Skocz do zawartości
Nerwica.com

Szalony indycznik


Doktor Indor

Rekomendowane odpowiedzi

14 minut temu, MicMic napisał(a):

A, no to nie ma tematu. Cierpienie jednak uszlachetnia. Albo przynajmniej daje głębie. Jak to tak odczuwam. Osoby, które wszystko mają, zdają mi się zawsze jak wydmuszki. 

No i wiesz to było krótki okres czasu, nie wiem czy cierpienie zdążyło do nich dotrzeć i je uszlachetnic jednak. Bo to proces 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, MicMic napisał(a):

Ja mam jakiś dziwny stosunek do dzieci. Bardzo skrajny. 

Lubię dzieci pod pewnymi względami. Bo można się przy nich wygłupiać, żywo reagują na zainteresowanie. Można je dotykać i nie ma tym podtekstów seksualnych. W sensie tak się bawić z nimi, w taki sposób, że jest kontakt fizyczny , nawet jak się dopiero je poznało. No niezbyt składnie piszę. Ogólnie dzieci mnie lubią, bo sam jestem trochę jak dziecko. 

 

Ale jest też ciemna strona medalu. To, że są mocno egoistyczne, głośne, męczące na dłuższą metę. Czasem mam trudności z byciem stanowczym wobec nich, bo gdzieś mam w głowie że są tak kruche i wrażliwe, że muszę je non stop chronić i zapominam o sobie. Co jest bardzo męczące, więc ich unikam. 

Albo wybucham. 

mam to samo...

Edytowane przez Verinia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

16 godzin temu, Doktor Indor napisał(a):

Zwyczajnie patrzę jak na wariata.

To błąd. Nieradzenie sobie z emocjami to coś całkiem innego niż wariactwo. Część osób na przebodźcowanie i nadmiar stresu reaguje właśnie tak, jak napisałem. Zresztą taka pierwotna reakcja jest, moim zdaniem, dużo zdrowszą reakcją i sposobem radzenia sobie z emocjami i stresem niż okaleczanie się, chlanie i popadanie w uzależnienia od jakichś substancji.

Dlaczego na ludzi, którzy chleją i popadają w inne uzależnienia nie patrzy się jak na wariatów, a na ludzi, którzy w szale się drą, demolują mieszkania itd., już tak? Nigdy tego nie zrozumiem.

No ale ogólnie na tym świecie prawie wszystko stoi na głowie.

16 godzin temu, Doktor Indor napisał(a):

Zawsze odkąd nie jestem dzieckiem.

Czyli to nie jest wrodzone, a nabyte. Czyli skądś się to wzięło, kiedyś miało swój początek. Poruszałeś ten temat z terapeutą/terapeutką? Moim zdaniem to dobry pomysł.

Nie mówię, że wszyscy muszą lubić dzieci czy coś. Po prostu aż tak negatywne uczucia wobec dzieci, jakie tu przedstawiasz, mogą świadczyć o jakimś głębszym problemie. Jak wiele innych negatywnych uczuć zresztą (to tak ogólnie, nie tylko odnośnie tego, co piszesz).

16 godzin temu, Doktor Indor napisał(a):

Co miałoby mi to dać. Ja mam jednak ciekawsze pomysły na spędzanie swojego wolnego czasu.

Jeśli ktoś nie jest w stanie wytworzyć więzi z dzieckiem, to wtedy faktycznie podchodzi do tego w taki sposób. Co innego, gdy ktoś potrafi czerpać radość z dawania radości dziecku.

16 godzin temu, Doktor Indor napisał(a):

„jedna kobieta, jedna dziura, jeden raz”

To stwierdzenie, w połączeniu z resztą tego co piszesz, nasuwa mi takie ogólnie pytanie: Czy potrafisz kochać? Czy głęboka więź emocjonalna z drugim człowiekiem połączona z pragnieniem uszczęśliwienia tej osoby i odczuwania szczęścia z powodu jej szczęścia jest czymś, co potrafiłbyś odczuć, osiągnąć?

Jeśli nie, to też świadczy o poważnych problemach emocjonalnych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 godzin temu, Chongyun napisał(a):

Cierpienie nie uszlachetnia. Nie wiem kto to wymyślił ale niech cierpi.

No może nie uszlachetnia. Ale jakoś pogłębia. To cierpienie jest jednym z elementów, które zmuszają do jakiejś refleksji. 

Ogólnie ja hejtuje cierpienie, ale jednak widzę, że coś unikalnego ze sobą niesie. Pewnie nie każde. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

To błąd. Nieradzenie sobie z emocjami to coś całkiem innego niż wariactwo.

Ale to jest ich problem. Nie jestem ich niańką. Zwyczajnie staram się nie otaczać takimi osobami i tyle.

 

6 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

Dlaczego na ludzi, którzy chleją i popadają w inne uzależnienia nie patrzy się jak na wariatów, a na ludzi, którzy w szale się drą, demolują mieszkania itd., już tak? Nigdy tego nie zrozumiem.

Bo uzależnienie jest cichsze, mniej się rzuca w oczy.

 

6 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

Czyli to nie jest wrodzone, a nabyte. Czyli skądś się to wzięło, kiedyś miało swój początek.

Możliwe. Ale ja nie mam z tym problemu. Nie jest mi z tym źle.

 

6 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

Poruszałeś ten temat z terapeutą/terapeutką? Moim zdaniem to dobry pomysł.

Nie mam terapeuty/terapeutki.

 

6 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

Po prostu aż tak negatywne uczucia wobec dzieci, jakie tu przedstawiasz, mogą świadczyć o jakimś głębszym problemie.

Pewnie tak. Ale nie przeszkadza mi to.

 

6 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

Jeśli ktoś nie jest w stanie wytworzyć więzi z dzieckiem, to wtedy faktycznie podchodzi do tego w taki sposób. Co innego, gdy ktoś potrafi czerpać radość z dawania radości dziecku.

Ja ani nie potrafię, ani nie chcę, ani nie mam takiej potrzeby.

 

6 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

Czy potrafisz kochać?

Tak.

 

Nie analizuj mnie, bo lepsi od ciebie na tym polegli.

 

2 godziny temu, MicMic napisał(a):

Ogólnie ja hejtuje cierpienie, ale jednak widzę, że coś unikalnego ze sobą niesie. Pewnie nie każde. 

Najlepiej cudze.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, MicMic napisał(a):

No może nie uszlachetnia. Ale jakoś pogłębia. To cierpienie jest jednym z elementów, które zmuszają do jakiejś refleksji. 

Ogólnie ja hejtuje cierpienie, ale jednak widzę, że coś unikalnego ze sobą niesie. Pewnie nie każde. 

Uszlachetnia ale w bardzo nasilonym wymiarze może tworzyć potwory, Hitler Stalin Putin 

@Kiusiuno indyk twierdzi że potrafi kochać, ale to nie znaczy ze potrafi tak jak Ty czy ja to rozumiemy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 minut temu, Dalila_ napisał(a):

@Kiusiuno indyk twierdzi że potrafi kochać, ale to nie znaczy ze potrafi tak jak Ty czy ja to rozumiemy

Nie analizuj mnie przez pryzmat tego, co o mnie wiesz, bo wiesz tylko to, co powiedziałem, a powiedziałem tylko to, czym nie można mnie zranić. Nie masz obrazu całości. Najbardziej prywatne rzeczy, w tym obecną relację, zostawiam dla siebie, z kilku powodów (jednym z nich jest szacunek do partnerki, która nie chciałaby, żebym o niej gdzieś w internecie pisał).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Nie analizuj mnie przez pryzmat tego, co o mnie wiesz, bo wiesz tylko to, co powiedziałem, a powiedziałem tylko to, czym nie można mnie zranić. Nie masz obrazu całości. Najbardziej prywatne rzeczy, w tym obecną relację, zostawiam dla siebie, z kilku powodów (jednym z nich jest szacunek do partnerki, która nie chciałaby, żebym o niej gdzieś w internecie pisał).

To co mi powiedziałeś wystarczy mi żeby wiedzieć że twoje rozumienie kochania jest inne niż moje. Więc moge

Nie chce Ciebie zranić ani zraniac

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

To co mi powiedziałeś wystarczy mi żeby wiedzieć że twoje rozumienie kochania jest inne niż moje.

I właśnie dlatego mówię, że nie masz pełnego obrazu.

 

5 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Nie chce Ciebie zranić ani zraniac

Dziś nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 godzin temu, MicMic napisał(a):

Ja mam jakiś dziwny stosunek do dzieci. Bardzo skrajny. 

Lubię dzieci pod pewnymi względami. Bo można się przy nich wygłupiać, żywo reagują na zainteresowanie. Można je dotykać i nie ma tym podtekstów seksualnych. W sensie tak się bawić z nimi, w taki sposób, że jest kontakt fizyczny , nawet jak się dopiero je poznało. No niezbyt składnie piszę. Ogólnie dzieci mnie lubią, bo sam jestem trochę jak dziecko. 

 

Ale jest też ciemna strona medalu. To, że są mocno egoistyczne, głośne, męczące na dłuższą metę. Czasem mam trudności z byciem stanowczym wobec nich, bo gdzieś mam w głowie że są tak kruche i wrażliwe, że muszę je non stop chronić i zapominam o sobie. Co jest bardzo męczące, więc ich unikam. 

Albo wybucham. 

Dzieci są dziećmi. Są takie jakie są bo dzieci żyją tu i teraz. Jak się cieszą to cieszą całymi sobą, jak złoszczą to też całymi sobą. Że bywają za głośne i chwilami męczące to się zgadzam jak najbardziej - doświadczam tego regularnie pracując wśród tego stada "szarańczy" (1090 sztuk mam aktualnie na stanie w wieku od 6 do 19 lat) 😅  ale ja w dzieciach lubię ich autentyczność i tę beztroskę, przynajmniej do pewnego wieku (przykład ode mnie z pracy - maluchy nie mają problemu np. z podbiegnięciem do dyrektora szkoły żeby się przytulić, dyrektor też ich za to nie gani, bo czemu by miał? pogada z nimi chwilę i idzie dalej, tak samo robią w stosunku do nauczycieli, których lubią czy innych pracowników szkoły), bo później jak już wchodzą w okres nastoletni to bywa różnie. A wiele zachowań, tych momentami dla nas, dorosłych, irytujących, idzie łatwiej znieść jak się wie, z czego one wynikają, a często wynikają po prostu z etapu/skoku rozwojowego i są przemijające.
Co do bycia stanowczym - dzieci potrzebują granic, bo to one zapewniają im poczucie bezpieczeństwa. Nie mówię tu oczywiście o jakimś bezpodstawnym wydzieraniu się na dzieci, bo to nie jest stawianie granic, ale z dziećmi idzie się dogadać, nawet jak się złoszczą, bo im się czegoś zabrania. 
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Dalila_ napisał(a):

No ale po co pytasz, przecież nic nie powiedziałam?

Ale już otworzyłaś buzię i wzięłaś wdech żeby powiedzieć :D 

 

21 minut temu, Catriona napisał(a):

Dzieci są dziećmi. Są takie jakie są bo dzieci żyją tu i teraz. Jak się cieszą to cieszą całymi sobą, jak złoszczą to też całymi sobą. Że

To w sumie ciekawe, bo ja tak nie miałem.

 

Pamiętam jakąś klasówkę, miałem z 10 lat. Jakiś pajac skakał jak małpa, bo dostał 4. Ja dostałem 5 ale siedziałem normalnie, spokojnie, bo co to za osiągnięcie / różnica.

 

– A ty co dostałeś?

– 5

– I się nie cieszysz?

– Cieszę

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Ale już otworzyłaś buzię i wzięłaś wdech żeby powiedzieć :D 

Tak ci zdało

 

14 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

To w sumie ciekawe, bo ja tak nie miałem.

 

Pamiętam jakąś klasówkę, miałem z 10 lat. Jakiś pajac skakał jak małpa, bo dostał 4. Ja dostałem 5 ale siedziałem normalnie, spokojnie, bo co to za osiągnięcie / różnica.

 

– A ty co dostałeś?

– 5

– I się nie cieszysz?

– Cieszę

 

Chyba mowa o mniejszych dzieciach takich małych. Bez przesady żeby się przejmować tak ocenami jak jesteś w 4 klasie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Dalila_ napisał(a):

Chyba mowa o mniejszych dzieciach takich małych. Bez przesady żeby się przejmować tak ocenami jak jesteś w 4 klasie

Ja tego nie umiem ocenić.

 

Inna sprawa, że ja czuję, że ja nigdy nie byłem dzieckiem. To dziecko to jest ktoś inny. Dysocjacja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Pamiętam jakąś klasówkę, miałem z 10 lat. Jakiś pajac skakał jak małpa, bo dostał 4. Ja dostałem 5 ale siedziałem normalnie, spokojnie, bo co to za osiągnięcie / różnica.

 

– A ty co dostałeś?

– 5

– I się nie cieszysz?

– Cieszę

No wiadomo, że tu w grę wchodzi też temperament. Jedni są bardziej ekspresyjni inni mniej, tak samo dzieci. U mnie liecaliści, którzy przychodzą do LO potrafią płakać bo dostali 4 z niezapowiedzianej kartkówki i wcale nie są to łzy szczęścia, ale no to taka szkoła. Tu też często wchodzą w grę wymagania rodziców. Jak ktoś w domu od dziecka ma presje na dobre oceny to będzie reagował inaczej niż osoba, od której rodzice nie wymagają bycia najlepszym. Zresztą, jak to mówią.... najtrudniejszą rzeczą w pracy z dziećmi są rodzice.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 minut temu, Dalila_ napisał(a):
21 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Ale już otworzyłaś buzię i wzięłaś wdech żeby powiedzieć :D 

Tak ci zdało

Taka historia z podstawówki.

 

Jako dziecię właśnie w wieku lat 9-10 dostałem na lekcji wstydliwej przypadłości, jaką jest prącia wzwód. Jeden chłopak, który się jąkał, zauważył to i już otwierał gębę, już zaczynał się jąkać, żeby to wyjąkać, ale ja byłem szybszy i zanim zdążył dokończyć pierwsze słowo, doskoczyłem do niego i dałem mu w łeb.

 

Efekt, kolejna uwaga w dzienniczku, „indyk bez powodu rzucił się na innego ucznia”.

 

3 minuty temu, Catriona napisał(a):

U mnie liecaliści, którzy przychodzą do LO potrafią płakać bo dostali 4 z niezapowiedzianej kartkówki i wcale nie są to łzy szczęścia, ale no to taka szkoła.

Jakby u mnie w szkole średniej ktoś się popłakał przez ocenę to nie miałby życia do końca szkoły. Gnoiliby go tak że musiałby zmienić szkołę.

 

Inne reakcje, jak ten chłopak, który rozerwał fartuch, powiedział że to pi…doli i poszedł trzaskając drzwiami (mówiłem ci, pamiętasz pewnie), były już akceptowane.

Przenoszę z innego wątku.

 

  

8 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Oj sorry. Dziury poza związkiem miałam na myśli. I nie tylko lubi ale też z nich korzysta

Straszni ci ludzie są, nie?

 

I tym się mój obecny związek różni od innych.

 

9 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Ale może byc

Myślałem że jakaś jest.

 

9 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Myślałam że ten skrót myślowy też zalapiesz

Pamiętaj, że masz do czynienia z indyczkiem o małym rozumku, trzeba do mnie dużymi ziarenkami, tzn. literkami.

 

9 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Ja się odnosiłam do rady bogatego meza by Cię przygarnął. Nie potrzeba męża tym bardziej bogatego by ktoś Cię przygarnął, a jak będzie niskiej jakości (szkoda mówić tak o ludziach) to tym bardziej

No ale się wyrwiesz z domu wtedy.

 

Najważniejsze, żeby cię kochał.

 

A co do szeroko rozumianej „jakości” – no ty postrzegasz ludzi inaczej, ja tak.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, Doktor Indor napisał(a):

Jakby u mnie w szkole średniej ktoś się popłakał przez ocenę to nie miałby życia do końca szkoły. Gnoiliby go tak że musiałby zmienić szkołę.

W tej kwestii ciężko mi się wypowiedzieć, bo takie akcje mnie omijają, dopóki komuś nie stanie się jakaś krzywda i nie ląduje u mnie. Od gnębienia/hejtowania czy prześladowania innych są pedagog i psycholodzy i do nich takie sprawy trafiają i tak, takie akcje zdarzają się w każdej szkole w mniejszym lub większym stopniu, jak jakaś szkoła twierdzi, że u nich tego nie ma to kłamie🤷‍♀️ albo zamiata sprawę pod dywan udając że problemu nie ma - jeden pies w sumie. Ja znam tylko bardzo ogólnie z opisu dyrektora pojedyncze sytuacje gdzie ktoś był gnębiony czy tam hejtowany, ale ja się w to nie mieszam bo nie jest to moją rolą. Pamiętam tylko jedną akcje gdzie uczeń dla żartu rozpylił gaz pieprzowy w jednej sali (no debil, bo nawet nie zrobił tego w sali w której on miał mieć lekcje tylko inna klasa), to wtedy skończyło się naganą dyrektora z wpisem do akt. On później prawdopodobnie jeszcze lepszy numer odwalił, ale tu nie mam pewności czy to on, a nie za bardzo wypada mi pytać, ale wszystko wskazuje na to, że zostanie wyrzucony ze szkoły.
 

 

9 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Inne reakcje, jak ten chłopak, który rozerwał fartuch, powiedział że to pi…doli i poszedł trzaskając drzwiami (mówiłem ci, pamiętasz pewnie), były już akceptowane.

Tu znowu u mnie w podstawówce jeden uczeń tak robił jeszcze w zeszłym roku - może niekoniecznie było to akceptowane, bo na rozmowie u dyrektora wylądował po którejś takiej akcji, pedagog czy psycholog tam też wkroczył, ale też nie wyciągano wobec niego jakichś konsekwencji bo to było dziecko (10 lat) i też no w takim wieku dziecko jeszcze uczy się swoich emocji i radzenia sobie z nimi. Potrwało to jakiś czas (kilka miesięcy) i teraz już nie ma z nim absolutnie takich problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  

15 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Możesz zacząć od tych lasek które pewnie wkurwiaja wiele innych osób (ale nie indyki). Wtedy możesz zyskac ich powiązanie. A jak twoja pozycja się umocni to będziesz mógł rzucać błotem we wszystkich i też ci to łatwiej później przychodzić bedzie

Czyli miałby zyskać pozycję przez wdeptanie tamtych lasek w glebę? To chyba nie tak powinno wyglądać :D 

 

W sensie w życiu to po trupach, ale na terapię chodzimy m.in. po to, żeby nauczyć się zdrowo reagować, także w sytuacjach konfliktowych. Przećwiczyć to w bezpiecznym środowisku (jeśli jest bezpieczne).

 

24 minuty temu, Catriona napisał(a):

Od gnębienia/hejtowania czy prześladowania innych są pedagog i psycholodzy i do nich takie sprawy trafiają i tak, takie akcje zdarzają się w każdej szkole w mniejszym lub większym stopniu, jak jakaś szkoła twierdzi, że u nich tego nie ma to kłamie🤷‍♀️ albo zamiata sprawę pod dywan udając że problemu nie ma - jeden pies w sumie.

U nas chyba nie było psychologa szkolnego. Nigdy nie poznałem nikogo takiego. Z gnębieniem nigdy nic nie było robione.

 

24 minuty temu, Catriona napisał(a):

On później prawdopodobnie jeszcze lepszy numer odwalił, ale tu nie mam pewności czy to on, a nie za bardzo wypada mi pytać, ale wszystko wskazuje na to, że zostanie wyrzucony ze szkoły.

Opowiadaj nawet jeśli nie on 🙂

 

24 minuty temu, Catriona napisał(a):

Tu znowu u mnie w podstawówce jeden uczeń tak robił jeszcze w zeszłym roku - może niekoniecznie było to akceptowane, bo na rozmowie u dyrektora wylądował po którejś takiej akcji, pedagog czy psycholog tam też wkroczył, ale też nie wyciągano wobec niego jakichś konsekwencji bo to było dziecko (10 lat) i też no w takim wieku dziecko jeszcze uczy się swoich emocji i radzenia sobie z nimi.

Tamto dziecko było w wieku 17 lat :D 

 

Kiedyś wylądowałem u dyrektora bo mi wychowawczyni napisała w dzienniczku że kogoś uderzyłem i ta osoba „do dziś czuje bul” i zapytałem ją, czy słownik w domu ma, bo mogę jej przynieść, jak nie ma. Miałem 10 lat (i już wiedziałem, że „bul bul” to najwyżej robią ryby).

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×