Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Mam 20 lat i mam stwierdzoną nerwice lękową oraz wegetatywna. Byłam w toksycznym związku od szesnastego roku życia do swoich osiemnastych urodzin. Oprócz depresji i tęsknoty bo takie są objawy po zakończeniu toksycznych relacji nie brały mnie żadne lęki ani ataki paniki po prostu ciągle chodziłam smutna.dziewięć miesięcy temu poznałam faceta i jak się później okazało żonatego. Oczywiście nie zorientowałam się poniewaz spędzaliśmy ze soba wiele czasu,  on powiedział że żona mu umarła że stracił też dziecko i że ma dwie córki. Ja to przyjęłam do wiadomości zaakceptowałam. Z poczatku podchodziłam do niego dość sceptycznie i bardziej dla rozrywki się z nim widywałam niż z jakichkolwiek innych powodów było mi go też bardzo szkoda. On imponował mi swoją odpowiedzialnością pracowitością był bardzo pewny siebie Ponieważ prowadzi firmę która obraca Milionami A był bardzo dobry i taki Skromny w tym wszystkim Sielanka nie trwała długo bo już w sierpniu a spotykaliśmy się od początku maja coś przestało między nami grać i to nie z mojej winy. On coraz rzadziej się ze mną spotykał i w ogóle zachowywał się dość dziwnie a ja niestety czułam się przy nim bardzo bezpiecznie i zauroczyłam się w nim a potem zakochałam na moje nieszczęście. W skrócie okazało się że on jest żonaty wytłumaczył mi to wszystko że oni z żoną mieszkają zupełnie w dwóch innych częściach w domu i że on z nią tylko jest ze względu na małą córkę która ma cztery lata (on ma 44).Mówił mi że mnie kocha zresztą każdy z boku gdyby popatrzył to by to zauważył. Więc ja głupia pozostałam w tym związku nadal aż do zeszłego tygodnia. Pan R Stwierdził dwa tygodnie temu że to nie jest miłość i że on nie może mnie pokochać ale bardzo mu na mnie zależy. Czułem pismo nosem ponieważ od bardzo bardzo dawna nie mówił mi że mnie kocha tylko tak jak mówiłam wcześniej z poczatku.Od dwóch miesięcy dokładnie od października mam ataki lęku których nie da się opisać słowami dosłownie umieram co wieczór co dzień co ranek. Miałam robione wszystkie badania i wszystko jest okej. Nawet mój Laryngolog powiedział że to nerwica wegetatywna ponieważ oprócz leków wymiotowałam jak i bolał mnie cały czas Brzuch. W ciągu dwóch miesięcy Schudłam 12 kg mimo że byłam zawsze szczupła. Pan R  bo tak go nazwę doprowadził mnie do wycieńczenia psychicznego i fizycznego organizmu manipulował mną wymyślał  najróżniejsze historyjki paradoksalnie spotykał się ze mną coraz rzadziej ale robił wszystko też żeby mnie nie stracić. Skończyłam z nim w drugi dzień świąt już definitywnie. Ataki lęku są coraz rzadsze i umiem już nad nimi zapanować ale niepokoi Mnie co innego. Nie opuszcza mnie myśl o tym że za chwilę nastąpi koniec i to nie ma wymiaru ataku lęku tylko po prostu mam takie myśli że ciągle myślę o tym że za chwilę umrę i co będzie jak umrę gdzie będę itd. wykańcza mnie to rozstraja przez to nie wychodzę w ogóle z domu. Pomóżcie mi proszę czuję się w tym wszystkim taka samotna i zagubiona.Skąd u mnie te myśli

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×