Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jak odpocząć od własnego życia?


Dryagan

Rekomendowane odpowiedzi

15 godzin temu, shadow_no napisał(a):

Zmęczony jestem bardzo ale staram się po prostu przyjmować wszystko co się pojawia w życiu jako nowe doświadczenie i nie skupiać się za bardzo nad tym czy to dobre czy złe. Tylko zaakceptować, że jest jak a co będzie dalej to już zależy od mojego kolejnego kroku.

 

Tak często chcemy, by wszystko było idealne. Jestem trochę perfekcjonistką nawet jeśli chodzi o moje samopoczucie. Dążę do nierealnej szczęśliwości. Świat to mrok i światło. Bez smutku nie znamy radości. Staram się tak bardzo nie analizować tego jak się czuję, tylko skupiać na rzeczywistości. Obecnie nie borykam się z problemami, więc może łatwo mi mówić. Pewnie tak jest. Natomiast wiem, że ciemne dni nadejdą, to nieuniknione. Śmierć też jest naszym przeznaczeniem. Świat jest pełny bólu. Nie oszczędza nas. Nigdy nie był zawsze łaskawy. "W życiu piękne są tylko chwile". A kroki trzeba pewnie stawiać i dążyć do tej właśnie akceptacji - to może się tyczyć wszystkiego: problemów, chorób, śmierci, czy czegokolwiek innego, co nie jest idealne. Nie oznacza to, byśmy byli bierni w naszych czynach. Możemy zmieniać to, co się da, ale bez presji. Czasem dobrze przeanalizować sobie w głowie czego chcemy, co można naprawić, a co na dany moment odpuścić. Rozwiązania często przychodzą same, serio.

Edytowane przez Niewkopomonowana

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 23.09.2026 o 11:50, shadow_no napisał(a):

Hormony na endo strasznie rozwalają psyche. Wiele kobiet to przerabia i zwykle z podobnym efektem, że daje im to w palnik. 

Tak. Chyba masz rację. A jeszcze z paro schodzę i jest "ciekawie" 😩

Najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać. 

 

"Będziesz kiedyś bardzo szczęśliwa" - powiedziało życie, ale najpierw sprawie, że będziesz silna.....

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 25.09.2026 o 08:36, Szczebiotka napisał(a):

Tak. Chyba masz rację. A jeszcze z paro schodzę i jest "ciekawie" 😩

Schodzenie z paro przy nerwicy lękowej to rozumiem jedynie gdy dłuższy czas jest stabilnie i bezlękowo. W trudniejszych chwilach jest to duże wyzwanie

🗨️ Dołącz do naszej grupy na czacie:

💬 Discord

 

 

neptron.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Panie Boże, broń nas przed spełnieniem marzeń. Napisałem tutaj niedawno: „Czasami mam absurdalne marzenie, żeby po prostu zasnąć i obudzić się dopiero wtedy, kiedy wszystko już się poukłada”. Jak widać, przy składaniu zamówień do Wszechświata warto jednak czytać drobny druk.

Spełniło się.

Przez ostatni tydzień rzeczywiście niczego nie musiałem naprawiać, nikomu niczego tłumaczyć, podejmować decyzji ani próbować utrzymać całego świata w pionie. Świat, ku mojemu pewnemu rozczarowaniu, poradził sobie beze mnie całkiem nieźle. Część problemów rozwiązała się sama, część nagle straciła na znaczeniu, a przy kilku zacząłem się zastanawiać, dlaczego właściwie jeszcze tydzień temu wydawały mi się takie ważne.

Wróciłem dziś do domu i okazało się, że największym wyzwaniem dnia jest pierwsze piętro. Kilkanaście schodów. To dość upokarzające odkrycie.

Męczę się właściwie niczym. Spacer do kuchni bywa przedsięwzięciem logistycznym, a tempo mam takie, że spokojnie można by mnie wyprzedzać bez zmiany kroku.

Najdziwniejsze jest jednak to, że pierwszy raz od bardzo dawna naprawdę się nie spieszę. Może dlatego, że nikt ode mnie tego nie oczekuje, a wręcz zabrania. A może dlatego, że odkryłem ostatnio, iż pewne rzeczy potrafią zatrzymać człowieka skuteczniej niż urlop.

Więc chyba dostałem dokładnie to, o co prosiłem.

Trochę ciszy. Trochę spokoju. Świat, który przez chwilę radzi sobie sam.

Może tylko sposób realizacji pozostawia wiele do życzenia.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, Dryagan napisał(a):

Panie Boże, broń nas przed spełnieniem marzeń. Napisałem tutaj niedawno: „Czasami mam absurdalne marzenie, żeby po prostu zasnąć i obudzić się dopiero wtedy, kiedy wszystko już się poukłada”. Jak widać, przy składaniu zamówień do Wszechświata warto jednak czytać drobny druk.

Spełniło się.

Przez ostatni tydzień rzeczywiście niczego nie musiałem naprawiać, nikomu niczego tłumaczyć, podejmować decyzji ani próbować utrzymać całego świata w pionie. Świat, ku mojemu pewnemu rozczarowaniu, poradził sobie beze mnie całkiem nieźle. Część problemów rozwiązała się sama, część nagle straciła na znaczeniu, a przy kilku zacząłem się zastanawiać, dlaczego właściwie jeszcze tydzień temu wydawały mi się takie ważne.

Wróciłem dziś do domu i okazało się, że największym wyzwaniem dnia jest pierwsze piętro. Kilkanaście schodów. To dość upokarzające odkrycie.

Męczę się właściwie niczym. Spacer do kuchni bywa przedsięwzięciem logistycznym, a tempo mam takie, że spokojnie można by mnie wyprzedzać bez zmiany kroku.

Najdziwniejsze jest jednak to, że pierwszy raz od bardzo dawna naprawdę się nie spieszę. Może dlatego, że nikt ode mnie tego nie oczekuje, a wręcz zabrania. A może dlatego, że odkryłem ostatnio, iż pewne rzeczy potrafią zatrzymać człowieka skuteczniej niż urlop.

Więc chyba dostałem dokładnie to, o co prosiłem.

Trochę ciszy. Trochę spokoju. Świat, który przez chwilę radzi sobie sam.

Może tylko sposób realizacji pozostawia wiele do życzenia.

A co Ci sie stalo?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziwnie się czuję. Fizycznie jestem słaby, ale z tym akurat łatwo sobie poradzić - siadam, kiedy muszę, idę wolniej, niż bym chciał, i staram się nie dyskutować z własnym organizmem, bo ostatnio dość przekonująco wygrał tę dyskusję.

Gorzej z głową.

Chyba jeszcze do końca do mnie nie dotarło, co się właściwie stało. Momentami wszystko jest zupełnie normalne, a potem coś mnie zakłuje, zabraknie mi tchu albo serce zabije trochę szybciej i przez kilka sekund zastanawiam się, czy to tylko nic, czy znowu zaczyna się coś, czego bardzo nie chciałbym powtarzać.

Poza tym mam dziwne wrażenie, że wróciłem do tego samego życia, ale patrzę na nie z boku. Rzeczy, które tydzień temu wydawały mi się katastrofą, nagle wyglądają podejrzanie mało katastrofalnie. I chyba pierwszy raz naprawdę dociera do mnie, że nie nad wszystkim mam kontrolę. Nie podoba mi się to odkrycie. Ale najwyraźniej będę musiał się z nim zaprzyjaźnić.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Dryagan napisał(a):

Dziwnie się czuję. Fizycznie jestem słaby, ale z tym akurat łatwo sobie poradzić - siadam, kiedy muszę, idę wolniej, niż bym chciał, i staram się nie dyskutować z własnym organizmem, bo ostatnio dość przekonująco wygrał tę dyskusję.

Gorzej z głową.

Chyba jeszcze do końca do mnie nie dotarło, co się właściwie stało. Momentami wszystko jest zupełnie normalne, a potem coś mnie zakłuje, zabraknie mi tchu albo serce zabije trochę szybciej i przez kilka sekund zastanawiam się, czy to tylko nic, czy znowu zaczyna się coś, czego bardzo nie chciałbym powtarzać.

Poza tym mam dziwne wrażenie, że wróciłem do tego samego życia, ale patrzę na nie z boku. Rzeczy, które tydzień temu wydawały mi się katastrofą, nagle wyglądają podejrzanie mało katastrofalnie. I chyba pierwszy raz naprawdę dociera do mnie, że nie nad wszystkim mam kontrolę. Nie podoba mi się to odkrycie. Ale najwyraźniej będę musiał się z nim zaprzyjaźnić.

Więc jednak chodziło o kontrolę, czyli mieli rację. Jesteś po zawale Dryagan?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Dalila_ tak. Wyszedłem dziś ze szpitala. Jeszcze żyję, chociaż podobno niewiele brakowało

Edytowane przez Dryagan
Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Dalila_ napisał(a):

Wiesz od czego, to wina stresu? Straszne! 😨😨😨 wracaj szybko do zdrowia

Zobacz mój pierwszy wpis tutaj. To zmęczenie, o którym wtedy pisałem, chyba już było zapowiedzią, tylko oczywiście uznałem, że trzeba zacisnąć zęby, jeszcze trochę wytrzymać i jakoś to wszystko ogarnąć.

A odpowiedź jest dość prosta: stres + przemęczenie. Przez długi czas człowiekowi się wydaje, że przecież daje radę, tylko jest trochę bardziej zmęczony niż zwykle. Potem organizm najwyraźniej dochodzi do wniosku, że skoro właściciel nie rozumie subtelnych aluzji, to trzeba zastosować bardziej przekonujące argumenty. Nie polecam tej metody i naprawdę ostrzegam każdego, kto żyje na zasadzie „jeszcze tylko to skończę, jeszcze ten tydzień, jeszcze ten problem”. To się może bardzo źle skończyć. Jak u mnie... Najbardziej ironiczne jest teraz to, że właściwie wszystko, co mnie do tego doprowadziło, mam oficjalnie zakazane: stres, przemęczanie się, pośpiech, brak odpoczynku i udawanie, że wszystko jest w porządku. Czyli w skrócie: mam przestać żyć dokładnie tak, jak żyłem do tej pory.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, Dryagan napisał(a):

Czyli w skrócie: mam przestać żyć dokładnie tak, jak żyłem do tej pory.

Brzmi to dobrze i nie dobrze jednocześnie. Bo czy wiedząc to co wiesz teraz (i czego się spodziewałeś) coś byś zmienił jeśli ktoś by o tym powiedział? Ciężko uczyć się na cudzych błędach dopóki samemu się ich nie powtórzy.

 

Teraz musisz dostosować się do nowych realiów i paradoksalnie może wyjść Ci to na dobre. Ostatnio widziałem filmiki z ludźmi, którzy dowiedzieli się że zachorowali na nowotwory. I powiedzieli, że to było... najlepsze co ich spotkało, bo dopiero teraz umieją docenić życie i żyć tak jak dawniej nigdy nie mieli czasu.

 

A tak jak napisałem Ci dziś wcześniej - jest duża szansa, że dzięki temu, że teraz będziesz bardziej dbał o siebie i regularnie się kontrolował, możesz wielu z nas tu przeżyć 🙂 

Piona 🤜🤛

🗨️ Dołącz do naszej grupy na czacie:

💬 Discord

 

 

neptron.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, shadow_no napisał(a):

Brzmi to dobrze i nie dobrze jednocześnie. Bo czy wiedząc to co wiesz teraz (i czego się spodziewałeś) coś byś zmienił jeśli ktoś by o tym powiedział? Ciężko uczyć się na cudzych błędach dopóki samemu się ich nie powtórzy.

I właśnie z tym mam największy problem, bo nie wiem, co realnie mógłbym wtedy zrobić inaczej.

To nie było tylko siedzenie po godzinach w pracy dlatego, że nie umiałem odpuścić. Zaczęło się od choroby i operacji żony, podejrzenia nowotworu, potem doszła choroba ojca i konieczność ogarnięcia opieki nad nim, do tego normalna praca i wszystkie zwykłe obowiązki, które przecież nie znikają tylko dlatego, że człowiek ma akurat gorszy okres.

Pewnie dziś powiedziałbym sobie, że powinienem wcześniej szukać pomocy (czego za bardzo nie umiem - znaczy prosić o pomoc), więcej rzeczy oddać innym i nie próbować wszystkiego samemu trzymać w rękach. Tylko że łatwo to powiedzieć po fakcie. W środku tego wszystkiego człowiek nie myśli: „muszę się mniej stresować”. Myśli raczej: trzeba zawieźć, załatwić,  dopilnować, pojechać do szpitala, ogarnąć dziecko, wrócić do pracy i jakoś dotrwać do wieczora.

No i właśnie - czy można sobie po prostu powiedzieć: „od dziś się nie stresuję”? Gdy ktoś bliski czeka na wynik onkologiczny albo choruje twój ojciec, to chyba nie bardzo. Zresztą dochodziły też inne rzeczy nie bardzo zależne ode mnie. Teraz też wcale nie jest tak, że nagle wszystko stało się łatwe. Część rzeczy się uporządkowała, ojciec ma zapewnioną opiekę, ale ja nadal mam rodzinę, obowiązki i dokładnie tę samą głowę co tydzień temu. Tyle, że teraz naprawdę muszę prosić o pomoc, bo pierwszy raz w życiu naprawdę sobie nie radzę. Są rzeczy, których zwyczajnie teraz nie jestem w stanie zrobić. 

I chyba właśnie ta bezradność jest dla mnie najtrudniejsza. Dziś żona wzięła moją torbę ze szpitala, chociaż sama też nie powinna dźwigać, a ja mogłem tylko patrzeć. Wiem, że to brzmi jak drobiazg, ale właśnie takie drobiazgi najbardziej pokazują mi, jak bardzo wszystko się zmieniło.

To mnie wkurza, przeraża, a czasem zwyczajnie doprowadza do łez. Najgorsze jest chyba to, że głowa nadal mówi: „zrób to sam”, a ciało odpowiada: „nie”.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Dryagan napisał(a):

No i właśnie - czy można sobie po prostu powiedzieć: „od dziś się nie stresuję”? Gdy ktoś bliski czeka na wynik onkologiczny albo choruje twój ojciec, to chyba nie bardzo.

Nawet w dużo mniejszych problemach jakie nas spotykają nie jest możliwe "wyłączenie stresowania się". Gdyby tak się działo to nie byłoby tu na forum ludzi.

Nawet problemy dermatologiczne często mają zalecenie: mniej stresu to będzie lepiej. I jakoś ludzie nagle nie stwierdzają, że wow to skoro to takie proste to już jestem wyleczony 🙂 

 

4 minuty temu, Dryagan napisał(a):

Najgorsze jest chyba to, że głowa nadal mówi: „zrób to sam”, a ciało odpowiada: „nie”.

To są pierwsze godziny po wyjściu. Tak nie będzie już zawsze, że nie podniesiesz torby. Każdy czasem coś odwali, że chwilowo będzie wyłączony i uzależniony od innych. My jesteśmy zwierzętami stadnymi i prosić o pomoc i otrzymywać wsparcie to nic złego. Nawet jeśli jako faceci mamy z tym zwykle problem.

 

A jak u Ciebie było z dietą? Może tutaj też jakieś większe zmiany powinny zajść?

🗨️ Dołącz do naszej grupy na czacie:

💬 Discord

 

 

neptron.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, shadow_no napisał(a):

A jak u Ciebie było z dietą? Może tutaj też jakieś większe zmiany powinny zajść?

Mam trochę zakazów i zaleceń: mniej soli, mniej tłustego, regularne posiłki, żadnego żywienia się byle czym w biegu. Kawa podobno może zostać, ale jedna, słaba, więc nawet tutaj życie postanowiło mnie wychować.

Tylko że tak naprawdę mój problem z jedzeniem nigdy nie polegał na tym, że jadłem wyjątkowo niezdrowo. Jak się stresuję, po prostu przestaję jeść. Mogę cały dzień funkcjonować na kawie, kilku kęsach czegoś przypadkowego i przekonaniu, że zjem później. A potem jest wieczór i okazuje się, że znowu właściwie nic nie jadłem.

Więc chyba największa zmiana ma polegać nie na tym, co jem, tylko na tym, żeby w ogóle zacząć traktować jedzenie jak coś, czego organizm potrzebuje, a nie jak kolejną rzecz, którą można odłożyć na później.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Dryagan napisał(a):

Mam trochę zakazów i zaleceń: mniej soli, mniej tłustego, regularne posiłki, żadnego żywienia się byle czym w biegu. Kawa podobno może zostać, ale jedna, słaba, więc nawet tutaj życie postanowiło mnie wychować.

Tylko że tak naprawdę mój problem z jedzeniem nigdy nie polegał na tym, że jadłem wyjątkowo niezdrowo. Jak się stresuję, po prostu przestaję jeść. Mogę cały dzień funkcjonować na kawie, kilku kęsach czegoś przypadkowego i przekonaniu, że zjem później. A potem jest wieczór i okazuje się, że znowu właściwie nic nie jadłem.

Więc chyba największa zmiana ma polegać nie na tym, co jem, tylko na tym, żeby w ogóle zacząć traktować jedzenie jak coś, czego organizm potrzebuje, a nie jak kolejną rzecz, którą można odłożyć na później.

Jest takie fajne powiedzenie, że "jem po to aby żyć" a nie "żyje po to aby jeść"

🗨️ Dołącz do naszej grupy na czacie:

💬 Discord

 

 

neptron.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

40 minut temu, Dryagan napisał(a):

Mam trochę zakazów i zaleceń: mniej soli, mniej tłustego, regularne posiłki, żadnego żywienia się byle czym w biegu. Kawa podobno może zostać, ale jedna, słaba, więc nawet tutaj życie postanowiło mnie wychować.

Tylko że tak naprawdę mój problem z jedzeniem nigdy nie polegał na tym, że jadłem wyjątkowo niezdrowo. Jak się stresuję, po prostu przestaję jeść. Mogę cały dzień funkcjonować na kawie, kilku kęsach czegoś przypadkowego i przekonaniu, że zjem później. A potem jest wieczór i okazuje się, że znowu właściwie nic nie jadłem.

Więc chyba największa zmiana ma polegać nie na tym, co jem, tylko na tym, żeby w ogóle zacząć traktować jedzenie jak coś, czego organizm potrzebuje, a nie jak kolejną rzecz, którą można odłożyć na później.

A kawa bezkofeinowa? Smakuje tak samo jak ta z kofeiną, kiedyś piłam i nie widziałam różnicy. Nie wiem czy taką byś mógł, ale warto zapytać jeśli lubisz smak kawy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Dryagan napisał(a):

Zobacz mój pierwszy wpis tutaj. To zmęczenie, o którym wtedy pisałem, chyba już było zapowiedzią, tylko oczywiście uznałem, że trzeba zacisnąć zęby, jeszcze trochę wytrzymać i jakoś to wszystko ogarnąć.

A odpowiedź jest dość prosta: stres + przemęczenie. Przez długi czas człowiekowi się wydaje, że przecież daje radę, tylko jest trochę bardziej zmęczony niż zwykle. Potem organizm najwyraźniej dochodzi do wniosku, że skoro właściciel nie rozumie subtelnych aluzji, to trzeba zastosować bardziej przekonujące argumenty. Nie polecam tej metody i naprawdę ostrzegam każdego, kto żyje na zasadzie „jeszcze tylko to skończę, jeszcze ten tydzień, jeszcze ten problem”. To się może bardzo źle skończyć. Jak u mnie... Najbardziej ironiczne jest teraz to, że właściwie wszystko, co mnie do tego doprowadziło, mam oficjalnie zakazane: stres, przemęczanie się, pośpiech, brak odpoczynku i udawanie, że wszystko jest w porządku. Czyli w skrócie: mam przestać żyć dokładnie tak, jak żyłem do tej pory.

Ty wiesz że może byłeś w stanie przedzawalowym ileś dni tygodni? Jejku jakie szczęście że się dobrze skończyło!! Ale wrocisz do zdrowia z czasem, że nawet będziesz różnicy nie widział, ważne żebyś odstawil używki myślę, kawa no tak też nie służy jedna dziennie to maks i tak jak mówi żaba może warto iść w smak a nie w tą kofeina? Może lepiej zamiast kofeina lepszy sen, mniej obowiązków? Super że udało Ci się ojcu znaleźć opiekę, to najważniejsze. Żona sama teraz o Ciebie dba więc chyba jeszcze ma swoje siły jak widać:) nie wiem co jeszcze można doradzić, może szczera rozmowa... może im więcej się podejmuje myśli i rozmow paradoksalnie o tym najgorszym scenariuszu to w jakiś sposób mózg się oswaja z tą myślą i pozostawia się mu czas na adaptacje, i z każdym dniem może zrobić sie silniejszy? Nie mam pojęcia. Na pewno wiesz że jesteście zgraną rodzinką i kochającą to dacie radę ze wszystkim co was czeka, bo jesteście dzielni:) Na pewno ogranicz pracę, tutaj można robić niezbędne minimum bo to lepsze niż tracić zdrowie i tego nie warte w twoim stanie... wyjmij sobie z tych słów co chcesz lub nic, i wracaj (nie szybko już!!) powili małymi krokami do zdrowia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aha no i ludzie mają i po trzy zawały i dalej żyją także nie ma tego złego:) tak myśleć proszę. A i dostają bajpasy rozruszniki niektórzy cierpią na otyłość do tego wszystkiego...

Jak widzisz można też wyczuć zawał to nie czekaj i dzwon zawsze na karetkę jakbyś znów czuł że coś się dzieje 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

Aha no i ludzie mają i po trzy zawały i dalej żyją także nie ma tego złego:) tak myśleć proszę. A i dostają bajpasy rozruszniki niektórzy cierpią na otyłość do tego wszystkiego...

Jak widzisz można też wyczuć zawał to nie czekaj i dzwon zawsze na karetkę jakbyś znów czuł że coś się dzieje 

Wiem, że piszesz to wszystko z dobrej intencji, ale u mnie to naprawdę nie jest tak czarno-biało. To, że jesteśmy rodziną i się kochamy, nie znaczy, że właśnie w tej rodzinie nie było rzeczy, które dokładały mi stresu. Choroba żony to jedno, ale były też jej decyzje i pomysły, które swoje zrobiły. Nie ma co teraz o tym mówić, bo nie chcę jej wpędzać w poczucie winy. Z ojcem podobnie. Przez długi czas nie chciał słyszeć o żadnej obcej osobie w domu, więc bardzo dużo spadało na mnie. Dopiero kiedy okazało się, że teraz to ja potrzebuję pomocy, nagle dało się tę opiekę zorganizować. I chyba pierwszy raz nie miał za wiele do powiedzenia, bo tym razem nawet nie ja to załatwiałem.

A z tym „następnym razem dzwoń od razu po karetkę” jest jeden problem. Jak zaczęło się naprawdę źle, to nie było czasu na rozsądne decyzje. Najpierw ból, potem duszność, pot, słabość, a potem mnie po prostu odcięło. Pamiętam, że stałem, potem już siedziałem na podłodze, a dalej mam dziurę. Podobno na chwilę straciłem przytomność.

Więc gdybym wtedy był sam, to całe „zadzwoń po karetkę” mogłoby się skończyć tym, że nie byłoby komu zadzwonić. I to jest chyba ta część, która siedzi mi teraz w głowie najmocniej. Nie sam ból. To, jak szybko człowiek może przestać mieć wpływ na cokolwiek. 

Dlatego bardzo bym chciał, żeby żadnego „następnego razu” już nie było.

7 godzin temu, Żaba Monika napisał(a):

A kawa bezkofeinowa? Smakuje tak samo jak ta z kofeiną, kiedyś piłam i nie widziałam różnicy. Nie wiem czy taką byś mógł, ale warto zapytać jeśli lubisz smak kawy.

Myślę, że to niezły pomysł. Lubię smak kawy

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, Dryagan napisał(a):

Wiem, że piszesz to wszystko z dobrej intencji, ale u mnie to naprawdę nie jest tak czarno-biało. To, że jesteśmy rodziną i się kochamy, nie znaczy, że właśnie w tej rodzinie nie było rzeczy, które dokładały mi stresu. Choroba żony to jedno, ale były też jej decyzje i pomysły, które swoje zrobiły. Nie ma co teraz o tym mówić, bo nie chcę jej wpędzać w poczucie winy. Z ojcem podobnie. Przez długi czas nie chciał słyszeć o żadnej obcej osobie w domu, więc bardzo dużo spadało na mnie. Dopiero kiedy okazało się, że teraz to ja potrzebuję pomocy, nagle dało się tę opiekę zorganizować. I chyba pierwszy raz nie miał za wiele do powiedzenia, bo tym razem nawet nie ja to załatwiałem.

A z tym „następnym razem dzwoń od razu po karetkę” jest jeden problem. Jak zaczęło się naprawdę źle, to nie było czasu na rozsądne decyzje. Najpierw ból, potem duszność, pot, słabość, a potem mnie po prostu odcięło. Pamiętam, że stałem, potem już siedziałem na podłodze, a dalej mam dziurę. Podobno na chwilę straciłem przytomność.

Więc gdybym wtedy był sam, to całe „zadzwoń po karetkę” mogłoby się skończyć tym, że nie byłoby komu zadzwonić. I to jest chyba ta część, która siedzi mi teraz w głowie najmocniej. Nie sam ból. To, jak szybko człowiek może przestać mieć wpływ na cokolwiek. 

Dlatego bardzo bym chciał, żeby żadnego „następnego razu” już nie było.

Brutalna prawda jest taka, że teraz musisz zmienić życie, jeśli chcesz żyć i mam nadzieję, że o tym nie zapomnisz gdy już się poczujesz lepiej. Musisz postawić siebie na pierwszym planie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 minut temu, Żaba Monika napisał(a):

Brutalna prawda jest taka, że teraz musisz zmienić życie, jeśli chcesz żyć i mam nadzieję, że o tym nie zapomnisz gdy już się poczujesz lepiej. Musisz postawić siebie na pierwszym planie.

Wiem. Tylko że „postawić siebie na pierwszym planie” brzmi dużo prościej, niż wygląda w praktyce. Ja od dawna działałem odwrotnie. Jak był problem, to się go załatwiało. Jak było za dużo, to się zaciskało zęby. Bez większego zastanawiania się, czy mam jeszcze z czego dawać.

Teraz nagle mam prosić o pomoc przy rzeczach, które jeszcze tydzień temu zrobiłbym bez zastanowienia. Mam siedzieć, kiedy ktoś inny nosi, załatwia, dzwoni, organizuje. I szczerze mówiąc, znoszę to fatalnie. Ta bezradność przy najprostszych czynnościach mnie wkurza. Czasem tak bardzo, że kończy się łzami, co doprowadza mnie do jeszcze większej furii. Bo głowa nadal działa na pełnych obrotach i mówi: „wstań, zrób, ogarnij”, a ciało stawia veto.

Więc tak, wiem, że muszę zmienić życie. Tylko na razie bardziej uczę się, że naprawdę nie mogę już żyć po staremu, niż umiem jeszcze żyć inaczej.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×