Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość coma

Detoks

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Chodzi o detoks w psychiatryku, jak to wygląda, ile może trwać? Wszelkie opinie mile widziane...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

na Nowowiejskiej w Warszawie wygląda to tak: jesteś na oddziale zamkniętym,plan dnia to mniej więcej pobudka,śniadanie,leki,obiad,leki,kolacja,leki - pobyt trwa średnio 14 dni. Zależy to także od tego,jakiej substancji nadużywasz. Większość ludzi na oddziale zazwyczaj walczy z herą. Jeśli masz długi "staż" w uzależnieniu to możesz dostać się na program metadonowy. Z leków dają rozmaite nasenne,na drżenie mięśni,uspakajacze itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

są też pobyty krótsze i dłuższe, czasami dodają pomoc psychiatry gdy za bardzo Ci odbija. z czego się leczysz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

pisanka, z uzaleznienia od kodeiny, jestem w trakcie detoksu, ktory jest dla mnie bardzo ciezki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

domyślam się, ale trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że Ci się uda. Ja pamiętam swój detoks i wiem, że to nie jest takie łatwe i wiem, że ciągnie. mi pomagał sport. albo inny sposób, żeby solidnie się zmęczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

pisanka, dzięki za radę, a od czego byłaś/ jesteś uzależniona?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

amfetamina, kodeina, dxm, efedryna i środki przeciwbólowe.

ciężko było sobie z tym poradzić, długo dochodziłam do równowagi, ale jak już byłam stabilna jeśli chodzi o uzależnienie, to wszystko stało się lepsze. teraz jak patrzę z perspektywy czasu to dopiero zauważam ile przez to w życiu straciłam i konsekwencje ponoszę do teraz. a oprócz odwyku idziesz na jakieś leczenie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
a oprócz odwyku idziesz na jakieś leczenie?

 

tak, chodzę na terapię indywidualną do monaru, mam tam tez swojego lekarza psychiatrę, który wspiera mnie lekami...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

i jak idzie Ci terapia? masz określoną czasowo czy "dopóki nie będzie lepiej"?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

pisanka, dopiero miałam jedno spotkanie, spotkania indywidualne 2-3 miesiące, a później półroczna terapia grupowa, wszyscy mnie chcą wepchnąć do ośrodka zamkniętego... byłam przez tydzień w Lublińcu, już nie zamierzam wracać za kraty, już nie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ośrodki zamknięte mają swoje plusy, bo jesteś ciągle pod okiem lekarzy i terapeutów, trudniej złamać abstynencję itd, jednak ma też sporo minusów: przede wszystkim wychodzisz nagle po kilku miesiącach na zewnątrz i wszystko wraca od nowa, bo spotykasz ludzi z którymi brałaś, mijasz miejsca, które Ci się kojarzą z braniem itd, nie umiesz się oswoić w nowym życiu, ale w starych miejscach, wiele osób łamie abstynencje, poza tym przebywając ciągle z innymi pacjentami łatwo można ulec ich zagrywkom. Są osoby, które potrafią tak nakręcać i robić różne sztuczki, że to masakra. No i oczywiście poczucie więzienia, przymus itd. Ja osobiście jestem zwolenniczką ośrodków otwartych. Ja tak się leczyłam docelowo i to był strzał w dziesiątkę. 2 lata leczyłam się w ośrodku i przez pierwszy etap leczenia musiałam pojawiać się codziennie, miałam robione testy, kontrola, terapia indywidualna, potem grupowa itd. Dzięki temu leczyłam się i jednocześnie oswajałam się cały czas z otoczeniem w jakim się obracałam, uczyłam się wykorzystywać zasady terapii, poza tym jak nagle złapał mnie głód, bo znalazłam się w miejscu, które mi się skojarzyło,to szybko leciałam do ośrodka i łatwo było to opanować. jak jesteś w ośrodku zamkniętym to też się tego uczysz, ale nie wiesz co się wydarzy gdy faktycznie zdarzy się taka sytuacja. Dlatego ja uważam, że ośrodki otwarte zdecydowanie mają więcej korzyści i pamiętam osoby z grupy, które kończyły leczenie i nie wracały do nałogu,a wcześniej były w ośrodkach zamkniętych i nic to nie dało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

zaczynam już 3 tydzień detoksu, skręca mnie ale psychicznie :hide: jeszcze ten tydzień i powinnam być "czysta"

 

bądz dzielna Karola, bądz dzielna :hide:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

podobno w monarach zmieniło się na lepsze.w latach 90tych im dłużej było się w takim ośrodku tym większym świrem się z niego wychodziło-była to ostatnia decha ratunku dla chorych dworcowych kloszardów i ludzi którzy uciekali tam przed więzieniem-tacy ludzie są bardzo trudni we współżyciu gdy im trochę "od dupy odejdzie".

na ośrodku,w więzieniu i w wojsku jest podobna sytuacja zależy na jakich ludzi tam trafisz ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

coma,

Karolinko dasz radę , wytrzym tam kurna nawet jak Ci sie wydaje ,ze juz do końca oszalejesz ,to tylko Ci się tak wydaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
podobno w monarach zmieniło się na lepsze.w latach 90tych im dłużej było się w takim ośrodku tym większym świrem się z niego wychodziło-była to ostatnia decha ratunku dla chorych dworcowych kloszardów i ludzi którzy uciekali tam przed więzieniem-tacy ludzie są bardzo trudni we współżyciu gdy im trochę "od dupy odejdzie".

na ośrodku,w więzieniu i w wojsku jest podobna sytuacja zależy na jakich ludzi tam trafisz ;)

 

 

KillBill, ale ja na szczęście nie idę do monarowskiego ośrodka zamkniętego, więc to trochę inna sytuacja, niedawno wróciłam z detoksu w psychiatryku, teraz siedzę zamknięta w czterech ścianach w domu i chyba oszaleje !!!!

wiem jak jest w Monarzre, mam tam przyjaciela uzależnionego od kompotu, opowiadał mi co tam się dzieje, wiem, że w takim ośrodku nie wytrzymałabym nawet jednego dnia

 

 

 

 

tahelka, dziękuję Kochanie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmieniło się w Monarach na lepsze, bo odkąd jesteśmy w Unii powstały nowe przepisy co do prowadzenia takich ośrodków, więc trzeba było do nowych przepisów się zastosować. Poza tym teraz jest inne pokolenie narkomanów, inny rodzaj ludzi korzysta z takiej pomocy. Kiedyś w Monarach byli głównie "ćpuny z centralnego", bezdomni i ogólnie cały margines społeczny, teraz z takich form pomocy korzystają też "normalni ludzie", którzy mieszkają w domach, mają rodziców, pracują, chodzą lub pokończyli szkoły, mają rodziny itd. Można powiedzieć, ze zmienił się "target" na narkotyki. Teraz eksperymentują dzieciaki, nastolatki, zaczyna się faza gimnazjalnych lub licealnych imprez, oraz skłonności do depresji w bardzo młodym wieku, które potęgują branie narkotyków. No i przede wszystkim INTERNET, który jest kopalnią destrukcji. Każdy ma łatwy dostęp do wielu źródeł, dzieciaki czytają artykuły, wpisy na forach, nakręcają się, chcą próbować, z łatwością poznają nowych internetowych przyjaciół, którzy zdradzają tajniki jakich aptekowych zamienników należy szukać, albo jakie dragi dają lepszego kopa itd. Poza tym czasy się zmieniły, żyjemy w wiecznym pędzie i łatwiej popadamy w depresje. A razem z depresją idą skłonności do uzależnień. Mamy coraz więcej problemów z wieloma rzeczami wskutek szybkiego rozwoju technologii itd. Teraz nawet popsuta pralka potrafi wkurzyć lub zdołować, wyrzucamy ją na złom i idziemy kupić nową, a kiedyś jak już ludzie mieli pralkę to był sukces i przez lata ją hodowali, pielęgnowali, nosili do serwisu jak coś było nie tak, regularnie wymieniali części na nowe, żeby tylko wytrzymała jeszcze dłużej i cieszyli się, że w ogóle ją mają, a nie, że z łaski swojej "ten jebany złom znowu się popsuł, wyjebie go na śmietnik, bo szlag mnie zaraz trafi". Stąd idąc teraz na odwyk i terapie uzależnień możemy spotkać znanego pana dziennikarza, szanowanego sprzedawce samochodów z dobrego salonu np Toyoty, właściciela małej firmy produkującej akcesoria AGD, studentkę II roku prawa, czy młodego świeżo upieczonego absolwenta UW, obecnie początkującego kucharza w małej restauracyjce na Nowym Świecie. Wszyscy dobrze wyglądają, jak przeciętni, normalni ludzie, mijając ich na ulicy nikt by nie pomyślał, że właśnie idą na grupę terapeutyczną, żeby poradzić sobie z uzależnieniem np od Kokainy.

Świat się zmienia ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ciężki dzień dzisiaj dla ćpuna, mam dzisiaj pewnego rodzaju kryzys... ale myślę, że skoro tyle czasu dałam radę (ponad 3 tygodnie) to nie spieprzę tego

i tak kontrola w domu jest, więc nawet gdybym bardzo chciała to ciężko byłoby skombinować cokolwiek :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kryzysy będą się pojawiać, ale jak przetrwasz kilka pierwszych to potem będzie już tylko z górki. wytrwaj, bo jak złamiesz abstynencję to ciężko będzie Ci znowu stanąć na nogi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

pisanka, boję się, że detoks to tylko czekanie na odpowiednią okazję :evil: jakby czekanie na uśpienie czujności ludzi z mojego otoczenia, które mnie w pewnym sensie nadzorują... :evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiem o co chodzi. też tak miałam. stwierdziłam, że zgodzę się na leczenie, udam, że wszystko jest ok, oni dadzą mi spokój, przestaną mnie pilnować i wszystko będzie po staremu. Miałam tak na pierwszym leczeniu, i wpadłam. Mama znalazła mnie zaćpaną u siebie w pokoju i wywiozła mnie do szpitala, potem trafiłam do ośrodka i się udało. Za drugim razem po prostu zrozumiałam, że to nie chodzi tylko o mnie, ale i o bliskich, a może i przede wszystkim. bo to oni najbardziej cierpią i to co ja robię sobie oddziałowuje na nich. są przeze mnie współuzależnieni. teraz jestem 5,5 roku trzeźwa i mam czasami nawroty i chce mi się brać, ale jak przypomnę sobie co przeżyli przeze mnie bliskie osoby, i do tej pory się to na nich odbija, to od razu biorę się w garść.

Jakie masz relacje z rodziną? Wspierają Cię?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

pisanka, ojciec wspiera jak może, za dwoje, mama zmarła pół roku temu...

nie do końca to wszystko rozumie, ale chce zrozumieć, nawet zamierza chodzić na specjalną grupę wsparcia dla członków rodziny w moim ośrodku

nie wiem na ile to jest wsparcie,a na ile zwyczajna kontrola... nie potrafię tego ocenić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

przykro mi.wiesz w takiej sytuacji Twój tata pewnie chce zrobić wszystko by nie stracić córki! Nie wiem czy masz rodzeństwo, ale na pewno strata bliskiej osoby jest strasznym przeżyciem, coś o tym wiem, jednak świadomość, że można stracić kolejną bliską osobę może go przytłaczać. Daj mu szansę, pewnie też to strasznie przeżywa mimo, że nie rozumie. Z moim ojcem było to samo, do tej pory nie może zrozumieć wielu rzeczy, ale pamiętam, że zrobił wszystko by mi pomóc, nawet wbrew swoim przekonaniom (a jest dosyć konserwatywny w wielu kwestiach). Pamiętaj, że uzależnienie jest chorobą śmiertelną. W takich sytuacjach jakie Was spotkały powinniście zadbać o pielęgnacje wspólnej więzi, to pomaga w walce z uzależnieniem wiedząc, że ma się kogoś bliskiego, kto bez względu na wszystko jest obok.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

cały detoks poszedł się jebać, cała abstynencja poszła się jebać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

coma jeszcze nie wszystko stracone!! czasem trafiamy na schody, są momenty słabości i każdy je przechodzi! Ja też złamałam abstynencję podczas pierwszego odwyku, ale spróbowałam jeszcze raz i się udało! Nie poddawaj się, próbuj od początku!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

pisanka, dzięki....

 

 

co do ojca, ojciec mnie nie uratuje, jeżeli ja nie będę tego chciała, nie wiem co to jest, że ja na dzień dzisiejszy nie chce sama siebie uratować, sama o siebie walczyć....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×