Skocz do zawartości
Nerwica.com

Życie po zyciu


Gość

Rekomendowane odpowiedzi

Zapraszam Was do lektury i oceniania. W celu głębszego wczucia się w klimat zapodaję link z odpowiednią muzyką: [videoyoutube=4tyh5iSJM6c][/videoyoutube]

 

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

 

Szczęściarzami nazywano tych, którzy zginęli w przeciągu kilku pierwszych godzin.

Wiedział o tym doskonale, wsłuchując się całymi dniami w trzeszczącą słuchawkę wojskowej radiostacji. Różnorodność dochodzących tu skrajnych emocji, prawdziwe kompedium ludzkich zachowań, zniekształcone przez zmiany w polu magnetycznym ziemi i znaczną odległość odbieranego sygnału, budziły grozę i podsysały jego strach. Berlin, Warszawa, Sztokholm, Paryż - duchy tych miast obróconych w popiół i zbiorowe mogiły, niczym mantrę powtarzały swe pozycje i współrzędne. Płacz ludzi załamanych psychicznie i histeryczne śmiechy już oszalałych, same z siebie potrafiły złamać najtrwardszych słuchaczy końcowego aktu tej wojny. Każdy spłacał pokaźny rachunek za grzechy swojego wymierającego gatunku. Posród tych głosów dało się usłyszeć głos matki, od wielu dni błagającej o pomoc dla swoich głodujących dzieci. Umierającego starca, przeklinającego niesprawiedliwego boga, wszystkich arabów i śmiertelne promieniowanie. Żołnierza, pozostawionego samemu sobie w jednej z tysięcy betonowych trumien. A nawet dowódcy okrętu podwodnego, spowiadającego się światu ze swoich uczynków, na chwilę przed samobójczym posłaniem swej jednostki na dno.

Te głosy, podobnie jak i wiele innych stopniowo cichły, zamieniając się w złowieszczy szum. Radiooperator był całkowicie przekonany o tym, że dowództwo już wkrótce zmieni jego przydział. Oczekiwane przez wielu cudowne ocalenie, nieoczekiwana i upragniona pomoc ze strony rządu, szansa na odbudowę ziemskiej cywilizacji i infrastruktury... To były naiwne życzenia, bajki opowiadane przerażonej masie ludzkiej, w celu podtrzymania resztek ich płonnej nadziei. Bo cóż innego mogło pozostać garstce ocalałych? Gdy za naciśnięciem jednego przycisku na konsoli odpalania rakiet, rozwiały się wszelkie ich marzenia, ambicje i plany? Oni wszyscy byli już martwi. Biologiczny rozpad ich komórek ciała, niczym rozpad jąder atomowych, pozostał kwestią wolno upływającego czasu. Naturalną koleją rzeczy w zrujnowanym świecie, którego pozostali przy życiu mieszkańcy, obrali za cel swojego istnienia tylko jedną rzecz. Przetrwanie.

 

Wyciągnął z kieszeni płaszcza pogniecione zdjęcie swojej żony. Uśmiechała się do niego.

Co czuła widząc oślepiający blask? Czując przeszywający wstrząs i podmuch gorącej fali uderzeniowej? Przyjmując na siebie dziesiątki odłamków pękającego szkła, kilkaset ton betonu i stali? Czy zdążyła o nim pomyśleć w ostatnich chwilach swojego życia? Dlaczego był on wówczas dziesiątki kilometrów dalej i nie było mu dane godnie zginąć u boku swoich bliskich?

Dla dobra swojego kraju i bandy parszywych polityków, kryjących się teraz jak szczury w przeciwatomowych, podziemnych pałacach – pomyślał. Dlaczego ci, którzy rozpętali to piekło przeżyli, zaś niewinni musieli zginąć?

Anna nie była stroną w tej wojnie. Nie była niczemu winna. Przeciwnie, nie popierała jakichkolwiek działań zbrojnych oraz polityki pieniężnej. Karciła swojego męża za wstąpienie do armii, nawet jeśli miał on przebywać wyłącznie na terenie swojego kraju. Jego z kolei, skusiła obietnica prestiżu, pociągały duże pieniądze i możliwość wczesnego przejścia na emeryturę. Wojska rakietowe dobrze dbały o swoje dzieci, dając im państwowe mieszkania, wysokie uposażenia i stabilną przyszłość. Teraz jednak czuł się współodpowiedzialny za tragedię siedmiu miliardów ludzi i dogorywanie resztek upadłej cywilizacji.

 

Zbliżał się koniec jego zmiany. Siedząc od ośmiu godzin w zatęchłym, dusznym pomieszczeniu o wymiarach klatki dla zwierząt, oświetlonej ledwie jażącymi się lampami rtęciowymi, podjął właściwą decyzję. Nie było już o co walczyć. Jego życie nieformalnie dobiegło końca. Wszystko to, co kiedyś kochał, spopielało kilka tygodni temu. Oto zbliża się era człowieka na powrót pierwotnego. Ci wszyscy dzielni żołnierze, jego młodzi kompani z wojsk rakietowych, zamknięci w bunkrze wraz z bebronnymi kobietami i dziećmi. Ile potrzeba im czasu na zezwierzęcenie się? Kiedy grupowo zaczną gwałcić matki i ich córki? Obcinać racje żywnościowe schorowanym starcom? Kiedy palną w łeb niepokornemu dowódcy i zaczną wyżynać siebie nawzajem, w walce o ostatnią puszkę śmierdzącej fasoli? Nie, on nie będzie brał w tym udziału. Nie zamierza biernie przyglądać się upadkowi wszelkich dotychczasowych wartości ludzkich.

Chciał żyć, ale nie za wszelką cenę. Nie pozwoli sobie na szaleństwo, w obliczu ciężkiej próby, którą prawdopodobnie on sam również przegra.

Wyłączył radio, po czym podnosząc się ze swojego krzesła, wyciągnął z przymocowanej do pasa kabury sędziwego Makarowa, pamiętającego jeszcze czasy komunizmu i zimnej wojny. Zasalutował brudnej fladze, wywieszonej naprzeciw niego i raz jeszcze spojrzał na zdjęcie Anny.

Uśmiechała się... Tak jak zawsze. Odwzajemniając jej uśmiech przyłożył naładowaną broń do swej skroni. Poczuł upragnioną od dawna, niewyobrażalną ulgę.

- Już zawsze razem – wyszeptał, stanowczo pociągając za spust.

 

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Przepraszam za niewłaściwe sformatowanie tekstu, na tym forum nie jest to możliwe do wykonania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zapraszam Was do lektury i oceniania. W celu głębszego wczucia się w klimat zapodaję link z odpowiednią muzyką: [videoyoutube=4tyh5iSJM6c][/videoyoutube]

 

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

 

Szczęściarzami nazywano tych, którzy zginęli w przeciągu kilku pierwszych godzin.

Wiedział o tym doskonale, wsłuchując się całymi dniami w trzeszczącą słuchawkę wojskowej radiostacji. Różnorodność dochodzących tu skrajnych emocji, prawdziwe kompedium ludzkich zachowań, zniekształcone przez zmiany w polu magnetycznym ziemi i znaczną odległość odbieranego sygnału, budziły grozę i podsysały jego strach. Berlin, Warszawa, Sztokholm, Paryż - duchy tych miast obróconych w popiół i zbiorowe mogiły, niczym mantrę powtarzały swe pozycje i współrzędne. Płacz ludzi załamanych psychicznie i histeryczne śmiechy już oszalałych, same z siebie potrafiły złamać najtrwardszych słuchaczy końcowego aktu tej wojny. Każdy spłacał pokaźny rachunek za grzechy swojego wymierającego gatunku. Posród tych głosów dało się usłyszeć głos matki, od wielu dni błagającej o pomoc dla swoich głodujących dzieci. Umierającego starca, przeklinającego niesprawiedliwego boga, wszystkich arabów i śmiertelne promieniowanie. Żołnierza, pozostawionego samemu sobie w jednej z tysięcy betonowych trumien. A nawet dowódcy okrętu podwodnego, spowiadającego się światu ze swoich uczynków, na chwilę przed samobójczym posłaniem swej jednostki na dno.

Te głosy, podobnie jak i wiele innych stopniowo cichły, zamieniając się w złowieszczy szum. Radiooperator był całkowicie przekonany o tym, że dowództwo już wkrótce zmieni jego przydział. Oczekiwane przez wielu cudowne ocalenie, nieoczekiwana i upragniona pomoc ze strony rządu, szansa na odbudowę ziemskiej cywilizacji i infrastruktury... To były naiwne życzenia, bajki opowiadane przerażonej masie ludzkiej, w celu podtrzymania resztek ich płonnej nadziei. Bo cóż innego mogło pozostać garstce ocalałych? Gdy za naciśnięciem jednego przycisku na konsoli odpalania rakiet, rozwiały się wszelkie ich marzenia, ambicje i plany? Oni wszyscy byli już martwi. Biologiczny rozpad ich komórek ciała, niczym rozpad jąder atomowych, pozostał kwestią wolno upływającego czasu. Naturalną koleją rzeczy w zrujnowanym świecie, którego pozostali przy życiu mieszkańcy, obrali za cel swojego istnienia tylko jedną rzecz. Przetrwanie.

 

Wyciągnął z kieszeni płaszcza pogniecione zdjęcie swojej żony. Uśmiechała się do niego.

Co czuła widząc oślepiający blask? Czując przeszywający wstrząs i podmuch gorącej fali uderzeniowej? Przyjmując na siebie dziesiątki odłamków pękającego szkła, kilkaset ton betonu i stali? Czy zdążyła o nim pomyśleć w ostatnich chwilach swojego życia? Dlaczego był on wówczas dziesiątki kilometrów dalej i nie było mu dane godnie zginąć u boku swoich bliskich?

Dla dobra swojego kraju i bandy parszywych polityków, kryjących się teraz jak szczury w przeciwatomowych, podziemnych pałacach – pomyślał. Dlaczego ci, którzy rozpętali to piekło przeżyli, zaś niewinni musieli zginąć?

Anna nie była stroną w tej wojnie. Nie była niczemu winna. Przeciwnie, nie popierała jakichkolwiek działań zbrojnych oraz polityki pieniężnej. Karciła swojego męża za wstąpienie do armii, nawet jeśli miał on przebywać wyłącznie na terenie swojego kraju. Jego z kolei, skusiła obietnica prestiżu, pociągały duże pieniądze i możliwość wczesnego przejścia na emeryturę. Wojska rakietowe dobrze dbały o swoje dzieci, dając im państwowe mieszkania, wysokie uposażenia i stabilną przyszłość. Teraz jednak czuł się współodpowiedzialny za tragedię siedmiu miliardów ludzi i dogorywanie resztek upadłej cywilizacji.

 

Zbliżał się koniec jego zmiany. Siedząc od ośmiu godzin w zatęchłym, dusznym pomieszczeniu o wymiarach klatki dla zwierząt, oświetlonej ledwie jażącymi się lampami rtęciowymi, podjął właściwą decyzję. Nie było już o co walczyć. Jego życie nieformalnie dobiegło końca. Wszystko to, co kiedyś kochał, spopielało kilka tygodni temu. Oto zbliża się era człowieka na powrót pierwotnego. Ci wszyscy dzielni żołnierze, jego młodzi kompani z wojsk rakietowych, zamknięci w bunkrze wraz z bebronnymi kobietami i dziećmi. Ile potrzeba im czasu na zezwierzęcenie się? Kiedy grupowo zaczną gwałcić matki i ich córki? Obcinać racje żywnościowe schorowanym starcom? Kiedy palną w łeb niepokornemu dowódcy i zaczną wyżynać siebie nawzajem, w walce o ostatnią puszkę śmierdzącej fasoli? Nie, on nie będzie brał w tym udziału. Nie zamierza biernie przyglądać się upadkowi wszelkich dotychczasowych wartości ludzkich.

Chciał żyć, ale nie za wszelką cenę. Nie pozwoli sobie na szaleństwo, w obliczu ciężkiej próby, którą prawdopodobnie on sam również przegra.

Wyłączył radio, po czym podnosząc się ze swojego krzesła, wyciągnął z przymocowanej do pasa kabury sędziwego Makarowa, pamiętającego jeszcze czasy komunizmu i zimnej wojny. Zasalutował brudnej fladze, wywieszonej naprzeciw niego i raz jeszcze spojrzał na zdjęcie Anny.

Uśmiechała się... Tak jak zawsze. Odwzajemniając jej uśmiech przyłożył naładowaną broń do swej skroni. Poczuł upragnioną od dawna, niewyobrażalną ulgę.

- Już zawsze razem – wyszeptał, stanowczo pociągając za spust.

 

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Przepraszam za niewłaściwe sformatowanie tekstu, na tym forum nie jest to możliwe do wykonania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm dzieło ciężkie,porusza nie łatwą a wręcz ekstremalnie trudną tematykę i wizję,ale podoba mi się,porusza ciekawe zagadnienie "Jak daleko posunie się człowiek by przeżyć" i ile bestialstwa w sobie mamy,ale które się nie ujawnia bo niema "powodów".

 

Podsumowując -czekam na więcej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm dzieło ciężkie,porusza nie łatwą a wręcz ekstremalnie trudną tematykę i wizję,ale podoba mi się,porusza ciekawe zagadnienie "Jak daleko posunie się człowiek by przeżyć" i ile bestialstwa w sobie mamy,ale które się nie ujawnia bo niema "powodów".

 

Podsumowując -czekam na więcej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×