Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Korat

Rozważania na temat czasu i przestrzeni

Rekomendowane odpowiedzi

Niektóre z moich przemyśleń nie potrafią być oderwane od doświadczanych przeze mnie zaburzeń. Na wiele z moich wniosków mocno wpłynęła derealizacja. I tak oto kiedyś pojawił mi się mętlik w głowie, poprzestawiało mi się do tego stopnia, że doznałem wrażenia jakobym to ja stworzył wszystko co istnieje i odpowiadał za ruch każdego atomu we wszechświecie, mógł na każde zdarzenie wpływać i to ode mnie zależało jakie zdarzenia będą mieć miejsce. Innym razem poprzez derealizację wątpliwości zaczęło podlegać istnienie czegokolwiek, w panice jaka ogarnęła mnie gdy znalazłem się w tej otchłani zacząłem doszukiwać się pewników, istnienia czegoś niepodważalnego. W głowie był mętlik, zatem niewątpliwe coś się działo, nie potrafiłem określić co to takiego, nie byłem w stanie wydobyć z myśli konkretnych obrazów i obiektów. Szukałem tego pewnika, który by mnie uspokoił i do którego mógłbym się zawsze odnieść aż w pewnym momencie go znalazłem. Znalazłem odpowiedź na trywialne z punktu widzenia zdrowego człowieka pytanie "co istnieje?". Dla mojego umysłu istnieje zmienność. Zmienność w najogólniejszym znaczeniu tego słowa. Zmienność, która nie kończy się na potocznym myśleniu zmienności w czasie, lecz zmienność na o wiele bardziej abstrakcyjnym poziomie. Można powiedzieć, że znaczeniem tej zmienności, która w trakcie tamtej derealizacji przyszła mi do głowy była zmiana pewnych wielkości względem innych wielkości. Nie musiała to być wcale zmiana położenia w czasie, mogła to być równie dobrze zmiana położenia jednego obiektu względem drugiego. Zauważyłem w tej zmianie podejścia do pojęcia zmienność wartość, z której wynikałoby, że może nie koniecznie w ogóle warto posługiwać się takim pojęciem jak czas? Czas dla mnie jakoś nieodłącznie wiąże się ze zmianą. Jako prosty przykład może posłużyć zmiana położenia, w ogólniejszym znaczeniu można mówić o zmianie wartości pewnych pól. Dopiero przy tej zmianie pojawia się wartość mówienia o tym, że czas płynie. W przeciwnym razie, gdyby żadne obiekty nie zmieniały względem siebie żadnych wielkości fizycznych, mówilibyśmy, że czas stoi w miejscu. Tylko czy warto byłoby wtedy wprowadzać pojęcie czasu? Czy nie wystarczyłoby powiedzieć, że po prostu w naszym wszechświecie jest brak jakiejkolwiek zmienności? Pomyślałem sobie, że ten czas fizyczny, to nie jest nic innego jak tylko wielkość pomocnicza pomagająca uszeregować pewne relacje pomiędzy obiektami. Od tamtego momentu postanowiłem spróbować wyobrazić sobie jak by musiał wyglądać opis zachodzących zmian bez odwoływania się do zmienności w czasie. Wyobraźmy sobie dwie kulki leżące na blacie stołu. Ograniczmy nasz cały wszechświat tylko i wyłącznie do tego blatu i tych dwóch kulek. Załóżmy, że jedyną wielkością, która może się w tym naszym wszechświecie zmieniać to względne położenie kulek. Oznacza to, że nasz blat jest jednolity, innymi słowy gładki i izotropowy. Blat stanowi jakby uproszczony model pustej przestrzeni, w której nie zachodzą żadne zjawiska kwantowe. Niech na początku kulki znajdują się w spoczynku względem siebie. Spójrzmy na ten układ pomiarowy. Wygląda on jak kadr z filmu, jest to jakby pojedynczy kwant zdarzenia, który wydarzył się w nieskończenie wąskim przedziale czasu, czyli po upływie jednego „kwanta czasu”. Jednak gdy ciągle patrzymy na ten „kadr” mamy ciągle poczucie jakby ten kwant zdarzenia cały czas trwa w czasie, czyli że non stop narasta liczba kwantów czasu w trakcie, których to zdarzenie ma miejsce. Po co jednak przypisywać temu zdarzeniu atrybut trwania i dodatkowo tworzyć wielkość, która nieskończenie narasta dopóki nie pojawi się w tym wszechświecie jakaś zmiana? A może nawet w ogóle ta dodatkowa wielkość nie będzie się zatrzymywać ,ani zmieniać lecz tylko po prostu będzie ciągle narastać w tym samym tempie. Myślę, że w warunkach tego doświadczenia wprowadzanie czasu jest zbędne, czyż nie lepiej przyjąć, że po prostu to zdarzenie jest? Przejdźmy teraz do drugiej części naszego doświadczenia. Przemieśćmy kulki względem siebie. Od razu na naszym jednolitym stole zauważamy, że dokonała się zmiana. Mając do porównania poprzedni „kadr” i ten obecny, od razu widzimy, że to są inne układy, że zaszło tutaj jakieś zjawisko i kulki zmieniły współrzędne przestrzenne względem siebie. Dokładnie tylko tyle można o tym zjawisku powiedzieć. Nie można powiedzieć, że to jedna kulka przemieściła się względem drugiej, a nie obie naraz, albo ta druga względem pierwszej, gdyż w warunkach naszego eksperymentalnego wszechświata sytuacje te są ze względu na jednorodność blatu nierozróżnialne. W konsekwencji mając do dyspozycji dwa kadry możemy jedynie stwierdzić, że uległo zmianie położenie względem kulek. Chcę tu zwrócić jeszcze uwagę na jeden kruczek, mianowicie w naszym eksperymencie trzeba przyjąć, że kulki mają rozciągłość przestrzenną w przeciwnym razie gdybyśmy rozważali je za bezwymiarowe punkty materialne, naszego układu w ogóle nie dałoby się badać gdyż nie moglibyśmy odróżnić sytuacji gdy kulki przemieściły się względem siebie, od sytuacji gdy patrzymy na układ w innej skali, punkty materialne zawsze pozostaną punktami bez względu na to z jakiej odległości na nie patrzymy. W naszym doświadczeniu na szczęście ta trudność jest pokonana przez niezerowe rozmiary kulek, za to blat posiada nieskończoną powierzchnię dla uniknięcia obecności punktów odniesienia typu krawędzie blatu mogących posłużyć do określenia bezwzględnej prędkości, bądź bezwzględnego położenia. Tak natomiast mamy sytuację identyczną do naszej zwykłej przestrzeni w, której spełniona jest pierwsza zasada dynamiki Newtona. Po tej krótkiej dygresji wróćmy do danych nam dwóch kadrów z rozróżnialnymi cechami. Widać na nich, że zmieniły się współrzędne przestrzenne jednej kulki względem drugiej. Względem czego ta zmiana nastąpiła? Oczywiście względem stanu poprzedniego. Mamy prawo mówić o zmianie współrzędnych przestrzennych, gdyż wiemy że w poprzednim kadrze te współrzędne przyjmowały inne wartości. Czy zmiany te zaszły w czasie? Oczywiście można tutaj mówić o tym, że względna zmiana położenia kulek dokonana została w pewnym czasie, tylko po co? Czy nie wystarczy nam do szczęścia stwierdzenie, że współrzędne przestrzenne uległy zmianie i tyle?

Teraz jesteśmy gotowi by przejść do trzeciego etapu naszego doświadczenia. Podzielmy ten etap na dwie części. W jednej skierujmy ku sobie kulki lekko je ku sobie popychając. W drugiej części zróbmy to samo, lecz ciskając kulkami z całej siły. Niewątpliwie w pierwszym przypadku da się przewidzieć, że kulki odbiją się od siebie nieznacznie, zaś w drugim końcowym efektem będzie mocny odrzut kulek wobec siebie. Normalnie chcąc opisać to co zaszło odwołalibyśmy się do drugiej zasady dynamiki Newtona i rozważalibyśmy siły jakie działały na układ. Jak wiadomo jednak do pomiaru sił potrzebne są drugie pochodne położenia, oczywiście po czasie, czyli przyspieszenie. Daje nam to pojęcie o tym, że w równych odstępach czasu względne położenie kulek ulega ulega coraz większym różnicom. Na przykład w pierwszej sekundzie kulki zbliżyły się o jeden metr, przez drugą sekundę o 2 metry, przez trzecią sekundę o 3 metry, krótko mówiąc w tym samym czasie pokonywane są coraz większe odległości. To nam daje informację, że występuje przyspieszenie i na układ działają siły. Jak przeprowadzić poprawny opis tej sytuacji nie odwołując się do czasu i zmiany w czasie? Próbując tego dokonać wkraczamy chyba w najbardziej kontrowersyjny obszar powyższych rozważań, ponieważ sądzę że opisu tego da się dokonać tylko wtedy gdy uznamy za znane warunki początkowe, zakładając, że ruch miał miejsce już na początku. Blisko tutaj do hipotezy pierwszego poruszyciela, który wprowadza układ w ruch, a my znamy tą siłę z jaką te postać dokonała pierwszego aktu wprawienia w ruch. Hipotezę pierwszego poruszyciela wprowadzam tutaj obrazowo, ponieważ można snuć różne hipotezy jak chociażby spontaniczną fluktuacje wprowadzające układ w ruch, ale chodzi tutaj o obrazowe przedstawienie problemu, zatem będę odwoływać się do hipotezy pierwszego poruszyciela. Co nam daje znajomość pierwszej siły, albo ogólnie warunków początkowych? Chodzi o to, że nasz układ nie jest jak tabula rasa, lecz mamy o nim pewną informację, naszej kulce możemy wtedy przypisać pewną dodatkową wielkość, w tym przypadku siłę z jaką dane będzie uderzyć w drugą kulkę. Znając warunki początkowe, czyli siłę z jaką rozpędziliśmy kulkę, będziemy w stanie przewidzieć tak jak w fizyce czasowej dalszą ewolucję układu. I co ciekawe nie musimy również wcale odwoływać się wtedy do czasu, tak jak w drugim doświadczeniu wystarczy nam posiadać jedynie informację o tym, że położenia się zmieniają, dodatkowo tylko musimy znać inną wielkość, którą nazywamy siłą. Ktoś mógłby powiedzieć, no tak ale przecież mierząc czas w jakim narastają zmiany odległości między kulkami, możemy obliczyć siłę i nie musimy jej wcale znać a priori. To tylko pozory, ponieważ nie znamy czasu w jakim ta siła będzie rozpędzać kulki, jeśli chcemy obliczyć siłę musimy znać właśnie a priori czas w jakim siła dokonuje tych zmian prędkości. W konsekwencji problem sprowadza się do znania dwóch wielkości, położenia w każdym momencie i czasu trwania siły, na podstawie których wyliczamy siłę, która i tak w momencie jej ustania sprawia, że cząstka przestaje przyspieszać i ma daną prędkość i bezwładność, którą w fizyce aczasowej nazywam właśnie siłą początkową, którą musimy znać a priori, gdy chcemy przewidzieć pierwsze i każde następne zdarzenie. Po tych rozważaniach na temat czasu pora przejść do rozważań na temat odległości.

Jeśli przyjąć, że w tych powyższych rozważaniach jest coś na rzeczy i rzeczywiście można mówić o czymś takim jak aczasowa fizyka, to czy da się jakoś podobnie potraktować przestrzeń, mając jednocześnie na uwadze, że od czasów powstania teorii względności czas i przestrzeń traktowane są nierozłącznie jako czasoprzestrzeń? W tym przypadku rozważania dotyczące przestrzeni są nieco inne, ale korzystają z dorobku zaprezentowanego w podejściu do rozmyślań nad aczasową fizyką. Zacznijmy od tego, że tak samo jak przy czasie co do którego mamy nieprzerwane wrażenie, że ciągle płynie, tak samo mamy wrażenie, że przestrzeń jest jakaś rozciągła i że możemy my w niej pływać. Może to jednak być tylko mylne wrażenie, swego rodzaju iluzja, tak samo jak iluzją jest wrażenie, że świat się kręci gdy mamy zawroty głowy. Całkiem możliwe, że przestrzeń określona jest jedynie poprzez relacje występujące między obiektami składającymi się na nią. I tak o to gdy mówimy, że coś zbliża się do czegoś, tak naprawdę może to znaczyć jedynie tyle, że pewne wielkości fizyczne przyjmują większe wartości. Na przykład gdy Księżyc zacząłby się „zbliżać” do Ziemi moglibyśmy mówić nie o tym, że jakaś wielka bryła jest coraz bliżej, ale moglibyśmy polegać na obiektywnych pomiarach. „Zbliżanie się” Księżyca mogłoby zostać zmierzone, na przykład poprzez wzrost jego pola grawitacyjnego. Natomiast żeby móc odróżnić czy księżyc naprawdę się „zbliża” i grozi nam zderzenie z nim, a nie po prostu że przyłącza on do siebie coraz to kolejne planetoidy w wyniku, których rośnie jego masa, musielibyśmy dokonać pomiaru pól elektromagnetycznych. Brzmi to tajemniczo, ale specjalnie użyłem takiego stwierdzenia, żeby nie mówić trywialnie, że wystarczy po prostu na niego spojrzeć i zmierzyć jego prędkość względem nas. Patrząc na księżyc widzielibyśmy, że zwiększają się jego rozmiary, wyglądałoby jakby go ktoś powiększał i na tej podstawie wiedzielibyśmy, że księżyc się do nas „zbliża”. Powiedziałem jednak o pomiarach pól elektromagnetycznych, ponieważ ich falowanie to właśnie światło, które jesteśmy w stanie zobaczyć i na tej podstawie ocenić „zbliżalność” Księżyca. Powiedziałem o polach elektromagnetycznych także z tego względu, że mówiąc o nich wyzwalamy się z tego wrażnia, że wszystko co widzimy ma rozciągłość i porusza się w przestrzeni niczym ryby w basenie. Dokonując translacji efektu „zbliżania się” na język odpowiedniej zmiany zachowania pól elektromagnetycznych, możemy dojść do wniosku, że w języku elektrodynamiki niekoniecznie jest zakorzenione to podejście do przestrzeni, które jest w nas zakorzenione. Raczej w elektrodynamice podobnie jak odnośnie czasu, mowa jest o pewnych relacjach, które można ściśle powiązać z różnymi zjawiskami. Badając pola elektromagnetyczne, w naszym wypadku wystarczy światło, możemy rozróżnić, czy wzrost siły grawitacji Księżyca grozi nam zderzeniem z Księżycem, czy jest to wynik wzrostu jego masy. Można by to osiągnąć w ten sposób, że mierzyłoby się gęstość światła pochodzącego od powierzchni Księżyca, im większa gęstość tym „dalej” w istocie znajduje się od nas księżyc, gdyż bije w naszą stronę więcej światła w porównaniu na powierzchnię świecącą. Natomiast gdy księżyc jest dużo „bliżej”, to gęstość jest światła staje się mniejsza, ponieważ, zauważalny staje się efekt, że krzywizna księżyca odbija światło w różne strony, tym samym w naszą stronę dostaje się światło pochodzące z mniejszej powierzchni Księżyca. Tak samo jak w przypadku czasu daje się zatem o przestrzeni mówić językiem relacji, nie nadając jej a priori żadnej natury. O jej naturze możemy mówić jedynie tyle co pozwalają nam wywnioskować pewne relacje i zjawiska dane , które dane jest nam obserwować.

Na zakończenie poddam jeszcze rozważaniom pewien efekt, który w świetle powyższego wywodu może mieć miejsce pod koniec życia wszechświata. Obecne teorie głoszą, że wszechświat się coraz szybciej rozszerza, prawdopodobne zatem, że o ile czasoprzestrzeń się nie rozerwie w wyniku zbyt dużych przyspieszeń, to może nasz wszechświat spotkać coś takiego jak śmierć cieplna wszechświata, w którym wszystko co istnieje, wszystkie atomy, a nawet i czarne dziury zamienione zostaną na promieniowanie. Tym samym wszechświat składałby się z samym bezrasowych cząstek, fotonów. W myśl tego co było treścią tego artykułu, w takim wszechświecie istniałyby pewne szczególne relacje. W obecnie obowiązujących teoriach dla cząstek, które nie mają masy czas się zatrzymuje, gdyż poruszają się one z prędkością światła. Dla tego co rozważałem powyżej znaczyłoby to tyle, że znaleźlibyśmy się wtedy w sytuacji z pierwszego doświadczenia z nieruchomymi kulkami , tylko że w tym przypadku jeszcze bez kulek, a jedynie z obiektami które mają energię bliską zeru ,więc prawie nieistniejącymi. W momencie gdy energie całkowicie by zrównały się zeru, całkowicie straciłoby sens mówienie o jakichkolwiek rozmiarach i odległościach. Istniałby tylko pusty blat. W takiej sytuacji , czy nie mogłoby na przykład dojść do czegoś takiego jak przeskalowania wszechświata, jako że nie ma się do czego odnieść by zmierzyć odległości, mogłoby to znaczyć ,że wszechświat w ogóle nie ma rozmiaru, jest jakby punktem, a wtedy jakakolwiek fluktuacja mogłaby ponownie doprowadzić do wielkiego wybuchu. Takie wnioski nie są tylko wytworem mojego niedoskonałego umysłu, lecz podobne kwestie są rozpatrywane przez jednego z najwybitniejszych fizyków i matematyków na świecie Rogera Penrose’a gdzie w przystępny sposób pisze na ten temat w książce „Cykle Czasu. Nowy niezwykły obraz Wszechświata”.

Dla tych, którzy chcą poczytać coś więcej na temat aczasowej fizyki polecam artykuł pt. „Czy czas jest złudzeniem?” ze Świata Nauki 7/2010.

 

-- 08 gru 2011, 18:44 --

 

Artykuły nawiązujące do rozważań na temat przestrzeni: http://vixra.org/pdf/1109.0051v1.pdf, http://www.fqxi.org/community/forum/topic/376, http://vixra.org/abs/1012.0006.

 

Zapraszam do dyskusji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sam poukładał bym sobie w głowie teorie nt. świata, może właśnie za pomocą nauki. Religią się trochę sparzyłem, ze względu na chorobę jak i ogólny kryzys światopoglądowy. Może kilka książek byś zaproponował, nie mam jeszcze pomysłu na prezent od Mikołaja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja swoją przygodę z nauką rozpocząłem od książki "Pan raczy żartować, panie Feynman", ta książka nastawiła mnie tak pozytywnie do nauk ścisłych, że aż postanowiłem je studiować. Tylko, że tam nie znajdzie się żadnych wywodów na temat natury wszechświata, bo to autobiografia jednego z najwybitniejszych fizyków wszechczasów. W każdym bądź razie świetnie pokazuje jak fantastyczne może być życie naukowca :) .

 

A z tych o tematyce stricte naukowej, to może właśnie te wspomniane w moim poprzednim poście "cykle czasu" Penrose'a. To jest nowa książka, chyba z tego roku, a Penrose, to też arcywybitny fizyk i matematyk, blisko współpracował ze Stephenem Hawkingiem swego czasu i w ogóle Penrose napisał więcej genialnych książek jak choćby "Nowy umysł cesarza" czy też "droga do rzeczywistości, tylko że to dla bardziej wtajemniczonych już pozycje.

Oprócz takich teoretyczno filozoficznych pozycji osobiście lubię sobie przeglądać albumy ze zdjęciami i krótkimi artykulikami na temat różnych zagadnień astronomii i kosmologii. Takie pozycje fajnie ładują baterie i wzbudzają chęć do szukania i zadawania pytań. Sporo jest różnych takich albumów z masą zdjęć różnych obiektów wszechświata, także powinieneś coś na pewno dla siebie znaleźć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chodzi o współczesną fizykę, jest to na pewno niezwykle ciekawe, aczkolwiek wielu naukowców wciąż się spiera o pewne sprawy, także wiele jest tu niepewnego. Ja na razie wolę nie zaprzątać sobie sprawy teoriami, które mogą okazać się później fałszywe, chyba że tak na zasadzie jak się czyta, czy ogląda science-fiction. Dobre są książki typowo popularno-naukowe. Mało matematyki itd. a można ciekawie poszerzyć horyzonty.

 

Ja poruszę może nowe zagadnienie, trochę związane ze społeczeństwem. Bezczasowość bezczasowością, ale człowiek mimo wszystko tkwi unieruchomiony przez procesy czasowe. Lubię się zastanawiać dokąd zmierza nasze społeczeństwo. Jakie będą nowe odkrycia, wynalazki, styl życia. Poza tym przyznam się, że w rozwoju społeczeństwa upatruję się nadziei na wyleczenie z depresjo-schizofrenii. Jakieś nowe odkrycia naukowe, większa wiedza nt. funkcjonowania mózgu mogłaby przynieść przełom w leczeniu schorzeń z którymi medycyna radzi sobie na razie średnio. Też myślicie, że w przyszłości może być lepiej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monk.2000, odnośnie ludzi to mam taką obserwację, że wiedza i technika sie rozwija ale natura człowieka i jego zwierzęcość ciągle stoi w miejscu, jedynie jest trochę usypiana przez rozwój cywilizacji ale w każdej chwili może się obudzić. Co do pewnych wad ludzkiego umysłu, to na ich wyeliminowanie widziałem szansę jedynie w ewolucji mózgu, który z większą światłością byłby w stanie pojąć pewne sprawy. Mogłoby to trwać nawet setki milionów lat, ale to by było jak światełko w tunelu, lecz niestety naukowcy pozbawili mnie w 99% złudzeń. Ostatnio pojawił się artykuł, w którym naukowcy dowodzą że mózg ludzki już nie wyewoluuje na nic lepszego, że osiągnął już maksymalną efektywność działania i jedyne nasze dalsze działania i osiągnięcia będą musiały się kreować w obliczu takich mózgów jakie mamy obecnie. Naukowcy tłumaczą swój wniosek między innymi faktem, że obecnie jakakolwiek nieprzeciętna umiejętność umysłowa jest okupiona niedoskonałościami w innych sferach działania mózgu. Tłumaczą, że każda próba zwiększenia dominacji jakiejś umiejętności ludzkiego mózgu musi być okupiona zmniejszeniem efektywności w innych rejonach. Obecne ludzkie mózgi prawdopodobnie są zatem na szczycie swoich możliwości ewolucyjnych. Jest to dla mnie przekonujące, ale zostawiam sobie ten 1% na możliwość, że te wnioski wyciągnięte przez naukowców są mylne. Poza tym, to nie przekreślałoby całkowicie szansy na pojawienie się istot bardziej rozgarniętych od ludzi. Może inne zwierzęta pójdą w ewolucji innymi ścieżkami i ich mózgi nie zabłądzą w ślepą uliczkę jak nasze i będą mogły się rozwinąć jeszcze lepiej od naszych, albo może we wszechświecie istnieją inteligentne istoty, których mózgi powstały na zupełnie innych podstawach i dzięki temu są znacznie bardziej rozgarnięci od nas. Zresztą całkiem możliwe, że pomimo naszej wadliwej natury uda się tak inteligentnie dostosować środowisko życia, że będzie ono niwelować nasze niedoskonałości myślenia. Przyjmując jednak, że nasze mózgi pozostaną na tym etapie na którym są, to wiadomym jest że pojedynczy człowiek jest w stanie ogarnąć tylko ograniczony wycinek rzeczywistości, zatem i rozwój nauki wydaje się mieć swoje granice, chyba że rzeczywistość ma poziom złożoności, który jest do ogarnięcia dla rasy ludzkiej. Także pytanie o to czy uda się wyeliminować problemy psychiczne sprowadza się do pytania jaka jest złożoność rozwiązania tych problemów. Na dzień dzisiejszy chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to czy ta kwestia ma na tyle ograniczoną złożoność by ludzkość była w stanie ją ogarnąć. Przecież za problemami psychicznymi stoją często czynniki neurorozwojowe, multum błędnie wytworzonych połączeń neuronów. Nie jestem w stanie powiedzieć jaka inteligencja musiałaby stać za leczeniem aby te setki tysięcy neuronów odpowiednio rozpleść by wyeliminować błędy pojawiające się w wyniku ich błędnego funkcjonowania. Zresztą w jakim stopniu etycznym byłoby manipulowanie przy mózgu. Czy przy jakimś poziomie zmian nie byłbym już zupełnie kimś innym niż jestem? Co można zmienić a czego nie bym pozostał sobą? Przy leczeniu pewnych kwestii trzeba odpowiedzieć na szereg filozoficznych i etycznych pytań. Ludzkość ma dzisiaj problem z dojściem do konsensusu w sprawie in vitro, a co dopiero by było gdyby wymyślono metody manipulowania rozwojem połączeń neuronów w mózgu. Rzesze ludzi zerwałyby się do buntu, że przecież nie można zmieniać psychiki człowieka by stworzyć z niego nadczłowieka. Bo pojawia sie kolejne pytanie, czy moje problemy psychiczne nie są przypadkiem ściśle powiązany z całym mną? Czy przypadkiem nie każda cząstka mnie odpowiada za to, że istniejąc na tym świecie cierpię i nie mogę się odnaleźć? Przecież żeby uczynić mnie szczęśliwym możliwe, że trzeba by było dokonać tak drastycznych zmian w moim mózgu, że to byłby już zupełnie inny mózg. Może błędy w połączeniach neuronów w moim mózgu na przestrzeni lat sprawiły, że te błędy ogarnęły cały mózg i co wtedy? Wszystko zmieniać? To czemu nie wymienić od razu mojego mózgu na inny, lepszy? A może tych którzy mają zbyt złożone problemy psychiczne i którym trzeba by było niemalże całkowicie przebudować mózgi powinno się eliminować? bo po co ich naprawiać skoro po przemodelowaniu i wyleczeniu ich byliby to zupełnie inni ludzie? A może skoro to nas tak przerasta, to leczyć nas tylko do momentu gdy nie pojawiają się kontrowersje etyczne, i kazać nam żyć z rzeszą problemów, których etycznymi metodami nie da się zmienić?

Nie znajduję odpowiedzi na wiele pytań w którą stronę ludzkość pójdzie. Chciałbym wierzyć, że będzie się rozwijać w pokoju i przyszłe pokolenia znajdą jednoznaczne odpowiedzi na wiele postawionych przez nas pytań, ale chyba bliżej mi do koncepcji że w końcu na świecie dojdzie do III wojny światowej po ktorej kolejne będą już na maczugi jak to powiedział Einstein. Zresztą wybiegając jeszcze dalej to nasz układ słoneczny czeka śmierć, w dalszej przyszłości śmierć czeka naszą galaktykę, a jeszcze później śmierć dotknie cały wszechświat. Dokądkolwiek zmierzamy, na końcu drogi jest śmierć, czy to dla pojedynczego człowieka, czy dla naszego gatunku czy czegokolwiek innego. To jednak dotyczy tego świata, ale jeśli nie godzimy się z koncepcją, że śmierć w tej rzeczywistości jest równoznaczna ze śmiercią w ogóle, to można by zacząć rozmyślać na tematy metafizyczne o życiu po życiu i wieczności, ale to już inna bajka :) .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdyby tak się zagłębić w czas do bardzo "mikroskopijnych" części sekundy, dla każdego czas płynie trochę inaczej, ten kto się bardziej rusza, starzeje się wolniej, a czas wokół niego płynie szybciej.

Podobno czasoprzestrzeń może mieć nawet 26 wymiarów. Ja w swojej głowie jestem w stanie opisać 6 wymiarów. Gdyby udało się dostać do tunelu czasoprzestrzennego, być może dało by się podróżować pomiędzy wszystkimi wymiarami. Podobno czarne dziury być może stanowią przejście do innych części czasoprzestrzeni. Mnie się wydaję, że to może zależeć od masy czarnej dziury, to mniej masywne tylko zaginają czasoprzestrzeń, natomiast te bardziej masywne mogą ją rozrywać.

Mam kilka hipotez związanych z czasoprzestrzenią. Wszelkie wydarzenia mogą być już z góry zapisane w czasoprzestrzeni w wymiarze odpowiedzialnym za równoległe rzeczywistości, a konkretna świadomość danego człowieka podejmując decyzje, cały czas zmienia ścieżkę, którą podąża w tym wymiarze. Lecz czasami może to nie zależeć od danej świadomości, ale od rozbłysków gamma w kosmosie, powstałych w wyniku np. zderzenia gwiazd. Być może rozbłyski gamma mogą poruszyć czasoprzestrzeń (i powstanie coś w stylu fali grawitacyjnej), więc mogą poruszyć także i wymiar związany ze zdarzeniami. Być może coś takiego byłoby w stanie wywołać paranormalne zjawiska, gdyby przechodząca przez Ziemię było na tyle silne, by wyraźnie zachwiać granicę pomiędzy wymiarami, ale nie tak silne, by doprowadzić do zagłady. Ale to tylko takie hipotezy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×