Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Asmo

I co z tym dalej?

Rekomendowane odpowiedzi

Dodałem ten post w swoim poprzednim temacie ale nie wyświetliło go jako nowy tylko dopisało do starego, z drugiej strony, a że na co komu dzień wczorajszy i tak każdy będzie miał to gdzieś i nie wpadnie cudownie, że mogłem coś napisać zrobię to tutaj, a z tamtąd nie idzie nawet usunąć gdyż nie ma tu błyskotliwej opcji edycji postów. To nie istotne.

 

Tydzień do wizyty na którą czekam jak na jakieś pieprzone zbawienie, mijają też 2tyg brania leków a w zasadzie jest coraz gorzej. Rozpieprzają mnie wciąż huśtawki nastrojów, czasem śnieg, czasem deszcz, czasem trochę słońca - mówią ryj nie szklanka nie zbije się, ale blizny pozostają. Jadę do domu z mega uczuciem pustki, parkuję pod blokiem myślę sobie, że mam tego dosyć łzy w oczach za chwilę straszna złość, po czym wracam do domu i czuje się normalnie, typowo, średnio, jadę do pracy zaczynam się śmiać i żartować z kolegą nawet fajnie się czuję by znów mnie napadł dół. Znowu zostałem odrzucony i na nic tłumaczenie kumpeli, że mimo kilku mankamentów jestem fajnym facetem - gówno prawda gdybym nie był beznadziejny nie byłoby tych wszystkich odrzuceń i nie było takiej pustki w życiu. Ona mówi, że ja za szybko się angażuję i daje z siebie 100% i że to ja powinienem pozwolić by ktoś za mną pobiegał a jeśli nie to nie. Ale ja tak nie potrafię, choć któregoś razu powiedziałem jej, że zrozumiałem i tak było raz powiedziałem że skoro nie to nie i że nie wiesz co tracisz ale poczułem, że to nie naturalne i to nie moje ja. A wogóle od dłuższego czasu nie wiem gdzie jest moje JA? Gdzieś mi się zgubiło. Kiedyś może mniej ale teraz bardziej nienawidzę ludzi, wku***ają mnie, każdy coś kombinuje i coraz bardziej boje się odrzucenia a mimo to wciąż szukam przygód bo bez nich jakoś mi pusto, zresztą bardzo często mi pusto. Kumpela mówi, że może zrób sobie pass i się trochę ogarnij no ale nie mogę. Pozatym wkurwiła mnie z tym kolegą bo skończyło się jedynie na obietnicach o spotkaniach wspólnych poza pracą. Może lepiej niech się nie odzywają, i tym sposobem jestem sam oprócz kilku znajomości komórkowo internetowych które są i nic z nich nie wynika zresztą jedną muszę też wykreślić. 2dni byłem "zawieszony" w dobrym i średnim nastroju a wczoraj wieczorem już pękłem. Nie wytrzymuje, pomyślałem nawet znów się odj**ie bo to wszystko to jakieś pieprzone błędne koło w którym tkwie i czuje, że tak łatwo się nie skończy bo ja nie potrafię się przełamać co do swojej mechaniki, schematów i sposobów myślenia o których uzmysłowiłem sobie, że towarzyszyły mi od kiedy pamiętam tylko od jakiegoś czasu to wszystko się na tyle nasiliło, że praktycznie nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Karmie się myślą czasami kogoś poznam, pokocha mnie takiego jakim jestem i nie będzie widzieć świata poza mną i będzie łatwiej żyć z tym wszystkim ale tylko marzenia i nie do spełnienia i może lepiej nie podchodzić do tego bo jak znów zostanę odrzucony to nie wytrzymam i dostanę impulsu i to wszystko zostanie tylko wspomnieniem (i to już nie moim). Matka też nie wytrzymuje ma dość moich wybuchów agresji, że o błache sprawy tak eksploduję, ojciec nic bo jak zawsze się niczym nie interesuje i ma wszystko w dupie tak naprawde nigdy nim nie był. Coś się wydarzy, ale jeszcze nie wiem co. Coś musi bo to nie może trwać bo jestem wykończony już tym wszystkim. Co mi z tego, że mam pracę, gdzie mieszkać, co jeść, nie mam długów, zobowiązań nawet na pieniądze nie narzekam choć te mnie nie obchodzą wogóle, kiedy to wszystko mnie wykańcza i moje otoczenie. Wcześniej tego nie widziałem, ale w moim 2,5letnim związku (który już nie trwa od 8 miesięcy) moja ex nabawiła się deprechy przeze mnie i musiała zacząć jeść tabletki by ogarnąć to jaki jestem zazdrosny, podejrzliwy nie ufny, a na jedno krzywe spojrzenie i potrafiłem powiedzieć, że Ty mnie przecież wogóle nie kochasz tylko coś kombinujesz i potrafiłem się spakować, wyjechać i nie odzywać 2-3 tygodnie. Miała cierpliwość, bo takich odejść było wiele, ale czy mnie kochała? Tego nie wiem. Jak sobie pomyślę, że mógłbym mieć znowu tak w związku to mnie szlag trafia. Czuje, że sam sobie to wszystko zgotowałem, obwiniam się i czuje beznadziejny oraz bardzo cierpię.

Nie radzę już sobie, nie wiem co dalej.

 

?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może olej to wszystko?

Pogódź się z tym jak jest, że nie możesz mieć póki co nikogo. Tak tylko piszę, sam się zastanawiam nad sobą, nad swoim JA.

Warto docenić to co masz, pieniądze (które w jakiś sposób mogą umilić to życie), jak pracujesz to też spoko - znaczy dajesz radę a to dużo i powinieneś być dumny z siebie. W ogóle to warto być dumnym z siebie. Zawsze jest ktoś kto ma podobnie, to znaczy źle, tak mi się wydaje, i to też jakaś pociecha. Że to nie nasza wina.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może olej to wszystko? Tak to jest chyba najbanalniej powiedzieć bo to tak nie jest że sobie powiem, że olewam i oleje. Może bycie samemu uprzykrza znacznie życie z różnych powodów w tym fizycznych, ale to akurat nie jest największym problemem dla mnie, bo są większe. No praca jest akurat musem bo bez niej leżę i kwiczę, jakoś się z niej wywiązuje i wypełniam obowiązki choć też dlatego, że jest ich bardzo mało i niekiedy jestem potrzebny (taka praca). Pieniądze? Naprawdę mnie nie obchodzą, może źle się wyraziłem, nie jestem jakiś przesadnie bogaty, dużo nie zarabiam. Może nie mam wielkich potrzeb poprostu. Docenić co masz? Coś mam, ale inne rzeczy mnie tak przytłaczają często, że nie myślę o tym co mam albo, że mogło być gorzej a przecież mogłoby być lepiej? Dziś nie czuje się tak fatalnie jak wtedy gdy to pisałem, huśtawki mam jakieś mniejsze (może leki? chyba wiedział co zapisuje). Dziś czuje się średnio, a kawałek dnia nawet ponad kreską, pośmiałem się i wogóle rewelka (za co Jej bardzo dziękuje, pewnie to przeczyta). Mam nadzieję, że jutro czy po jutrze nie będę znów pod kreską albo się nie zachwieję czy nie wybuchnę. Staram się panować, zmuszać do zejścia z schematów i innych zachowań, bo co mi zostało? Nie chcę się pogrążyć i zgnić w swoim świecie.

Warto być z siebie dumnym? A z czego? Z tego, że się doprowadziłem do takiego stanu i taki jestem? No chyba nie.

 

-- 22 cze 2013, 17:53 --

 

I byłem dziś na wizycie na którą czekałem jak na zbawienie nie wiem czy mi lepiej? Chyba trochę dodały mi otuchy słowa na do widzenia "nie przejmuj się, bierz leki i przychodź". Oczywiście połowy zapomniałem powiedzieć bo mnie wybijała z rytmu pytaniami, chyba trochę kumała co się mi dzieje bo zadawała później pytania na które odpowiedź dla mnie była oczywista i brzmiała "tak". Przesiadłem się z depralinu na mozarin więc daleko nie uciekłem haha. Tylko dawka większa. Skierowanie do psychologa z rozpoznaniem F60 tyle to i ja wiedziałem ale ona mówi, że do pełnej diagnozy czasami potrzeba kilku wizyt a czasem lat. Nie wiem czemu mam to samo dalej brać tylko w zwiększonej dawce skoro czuje się napewno nie lepiej i objawy wciąż te same. Ale chyba wie co robi? No nic za miesiąc kolejna wizyta. Myślałem, że mi da coś innego bo dalej mam wybuchy słownych petard, a w pracy czasami ledwo zaciskam zęby żeby komuś nie wypi****lić. No ale chyba ona wie co robi? Powiedziałem też że ostatnimi dniami miałem myśli samobójcze. No ale ona chyba wie co robi? Czuje się dalej wykończony i że się wje**łem po uszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×