Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
lonia

Problem z chorobą mamy.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, mam 25 lat. Mam problem ze sobą i ze swoją matką.

Pierwszy raz zachorowała na to jakieś 10 lat temu, było źle, bardzo źle. Jednak wtedy jak już nie wiedziała na jakim świecie żyje i nie było z nią kontaktu zgodziła się na leczenie. Później leków nie brała i jakiś rok temu nastąpił nawrót choroby. Było źle z nią, zgodziła się na wizytę u psychiatry. Leki brała bardzo krótko, jak tylko poczuła się lepiej, przestała je brać i nie chce słyszeć o żadnej chorobie ani lekach.

Wiem że leczenie było by dla niej dobre, bo już to przerabialiśmy. To tak z grubsza o niej. Teraz ja, akurat z pojawieniem się jej choroby straciłem pracę. Czuje że chyba mam jakąś depresje, uciekam w alkochol(pije często kilka lat). Już dawno straciłem nadzieję na to że będzie dobrze, no więc napiłem się i wypiłem do tego flaszke leków od psychiatry, myślałem że może to się skończy. Tak w sumie to i nie mam nikogo bliskiego kto mógł by pomóc, lekarz psychaitra mówiła mi że też nic się nie da zrobić bez zgody matki. Matka zbiera wszelkiej postaci opakowania itp, w domu jest syf. Gdy coś chce się wyrzucić nie pozwala i jest awantura. Ugasiłem już 3 pożary, ostatni wczoraj, bo zasypia z papierosem/nie wyłącza kuchenki. Nie chce żyć w takich warunkach.

Może tutaj znajdzie się jakaś mądra głowa która coś doradzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślałem nad tym, ale ona nie poradzi sobie, ja za słaby psychicznie jestem by ot tak ją zostawić i pójść sobie w cholerę. Ona mnie nie zostawiła.

Proszę o porady jak jej pomóc, nie sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a u was w mieście nie ma czegoś takiego jak wizyty środowiskowe psychologa, psychiatry ?

sama tego nie doświadczyłam.

tylko czasem się natykam na takie wyrażenie jakby coś takiego funkcjonowało. np. "Zespół Leczenia Środowiskowego" w Uniwersyteckim szpitalu w Krakowie.

 

albo są oddziały dzienne gdzie twoja mam mogłaby chodzić. I jak jest dobrze prowadzony oddział to mogło by jej troszku pomóc zająć się czymś, po przebywać z ludźmi, może na takim oddziale lekarz miałby ją na oku i udało by się przekonać do leków.

 

-- 24 gru 2014, 22:04 --

 

byłam na podobnym oddziale i nie ma tam nic strasznego. są zajęcia plastyczne, krawieckie, ma się dyżury w kuchni.

później po takim oddziale jest szansa załapać się na zajęcia dla "byłych" pacjentów.

 

ale twoja mama musiałaby trochę chcieć tam chodzić.

warto popytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytałem o tym, raz że nie ma, dwa że nie pójdzie na to ;/

Nie ma z nią rozmowy na ten temat, ba nawet do psychiatry już nie pójdzie, jest poprostu zdrowa. Nie mam do niej podejścia, jest innym człowiekiem w tej chwili, tak jak kiedyś. Dla mnie wyprowadzka była by najlepszym wyjściem, ale chyba szybciej tu spłonę niż się zdecyduję ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

na ten oddział dzienny też nie ?

kurcze ale czemu psychiatrzy nie potrafią nic poradzić :-/ w końcu jest poważnie chora.

może zapytać się innego lekarza aż się znajdzie jakiś co będzie wiedział ?

 

albo zapisać się samemu na terapię... i kiedyś ją poprosić by poszła z tobą bo jest ci to bardzo potrzebne, bo nie radzisz sobie z sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiedziała mi prosto z mostu, do puki nie będzie groziła np. nożem nic nie zrobisz. U drugiego kiedyś się leczyła i przebieg też leków nie brała. U nas tutaj tylko dwóch jest. Nic co związanego z jej chorobą nie wchodzi w grę, bo się bardzo denerwuje, próbowałem na różne sposoby.

Dziwnie nasze prawo skonstruowane jest, że człowiek który niejako nie potrafi racjonalnie za siebie zdecydować, jednak decyduje. Prawda jest taka, ze jak stanie się coś złego wtedy będą szukać winnych, ale może już być po tzw. ptakach.

Co do mnie, gdybym sobie radził, nie było by mnie tu, ale ja też że tak powiem nie wszystko mam w głowie w porządku i na terapie się nie wybiorę (ale to pod inny dział tutaj podchodzi). Jeszcze powalczę.

Puki co dziękuję Ci za pomoc, jak coś jeszcze wymyślisz to pisz, każda wskazówka jest pomocna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lonia, cześć, bardzo przykre co piszesz. Sam przeszedłem przez psychozę i leki postawiły mnie na nogi. Od tamtej pory jestem dłużnikiem psychiatrii. Mnie na siłę zaciągnęli do szpitala, bo sam bym się nie zgodził. Ale to że mama powoduje pożary nie jest już jakąś podstawą? Zasada jest taka, że jak ktoś zagraża swojemu albo czyjemuś życiu to trzeba go leczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lonia, napiszę rzecz okrutną - teraz masz 25 lat i nie wyobrażasz sobie separacji z matką i zbudowania WŁASNEGO DOROSŁEGO życia ... a mama może pożyć jeszcze i z 20 lat jak nic. Będziesz wtedy panem w średnim wieku z jeszcze większą depresją, złością i frustracją ... o ile wcześniej nie zapijesz się na śmierć.

 

Może też choroba mamy być IDEALNĄ wymówką do nierealizowania swoich własnych pragnień, swojego własnego życia.

Jeszcze jedno - może akurat TWOJA próba usamodzielnienia się trochę mamę "poruszy" ... żeby zacząć robić coś z sobą.

Nic nie piszesz o swoim tacie ... zmarł ? odszedł ?

 

A choroba mamy niestety i na tym polega że trudno o świadomość własnej choroby, wg niej ona jest zdrowa ...

 

Co może pomóc:

- zaangażowanie pozostałych członków rodziny, im więcej tym lepiej ... wspólnie myślcie jak jej pomóc, jak ją zmusić do leczenia, i jak odbarczyć Ciebie z mega odpowiedzialności nad nią

- twoje własne leczenie (psychoterapia): tam się dowiesz jak to zrobić żeby bez poczucia winy zacząć budować własne życie i leczyć się z depresji/alko

- znalezienie najbliżej Ciebie ośrodka, który realizuje "Środowiskową Psychiatrię" /poczytaj w necie o tym/ ... i choćby to było 200 km dalej, to zadzwoń i porozmawiaj z nimi co robić.

- porozmawianie z innymi psychiatrami (ale nie twoimi własnymi ;)) /może lepiej iść prywatnie/ - jak najlepiej jej pomóc

- każde choćby MINIMALNE zagrożenie jej zdrowia i życia /lub innych osób/ jest tym, co pozwala zgodnie z prawem na leczenie wbrew jej woli ; wtedy dzwoń po pogotowie ! Mają obowiązek wziąć mamę a tam przynajmniej choć trochę ją podleczą ...

- leki - najlepiej dla niej, jeśli znajdzie się już w jakimś leczeniu to ZASTRZYKI --- są one właśnie przeznaczone dla osób, które generalnie mają w d... leczenie. Lek utrzymuje się jakieś ładne parę tyg m-cy w organizmie.

- udaj się do Pomocy Społecznej, powiedz jaki masz problem i co oni jako instytucja mogą zaoferować Tobie (o ile w ogóle, ale warto zapytać)

- w ostateczności - ubezwłasnowolnienie mamy i wsadzenie jej wtedy do szpitala ... jest też jakaś inna opcja tego (łagodniejsza) - ale to musisz poszukać sam, ja już nie wiem ... coś w stylu - że sądownie występujesz o przymusowe leczenie (bez ubezwłasnowolnienia).

 

NAJGORSZE w tym wszystkim jest to (jeśli dobrze zrozumiałam) - że twoja mama dobrze reaguje na leczenie psychiatryczne ... i kwestią pozostaje tylko to, żeby przyjmowała leki systematycznie ...

 

A na koniec, ciekawe że nick masz żeński a piszesz jako facet ;)

 

-- 25 gru 2014, 12:22 --

 

aha, zapomniałam - przeczytaj sobie ustawę o ochronie zdrowia psychicznego

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

essprit, zgadzam się z każdym punktem :!::!::!::!:

 

-- 25 gru 2014, 11:53 --

 

nie mam identycznej sytuacji - bo rodzice nie są chorzy na schiza, nie zagrażają.

matka ma nawyk gromadzenia wszystkiego - ale ogranicza się to do jej pokoju. wszelkie próby rozszerzenia na resztę mieszkania ojciec ucinał czasem bezwzględnie... mnie wtedy nie było w kraju.... podejrzewam że dlatego wywalił szafki z kuchni i wyrwał podłogę i tak sobie żył.

 

no a ja genialnie, wróciłam do domu z nadzieją że w domu najlepiej.

zaczynałam wyprowadzać się z domu jak byłam starsza niż ty. teraz znów tu utknęłam z przeświadczeniem że nie dam sobie rady na zewnątrz. że jakoś się da wytrzymać. że mam psa, którego zobowiązałam się zajmować.

po świętach będę wysyłać CV.

 

do pierwszej wyprowadzki zmusił mnie ojciec. bo się tak zachowywał że ja już nie dawałam rady. byłam przemęczona bardzo, wkurwiona.

Gdyby nie ta straszna atmosfera pewnie nigdy nie ruszyłabym się z miejsca.

Wiem jak to jest jak człowiek się zastał w miejsce, jak nie wierzy totalnie w siebie, jak widzi więcej problemów niż rozwiązań.

 

-- 25 gru 2014, 11:58 --

 

i może podobne jest to że ty uciekasz w alkohol

a ja w bezmyślność, spanie, leki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ojciec zmarł. Pozostali dali sobie spokój z tym. Wg. mnie jest to zagrożeniem, ale wg. psychiatry nie... O zastrzykach słyszałem, ale matka się nie zgodzi i tak na to. Jedyna opcja to jakoś "na siłę". Ja myślę że nawet szpitala nie trzeba bo jak brała codziennie pod moim okiem zalasta, było dobrze, w końcu zaczęła wszczynać awantury że na siłę jej te leki daje, zaczęła je wypluwać udając że wzięła. Ale gdybym pomyślał o tym pogotowie jak siekiere można było wieszać w domu, to chyba bym zadzwonił, tylko mam niemiłe doświadczenia jak kiedyś rodzina dzwoniła po pogotowie a oni nic nie robili i ochrzaniali że się zadzwoniło. Co do ubezwłasnowolnienia to niestety, trzeba chyba mieć dowody na to że zagraża komuś lub sobie. Biorę się za czytanie ustawy. Nick jest w moim regionie męski, pochodzi o imienia Leon i jest tak jakby zdrobnieniem, taki sobie zrobiłem by czuć się anonimowo :)

Dziękuję za odpowiedzi.

Wesołych Świąt życzę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jedyny sposób w jaki możesz ją zaciągnąć do szpitala, jeśli nie wyraża zgody to ściemnij, że tobie zagraża i że ci grozi.

Mam znajomą którą to brat ciągle w ten sposób straszy i raz już ją w ten sposób zamknął w szpitalu na pół roku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W tym sęk że ja nie chce matki wysłać do "najgorszych", z tego co mi mówiono, gdybym tak to rozegrał, źle by ją traktowano, ja tego nie chce. Z drugiej strony ja nie będę kłamał, bo i nie potrafię. Będzie jak będzie... albo się uda, albo ja sobie dam spokój raz na zawsze z tym wszystkim tylko brak odwagi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lonia, spróbuje podejść poważnie, systematycznie do tego co napisała essprit. Mnie się wydaje że niektóre z tych punktów można spokojnie spróbować rozwiązać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lonia, schizofrenia to nie jakaś enigmatyczna choroba. Łatwiej Ci będzie rozumieć to co się z Tobą dzieje, gdy będziesz myślał o tej chorobie jak o somatycznej - np.: raku.

I teraz, widzisz że choroba postępuje a Ty nic nie robisz, a wiesz że można ją leczyć i że leczenie przynosi efekty - to Ty mówisz, że nie będziesz kłamał czy wymyślasz jakieś niestworzone historie - o tym niby, że osoby leczone przymusowo są gorzej traktowane.

 

Generalnie skoro podjąłeś decyzję, że "chcesz" się zająć matką - to działaj, a nie wymyślaj RÓŻNYCH usprawiedliwień żeby tego nie robić. Pamiętaj, to co Ty przedstawiasz - to jest chorobowe myślenie twojej matki. A w sytuacji choroby (psychozy), bądź co bądź nie jest ona odpowiednią osobą do decydowania.

Gdyby twoje dziecko chorowało na raka, też byś nic nie robił ? Skoro wiedziałbyś że można to spokojnie leczyć ?

 

A i tak myślę, że powinieneś zająć się SOBĄ ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×