Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
black swan

Moje życie stoczyło się na samo dno...

Rekomendowane odpowiedzi

Już sobie nie radzę, te leki które przepisał mi psychiatra prawie 2 tygodnie temu wcale mi nie pomagają. Najbardziej wprawia mnie w to nieszczęście moje własne życie. Jego denna jakość. Za parę miesięcy będzie rok jak siedzę w domu i się "marnuję" jak mówią moi rodzice. Na początku było mi dobrze, znajdywałam sobie zajęcia, widywałam się z jakimiś ludźmi. Z czasem było coraz gorzej, mniej ludzi w moim życiu, mniej zajęć, mniej motywacji... W końcu to wszystko spadło do zera. Od listopada jestem w jakiejś depresji związanej z tym jak potoczyło się moje życie albo raczej z tym jak sama je sobie zgotowałam. Siedzę całymi dniami w domu, wychodzę na spacer do lasu, czytam forum, czytam 1 książkę, wyczekuję jak nienormalna wiadomości od faceta (związek na odległość), ale tych wiadomości nie ma za wiele, bo on ma swoje życie, a ja nie. Nie mam życia. Moje życie praktycznie ograniczyło się do wstania, umycia się, zjedzenia, snucia się po domu, pójścia na spacer, myślenia o tym co mogłabym zrobić żeby było lepiej, siedzenia na kompie, czytania psychologicznych tekstów i oglądania filmów. Tak się stoczyłam. Rodzice patrzą na mnie jak na wraka. Dobrze, że jeszcze mam kasę, bo inaczej chyba by mnie z domu wygonili jakbym im nic nie dawała. Miałam plany, marzenia, pasje, ale to wszystko jakby umarło przez to pół roku samoistnie. Myślałam, że coś osiągnę, że dawno mnie już w tym domu nie będzie zimą 2012 roku, tak planowałam, że ze wszystkim sam sobie radę. Po prostu obróciłam się o 180 stopni, z pełnej wiary i energii w zdołowaną, przybitą, niewierzącą w siebie przegraną. Czuję się jakbym przegrała moje życie. Moje CV to zlepek różnych dziedzin, nic konkretnego, studia były na nic, bo kierunek był miksem dwóch różnych kierunków i w żadnym z nich nie jestem dość dobra ani nie chcę tego robić zawodowo, pierwsza praca dobijała mnie nudą i monotonią, to ją rzuciłam bez planu na przyszłość. Kilka miesięcy leniuchowałam na słońcu na przełomie wiosny i lata. Potem miałam pomysł, plany, zaczęłam realizację, lecz pod koniec lata w połowie realizacji stanęłam. Straciłam wiarę, dopadła mnie jakaś depresja, dość wszystkiego, brak motywacji... Nie wiem już co mam ze sobą zrobić, dobija mnie stan mojego życia. Mieszkam na wsi, nic tu nie ma, nikogo tu nie znam, nie lubię, nie mam znajomych ani przyjaciół. Nie wiem co mam robić, mam trochę oszczędności, lecz nie wiem czy to dobry pomysł aby przeprowadzać się bez pracy na ślepo, szybko stracę wtedy te oszczędności. A znowu jak mam szukać tej pracy... Szukam na necie, ale znajduję same oferty dla ekspertów i specjalistów, czy jak wybiorę się osobiście do jakichś firm, to będę mieć większe szanse czy jak? Sama nie wiem co mam robić w swojej sytuacji.. Czy podejmować się dalszej realizacji swoich planów? Czy jednocześnie szukać pracy i na nowo wznowić realizację swoich planów? Jestem mocno zagubiona i nie wiem w którą stronę iść.. Proszę o jakąś pomoc, wskazówki, jak było u was, czy też dobijaliście życiowego dna i jak wam się udało od niego odbić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, moje problemy z tego co powoli jestem w stanie zauważyć są bardziej na biologicznym podłożu, choć nie tylko. W przypadku problemów gdzie ciężar leży w sferze psychiki, zawsze dobra jest zmiana myślenia. Na prawdę nie masz perspektyw? Jesteś do niczego? Nie specjalnie umiem coś doradzić, moja własna choroba mnie obezwładnia. :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę wszystko w czarnych barwach. Nie wiem czy nie mam perspektyw, jeszcze to pół roku temu widziałam multum perspektyw, wszystko wydawało mi się możliwe, miałam milion planów, część z nich realizowałam, miałam tyle pomysłów, optymizmu, myślałam, że jak coś się nie uda, to następne na pewno się uda, niepowodzenia mnie nie dołowały, miałam tyle zapału... To wszystko wzięło w łeb bez wyraźnych przyczyn. Czuję jakbym się wewnętrznie wypaliła. Prawdopodobnie nie jestem do niczego i prawdopodobnie mam perspektywy, lecz nie umiem ich dostrzec, widzę tylko negatywne scenariusze, dosłownie czuję się jak na dnie.. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, za parę dni mam dzwonić do tego psychiatry i on mnie umówi na jakąś terapię. Ale przecież nie będę siedzieć podczas niej bezczynnie ani do tego czasu. Muszę coś ze sobą zrobić, czuję się jak wrak. Inni osiągają, prą do przodu, mają życia, znajomych, zajęcia, ciekawe prace, robią fajne rzeczy, a ja się tylko dołuję, jestem jak w jakiejś spirali, ciągle opadam w dół. Codziennie mniej mi się chce, niż dnia poprzedniego... Przecież muszę coś ze sobą zrobić do czasu tej terapii. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, wiesz, co, byłam w takim stanie. o którym piszesz i za każdym razem nie widziałąm dla siebie ratunku, też czułąm się gorsza, mała wśród ludzi, nic nie znacząca....na początek , to jedna z zadań od mojej terapeutki rób sobie codziennie wieczorem plan dnia kolejnego, o której wstajesz, nawet umaluj się dla siebie, wyjdz na spacer, zakupy cokolwiek, poczytaj książkę i w punktach sobie ukłądaj plan o godz 10 śniadnie np.< mi wydawało się to bezsensownym pomysłem ale pomogło, nawet jak nie chodziłąm do pracy, nie miałąm większych obowiązków, pod koniec dnia byłam zadowolona, że udało mi się trzymać się planu i coś jednak robię

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lubudubu, nie wiem co to będzie za psychoterapia, nie wiem gdzie ten psychiatra mnie zapisze, liczę tylko na to, że będzie to szybko, bo długo chyba nie wytrzymam. Jakakolwiek terapia będzie pewnie lepsza od żadnej.

 

amelia83, wypróbuję ten sposób, co mi szkodzi. Trzymanie się planu na jeden dzień - to będzie coś, jeśli uda mi się tego planu rzeczywiście trzymać. Tylko mam tendencję do stawiania sobie zbyt wygórowanych oczekiwań. Ale najpierw spiszę ten plan, potem zdecyduję czy jest ambitny czy nie. Dzięki...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, radziłbym poszukać pracy bo udusisz się w tych czterech ścianach. Dobrze że szukasz psychoterapii.

W życiu nie wyjdą nam wszystkie plany a na pewno nie od razu. Zacznij od tego co możesz zrobić. Nie bądź dla siebie zbyt wymagająca, ani nie myśl skrajnościami.

Ja jak sobie ustalam plan to potem okazuje się że jakoś sam się terroryzuję i nie mogę go wykonać. Ale mimo to kiedy dużo próbuję to trochę wychodzi, a jak nic nie próbuję zmienić to wtedy samo się nie zmieni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeglądam ogłoszenia o pracy, poświęcam na to średnio jeden dzień na 3 dni nicnierobienia... :? Zabieram się do tłumaczenia CV na angielski już od tygodnia, choć dobrze znam ten język. Po prostu nie mogę się za to wziąć i ciągle przekładam. Wszystko cały czas przekładam, rujnuję własne plany. A byłam taką obiecującą zdolną dziewczyną. Od zawsze spoczywał na mnie ciężar oczekiwań moich rodziców, całej rodziny, środowiska, a teraz czuję się jakbym zawiodła cały świat marnując się. Taka zdolna, ładna, utalentowana. A tu taka porażka. Siedzi w domu i nic nie robi. Zamyka się w czterech ścianach i ubolewa nad swoim ciężkim losem na który niejeden pewnie by się zamienił. Co jest ze mną nie tak... Mam środki pod przeróżnymi postaciami, a nie potrafię ich wykorzystać... Czuję, że jak nie zrobię jakiejś skrajności, to nie zrobię nic. Albo wszystko zmienię o 180 stopni albo utonę i za kilka lat obudzę się w wieku 30 lat z ręką w nocniku, bez osiągnięć, jako wrak marnotrawny na garnuszku rodziców. To by było najgorsze.

 

Właśnie zaczęłam robić ten plan i już widzę, że jest ciasny, zdecydowanie ambitniejszy niż moje zwyczajne dni. Wstawanie o 8 rano... To ostatnio awykonalne. A jednak zaplanowałam sobie 8 rano. Czyżbym chciała podświadomie aby mi się nie powiodło?

 

-- 14 sty 2013, 10:28 --

 

Oczywiście nie trzymam się planu. :? Wstałam o 9 zamiast o 8, miałam zaplanowane robienie cv po ang i lm, ale oczywiście dopiero co skończyłam się myć. Kawy w szafie zabrakło... Idę na spacer, słońce wyszło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

może trochę nie na temat ale

podobno największym wrogiem motywacji jest mówienie sobie "muszę","powinienem"

zamiast tego stosuj słowo "chcę"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zauważyłam, że dopóki coś chcę, to robię to i mam motywację. Potem powoli to "chcę" przemienia się w "muszę/powinnam" i moja motywacja odchodzi jak przy wszystkim. Nazywam to słomianym zapałem, nieumiejętnością doprowadzania rzeczy do końca, itp... Może więc coś jest w tych chceniu i muszeniu. Od dzisiaj będę wmawiać sobie, że wszystko chcę. O 18 miałam zabrać się za konkrety, a ciągle tu siedzę. :? Chcę zamknąć tę stronę i wszystkie inne i wziąć się za rzeczy, które pomogą mi się wyrwać z tego nieciekawego życia jakie wiodę!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zauważyłam, że dopóki coś chcę, to robię to i mam motywację. Potem powoli to "chcę" przemienia się w "muszę/powinnam" i moja motywacja odchodzi jak przy wszystkim. Nazywam to słomianym zapałem, nieumiejętnością doprowadzania rzeczy do końca, itp... Może więc coś jest w tych chceniu i muszeniu. Od dzisiaj będę wmawiać sobie, że wszystko chcę. O 18 miałam zabrać się za konkrety, a ciągle tu siedzę. :? Chcę zamknąć tę stronę i wszystkie inne i wziąć się za rzeczy, które pomogą mi się wyrwać z tego nieciekawego życia jakie wiodę!

 

Ja mam niestety podobnie o kilku lat, jestem jak na huśtawce, teraz upadek jest bardziej dotkliwy gdy trochę było lepiej, gdy było widać odrobinę sensu w tym wszystkim. Właśnie zastanawiam się jak mam jutro wytrzymać te 8 godzin w pracy kiedy najchętniej uciekłabym gdzie pieprz rośnie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Właśnie zastanawiam się jak mam jutro wytrzymać te 8 godzin w pracy kiedy najchętniej uciekłabym gdzie pieprz rośnie..

Jeszcze w zeszłym roku o tej porze miałam tak samo. No i uciekłam stamtąd daleko, na wiochę, do rodzinki. Nie żałuję, przynajmniej nie męczę się w pracy, której nie lubiłam przez nudę i stres na zmianę. Ale dobre miesiące szybko minęły i przemieniły się w marazm. Staram się coś z tym robić, bo ile można... Nie mogę się tu zasiedzieć, bo zdziczeję zupełnie. :? Najwięcej czasu spędzam z psem, a moim ulubionym zajęciem ostatnio jest tropienie z nim saren po lesie. :? Ten nowoczesny świat i ta cała cywilizacja mnie przytłacza ale w końcu i tak będę musiała do tego wszystkiego wyjść, bo długo nie przeżyję jak teraz. Tropikalny kraj to nie jest ani bezludna wyspa obfitująca w owoce i słodką wodę... Kasa się kiedyś skończy, przyzwalanie rodziców na moje niechcenie niczego i siedzenie w domu też się skończy i co wtedy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wydaje mi się że trochę przesadzasz z tymi rodzicami

dają ci do zrozumienia w jakiś sposób że Ci nie będą przyzwalać? czy jest to tylko Twoje ODCZUCIE?

 

Rodzice patrzą na mnie jak na wraka. Dobrze, że jeszcze mam kasę, bo inaczej chyba by mnie z domu wygonili jakbym im nic nie dawała.

Naprawdę? czy tylko tak ci się wydaje?

 

ok rozumiem że mogą nie wiedzieć jakie masz problemy i chcą cie jakoś zmotywować do działania aby było Ci LEPIEJ

ale to chyba nie to samo co WYWALENIE Z DOMU bo nie masz pieniędzy?

 

Skąd wiesz że mają Cię za wraka? Powiedzieli Ci to kiedyś? Czy znowu to twoje ODCZUCIE?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jest moje odczucie, bo wprost mi tego nie powiedzą. Lecz przecież jak bym przestała im dawać kasę na jedzenie, rachunki itp i jednocześnie siedziała w domu i się dalej "marnowała" jak oni to mówią, to ich dobroć i przyzwalanie by się szybko skończyło, bo sami za wiele nie mają. Gdyby byli bogaci, to co innego, różnicy bym im nie sprawiła, lecz nie są. Dlatego ich przyzwalanie jest ograniczone. Mój komp żre dużo prądu, siedzę do późna, potrafię kąpać się pod prysznicem godzinę, strasznie dużo wody zużywam... Jedzenia generalnie mało, lecz nic nie jest tanie w tych czasach. Na pewno by mnie nie utrzymywali za free.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

piszesz

Czuję się jakbym przegrała moje życie

 

uważasz że życie to gra (którą oczywiście trzeba wygrać)?

i pewnie jeszcze wszyscy co jej nie wygrali są bezwartościowi lub gorsi od innych?

mam nadzieje że nie postrzegasz w ten sposób życia i nie traktujesz ludzi(ani siebie) którzy nie wygrali tej "życiowej gry" jako gorszych czy bezwartościowych bo to raczej nie zbyt trafne

 

Tak się stoczyłam

 

z czego się stoczyłaś? z pagórka? z górki?

 

niech zgadnę: czujesz się gorsza od innych? bezwartościowa? czujesz że masz zbyt niskie poczucie własnej wartości?

 

co najbardziej ci przeszkadza w sytuacji w której jesteś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To że mają mnie za wraka to rzeczywiście moje odczucie. Powiedzieli mi, że nie mogą patrzeć na mnie jak się "marnuję", jak siedzę w domu, nie wychodzę do ludzi, nic nie robię, snuję się... Powiedzieli mi, że cofam się w rozwoju przez to. Dla mnie to jest równoznaczne z widzeniem w kimś wraka. :?

 

Ich sposoby motywacji, jeśli tym właśnie są nie nadają się do motywowania kogokolwiek do czegokolwiek... Tylko wprowadzają mnie w jeszcze większą depresję... Dlatego myślę, że muszę się od nich wynieść, lecz znowu jak mam się wynieść jak nie mam stałego dochodu, a jak mam znaleźć stały dochód jak mam tą depresję. Takie zamknięte koło. Staram się je jakoś przerwać przez szukanie pracy. Marnie mi idzie, ale jak już mówiłam NIC MI SIĘ NIE CHCE, NIE MAM MOTYWACJI. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
To jest moje odczucie, bo wprost mi tego nie powiedzą. Lecz przecież jak bym przestała im dawać kasę na jedzenie, rachunki itp i jednocześnie siedziała w domu i się dalej "marnowała" jak oni to mówią, to ich dobroć i przyzwalanie by się szybko skończyło, bo sami za wiele nie mają. Gdyby byli bogaci, to co innego, różnicy bym im nie sprawiła, lecz nie są. Dlatego ich przyzwalanie jest ograniczone. Mój komp żre dużo prądu, siedzę do późna, potrafię kąpać się pod prysznicem godzinę, strasznie dużo wody zużywam... Jedzenia generalnie mało, lecz nic nie jest tanie w tych czasach. Na pewno by mnie nie utrzymywali za free.

 

ok rozumiem kwestia życia i śmierci ale na pewno wyrzucili by cię z domu?

widziałem skrajną biedę gdzie rodziny żyły razem mimo że nikt nie miał pracy

 

ok logiczne jest że wygonią cię do pracy, raz że ze względów ekonomicznych a dwa pewnie dlatego że im na tobie zależy więc chcieli by cię pewnie "wypchnąć z gniazda" abyś "znowu zaczęła latać" ale pewnie jeżeli wiedzieli by dokładnie jakie masz problemy i rozumieli je może inaczej by się wypowiadali i inaczej traktowali

czy gdybyś była niepełnosprawna też wyrzucili by cię z domu bo nie zarabiasz pieniędzy?

jeżeli tak to ok zwracam honor - faktycznie masz paskudnych rodziców

 

nie chcę pisać że jesteś niepełnosprawna ale depresja jest pewnym rodzajem choroby która uniemożliwia normalne funkcjonowanie a na pewno w nim przeszkadza więc pewna analogia jest

z tym że z depresji można wyjść

 

-- 14 sty 2013, 22:28 --

 

może nie mają najlepszego sposobu na motywowanie (każdy robi jak potrafi) i nie radzę ci się od nich wynosić bo tylko jeszcze twój stan się pogorszy - jeszcze większa samotność i jeszcze większy dół

 

dzisiaj jest już późno ale jutro napisze ci coś o tym jak sobie radzić z apatią

 

pozdrówki 3maj się ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
uważasz że życie to gra (którą oczywiście trzeba wygrać)?

i pewnie jeszcze wszyscy co jej nie wygrali są bezwartościowi lub gorsi od innych?

Chyba trafiłeś w sedno, życie jawi mi się jako wyścig szczurów, który można wygrać albo przegrać, ewentualnie być gdzieś po środku. To przez obserwację ludzi, tego co się dzieje wokół, w telewizji, necie, wiadomościach, w pracy w jakiej byłam poprzednio. Jedna wielka gonitwa do dóbr materialnych. Gra o stołki i względy bogatych. Czuję się jakbym była w tym wyścigu na końcu (przegrywała), choć tak właściwie to nie chcę brać w nim udziału. Ale nie widzę innej opcji, nie widzę innego sposobu na życie. Cywilizacja i ludzie są już wszędzie, wszędzie jest to samo, gra o pieniądze. Nie masz pieniędzy, nie żyjesz. Dlaczego dla Ciebie takie widzenie świata nie jest adekwatne do rzeczywistości? To niby jak Ty to widzisz?

 

z czego się stoczyłaś? z pagórka? z górki?

Stoczyłam się z mojego poprzedniego miejsca w tym wyścigu. Najpierw dobre oceny, zdolności, dobra matura, potem niby dobre studia, bardzo dobra praca dyplomowa, potem pierwsza dobra, dobrze płatna praca, wszystko szło jak najlepiej, potem moje własne plany na biznes, częściowa realizacja, wiara we własne możliwości i nagle ni stąd ni zowąd stoczenie się. Jakaś DEPRESJA czy cokolwiek to jest. Straciłam wiarę, samoocena poszła drastycznie w dół, pojawiły się huśtawki nastrojów, sama nie wiedziałam czego chcę, zagubienie, przyszłość przestałam widzieć jasno, przestało mi się chcieć cokolwiek, marazm, siedzenie w domu, leżenie w łóżku, brak poczucia sensu, wszystko rozbiło się o kant d.

 

niech zgadnę: czujesz się gorsza od innych? bezwartościowa? czujesz że masz zbyt niskie poczucie własnej wartości?

Tak, dokładnie. Czuję się gorsza chyba głównie przez to, że moje życie stoczyło się z ciekawego i rozwojowego do beznadziejnego. Do niemalże braku życia. Z tego powodu, że ja stoczyłam się psychicznie. Wierzyłam w siebie i swoje plany, realizowałam wszystko jak szalona aż nagle czar prysł. Nie wiem co mi się stało. Teraz przy okazji przeanalizowałam swoje dzieciństwo i stwierdziłam, że mogę się określić mianem DDD. I w tym doszukuję się swojego upadku.

 

co najbardziej ci przeszkadza w sytuacji w której jesteś?

Brak bliskiej osoby przy mnie, której mogłabym się ze wszystkiego zwierzyć, skonsultować, wypłakać, która by mnie wysłuchała, pocieszyła i poradziła coś na bieżąco. Dlatego jestem na tym forum. Bo brakuje mi KOGOŚ. Nie faceta. Przyjaciela mi brakuje. Ale forum to nie to samo. Forum jest jak publiczny pamiętnik.

 

-- 14 sty 2013, 22:50 --

 

ok rozumiem kwestia życia i śmierci ale na pewno wyrzucili by cię z domu?

Ech... Nie wiem, pewnie by mnie tak zahukali zmuszaniem do szukania pracy, że bym pewnie znalazła jakąkolwiek pracę. Byle jaką byle gdzie.

 

czy gdybyś była niepełnosprawna też wyrzucili by cię z domu bo nie zarabiasz pieniędzy?

Nie są tacy skrajni. Tylko te ich sposoby motywacji mnie działają w odwrotną stronę. Jak mówią mi "serce mi się kraja jak na ciebie patrzę jak się marnujesz" to mi się rzygać chce i robić jeszcze mniej. Albo jak mówią "skończyłaś techniczne studia, teraz takich szukają, jedź do jakiejś międzynarodowej zayebistej firmy, złóż cv a na pewno cię przyjmą, dlaczego ty jeszcze tego nie zrobiłaś" to pukam się w głowę. Oni nie mają pojęcia jakie są realia, rok doświadczenia to jest NIC, a w prestiżowych firmach zatrudniają samych specjalistów, poza tym już im mówiłam że nie chcę robić rzeczy z moich studiów bo mnie nie interesuje siedzenie po 8h dziennie za biurkiem. Oni tego nie rozumieją. Zainwestowali w moje studia, sama wtedy nie wiedziałam czego chcę, i teraz wydaje im się że się zmarnują jak nie będę wykonywać zawodu. Poza tym ja nie mam zawodu, bo moje studia to był mix kilku technicznych kierunków, nic konkretnego, żadnej konkretnej specjalizacji. Powinnam iść za głosem serca a nie rozumu i składać papiery na jakieś sztuki piękne a nie politechniki, japier.... Jak o tym pomyśle to szlag mnie strzela, sama wielokrotnie myślę, że zmarnowałam studia, ale potem przypomina mi się mój facet, który zawsze mówi "przecież mnie byś nie poznała gdyby nie te studia". Tak...

 

nie radzę ci się od nich wynosić bo tylko jeszcze twój stan się pogorszy - jeszcze większa samotność i jeszcze większy dół

Właśnie myślę inaczej. Jakbym się wyniosła z wiochy do dużego miasta, znalazła tam pracę, na początek jakąś tam nawet w biurze po 8h, znalazłabym jakieś zajęcia poza pracą, jakieś kluby, kółka, sporty, poznałabym jakichś ludzi z pracy, z tych zajęć to nie byłabym taka samotna jak tutaj. Tutaj jestem mega samotna. Wiocha, nicość, rodzice czepialscy o czapkę nie w tym miejscu gdzie powinna. Latem było fajnie, można było jeździć całymi dniami rowerem, jechać samochodem gdzieś nad jezioro, do lasu, gdziekolwiek, łazić gdzieś cały dzień. Teraz jest zimno i mróz i nie ma słońca. Poza tym straciłam przyjaciółkę latem. Tutaj. Dlatego już nikogo tu nie mam.

 

-- 14 sty 2013, 22:52 --

 

Tzn nie umarła, tylko wbiła mi nóż w plecy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poza tym straciłam przyjaciółkę latem. Tutaj. Dlatego już nikogo tu nie mam.

 

-- 14 sty 2013, 22:52 --

 

Tzn nie umarła, tylko wbiła mi nóż w plecy.

 

 

Moi przyjaciele się rozeszli jak nie miałam siły z nimi rozmawiać i większość czasu spędzałam w fotelu.... Teraz bardziej od strasznych 8h w pracy przeraża mnie brak niezależności, pewnie dlatego jeszcze nie uciekłam ale diabelnie trudno. Od pół roku chodzę na terapię, czasem widzę światełko w tunelu ale jeszcze daleka droga przede mną. Depresja lękowa zaatakowała mnie z nienacka mimo że przyczyna leży gdzieś tam wcześniej.

Polecam terapię i dobrego psychiatrę bo od czegoś trzeba zacząć, mi zajęło sporo czasu niestety zrobienie pierwszego kroku...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×