Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Follow_

Mam już dosyć - ile to jeszcze będzie trwało?

Rekomendowane odpowiedzi

Mam już dosyć tej choroby. Chciałabym by puściła, robię wszystko by w końcu mnie zostawiła w spokoju.

Ale wciąż jest. Nic nie pomaga, nic nie jest lepiej. To mniej lub bardziej zagłuszony ból psychiczny.

Od 6 lat, przez cały czas rozbija mnie od środka.

 

Od samego początku biorę leki, chodzę regularnie do lekarza, miałam indywidualną terapię a teraz grupową.

Odeszłam z pogrążającego mnie domu, mam swoje miejsce. Nikt mnie nie gnoi, nie niszczy.

Odeszłam od autodestrukcyjnych zachowań.

Mam świetną pracę w której mnie doceniają, wychodzę powoli z długów które zaciągnęłam w manii.

 

I nic, ale to nic nie jest lepiej.

Kiedyś na terapii z wizualizowałam z terapeutą pozycję na której jestem:

Czuję się jakbym pływała po środku morza pełnego gówna.

Zupełnie sama. Nie tonę, trzymam się na powierzchni o własnych siłach i od tego boli mnie całe moje ciało...ode mnie zależy to czy się poddam i utonę. Nie widać brzegu ani nikogo kto by mnie podtrzymał na powierzchni. Krzyczę o pomoc ale nikt nie słyszy.

 

Chciałabym by przestało boleć chociaż na chwilę.

Chcę utonąć i umrzeć.

Nie mogę przestać płakać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kiedyś na terapii z wizualizowałam z terapeutą pozycję na której jestem:

Czuję się jakbym pływała po środku morza pełnego gówna.

Zupełnie sama. Nie tonę, trzymam się na powierzchni o własnych siłach i od tego boli mnie całe moje ciało...ode mnie zależy to czy się poddam i utonę. Nie widać brzegu ani nikogo kto by mnie podtrzymał na powierzchni. Krzyczę o pomoc ale nikt nie słyszy.

Nie mogę przestać płakać

 

cudnie

 

Zupełnie sama.

chciałabyś towarzystwo ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie widać brzegu ani nikogo kto by mnie podtrzymał na powierzchni. Krzyczę o pomoc ale nikt nie słyszy

Mogę Cię trochę podtrzymac wirtualnie :roll: Chociaż sama od 10 lat praktycznie nie żyję normalnie ani żadnie :why:

A na pewno tulę do serca mego :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Chciałabym :(

 

Razem z tobą w gównie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

można podpłynąć w łódce...

ale masz rację

nikt nie będzie chciał się nawet zbliżyć do gówna w którym tkwie

nie mam już na to wszystko siły

 

i nie czuję żeby staranie się miało jeszcze sens

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
można podpłynąć w łódce...

ale masz rację

nikt nie będzie chciał się nawet zbliżyć do gówna w którym tkwie

nie mam już na to wszystko siły

 

Nie napisałem, że nikt. Skąd ta projekcja?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
można podpłynąć w łódce...

ale masz rację

nikt nie będzie chciał się nawet zbliżyć do gówna w którym tkwie

nie mam już na to wszystko siły

 

Nie napisałem, że nikt. Skąd ta projekcja?

 

z doświadczenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
można podpłynąć w łódce...

ale masz rację

nikt nie będzie chciał się nawet zbliżyć do gówna w którym tkwie

nie mam już na to wszystko siły

 

Nie napisałem, że nikt. Skąd ta projekcja?

 

z doświadczenia

 

rozwiniesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc lub być ze mną

bo to wszystko jest bardzo męczące...

Rodzina nie chce lub nie może (nie żyją)

Przyjaciele są już mną zmęczeni i mówią mi o tym

obcy są na chwilę i nie stają się blizsi na tyle by to coś dało

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc lub być ze mną

bo to wszystko jest bardzo męczące...

Rodzina nie chce lub nie może (nie żyją)

Przyjaciele są już mną zmęczeni i mówią mi o tym

obcy są na chwilę i nie stają się blizsi na tyle by to coś dało

 

I dlatego chcesz kogoś w twojej sytuacji aby babrać się wspólnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
dlaczego chce kogoś "w swojej sytuacji"? to nie wynika z tego, co napisała

 

Niech się wypowie. Zobaczymy czy moja nadinterpretacja się sprawdzi, chociaż ten typ tak ma często.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

"Kiedyś na terapii z wizualizowałam z terapeutą pozycję na której jestem:

Czuję się jakbym pływała po środku morza pełnego gówna.

Zupełnie sama. Nie tonę, trzymam się na powierzchni o własnych siłach i od tego boli mnie całe moje ciało...ode mnie zależy to czy się poddam i utonę. Nie widać brzegu ani nikogo kto by mnie podtrzymał na powierzchni. Krzyczę o pomoc ale nikt nie słyszy.

Nie mogę przestać płakać"

 

taki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to zwizualizowane uczucie bezsilności i beznadziei wobec choroby...

 

rozwiń trochę co masz na myśli o "typie"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dla mnie spoks, rozumiem metaforę, w życiu bym takich słów nie użył, ale co to ma za znaczenie

 

follow_the_reaper ale odczuwasz to jako depresję czy raczej jako ruinę po życiu przed chorobą? bo to nie jest jasne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
to zwizualizowane uczucie bezsilności i beznadziei wobec choroby...

 

rozwiń trochę co masz na myśli o "typie"

 

Momentami wydajesz się typem człowieka, który w tej całej bezsilności chciałby mieć kogoś podobnego,

żeby było raźniej, a najlepiej złapać się za ręce i krzyczeć razem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jako chorobę, z której nie mogę wyjść

zasysa mnie, mimo moich ogromnych starań....

 

patrząc na to ile rzeczy trudnych wydarzyło się w moim życiu ( i jak sobie z tym poradziłam)

moja bezsilność wobec choroby jest przytłaczająca

 

i nikogo nie wciągam do mojej choroby, by tonął razem ze mną

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

i nikogo nie wciągam do mojej choroby, by tonął razem ze mną

 

Skąd wiesz? Rozumiem ze nie masz zamiaru, ale to co innego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

i nikogo nie wciągam do mojej choroby, by tonął razem ze mną

 

Skąd wiesz? Rozumiem ze nie masz zamiaru, ale to co innego.

 

bo nie mam nikogo

 

to zwizualizowane uczucie bezsilności i beznadziei wobec choroby...

 

rozwiń trochę co masz na myśli o "typie"

 

Momentami wydajesz się typem człowieka, który w tej całej bezsilności chciałby mieć kogoś podobnego,

żeby było raźniej, a najlepiej złapać się za ręce i krzyczeć razem.

 

chciałabym się oprzeć, złapać brzegu i spokoju - normalności, zdrowia

nie chcę by ktoś tonął razem ze mną, by był w tym ze mną,

jak to wizualizować dalej - to w bezpiecznej stabilnej łodzi, a najlepiej na brzegu do którego mogę dopłynąć

i w końcu z tego wyjść...

 

-- 24 sie 2014, 03:15 --

 

I nie chodzi mi oto by pojawił się jakiś ukochany i mnie uratował

a raczej oto kiedy popełnię samobójstwo

bo nie będę miała już siły

a choroba nie odpuszcza

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

follow_the_reaper, a masz jakieś chwile co czynią Cię szczęśliwą?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety Nie,

mam lepszy nastrój i to na chwilę,

 

Nie ukrywam tych chwil przed sobą by wydać się bardziej nieszczęśliwą,

wręcz odwrotnie, staram się by było ich jak najwięcej...

jak najwięcej bodźców... ale efekt jest wciąż ten sam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

follow_the_reaper, czy choroba aż tak Cie ogranicza w kontaktach z innymi i realizowaniu swoich marzeń? A może to też są inne problemy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Choroba wyłącza mnie czasowo na 3-4 miesiące idę na l4 i dogorywam, podnoszę się i idę dalej.

W ciągu tych 6 lat zdarzyło się tak 3 razy - po pierwszej manii, jak byłam w żałobie po Mamie i jak byłam w żałobie po związku i po Babci (to było w tym samym czasie ;/)

 

Problem w tym, że nie mam marzeń takich, które pobudziły by mnie w sposób by się tym cieszyć.

Czyli nie mam ograniczeń, problemów ze zdobyciem tego... ale dalej jestem taka wytrzebiona w środku...

 

Kiedyś cieszyło mnie spełnianie marzeń mojego byłego, ale to rodzi zależność, która jest niezdrowa.

Miłość nie była lekarstwem na to, też wielokrotnie miałam myśli samobójcze.

 

Nie wiem czy to anhedonia, bo mam poczucie humoru i mogę się śmiać.

 

Czuję, że wyczerpałam wszystkie możliwe środki, że nie ma niczego innego jak dać sobie spokój i się powiesić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×