Skocz do zawartości
Nerwica.com

Depresja? Wypalenie? Może tylko kłopoty z koncentracją?


kamil_sz

Rekomendowane odpowiedzi

Chciałbym Was poprosić o radę w sprawie, z którą sobie ostatnio bardzo źle radzę. Nie wiem, czy to jest rodzaj depresji czy jeszcze coś innego, w każdym razie nie mam pojęcia, jak to zinterpretować i jak sobie z tym radzić.

 

Od jakiegoś czasu cierpię na jakąś potworną niemoc - nie jestem w stanie robić nic konstruktywnego, pisać, czytać, uczyć się. Nawet odpowiedź na maila jest dla mnie wielkim wysiłkiem. Nawet obejrzenie filmu wymaga ode mnie zmuszenia się do tego, a i wtedy często zniechęcam się w połowie. Nawet z domu nie chce mi się wyjść - mimo ładnej pogody muszę usilnie szukać pretekstu do wyjścia, a i to często nie wychodzi. Wiele dni spędziłem dłubiąc bezmyślnie w komputerze albo przerzucając kanały na kanapie. Kupiłem przed laty rower, ale stoi w pokoju, bo mi się nie chce jeździć. Jedyne, co jestem w stanie robić, to proste, tępe rozrywki, najlepiej na komputerze. Zabawne, że nie jestem w stanie nawet grać w co bardziej zaawansowane gry, mam ochotę tylko na głupie, mechaniczne układanie pasjansa, wszystko inne jest zbyt angażujące intelektualnie. W internecie odwiedzam najczęściej strony z dowcipami - na niczym innym nie jestem w stanie się skoncentrować.

 

Parę słów o mnie: mam powyżej trzydziestki, pracuję na uniwersytecie, mam doktorat, jestem generalnie szanowany i mam niezłe perspektywy. Nie zarabiam może kroci, ale nie mam też kłopotów finansowych, starcza mi na wszystko, czego potrzebuję. Praca sprawia mi satysfakcję, sam zresztą świadomie ją niedawno zmieniłem i jestem zadowolony. Patrząc z zewnątrz, w kategoriach obiektywnych, ktoś może powiedzieć, że osiągnąłem sukces i że można mi pozazdrościć. Ja jednak mam pełną świadomość, że w obecnej chwili to jest maksimum moich możliwości intelektualnych - po prostu na tym etapie, jeśli nic się nie zmieni, nie jestem w stanie zmusić się do czegokolwiek więcej. Coś jak sportowiec, który jest chwalony za zdobycie medalu, ale oczekuje się od niego nowych zwycięstw, podczas gdy on wie, że nic więcej nie osiągnie, bo po prostu nie ma na to siły - tylko że jeszcze świat się o tym nie dowiedział. Zawsze byłem dumny z mojego ilorazu inteligencji i lubiłem intelektualne wyzwania. Teraz czerpię przyjemność tylko z prostych rozrywek, dostępnych każdemu troglodycie.

 

Tak jakbym był zmęczony po długim wysiłku i musiał solidnie wypocząć. Tylko że to już trwa wiele miesięcy!

 

Kiedyś byłem inny - chciało mi się brać za nowe rzeczy, poszerzać horyzonty, studiować nowe kierunki, czytać, uczyć się czegoś nowego, nowe rzeczy zawsze były fascynującym wyzwaniem. Teraz mnie już tylko męczą. Jeśli wezmę do ręki ambitniejszą książkę, odkładam ją po chwili, bo nie mogę się skupić, bo mnie nudzi. A jeśli nawet jakimś cudem zmuszę się i ją przeczytam, po miesiącu nic z jej treści nie pamiętam. Tak jakby treści bardziej ambitne kompletnie przestały mnie obchodzić.

 

Często odnoszę wrażenie, że moja głowa jest naczyniem, do którego przez lata wlewałem nowe treści, ale w końcu się wypełniła i nie mieści już ani kropli. Co spróbuję nalać, to i tak momentalnie wycieka.

 

Czy to jest depresja? Sam nie wiem, zbyt mało wiem o depresji. Ale wiem, że ja wcale nie jestem przygnębiony ani zestresowany, wręcz przeciwnie - jestem w dobrym, wesołym, zrelaksowanym nastroju, czerpię przyjemność z drobnych spraw, dobrze śpię i jem bez problemów. Jestem w bardzo udanym związku, mam wspaniałych, kochających rodziców. Nie mam uzależnień - palę towarzysko, piję incydentalnie, nie biorę leków. Nie mam chorób ani żadnych ułomności fizycznych. Z seksem też problemów nie mam.

 

CO TO JEST? Kryzys wieku średniego? Jakiś rodzaj depresji? Wypalenie życiowe? A może po prostu jestem zerem i wszystko, co mi się udało dotąd osiągnąć, było przypadkiem...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kamil_sz,

 

Depresja ma mnóstwo twarzy, tak zwane maski depresyjne. Mitem jest twierdzenie, że depresja oznacza ponury nastrój, chęć do płaczu. To, że napisałeś, że 'może jestem zerem" ma cechy depresyjnego myślenia. Ale podkreślam, nie jestem fachowcem.

 

Nie chcę się bawić w psychoanalityka, moje spostrzeżenia nie muszą być trafione, ale czytając Twoją wypowiedź uderzyło mnie kilka kwestii:

 

Piszesz głownie o sobie, o swoich pasjach, osiągnięciach. Jest to dla Ciebie punkt odniesienia, też oceny własnej wartości. A teraz "coś" stopuje Twój umysł przed podążaniem w tym kierunku.

 

A jak układają się Twoje relacje z innymi ludźmi? Mało piszesz, tak marginalnie, że wszystko jest wspaniale (z Twojego punktu widzenia). Nie znam nikogo, u kogo faktycznie tak byłoby ;) .

 

Może Twoje samopoczucie to jakiś podświadomy sygnał, aby coś zmienić w swoim otoczeniu? Myślałeś o tym w tych kategoriach?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hm, no właśnie podejrzewałem, że może to być jakaś odmiana depresji, nie wiążąca się z płakaniem, tylko z poczuciem niszczącego bezwładu... Może powinienem więcej poczytać o depresji jako takiej?

 

> Piszesz głownie o sobie, o swoich pasjach, osiągnięciach. Jest to dla Ciebie punkt odniesienia, też oceny własnej wartości. A teraz "coś" stopuje Twój umysł przed podążaniem w tym kierunku.

 

No otóż to. Jakby ktoś założył mi mentalne kajdanki, jakby uwiązał tego konia, który w przeszłości wyrywał się do galopu.

 

> A jak układają się Twoje relacje z innymi ludźmi? Mało piszesz, tak marginalnie, że wszystko jest wspaniale (z Twojego punktu widzenia). Nie znam nikogo, u kogo faktycznie tak byłoby ;) .

 

Ale u mnie faktycznie jest znakomicie pod względem związku! Jesteśmy z żoną bardzo zżyci, kochamy się (aż sami się dziwimy, że tak się da po kilkunastu już latach), spędzamy z sobą dużo czasu, nie kłócimy się praktycznie w ogóle, nie obrażamy się na siebie, seks bez problemów. Z rodzicami też - jak napisałem - jest super. Są już staruszkami, ale świetnie się trzymają, mam związane z nimi same dobre wspomnienia.

 

Relacje z przyjaciółmi - no tak, z tym zawsze miałem pewne problemy. Nigdy nie umiałem zjednywać sobie ludzi, zawsze wolałem samotność, po prostu nie potrzebowałem ludzi do towarzystwa. Mam wprawdzie kilka osób, które mogę nazwać swoimi przyjaciółmi, ale - przyznaję, mam tego pełną świadomość - to nie ja dążę do kontaktów z nimi. Chyba taki jestem - żona mówi, że emocjonalnie samowystarczalny. Nigdy jakoś nie powodowało to u mnie większych problemów.

 

> Może Twoje samopoczucie to jakiś podświadomy sygnał, aby coś zmienić w swoim otoczeniu? Myślałeś o tym w tych kategoriach?

 

Może, może...! Ale ja nie wiem, co mam zmienić! Parę lat temu myślałem, że to może praca. Pracowałem w dużej korporacji na dość odpowiedzialnym stanowisku, ale miałem poczucie bezsensu tej pracy i dawania z siebie wszystkiego "za garść dolarów". Co mi po pieniądzach, jeśli nawet nie mam czasu ich wydać? Po co jeździć na drogie wycieczki, jeśli i tak cały czas myślę o ostatnim projekcie, sprawdzam komórkę dziesiątki razy dziennie, czy ktoś czegoś ode mnie nie potrzebuje... Poza tym stres był jednak ogromny, wręcz wyniszczający. Dlatego właśnie "coś zmieniłem w swoim otoczeniu" - zmieniłem pracę na taką, jaką lubię i jestem z tego zadowolony. No ale tu zaczął się ten bezwład... Z początku myślałem, że po prostu odreagowuję po latach bezsensownego stresu i głupiej bieganiny, ale to już za długo trwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×