Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
theAND

Problemy z rodziną męża POMOCY

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

Trudno mi o tym pisać bo to wszystko trwa już ponad rok i rozwinęło sie do kosmicznych rozmiarów. Otrzymaliśmy od teściów spadek i od tego momentu zaczeło sie pieprzyć - wszystko sie wszystkim należy i tak dalej. Najgorsze jest to że mieszkamy na ulicy na której mieszka praktycznie sama rodzina teściu, jego siostrzyczki z rodzinami i szwagier. Niebędę pisała szczegółów ale jest poprostu koszmarnie, opowiadają o mnie jakieś niestworzone historie w miejscowości w której mieszkam że poniewieram ich matkę (a mojego męża babcie) która mieszka w jednym domu z nami i takie tam podobne. Nie potrafię już spokojnie siedzieć w domu cały czas mnie coś denerwuje to brudna łyżka to porozwalane zabawki dziecka - czasami sama jestem zła na siebie. Siedzę teraz w domu bo mam malutki dziecko i słyszę codziennie jak coś na mnie mówą albo trzaskają drzwiami.

Już sama myśl że znowu jutro przyjdą nie pozwala mi zasnąć.

Nic mnie już nie cieszy - chciałabym tak jak kiedyś cieszyć się za świąt bożego narodzenia - brakuje mi tego

 

nie wiem co już robic powoli odechciewa mi się żyć i widzę że mój mąż też już przestaje sobie z tym radzić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli są zazdrośni o to że to wy otrzymaliście ten spadek?

Myśle że powinnaś z nimi szczeze porozmawiać i wyznaczyć jakieś granice inaczej nigdy nie przestaną mówić o tobie niestwozonych rzeczy. Powiec im że to Ci nie pasuje i że sobie tego nie zyczysz. Można kogoś nie lubić ale szanować trzeba i jeśli oni nie są wstanie na ten szacunek w staosunku do Ciebie się zdobyć to musisz dać im do zrozumiemia ze tego wymagasz respektuj go. Myśle że powinnaś porozmawiać też z męzem na ten temat to jego rodzina i może on mógłby coś zdziałać rozmawiając z nimi...? Trzymaj się i niepoddawaj! Pozdrawiam cieplutko :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tez czuję się osaczona przez rodzinę męża ale w sposób bardziej "wyrafinowany" niz Ty. co nie znaczy że mam się lepiej lub gorzej niż Ty.

 

mieszkamy w domu po jego rodzicach w połowie należącym do jego siostry a w połowie do mojego męża, czyli ten dom nawet nie jest mój... ani kawałek. jak mam o niego dbac i cos remontowac skoro to nie jest moje tylko nie wiadomo czyje?

 

przy domu jest garaz należacy do ... mojego teścia, który czasem tu przyjeżdza na chwilę i z którego my nie mozemy korzystac.... tzn niby mozemy ale jak on przyjezdza to garaz ma byc pusty... no to w koncu mozemy czy nie mozemy???

 

było juz tyle kłótni o ten garaż że teraz walę to i w ogóle go nie używam, więć większość czasu stoi pusty...

 

mąż jest od teściów i siostry uzależniony zawodowo - finansowo i emocjonalnie chyba tez.

 

nie mamy dzieci bo nie mogę zajść w ciąże chociaż bardzo bym chciała. za to jego siostra przyjezdza tu z małym dzieckiem do pracy (nie mieszka tu, ale dziecko bierze ze sobą i z nianią ...).

 

gra mi to na nerwach i uważam że jest to brak szacunku dla moich uczuć. no ale połowa domu jest jej -więc "ma do tego prawo"...

 

ogólnie wiele decyzji mniejszych lub większych dotyczących mnie było podejmowanych przez moich teściów. w tym domu każdy czuje się u siebie tylko nie ja...

 

ale mąż do bloku się nie wyprowadzi...

 

błędne koło wpływające żle na moje stosunki z mężem... i będące żródłem wielu konfliktów.

 

przestałam utrzymywać jakiekolwiek stosunki z teściami i rodziną męża, nie jeżdzę do nich i nie zapraszam ich do siebie bo nie chcę być popychadłem i zle sie czuć w tych relacjach. wydaje mi się że tak też traktują mojego męża a siostrę faworyzują.

 

wiem że to jest sztuczna sytuacja ale nic na to nie poradzę. wydaje mi się że będzie tak już zawsze.

 

napiszcie co o tym myślicie?

 

the AND przepraszam że nie odniosłam się do Twojego postu i nie dałam Ci rady ale jak widzisz sama nie umiem się uporać z podobną sytuacją, która tez mi ciąży....

 

[Dodane po edycji:]

 

mimo że mamy osobne mieszkanie to wejście jest wspólne, plac też i tak jak u Ciebie nie ma tu granic i wszystko wszystkim się należy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

betty_boo, to zle ,ze nie masz wsparcia w mèzu,moze sprobuj porozmawiac z nim jeszcze raz?ja maialam podobnà sytuacjè ale...wyjechalismy,màz zmienil nazwisko na moje,pozrywalismy wszystkie kontakty,doslownie wszystkie z rodzinkà mèza!!tesciowie zmarli ,sprawa spadkowa siè odbyla ,teraz czekamy na kasè od brata mèza za polowè mieszkania nalezàcego wczesniej do zmarlych rodzicow:nie mam zalu ze zmarli byli okropni!!gnèbili mojego mèza cale swoje zeycie;Teraz mamy swièty spokoj!!cos tam brat mèza mowil o kasie na pomniki ale powiedzialm mu wyraznie zeby siè odpierd***!! a za co te pomniki?ojciec mèza nawet go nie wpisal do dowodu po narodzinach...Wyjechalismy 1500 km dalej do Belgii,i powiem Ci betty_boo, ze nareszcie czujè ,ze zyjè!!postaraj siè przekonac mèza na zmianè miejsca zamieszkania,zobaczysz jak odzyjesz!!zyczè Ci powodzenia w rozmowie z mèzem,moze uda ci siè go jakos przekonac??pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

on nigdy tego nie zrobi. tu się urodził i wychował, tu ma firmę i pracę, poza tym nie sprzedałby chyba swojej połowy domu, no bo co by na to powiedziała siostra?...mówi że wie że jego rodzice nie są kryształowi ale rodziców się nie wybiera...poza tym oni zawsze tak podkreślają wartość rodziny... ale rodziny, w której oni dominują i chcą dominować.

 

oni nawet nic takiego strasznego nie robią oprócz tego , że wszystko ma byc po ich myśli i nie dają Ci prawa do własnego zdania bo zaraz się obrażają. są egocentrykami.

 

myślę że z tej sytuacji nie ma wyjścia... we dwójkę. jeśli już to samemu. z męzem rozmawiałam tysiące razy prośbą grożbą i czym tylko sie dało, równiez na terapii. zrobił jakieś małe ruchy typu zmiana zamka w naszych drzwiach ale przy ich ekspansywności trzeba od nich po prostu trzymac się jak najdalej...nigdy nie bedziemy ich partnerami do rozmowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Po prostu trzeba patrzec za kogo sie wychodzilo za maz, jak za maminsynka co sie nie potrafi odciac od rodziny to pozniej sie takie koszmary przezywa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agusiu, pewne rzeczy mozna stwierdzic tylko empirycznie. jesli jestes męzatką to pewnie o tym wiesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Najwięcej skłóconych rodzin z moich ostatnich obserwacji rozbija się właśnie o spadki i nieruchomości. Wychodzi zawiść, pazerność, własne siostry chcą się żywcem zeżreć, a niektórzy już by chcieli dysponować spadkiem po starych matkach, które jeszcze żyją.

 

Niestety nie ma innej drogi, jak odnieść się do sytuacji jaka faktycznie istnieje prawnie i formalnie i otwarcie wygarnąć swoje racje. Grozi to owszem konsekwencjami (kłótnie, obrażanie się), ale nie można takich rzeczy zostawiać.

 

Współczuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak czasami się zastanawiam, że może będzie lepiej jak babcia mojego męża umrze (chociaż wcale jej tego nie życzę) i że te wszystkie ciotki przestaną przychodzić kilka razy dziennie i opowiadać te pierdoły... ale obawiam się że to są tylko moje marzenia, już teraz widze jak traktują oni nasza malutką córeczkę - nie chce aby ktoś w przyszłości poniżał moje dzieci za ... no właśnie za co?

Iryss dziękuję bardzo za radę ale takie rozmowy były juz przeprowadzane i mąż rozmawiał już ze swoją rodzinką i niestety nic z tego nie wynikło i te durne ciotki dalej robią to samo.

współczuję ci bardzo betty_boo bo wiem jak to jest ciężko, napewno tak jak ja chciałabyś mieć normalną rodzinę i fajnych dziadków dla waszych przyszłych dzieci (bo napewno wam się uda) i jeszcze brak wsparcia męża - ja bym chyba nie dała rady. Wiesz tak się zastanawiam mam koleżankę która była w podobnej sytuacji rodzinnej i też nie mogła mieć dzidziusia - podjęli decyzję z mężem o wyjezdzie do innego miasta i po pewnym czasie udało im się - lekarz stwierdził że to tkwiło w jej podświadomości i ten stres blokował prawidłowe funkcjonowanie jej organizmu.

Może my też powinniśmy wyjechać, już kilkakrotnie o tym rozmawialiśmy tylko to dla nas za trudne, może zbyt wiele nas tu trzyma (a jest tego trochę) Zobaczymy jak nic w tym kierunku sie nie zmieni to zrobię wszystko żeby się z tąd zabrać i wychowywać nasze dzieci w spokoju i bez nienawiści.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wyprowadz się. Innego wyjścia nie widzę. Inaczej do końca życia Ci będą wypominać to co dostałaś.

No chyba ze masz silne nerwy i opnię innych ludzi w dupie - wtedy zostań i poprostu olewaj ich i to co gadają.

Ja bym sie jednak wyprowadziła- ale to ja, i tylko moje zdanie. Mimo wszystko szkoda by mi było niszczyć powoli acz skutecznie tą chorą sytuacją mojego małżeństwa i mojej rodziny, bo oni się nie zmienią. Nie chciałabym nawet takiego spadku który jest mi wypominany, czułabym sie tam jak piąte koło u wozu.

pozdrawiam

 

 

p.s. mój facet też ma troszkę toksycznych rodziców, z racji tego ze są nadopiekuńczy a on jest już dorosły i smaodzielny. Na szczęście mamy swoje mieszkanie, 120km od nich... I też na razie tkwimy w dziwnych stosunkach przez pewną sytuacje ale mniejsza z tym.

 

Jak to mówi moja mama:

Dzieci są dorosłe, idą na swoje i same kierują swoim życiem czy sie to rodzicom podoba czy nie, rodzicow mogą sie tylko radzić !

Wyprowadz sie stamtąd i zacznij życ swoim zyciem, w SWOIM domu gdzie nikomu wadzic nie bedziesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×