Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
yushiro

Eskapizm w stadium przeszkadzającym

Rekomendowane odpowiedzi

Dobry wieczór :)

Mimo, że stosunkowo często wpadam na to forum, dopiero teraz zdecydowałam się założyć konto, ponieważ nie potrafię znaleźć kogoś, kto również ma problem z tematem, który zaraz poruszę. A być może właśnie taka osoba potrafiłaby mi coś poradzić.

 

Słowem wstępu, żeby nakreślić moją sytuację, bo może to być potrzebne: student, od 13 roku życia pod stałą opieką psychiatryczną, dzielnie uczęszcza na terapię, w grze również leki i hospitalizacje, słowem: borderline, które wyrosło z wielu niezbyt przyjemnych doświadczeń. W każdym razie, mimo że przez jakieś 360 na 365 dni roku jest ze mną okropnie, mam sporo osiągnięć i generalnie udaje mi się funkcjonować. Jest jednak sprawa, która od wielu lat mnie męczy, a "wyjście" z niej wcale nie jest takie proste, jak by się mogło wydawać.

 

Ucieczka od rzeczywistości

 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że cechą każdego z nas jest zdolność do przenoszenia się na parę lub więcej chwil w świat marzeń, gdzie znajdujemy to, czego nie ma w realnym świecie. Tylko że w moim przypadku przypomina to bardziej uzależnienie, które potrafi trwać dniami, tygodniami, a nawet całymi miesiącami. Jak to mówię: "kładę się do łóżka". Na całe godziny. Całymi dniami ograniczam się do zaspokajania podstawowych funkcji życiowych, co daje jakąś godzinę poza łóżkiem. Przez resztę czasu jestem pochłonięta własnymi fantazjami, które - jak ten narkotyk - wciągają coraz głębiej i głębiej, równocześnie niszcząc wszystko, co udało mi się zbudować. Zawalam wtedy wszystko, co jest przecież oczywiste. Całe moje istnienie sprowadza się do zamknięcia oczu i życia we własnej głowie. Jest to doprowadzone do takiej perfekcji, że jestem w stanie "wyłączyć" się zawsze i wszędzie. Niezależnie czy ćwiczę właśnie grę na instrumencie, czy jestem w środku rodzinnego obiadu. Po prostu mnie nie ma. I równocześnie kocham ten stan, bo jest mi wtedy cudownie i bezpiecznie, ale z drugiej strony, kiedy tylko na chwilę wyjdę z tej bajki, od razu uderza we mnie rzeczywistość. Kariera, która się wali, rodzina, która cierpi i nie rozumie co się ze mną dzieje, a której najbardziej się obrywa, bo gdy tylko próbują mnie z tego łóżka wyciągnąć, ja reaguję gniewem i agresją. Tak bardzo nie chcę wracać.

 

Mam świadomość z czego to wynika (sprawa oczywista - strach). Wiem, że zawsze W KOŃCU z tego łóżka wychodzę. Tylko że to nigdy nie jest - "o, dobra, jest źle, wstajemy i wracamy do życia". Bo to jest uzależniające. Gdy tylko wstanę, przeżyję dwa czy trzy dni, zaraz mam ochotę znowu uciec. A jak już moje myśli na chwilę połączą się ze światem marzeń, bardzo trudno jest to połączenie zerwać.

 

I teraz pytanie, z którym zwracam się do użytkowników: czy ktoś z was miał taki problem? U mnie pojawił się dobre 7 lat temu i co jakiś czas wraca, by znowu rozwalić to, co zdążyłam zbudować. Wracając: jeśli tak, to co pomagało wam "zerwać"z tym? Odłączyć się? Wrócić do życia? I to nie na jeden dzień, ale na jak najdłużej. Po sobie wiem, że moim wrogiem jest czas wolny i nic nie chroni mnie lepiej niż wypełniona obowiązkami doba zegarowa, ale przecież zawsze nadchodzi moment, że mimo wszystko się kładę. Mimo świadomości, że mam tyle do zrobienia. Bo zaczyna się niewinnie. Jedna godzina "seansu" zanim człowiek zaśnie. Później kilka minut w trakcie mycia zębów. Kiedy jadę autobusem. Po kolei zdobywa kolejne minuty mojego dnia, aż wypełnia wszystkie te "wolne". A wtedy ekspansja przechodzi na te, które powinnam poświęcać chociażby na naukę. I tak minuta po minucie zagarnia moje życie, aż nagle orientuję się, że znowu w tym tkwię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba nikt nie ma takiego problemu skoro nikt nie odpisał. Sądzę, że nie jeden chciałby choć na chwilę potrafić powiedzieć "wychodzę stąd" i czuć się świetnie sam na sam ze sobą....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też uciekam od rzeczywistości, od ponad dwóch lat w zasadzie non stop. Ne mam motywacji, by z tym zerwać, ponieważ nie akceptuję i w ogóle nienawidzę rzeczywistości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To chyba nawet ma nazwę, czyli 'ruminacje' lub a Ameryce 'kompulsywne fantazjowanie'. I założę się ze 3/4 osób na tym forum boryka się z tym tylko jakby tego nie dostrzega. Ja również to mam, tylko nie potrafię tego 'wyłączyć' od razu, mi pomaga mindfulnes tj. śledzenie oddechu i monitorowanie myśli które napływają do głowy. Zresztą OCD i te wszystkie depersonalizacje zawsze są ze sobą trochę choć powiązane, nie ma czegoś takiego ze ktoś ma tylko to albo tylko tamto. Ostatnio spotkałem się z takim filmem gdzie zona bardzo cierpiała po stracie dziecka, a jej mąż, psychoterapeuta, kiedy odpływała w świat takich właśnie ruminacji, mąż cierpliwie jej powtarzał "wiem, że boli, zostań" "zostań". Gdybym był terapeutą to powiedziałbym Ci, że to dobrze że masz świadomość że taki mechanizm jest u Ciebie. :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

yushiro, Cześć. Ile masz lat? Kim tam jesteś? Co robisz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×