc. Ktos powie najpierw zacznij sam ale ile razy zaczynam zaciskam zeby to nie potrafie przelamac swojego funkcjonowania a sytuacja robi sie coraz bardziej patowa... w pracy, w domu, wsrod ostatnich znajomych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Asmo, ktoś mi kiedyś powiedział, że diagnozy są dla lekarzy i emerytów :) Ale skoro naprawdę tak Cię to dręczy, to może zapytaj specjalistów, których widujesz, jaką by widzieli etykietkę na Tobie. Kiedy trafiłam na terapię, miałam ze sobą wyniki testu MMPI (z poradni), gdzie ewidentnie widniało: "zaburzenia osobowości". Moja terapeutka nawet na to spojrzeć nie chciała, stwierdziła, ze woli sama mnie poznać. I cieszę się, że tak było, bo mogę dziś o tej etykietce zapomnieć.

Niepokoi mnie jednak to, że jak twierdzisz, pani psycholog bagatelizuje Twoje objawy. Może jest to dobry temat na następną sesję - żebyś mógł to sobie z nią wyjaśnić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mowilem jej o tym ze czuje sie lekcewazony gdy mnie bagatelizuje i na sile wpaja ze nic mi nie jest. Potrafi mnie tak zmieszac i zmotac ze sie temat zrywa i wchodzi w inny i czuje niedosyt po spotkaniu i wychodze wk.... Zapytalem niedawno co mi jest? To uslyszalem ze ta wiedza nic mi nie da. Ale chxe wiedziec na co jestem chory ponawiam. Slysze ze tu nie przychodza ludzi chorzy tylko z problemami i znow sprytnie zlazi z tematu. Jest hipokrytka bo mowi co z tego ze mi powie a potem ze mam problemy tylko i jestem zdrowy. Wychodze wk... z tego spotkania. Mine ma kiepska juz tak w polowie spotkania a pozniej juz taka bezradna. Ostatnio mnie zapytala a czego pan oczekuje? Mowie co to za pytanie pani powinna wiedziec jak ze mna pracowac a skierowal mnie psychiatra wiec jestem. Nie pojde juz do niej albo tylko sie pozegnac.

 

-- 10 sie 2013, 23:09 --

 

A wlasnie mysle ze im ciezko powiedziec w tej chwili co mi daja bo dzis wierze ze mialem jakas depreche bo w stanie wskazujacym na nia po probie samoboja przyszedlem. Choc nie wierzylem ze to deprecha ale niech im bedzie w kazdym razie mega silna z zachwianiami nastroju. Bylem w przerwie miedzy lekami i poczulem pewnego dnia ze czuje sie dziebko lepiej mowie co jest? Na drugi dzien wystrzal w gore. Gorka trwa w najlepsze. Aktywnosc fizyczna ruchowa w gore, papa mi sie nie zamyka, obled poprostu ale czuje sie dobrze. Zachowaniem wrocilem do swoich normalnych zachowam (anormalnych w oczach innych). Wiec dopiero teraz beda mnie ogladac jaki jestem bo jesli mialem wtedy depreche te dwa miechy to tylko w tej postaci mnie widzialy mile panie. Wczesniej tez miewalem diagnozowane deprechy i a miedzy nimi stany mega aktywnosci (z tym juz nie chodzilem bo czulem sie dobrzr, zrywalem kontakt z poradnia) jak opisalem wyzej z wieloma innymi symptomami typu nie czucie zmecxenia mniej snu i tak dalej to z kolei wskazuje na cos co sie domyslacie ale to tez zostawiam im. Jakos wierze w pania psychiatre bo ona umie jakos podejsc do mnie i nie pieprzy glupot i nigdy mnie nie bagatelizowala i widzialem po niej ze poprostu wie o czym mowie a psycholog ma u mnie dead line.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może zmień lekarza? Mój psychiatra w ogóle mnie nie pytał czy coś mi jest. Jak powedziałem, że jest mi to - to przepisywałem mi leki na to. Jak powiedziałem, że tamto to przepisywał na tamto. Był chyba takim automatem co reaguje na podane zwroty i nie potrafi porozmawiać o problemie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Psychiatra jest ok odpowiada mi z wielu wzgledow. Psycholog nie. Nurtuje mnie czy psychologa zapytac czy mi dolega to o czym mysle i czy mogla by mnie pod tym kontem obserwowac. Moze to zmieni relacje albo poprostu da bodzca do zmiany psychologa. Wsumie nic nie strace jak powiem. Wizyta w czwartek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Asmo, to że ona nie mówi co Ci jest nie znaczy że nie wie.

Często słyszę właśnie takie podejście - żeby nie etykietować pacjentów, bo sama nazwa de facto NIC Tobie nie daje. I powiedziałabym, że jest to standardem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

essprit, zgadzam się z Tobą. W moim przypadku właśnie tak było. Nie wiedziałam na jakiej terapii jestem i co mi jest. Poszłam do psychologa, bo nie radziłam sobie z pewnymi aspektami mojego życia, ze sobą, a Ona mi pomogła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Asmo, jarzę Twój problem, dylemat właściwie. Nie uważam, że jesteś typem, który przeczytał wikipedie i wmawia sobie teraz wszystkie zaburzenia po kolei. Obawiasz się reakcji innych na tą próbę autodiagnozy, wiesz jakie jest podejście do tego tematu i to już świadczy o tym, że podchodzisz do tematu na poważnie.

 

No to powiem co o tym myślę ;) bardzo mi się nie podoba postawa wobec pacjenta pt. "jest pan zdrowy" to strasznie poniżające, bo czujesz że coś jest nie tak z Tobą, przełamujesz lęk i idziesz do specjalisty z nadzieją, że powie Ci "miał pan rację, nie wszystko jest w porządku, cierpi pan na kod F coś-tam" - a więc nie jestem zwykłym nieudacznikiem, rozwydrzonym piotrusiem panem, nie wymyślam sobie problemów na siłę, tylko mam określone zaburzenie. I to jest uczciwe postawienie sprawy.

 

Pewnie nie jest to żadne profesjonalne kryterium, ale jeśli zacząłeś terapię, lub jest ona w planach i jej czas został określony na kilka lat, albo na 3 lata conajmniej, to już masz podstawę żeby wyciągnąć wniosek co do tego, że masz konkretne zaburzenie/a :roll: Innymi słowy pierdół nie leczy się latami. Spróbuj zapytać na ile szacuje Twoja terapię. Poziom zaburzenia jest generalnie i logicznie wprost proporcjonalny do czasu terapii, chociaż każdy jest inny i nie ma sztywnych ramek czy granic ;)

 

Ogólnie to bardzo często mówi się o tym, że ludzie stawiają sobie autodiagnozę błędnie. Natomiast zapomina sie, że są i tacy, którzy postawili ją sobie prawidłowo, albo bardzo blisko poprawnej odpowiedzi :roll: Poza tym jeśli ktoś powiela jaskrawe schematy działania przez szereg lat, to pewnych rzeczy (kryteriów) po prostu nie da się nie zauważyć u siebie... Oczywiście łatwo o pomyłkę, bo klucz do odpowiedzi tkwi nie tyle w samych kryteriach, ile bardziej w powodach, dla których człowiek robi to, lub tamto, ale w dalszym ciągu drogą eliminacji pewne zaburzenia można po prostu odrzucić.

 

no i na koniec - jeśli czujesz, że nie dogadujesz się z tą psycholog, i nie widzisz szans na wzajemne porozumienie to po prostu poszukaj innego terapeuty. Przynajmniej bedziesz mieć porównanie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedzi ale wiecie to nie jest tak że jestem piętnastoletnią dziewczyną która diagnozuje u siebie bordera. Mam 24lata i wszystkie kryteria diagnostyczne osobowości paranoicznej które ciągną się ze mną od lat nie zdając sobie z tego sprawy. A nawet świadomość tego nie pozwala inaczej funkcjonować. Nawet w tym zaburzeniu jest opisane domaganie się diagnozy co robię od pierwszego spotkania (a to za mało czasu) oraz chęć porzucenia spotkań, być może pani nie zbudowała relacji, nie wiem ale męczy mnie uczucie że ona działa na moje szkodę bo wychodzę wk... z myślą że nic mi to nie daje. Podoba mi się pomysł z pytaniem na ile szacuje czas ile powinien chodzić do niej, choć obawiam się że zbije to stwierdzeniem, że nie muszę chodzić bo nic mi nie jest, wtedy wstanę i wyjdę bo ja wiem, że źle funkcjonuje że przez ostatnich kilka ponad lat pogorszyła się sytuacja i jest coraz gorzej poza tym nie muszę pisać o co chodzi bo można wyczytać kryteria diagnostyczne które zgadzają mi się w 100% łącznie z szerszymi publikacjami na ten temat. Nawet nie mam cienia wątpliwości przy żadnym z kryteriów a to się ciągnie od lat jak pisałem. Może i się mylę, ale myślenie, że o to chodzi wcale nie jest bezpodstawne w takim układzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Asmo, no jak tak się sprawy mają, że Twoja psycholog konsekwentnie powtarza Ci, że jesteś zdrowy, to faktycznie zmień specjalistę, zobacz co drugi powie? Może po prostu jesteście "niedopasowani" z Twoja terapeutką tak też się zdarza, nie każdy człowiek pasuje do każdego. Jeszcze mnie zaciekawiło to

Nawet w tym zaburzeniu jest opisane domaganie się diagnozy co robię od pierwszego spotkania (a to za mało czasu) oraz chęć porzucenia spotkań

to pisałeś odnośnie bpd, czy paranoicznej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to w sumie ciekawe, bo parcie na diagnozę jest na pewno częstą sytuacją u osób z rozmytą tożsamością, akurat mnie to dotyczy, słyszałam to wielokrotnie na sesji. Nigdy nie znalazłam takiego opisu w artykułach (rozdziałach) nt. paranoicznej, ale skoro tak wyczytałeś, to pewnie tak jest ;) natomiast chęć nagłego porzucania terapii to akurat wypisz wymaluj borderowe zachowanie. No ale wiadomo, że różne zachowania mogą podpadać pod różne zaburzenia. :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

diagnoza to udręka, bardzo ciezko pozbyc sie pozniej tej latki, ktora w pewnym sensie adaptujemy.

zastanawialam sie ostatnio jaki wplyw na nasze zachowanie ma swiadomosc, ze zostalismy wpisani przez kogos w okreslone ramy. to chyba ta rozmyta tozsamosc,choc mozna to rozumiec na milion roznych sposobow. hehe no ale to tak całkowicie by the way.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Asmo, a co Ci to da że uslyszysz diagnozę ?

 

Mi się zdaję, że tutaj Tobie chodzi o coś innego niż usłyszenie diagnozy.

Co jeszcze mi się rzuciło - napisałeś "być może pani nie zbudowała relacji" ... a mi się zdaje, że na to zawsze składają się dwie osoby ;) A nie tylko jedna. I bacząc na to - to Ty do tej relacji wnosisz "wkurwienie", roszczenia i żądania ;)

 

Ha, teraz też dojrzałam twoje słowa - że nawet świadomość zaburzenia nie pozwala inaczej Tobie funkcjonować, więc spytam ponownie po co Ci nazwa na owe "zaburzenie" skoro NIC to nie wnosi ?

 

 

 

.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

essprit, ja to się trochę z Tobą zgodzę, relację współtworzą dwie osoby. Tylko teraz pytanie, czy nie autorowi i terapeutce nie udaje się ta sztuka dla tego, że autor ma w sobie pewne cechy które to uniemożliwiają i relację z każdym kolejnym terapeutą położy, czy to kwestia tej konkretnej terapeutki? To jest oczywiście pytanie na które nie odpowiemy, jeśli już to odpowiedź leży po stronie Asmo :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale ONI mają relację !

Tylko taką.

 

Nie ma jakiegoś wzorca, jaka ta relacja ma być ...

Ja tworzę taką, Ty Zielona siaką, a Asmo jeszcze inną ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie bede cytowal wypowiedzi bo w komorce ciezko ale...

Po co Ci diagnoza? Pisalem wczesniej. Poprostu chce wiedziec w czym tone. Po co? Bo poprostu mam potrzebe posiadania swiadomosci co mi dolega. Chyba mam takie prawo? Oczywiscie ze mam. Jesli kobita sie wacha z diagnoza ok mozna to zrozumiec bo to powazne tematy. Ale jesli jest pewna a ja pytam bo chce wiedziec a ona to zbija i ignoruje to dla mnie jest poprostu swinia i dziala na moja szkode.

Co do relacji moze lezec wina w mojej stronie poniewaz znam siebie nie ufam ludzia w kazdej wypowiedzi potrafie wylapac jeden wyraz ktory zmienia kontekst i cala wypowiedz jest atakiem na mnie i czuje sie wielce urazony. Mysle ze relacji nie zbudujemy bo na ktoryms ze spotkan gdy opowiadalem o pewnej sytuacji skwitowala to, ze takie zachowanie bylo na poziomie dziecka nie uksztaltowanego emocjonalnie. Nigdy jej tego nie zapomne i pewnie jeszcze wroce do tego bo dla mnie to wielki uraz i zbyt mocno godzi to w moja godnosc by z takim czlowiekiem wchodzic w szeroko pojeta relacje czy wspolprace. Poprostu wzbudza juz niechec

Dziwne jest to ze mimo tego wszystkiego i tak do niej ide i zawsze odliczam dni do wizyt u jednej i drugiej i czekam na nie jak na jakies pieprzone zbawienie ktore nie nastepuje...

 

-- 20 sie 2013, 00:25 --

 

Postawa roszczeniowa (czy jak kto sie pisze) tez jest wpisana w ta osobowosc tak jak dazenie do natychmiastowych rezultatow. Pisal ktos ze niektore zachowania sa borderowe. Tylko ja u siebie w codziennosci nie odnalazlem 100% zachowan borderowych jedynie w stanach depresyjnych. Nie wiem jak to jest u borderow czy wszystko przejawia sie non stop czy okresowo niektore z cech. Choc sporo cech charakterystycznych dla bordera tez sie przejawia u mnie od dawien dawna ale mimo wszystko podsumowujac kryteria diagnostyczne ja nie widze tego u siebie i chyba nie chce widziec. Oprocz paranoicznej oscylowalbym jeszcze w impulsywnej bo tez sie wszystko zgadza lecz paranoiczna ma sporo cech impulsywnej i na odwrot. No ciekawosc mnie wpieprza co z tego wyniknie. A cos napewno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

essprit, nie, no jasne, wiem że mają relację, zrobiłam taki skrót myślowy, chciałam powiedzieć że mają generalnie złą relację, a więc taką, w której pacjent czuje się źle. To, jak Asmo opisuje kontakt z terapeutką -nie ufa jej, ma wątpliwości co do jej intencji, ma poczucie braku zrozumienia, swoisty niedosyt po sesjach - to nie są przejawy dobrej relacji terapeutycznej.

 

Asmo,

opowiadalem o pewnej sytuacji skwitowala to, ze takie zachowanie bylo na poziomie dziecka nie uksztaltowanego emocjonalnie. Nigdy jej tego nie zapomne i pewnie jeszcze wroce do tego

ja ostatnio (jak i wiele razy) usłyszałam od mojej, że moje reakcje przypominają jej 2-letnie dziecko :evil: i możesz mi wierzyć, że tez nie byłam zachwycona. miałam przy tym wrażenie, że mówiąc to patrzy na mnie z politowaniem, niesmakiem, jest mną obrzydzona i ma mnie serdecznie dość. i co? nie odważyłam się jej tego powiedzieć -____-. jedyne na co sie zdobyłam, to powiedziałam, że chce skończyć terapię bo mam wrażenie, że albo ją sobą śmiesze, albo wku*wiam... póki co nie zerwałam ostatecznie terapii ale cały czas czuje, że powinnam :<img src=:'>

 

a co do Twoich rozkmin nad spełnianiem kryteriów bpd, to niestety nie jest to takie proste i oczywiste, jak w przypadku niektórych zaburzeń, tzn. nie wystarczy przejawiać określonego zachowania, żeby było ono jednocześnie kryterium bpd. chodzi o to, że te kryteria są bardzo ogólne i pojemne jeśli chodzi o interpretacje, a tak jak już gdzieś wcześniej pisałam, najbardziej liczą się źródła tych zachowań, albo tez powody dla których coś robimy. przykładowo os. zależna podobnie jak border boi się odrzucenia. Różnica polega na tym, że porzucony border wpada w złość która przeradza się w autodestrukcję, a os. zależna prędko szuka nowego "żywiciela" do którego mogłaby się doczepić. Tak więc 2+2 nie zawsze = bpd ;) To jest wiedza z obszaru diagnostyki, na prawdę ciężko sobie coś zdiagnozować poprawnie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jutro ta wizyta o 17. Zastanawiam czy tej babie powiedziec. Boje sie ze jesli nawet ona to podejrzewa to mnie zbagatelizuje i odrzuci to choc mam nadzieje ze zdazyla sie zorientowac ze takie "leczenie" na mnie nie dziala i moze wkoncu zaczniemy rozmawiac o problemie. Zawsze jak przychodze zadaje mi te glupie pytanie jak sie czuje mam ochote jej powiedzuec ze wspaniale i nie mam zadnych problemow po czym na jej slowa ze to super powiedziec ze zartowalem i buchnac smiechem. Na bank mnie nie znosi i jestem trudnym pacjentem. Wkoncu nie bez powodu tam trafilem. Zastanawiam sie tez czy zrobic jak zwykle ze wchodze i przewijam o swoich problemach bo tak zawsze robia liczac na cuda ze mnie zbawi czy poczekac jak ona zacznie i jak rozegra spotkanie. To jakis pieprzony teatrzyk kukiel i lalek w ktorym gram pierwsze skrzypce. Jak znam zycie to bedzie jak zawsze czyli czuje potrzebe tam jechac wychodze wk... i postanaeiam ze wiecej tam nie pojde bo nic mi to nie daje a jak juz tylko by sie pozegnac. Moze tez jej to powiem i ciekawe jak zareaguje. To taka idiotyczna zabawa zeby sprawdzac jak zareavuje obserwowac kazdy gest, mimike twarzy i wylapywac kazde slowo. Za kilka dni mam wizyte u psychiatry tu akurat sie cciesze bo wychodze zadowolony pani jest mila nie gada glupot wykazuje zainterosowanie zadajac pytania ktore jej napewno duzo mowia. Pewnie pozwieksza mi dawki lekow a moze cos zmieni albo nowego doda i znow bede musial pojechac do mojej kochanej meliny apteki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

serio, nie ma sensu przebijać się przez kryteria - wbrew zdaniu wielu osób na forum uważam, że borderline jest jednym z najbardziej charakterystycznych zaburzeń i jest ciężkie do pomylenia z czymś innym

 

moja znajoma psycholożka kliniczna opowiedziała mi kiedyś branżowy dowcip - "po czym poznać, że pacjent ma borderline? po tym, że po terapii sam marzysz o terapii"

 

przy diagnozie u psychiatry jest jedna ważna rzecz: nie opowiadaj o swoich problemach pod kątem jakiegoś zaburzenia czy choroby, po prostu streść swoje emocje, również te mniej ważne - czasem jest tak, że problem uważany przez nas za najważniejszy wcale taki nie jest, może być np. skutkiem czegoś innego (jak w depresji - czy lęki są skutkiem depresji czy jej przyczyną)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To sobie wezme do serca by nie opowiadac pod kontem zaburzenia tylko tak jak jest ivto co najbardziej boli. Bylem dzisiaj. Nawet jestem zadowolony. Nawet odczulem przez chwile ze lubie ta pania. Powiedzialem jej ze zawsze wychodze wsciekly i oczekuje cudow a ona ponowila pytanie czego oczekuje. Ktoregos razu ponoc powiedzialem ze normalnie funkxjonowac by kogos poznac bo sie nie nadaje ze chce przelamac leki przed odrzuceniem przestac sie angazowac jak szalony i nie byc podejrzliwym o wiernosc i przestac odchodzic bo mi sie wydaje ze juz mnie ktos nie kocha. Nie pamietalem tego nawet. Powiedziala ze next razem porozmawiamy sobie szerzej o oczekiwaniach. Mowie do niej ze jest tyle problemow i tak dlugo kazdy omawiamy ze tych spotkan to mase trzeba. Zapytalem ile mam przychodzic to mnie podeszla czy nie chce przychodzic i ze jak nie chce to nie musze. Nie czulem tu nie checi i tego ze chce mnie splawic tylko to podpucha jakas zeby reakcje zobaczyc. Ale nie moglem sie powstrzymac musialem wyskoczyc ze ona mnie tu nie chce i tak dalej i ze ja chce przychodzic. Chyba jednak zbudowalem jakas wiez czy relacje bardzo podswiadomie bo i tak wracam. Chocbym sie wk... na krytyke i je nawtykal to potem i tak wracam. Mowie pani co mi jest bo oboje wiemy ze nie jest normalnie. Ona powiedziala ze mam zaburzona osobowosc, impulsywne zachowania, chwiejnosc emocjonalna, stany depresyjne i stad tez bierze sie uczucie pustki, nie znosze byc krytykowanym i odrzucanym wowczas obwiniam sie za to mysle ze jestem beznadziejny i wpadam w stan depresyjny. Tak mi powiedziala chyba i tak duzo. Poczekamy co dalej. Tak czy siak starsza babka psycholog kliniczny musi wiedziec co robi chyba? Ona do mnie mowi ze zamiadt wybuchac agresja musze znalezc sposob np. policzyc do 3 i wziac 3 glebokie wdechy. Mowie pani kochana tak nie idzie. A probowal tak pan? Tak ale to sa klapki na oczy i jade do konca

 

-- 22 sie 2013, 23:42 --

 

Temat glowny sie rozmyl mam nadzieje ze nikomu to nie przeszkadza ze rozmawiamy o mnie. W jakis sposob dla mnie wazne ze ktos wykazuje zainterosowanie. A to z kolei dziwne bo przeciez nienawidze ludzi. I o co tu chodzi? Jest tak malo odpowiedzi na tak wiele pytań...

 

-- 23 sie 2013, 10:12 --

 

Kiedys mi ktos powiedzial: "Ty jestes dla mnie zagadka i wielka niewiadoma, potrafisz byc tak kochany i czuly a czasem masztakie wybuchy i jestes nie przyjemny. Nie moge zrozumiec jaki Ty wkoncu jestes...". Wtedy pojawia sie pytanie jaki naprawde jestem? Jaki bede przed obiadem a jaki po obiedzie? Co do odchedzenia ze zwiazkow to faktycznie bywalo ze czulem ze boje sie bym byl odrzucony bo to najgorsze co jest na swiecie i ja odchodzilem lub czulem sie juz nie kochany ale najczesciej poprostu bylem juz znudzony zwiazkiem i jakbym sobie uswiadamial ze chyba oczekiwalem czegos innego? Albo nie moglem zniesc mysli ze jestem oszukiwany czy zdradzany choc choc za reke nikogo nie zlapalem. Masakra ale to sa tak silne odczucia ze poprostu nie idzie sie inaczej zachowac bo cos podpowiada ze to najsluszniejsza decyzja. A gdy odchodzilem wytwarzala sie nienawisc do tej osoby ktora okazywalem przez telefon czy na komunikatorze. Bylem hamski, bezwzgledny, totalna swinia. Mijaly 2 miesiace i chec powrotu wystarczylo by ta osoba sie odezwala by byl wielki powrot i obiecywanie bialych sniegow i zlotych gor. I taki schemat sie powtarza juz jakies 8lat. Nie zdawalem sobie sprawy z tego ze jest cos nie tak poki nie poczytalem...

Mimo ze patrze na to z boku nie potrafie inaczej i nie chodzi o to ze ja nie chce. Ile razy zaczynam zciskam zeby... Niby wiem ze jak wybuchne i napyskuje przelozonej to mnie wywali ale w chwili wybuchu nie mysle o konsekwencjach tylko jade do konca. Tak samo slowa psychologa nie trafiaja ona mowi ze rob tak i tak ale ja nie potrafie... co jest?...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×