Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
shln

Nerwica - więzienie, śmierć, choroby

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, mam niespełna 20 lat i myślę, że rozwinęła się u mnie wyjątkowo paskudna nerwica. Mógłbym ją opisać jako życie w ciągłym niepokoju/strachu, brakiem możliwości czerpania przyjemności z życia, zerową motywacją i poczuciem ogólnego bezsensu istnienia. Moim głównym objawem jest irracjonalny, niepodparty żadnymi sensownymi powodami lęk przed zostaniem umieszczonym w więzieniu. Boję się, że nieumyślnie zrobię coś, przez co będę musiał resztę życia spędzić za kratami, albo też zostanę w jakieś przestępstwo po prostu wrobiony. Unikam między innymi jazdy samochodem, aby przypadkiem kogoś nie potrącić, albo co gorsza - nawet nie zauważyć samego wypadku i zostawić poszkodowanego na pewną śmierć. Wiem, że jest to niemożliwe, aby uderzyć w innego człowieka i zupełnie tego nie zauważyć, jednak zawsze pojawiają się u mnie natrętne myśli w stylu: czy cała podróż na pewno przebiegła spokojnie? czy samochód podskoczył bo najechałem na próg zwalniający, czy leżał tam może człowiek? Innym moim objawem jest strach o swoje życie, który objawia się najczęściej:

-podczas jedzenia: a co, jeśli ktoś dodał mi do potrawy trucizny?
-przed zaśnięciem: a co, jeśli ktoś podczas snu spróbuje mnie zabić?
Pojawia się u mnie również strach przed chorobami, których istnienia mogę nie być świadomy i które mogą skrócić moje życie.
Stan ten towarzyszy mi od kilku lat, jednak ostatnio bardzo nabrał na sile. Od czasu do czasu pojawiają się myśli samobójcze wywołane przez ogólny brak perspektywy na jakąkolwiek poprawę mojego stanu (tylko myśli, żadne realne plany ani nic w tym stylu, zresztą za bardzo boję się bólu). Zauważyłem, że moje objawy nasilają się za każdym razem, kiedy w moim życiu dzieje się coś dobrego, na przykład od niedawna jestem w związku z kochającą dziewczyną na której bardzo mi zależy, i za wszelką cenę nie chcę jej stracić.
Odbyłem już wizytę u psychoterapeuty, udało nam się wspólnie ustalić, że duży wpływ na moją psychikę mogły mieć negatywne relacje z rodzicami, częste przeprowadzki czy bycie w przeszłości straszonym przez osoby trzecie właśnie więzieniem czy chorobami.
Czy ktoś ma podobne objawy? Jakiekolwiek wskazówki jak zacząć żyć normalnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Towarzyszą Ci natręctwa myślowe, czy jest może jakiś stan w którym czujesz się dobrze, że zapominasz o tym wszystkim? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, Dzitek napisał:

Towarzyszą Ci natręctwa myślowe, czy jest może jakiś stan w którym czujesz się dobrze, że zapominasz o tym wszystkim? 

Kiedy przez dłuższy czas nie wychodzę z domu - nie jestem typem domownika, ale wtedy czuję się z pewnością najbardziej stabilnie psychicznie. Małymi "wspomagaczami" są również luźnie rozmowy ze znajomymi, zajęcie umysłu przez jakiś serial czy jazda na rowerze, ale to bardziej tylko maskowanie problemu niż realne jego zwalczanie. PS dzięki za zainteresowanie się tematem : )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma sprawy, po to tu jesteśmy ;)

Najważniejsze żebyś znalazł sobie wsparcie, w tym przypadku myślę że najlepsza będzie dziewczyna, to pozwoli poczuć się bezpieczniej. W moim przypadku były to rozmowy z innymi ludźmi z zaburzeniami. Coś w rodzaju ,,wzajemnego wsparcia'' i chyba z tego najgorszego okresu udało mi się już wyjść ale wiadomo potrzeba czasu, wsparcia, motywacji. Te 3 elementy 

są bardzo ważne. Dobrym pomysłem jest też wprowadzanie sobie ,,ograniczeń'' - czyli starać się usuwać te negatywne czynniki które źle na Ciebie oddziałują, w moim przypadku były to telewizja informacyjna i filmy typu horror czy dramat. Przerzuciłem się teraz głównie na kabarety, czuć różnicę ;). Dużo zdrówka dla Ciebie 🙂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na początki roku zmagałam się z innymi, ale równie dokuczliwymi natręctwami myślowymi. Doszłam do grupy dla znerwicowanych na fejsie, w sumie nie udzielałam się tam, ale obserwowałam codziennie dodawane posty. A postów ludzie dodawali dużo, często się powtarzały, często były pisane w trakcie ataków paniki, w chaosie. Wtedy dostrzegłam pierwszy raz niedorzeczność tego, czego się obawiali, a co dla mnie nie stanowiło żadnego lęku. Nie, nie wyśmiewałam ich w żaden sposób, po prostu w moim mózgu kliknęło takie "przecież istnieje 0,0000001% szansy, że takie coś może mieć miejsce". I jakoś odpuściły moje nerwicowe demonki. Na początku tylko kiwałam głową ze współczuciem, czytające posty w pierwszych dniach po dojściu do tamtej społeczności. Często wzmagały moje własne lęki, ale też dzięki nim powoli odpuszczałam "zabawę" w hipochondryczkę - posty innych umacniały mnie w przekonaniu, że moje objawy są somatyczne, nie chorobowe. Aż w końcu zaczęłam się na siebie wkurzać, że moje lęki są irracjonalne. I przeszły. 💁‍♀️

 

Może nie jest to jakaś złota rada, ale na mnie podziałała. Jeśli będziesz ciekawy to spróbuję odszukać nazwę tamtej grupy.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, ehempatia napisał:

Na początki roku zmagałam się z innymi, ale równie dokuczliwymi natręctwami myślowymi. Doszłam do grupy dla znerwicowanych na fejsie, w sumie nie udzielałam się tam, ale obserwowałam codziennie dodawane posty. A postów ludzie dodawali dużo, często się powtarzały, często były pisane w trakcie ataków paniki, w chaosie. Wtedy dostrzegłam pierwszy raz niedorzeczność tego, czego się obawiali, a co dla mnie nie stanowiło żadnego lęku. Nie, nie wyśmiewałam ich w żaden sposób, po prostu w moim mózgu kliknęło takie "przecież istnieje 0,0000001% szansy, że takie coś może mieć miejsce". I jakoś odpuściły moje nerwicowe demonki. Na początku tylko kiwałam głową ze współczuciem, czytające posty w pierwszych dniach po dojściu do tamtej społeczności. Często wzmagały moje własne lęki, ale też dzięki nim powoli odpuszczałam "zabawę" w hipochondryczkę - posty innych umacniały mnie w przekonaniu, że moje objawy są somatyczne, nie chorobowe. Aż w końcu zaczęłam się na siebie wkurzać, że moje lęki są irracjonalne. I przeszły. 💁‍♀️

  

Może nie jest to jakaś złota rada, ale na mnie podziałała. Jeśli będziesz ciekawy to spróbuję odszukać nazwę tamtej grupy.   

 

Bardzo chętnie zajrzałbym do tej grupy : )

Jeżeli ktoś ma podobne objawy do moich to mogę również porozmawiać na priv : )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 godzin temu, ehempatia napisał:

po prostu w moim mózgu kliknęło takie "przecież istnieje 0,0000001% szansy, że takie coś może mieć miejsce".

W moim odczuciu duży postęp uczyniłaś bo zdałaś sobie sprawę w bezsensowości swoich lęków i że adorowanie ich nic Ci nie daję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Lunaa napisał:

W moim odczuciu duży postęp uczyniłaś bo zdałaś sobie sprawę w bezsensowości swoich lęków i że adorowanie ich nic Ci nie daję.

 

I niestety mój mózg woli skupiać się na tej 0,0000001% szansie że stanie się coś złego, niż 99,9999999% że wszystko będzie w porządku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×