Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
tomisia

Tracę nad sobą kontrolę, byc może już oszalałam.

Rekomendowane odpowiedzi

Kiedyś na drodze swojego życia spotkałam potwora w ludzkiej skórze, pokazał mi całe okrutne zło na świecie. Zniszczył mnie.

Dzis mam lęki, ataki paniki, agresji, zerowe poczucie wartości, chodzę w kółko, mówię do siebie, serce mi wali, ruszam się jakbym padaczki dostawała, jestem nieprzyjemna dla bliskich, uciekam w samotnosc bo wkurza mnie cały świat, innym razem zaczynam byc natretna, wszystko na siłę, płaczę, wyję do księżyca, przeklinam wszystko i wszystkich że żyję, chcę lapac za kieliszek, łapie mnie nerwica....pisac i pisac. Nie potrafie normalnie funkcjonowac. Teraz też jestem w panice i nie umiem dokładnie opisac. Kiedyś od koleżanki (która widziała że zaczynam niszczyc wszystko po drodze i palic za soba mosty) dostałam paczke zomiren. Jak dostawałam ataku i traciłam władzę nad psychiką to mi pomagało, umiałam dzialac i zyc bez tego okropnego lęku. Juz ich nie mam i zaczynam znowu wariowac. Musze isc do psychiatry po recepte? Czy psycholog mi może przepisac? Ten lek i ból istnienia mnie zniszczy. Wystarczy że widzę jakieś zło i życ mi sie nie chce :( Oszalałam...Sama już sobie nie potrafię pomóc. To się wymyka spod kontroli. Kiedys niszczyłam życie sobie a teraz inni przez to cierpą :( I BOŻE najgorsze są te manie prześladowcze, wmawianie sobie że ktoś patrzy, że coś zle, że ktoś mnie oszukuje, kłamie, zaczynam rzucam butelkami...Zadręczam siebie i innych.

Nie chcę łykac codziennie, chce lykac tylko wtedy gdy zaczyna sie atak paniki i zamnieniam sie w żałosnego potworka :(

Kiedyś brałam relanium i to mi pomagało bardziej niż zomiren...tylko co mam zrobic by dostac recepte

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Potrzebujesz leków jak np. SSRI. Zomiren ma być tylko dodatkiem do leczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tomisia, koniecznie musisz iść do psychiatry.Tylko psychiatra może dobrać Ci odpowiednie leki.Psycholog nie ma uprawnień do wypisywania lekarstw.Zastanawiałaś się może nad terapią?Powinnaś poszukać pomocy.

 

Nie oszalałaś.Ludzie, których ogarnia szaleństwo często nie zdają sobie sprawy z tego, że oszaleli.Przydarzyło Ci się coś złego, co wywołało ten stan.Nie jest on oznaką szaleństwa lecz cierpienia, które odczuwasz.Sama możesz sobie z tym nie poradzić.Natomiast psychoterapia może Ci pomóc.Spróbuj sobie na spokojnie to przemyśleć.A przede wszystkim spróbuj się oswoić z myślą, że potrzebujesz pomocy.Pierwszy krok już zrobiłaś.Napisałaś o tym...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poczytam o tym leku. Mam teraz atak, kiwam sie na boki, wstaje wchodze w kolko ze łzami w oczach...A jak mi sie cos przypomni złego to siadam na tyłku na podłodze i becze...Rany jak to wszytko sie nasila, nasila i nasila...z kazdym dniem...

Ktoś mi ostatnio powiedział, że jak pójdę do psychiatry to będę miała to w papierach i do końca życia bedzie sie za mna ciągnac. Czy psycholog moze przepisac mi takie leki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tomisia, psycholog nie może wypisać Ci leków.Pisz co się dzieje.Nie duś tego w sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem jak jest z publiczna sluzba zdrowia.

 

Natomiast mozesz isc prywatnie i nie bedziesz miala nic w paperach.

 

Masz wiele niepokojacych objawow.

 

Musisz niezwlocznie isc do psychiatry.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czyli jednak psycholog nie może :( tego się obawiałam.

samara22 czuję jakby wszystke myśli pożerały mózg. Nie panuje nad sobą. W obliczu klęski potrafie byc najbardziej żałosną osobą na świecie. Nie potrafie realnie, logicznie myslec. Nawet jak wiem ze robie cos zle to wystarczy atak paniki i robie to samo. Pozawalam sobą manipulowac, jestem taka zależna...Ale najgorsze jest to że jak jest coś nie tak to potrafie szarpac innymi ludzmi, blagac, prosic, zmuszac do siebie...NIgdy, ale to nigdy nie umiem sobie radzic z porazka. Mnie juz nogi bola od chodzenia w kolko. Dygocze, trzese sie...Nie spie. Spie 2 godziny dziennie. Jak sie budze to mam atak leku, wstaje i szybko chodze po całym mieszkaniu, tam i z powrotem, az sie zmecze, az odgonie złe lęki...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tomisia, spokojnie.Jestes teraz sama?Możesz do kogoś zadzwonić?Nie Ty jedna tracisz nad sobą kontrole w momentach załamania.Pamiętaj, że jeśli będzie bardzo źle zawsze możesz zadzwonić na pogotowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zaraz odpisze, musze zrobic pare kółek. Zadzwonie do kolezanki zeby dala mi przynajmniej 1 tabl :(

Ale mnie załamanie samo dopada, nawet jak nic sie nie dzieje. Moi bliscy mowią że mam manie przesladowcze, że wmawiam sobie ze ktos cos knuje i zaczynam swirowac. Nie wiem jak to opisac. Podobno wmawiam sobie rózne rzeczy, że przekrecam czyjes zdania, zle odbieram motywacje. Zalezy.....bo kazdego dnia trapi mnie cos innego. No nie umiem tego opisac bo jestem nerwowa a nic sie dzis zlego nie stało....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tomisia, naprawdę.Zastanów się nad psychiatrą i terapią.W ten sposób sobie pomożesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jak ja miałem ataki, to sam wpadałem w panikę - krzyczałem: k***a co się dzieje... chodziłem, robiłem pompki, zwijałem się w kłębek w łóżku i 100000 myśli na raz, jednej nie mogłem zatrzymać nawet na sekundę... to był horror nie do opisania. Panika, strach, pobudzenie. Już był czas, że alkohol nawet nie pomagał. Ledwo dotarłem do psychiatry (pragnąłem wtedy wizyty domowej, bo nie byłem w stanie poruszać się normalnie po mieście). Idź prywatnie. Nie zwlekaj, wiem bardzo dobrze co czujesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę, że Ty też szukałeś ratunku w alkoholu. Ja miałałam tak, że jak doganiała mnie panika i strach to piłam tak dużo aż zasnęłam ale z czasem i to przestawało pomagac bo ile można pic? Potrzebowałam coraz wiecej % by zapic ból ale zrozumiałam że to mi nie pomoże a jedynie uzaleznie się od alkoholu.

 

Wzięłam tabl i działała pół godziny, błogi stan....ale mysli znowu powoli zaczynają pościg mimo iż jestem przymulona. Nie macie pojęcia ile zdołałam juz spieprzyc przez to ze jestem niestabilna emocjonalnie. Wszytko wyprowadza mnie z równowagi...

Najgorzej jest w sytuacjach kryzysowych np zdrada, rozpad zwiazku, choroba bliskiej osoby...

Kiedyś moja psychika bardzo ucierpiała i dlatego stąd ta osobowośc lękliwa tylko że to się łączy z jakaś agresją...albo odwrotnie- zawsze miałam taką osbowosc i to doprowadziło że dałam się krzywdzic. Nie wiem...wszystko wymyka sie spod kontroli bo zaczynam robic naprawde głupie rzeczy, zaczynam palic za sobą mosty, oddaliłam sie od bliskich, zawalam ważne sprawy bo ciagle tylko mysle, zamartwiam sie...zamiast dzwignac dupe i dzialac ale nie umiem bo dlawi mnie panika. Od stanu do stanu...proces samoniszczenia.

Dziś już wiem że sama sobie nie pomoge bo robilam już w zyciu wszystko by pozbyc sie tych zasranych myśli.

Mowice terapia? tez tak mysle, tzn jestem pewna ze jak nie pojde na terapie zrobie cos całkiem głupiego.....popełniłam już tyle głupst i błedów bo myslalam ze mi to pomoże. eh ostanie tygodnie były jak w horrorze. co ja robiłam :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba każdy najpierw próbuję złagodzić ból otumaniaczami, gorzej gdy człowiek popada jeszcze w uzależnienie, a najgorszym jest to, że działa ono w dwójnasób : uzależnimy się od nowego stanu, w którym nie ma naszych problemów + sam organizm fizycznie zacznie łaknąć substancji. Ja zamiast alkoholu popadłem w narkotyki najróżniejszej maści. Do pewnego momentu tłumaczyłem to sobie jako zabawę, ale teraz zdaje sobie sprawę, że one są moim axis mundi. Nie lubię świata na trzeźwo, bo wtedy myślę, a myśli zazwyczaj bolą. Prawda jest taka, że nie jest najtrudniej ruszyć na terapię, najtrudniej jest umieć coś z niej wyciągnąć. Raz w tygodniu nawet w moich najgorszych byłem w stanie się ruszyć, ale cóż z tego skoro uciekało się potem w używki. Dopóki sami nie uznamy, że jesteśmy gotowi by sobie pomóc to nic z tego nie wychodzi, albo wychodzi na chwilę. Co nie zmienia faktu, że lepiej żeby wyszło na chwilę niż, żeby się zawaliło do reszty. Mimo tego, że się rozpadłem emocjonalnie i terapia nie daje mi tyle ile się spodziewałem to polecam Ci ją bo tylko to jest w stanie pomóc, nie używki, nie zbywanie problemu tylko pomoc specjalisty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Songeur ja też uciekłam w narkotyki ale nie traktowałam tego jako zabawy. Dawały chwile ukojenia ale potem zjazd i paranoje :/ zaczelam brac coraz wiecej i wymknelo sie spod kontroli. Zapotrzebowanie było coraz wieksze a zdrowie podupadalo...rany na jezyku, brak apetytu, 15kg mniej, biala cera, zapalenie spojowek bo nie spalam....musialam przestac a trwalo to miesiac. Zrezygnowalam ze wszystkich pseudo-pomagaczy. Gdy mialam jakies tabletki uspakajajace to nie siegalam po alkohol i inne uzywki. Wystarczyla mi jedna tabletka i juz bylam spokojna. Teraz nie mam tabletek a nie chce uciekac w alkohol i narkotyki, wyglądałam jak cień człowieka :(

 

Dziś się obudziłam z lękiem. Śniła mi się krew w szklankach, pełno krwi....i wszystkie inne złe rzeczy o których nie chce myślec na zdnia. Mam dosyc tego cholera

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

tomisia potrzebna Ci pomoc psychiatry,najlepiej aby był równocześnie psychoterapeutą to daje dobre efekty..możesz iść prywatnie jeżeli to nie problem będzie najszybciej..nie oszalałaś jesteś świadoma tego co się z Tobą dzieje..piszesz o tym..lęki wyprawiają cuda z człowiekiem..pisz tutaj i idź do psychiatry.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś próbowałam wyżalic się mojej mamie. Powiedziała, że przesadzam, że żaden psychiatra mi nie pomoże, że sama mam sobie pomóc. Że to moja głupota mnie niszczy a nie jakaś tam psychika.

Ona nie wie co się ze mną dzieje, jak zamykam się sama w mieszkaniu.

Nie wie że ktoś kiedyś pokazał mi jak nieobliczalny i bezwzględny jest świat...jak mnie niszczył kawałek po kawałku, poniża, na każdym kroku krytykuje, krzyczy, podnosi rękę aż w końcu uderza...jak zdradza z zdzirami, cpa, pije i probuje dusic. Kiedys byłam w takim zwiazku gdzie było pełno agresji, przemocy, krzyku, wyzywania, dziwek i pełno syfu. Wyhodował we mnie rolę ofiary która musi znosi jego kure.skie życie. Ktoś uderzył w mój kodeks wartości i zostałam z taką pustką..

Czas mija od tamtych zdarzeń a ja mam lęki, napady paniki, wszystko leci mi z rąk...i ta nienawisc do świata i ludzi, nadmierne podejrzenia wobec innych, niskie poczucie własnej wartości. Najgorsze są ataki złości - ktoś za głośno mówi, za głośno muzyka, pies głośno szczeka, ptaki za głośno śpiewają...wtedy bierze mnie atak, krzycze, rzucam czyms a potem chowam glowe pod poduszke i płacze jak dziecko. No i to poczucie że żyje w zepsutym i okrutnym świecie...i po co w ogóle życ skoro wszystko jest takie złe :( Ta myśl sprawia że nie potrafie życ i osiągac celów, potrafie tylko niszczyc i palic za sobą mosty a kiedyś byłam naprawdę rozsądną i inteligentną osobą. Tearaz jakiś hamulec nie pozwala isc na przód i ta myśl że zbliża sie dzień kiedy powiem "cięcie, ja wysiadam, mam dosyc i ze zrobie cos głupiego".

Moje dni wygladaja tak - budze sie z bólem w piersi i staram sie odgonic zle mysli. Potem potrafie przez jakiś czas całkiem normalnie funkcjonowac a tu nagle dopadaja mnie zle mysli - zamykam sie w jakims pomieszczeniu, placze, trzese sie. Niezaleznie od tego czy jestem w pracy, na uczelni czy w domu. Przykładowo ide z psem na spacer, jest całkiem miło a za chwile atak i biegne szybko do domu zeby sie zamknac w pokoju i plakac. Po co ja to w ogole pisze :( sami macie problemy :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tomisia, to Ty musisz chcieć sobie pomóc...wiem, że się boisz, wstydzisz, ale wizyta u psychiatry może Ci pomóc...mama nie jest w Twojej skórze i nie wie, co przeżywasz...to,co powiedziała, to tylko słowa- wiem, że bolą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Pisz na forum po to jest!a my z Tobą..Twoja mama Cię niszczy masz prawdziwe problemy,ona ma problem sama ze sobą,stąd takie zachowanie..nie rozmawiaj z nią po co masz tak paskudnie się czuć..nie jest w stanie Ci pomóc..masz jakiś znajomych?rodzinę którym mogłabyś się wyźalić?jest to forum tu nikt Cię nie wyśmieje..są wspaniali ludzie..idź do lekarza..po leki na terapie!walcz o siebie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakichś tam znajomych mam tyle że niewielu bo stronię od ludzi, lubie samotnosc, nie potrafie utrzymywac relacji. Jak kolezanki za czesto dzwonią i chcą sie spotkac to po prostu wyłączam telefon i odzywam sie dopiero po np 3 miesiącach...z tego tez powodu straciłam wielu przyjaciół. Kiedyś byłam bardziej towarzyska, a teraz zostałam sama jak palec. Rozmawialam ostatnio z przyjaciółką ale rozmowa niewiele zmieniła. Matka mnie nie rozumie, twierdzi że pozwoliłam żeby mnie mój były zniszczył i że muszę sobie jakoś teraz poradzic, zajac sie czymś ale psychiatre i leki mi odradza.

Popatrzcie...nie dosc ze mam jakieś lęki, ataki i problemy z samoaakceptacją to jeszcze tracę wszystkich bliskich. Człowiek nie może przecież zostac sam, musi miec przyjaciol i znajomych, a ja przez to że lubie samotnosc a raczej nie lubie przebywac miedzy ludzmi zostane sama. Ta mysl przeraza ale nie potrafie zmusic się do życia towarzyskiego. Zostały mi dwie przyjaciółki, tyle że nie mam ochoty z nimi przebywac i jak mam ciche dni to nie odzywam sie do nich tygodniami. Jak je strace to zostanie mi tylko pies. Nie umiem tego zmienic. Im jestem starsza tym bardziej uciekam od ludzi.

Mam wrażenie, że nie wychodzi mi na żadnej płaszczyznie życia...albo jestem taka głupia i tępa albo to wina psychiki.

albo urodziłam się taką sierotką i tak musi byc :( cięzko mi działac, oj cięzko...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jak nie masz siły na rozmowę z koleżankami,to pisz tutaj,ale nie trać z nimi kontaktu..zawsze to koleżanki..mama Twoja nie ma racji!trafiłaś na drania..który był bezlitosny,a Ty nie umiałaś mu się przeciwstawić..płacisz za to wysoką cene Ty!nie twoja mama,ona tego nie rozumie..idź na terapie do lekarza.SAMA wiesz czego Ci trzeba..najlepiej..niesłuchaj mamy która nie ma pojęcia co przeżywasz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy raz w życiu spotykam się ze zrozumieniem :( w koncu ktoś dodaje mi otuchy. Już zapomniałam jakie to uczucie, że ktoś chce Cie wysłuchac i wspierac. Jakbym odkryła coś nowego, nieznanego, cennego! jakby w końcu ktoś zaczął liczyc się z moimi uczuciami, słowami...Dziwnie się z tym czuję. Ktoś z szczuckiem, jak człowiek do człowieka...i to do mnie? Ktoś zauważa że istnieje.

Pół swojego życia byłam niszczona przez byłego który sprawił że przestałam wierzyc że zasługuje na coś więcej niż on mi daje a dawał tylko łzy i poniżenie. Wyssał ze mnie wszystko co dobre i pozytywne, pozbawił tyle przyjemnych uczuc i to do tego stopnia że mam teraz problemy z psychiką. Rozpłakałam się w tym momencie.

Mama tylko potrafi powiedziec "trzeba wypic piwo, którego się nawarzyło".

No to je kurde piję i ma bardzo gorzki smak :( moja psychika po prostu nie poradziła sobie z tym co kiedyś mój ex pokazał...świat zła.

 

-- 28 sie 2011, 23:26 --

 

To niemożliwe co z człowiekiem może robic przeszłosc, ktoś zniszczy Cię raz i już tak zostaje...chocbys tej osoby już nie widziała i nie słyszała. A kiedyś byłam całkiem fajna, wesoła, w liceum piątki, na studiach byłam jedną z najlepszych. Zawsze byłam wrażliwa a raczej przewrażliwiona na swoim punkcie ale jakoś dawałam radę, miałam dużo silnej woli dopóki dpoóty nie zjawił się on...Judasz i niszczyciel, człowiek bez zasad moralnych. Zaczęło wszystko się walic, cały mój światopogląd, całe moje życie...aż doszło do samodestrukcji. Jak nie pójdę do psychiatry to wszystko stracę. To niebywałe jak psychika człowieka jest skomplikowana

 

-- 29 sie 2011, 00:03 --

 

Wiem tylko jedno - to nie są gorzkie żale bo ja naprawdę chcę sobie pomóc.

Masz rację, tutaj są wspaniali ludzie. A ja dzieliłam życie z takim (za przeproszeniem) gnojem.

 

-- 29 sie 2011, 00:49 --

 

No i znowu to zrobiłam. Przegrałam :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zasługujesz na szczęście jak każdy,jesteś wrażliwą osobą i to jest wielki atut chociaż ktoś to wykorzystał w chory sposób.Teraz w dużej mierze od Ciebie zależy jak będzie wyglądało Twoje życie,czy chcesz je zmienić,i w jaki sposób.Czeka Cię sporo pracy,ale chyba warto przegonić demony przeszłości..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki :oops:

Długa droga przede mną, obym się już nie potknęła o jakiegoś potwora...

Tamte dni zostawiły duży ślad w mojej psychice.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×