Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
tomekkkk

Pomocy

Rekomendowane odpowiedzi

Mam 22 lata i cierpię najprawdopodobniej na depresję endogenną. Już od wieku 10 lat miałem przeróżne stany lękowe (bałem się raka mózgu gdy bolała mnie głowa, bałem się, że stracę wzrok itp.) W liceum był okres względnego spokoju, choć zawsze miałem problem ze wstaniem rano z łóżka a nastrój znacznie polepszał się wieczorem. Od jakiś 3 lat stan się pogarszał, doszła do tego śmierć matki, która również cierpiała na depresję, zaczęły się poważne problemy ze spaniem, zanikły moje zainteresowanie, zacząłem odczuwać coraz większe zmeczenie, nawet piłka nożna przestała mi sprawiac przyjemność. Po drodze wywalili mnie ze studiów, choć wszystkich przekonuje ze to moja swiadoma decyzja. 2 tygodnie temu trafiłem do psychiatry, bo wkręciłem sobie, że mam schizofrenię, próbując jakoś wytłumaczyć coraz bardziej pogarszający się stan.. Nie przespałem z tego powodu 3 nocy. Zażywam od tego czasu nexpram, jestem spokojniejszy, ale cały dzień mnie mdli, chce mi się spać, nie wiem czy to wina leku czy depresji, może i tego i tego. To jest koszmar, wyjście do sklepu jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Unikam ludzi jak ognia, a wciąż mieszkam z 3 studentami, którym nie potrafię o tym powiedzieć. Nie potrafię o tym rozmawiać bez płaczu. Ciężko mi podjąć samemu jakąkolwiek, nawet najprostszą decyzję. Rodzina mnie nie rozumie, twierdzą, że to kwestia tego, że sam nie mogę się za siebie wziąć. Nie potrafię wyjść z łóżka do poznych godzin popołudniowych, kiedy to nastrój się nieco poprawia. Rano jestem w stanie zjesc co najwyżej banana, wieczorami się obżeram. Niemal bez przerwy myślę o śmierci, ale na razie nie mam odwagi tego zrobić, to są bardziej marzenia, zresztą bujanie w obłokach towarzyszyło mi od zawsze. Najgorsze jest to, że jestem przekonany, iż jest to nieuleczalne, no bo jak uleczyc coś co mam w genach. Być może gdybym zaczął leczenie w dzieciństwie to byłoby inaczej, ale wychowywałem się na wsi, gdzie nikt nie pomyślał ze mogę mieć problemy z psychiką. Czy ktoś ma podobny problem, chodzi mi wyłącznie o zrozumienie, błagam…

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć,

właśnie wszedłem na tę stronę, właściwie nie wiem czego oczekując i nagle patrzę że sporo nas łączy

mam 22 lata, jestem studentem, i również nie radzę sobie ze sobą. Nie mam teraz ochoty się rozpisywać na swój temat, ale jedno Ci mogę napisać, że nie jesteś sam. Ja nawet jak mi najgorzej staram się sobie wmawiać że tę samą cholerę w sobie noszą setki ludzi, czasem pomaga. Pozdrawiam Cię!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nudności mogą być po tym leku - mnie minęły po 2-3 tyg

Jeśli się źle czujesz możesz brać leki wieczorem

Skąd pomysł, że to endogenna? Mnie się wydaje, że reaktywna

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Endogenna, ponieważ tak jak napisałem już w dzieciństwie miałem przeróżne lęki, które moim zdaniem były maskowaniem depresji bo wtedy też czułem się fatalnie. Zazwyczaj były to wakacje, kiedy nie byłem zmuszany do chodzenia do szkoły, wmawiałem sobie wtedy przeróżne choroby - zatrucia, choroby serca, raz np. dostałem piłką w głowę i wmówiłem sobie, że fatalne samopoczucie zawdzięczam temu wydarzeniu, ot taka dziecięca fantazja. Z tego co wiem depresja reaktywna jest odpowiedzią na jakieś wydarzenie, a w dzieciństwie nic traumatycznego nie przeżyłem. Nawet jak 3 lata temu zmarła moja mama to wszyscy się dziwili czemu nie płaczę, a ja nie wiedziałem jak im powiedzieć, że ja cały czas czuję się tak jakbym przeżył coś takiego. Później jeszcze przez jakis rok było jako tako, później znowu przyszedł kryzys, który zwaliłem na powikłania po chorobie cewki moczowej. I od jakiś dwóch lat jest coraz gorzej, a od pół roku to tragedia. Czasami potrafiłem jeszcze zareagować pozytywnie na jakiś bodziec, np. jak jakimś cudem zdałem egzamin na studiach to było fajnie przez jeden dzień, jak udało się znaleźć fajne mieszkanie to też euforia, która jednak zbyt długo nie trwała, nawet maraton rok temu udało mi się przebiec, chociaż i tak narzekałem, że nie uzyskałem lepszego czasu, zawsze byłem typem pesymisty, melancholika i za cholerę nie potrafiłem tego zmienić. Najgorsze teraz jest to, że nie potrafię podjąć samodzielnych decyzji, mam w głowie tylko takie myśli - samobójstwo, kolejna wizyta u psychiatry (w której pozytywne skutki i tak nie wierzę) i generalnie to spanie, spanie, spanie... Teraz pewnie dalej bym leżał, gdyby nie telefon, który mnie obudził i których i tak boję się odbierać. Co za koszmar... Chyba jedyną nadzieję mogę pokładać w medycynie, która jak to mówią robi postępy, ale z tego co wiem kolejne próby stworzenia panaceum na biologiczną odmianę depresji spełzają na niczym. Czy komuś w ogóle pomogły antydepresanty na depresję endogenną?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ja mam endogenną, pomogły mi bo żyję, ja przestałam wstawać z łóżka, myć się itd, w dodatku miałam urojenia i bardzo się okaleczałam, choruję od 10 lat

 

objawy lęku nie muszą być objawem depresji maskowanej tylko zaburzeń lękowych - stres nie sprawia, że czujesz się fantastycznie, spać Ci się chce po escitalopramie (ja cały czas bym po nim spała - miałam tak przez 2 miesiące)

wg mnie endogenna jest bardzo ciężka z próbami samobójczymi, objawami psychotycznymi

pogadaj z lekarzem co Cię trapi, wg mnie możesz mieć bardziej reaktywną lub zaburzenia lękowe

escitalopram rozkręca się ok 2 miesięcy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jak u Ciebie zaczęła się ta depresja? Nagle czy raczej stopniowo? Miewałaś wahania nastrojów czy to był nieustający dół? Bo u mnie to jest tak, że najgorzej jest rano, lodowata woda pewnie nie pomogłaby mi wstać a nastrój lekko poprawia się im bliżej wieczora, wtedy przynajmniej te najgorsze myśli (w tym o odebraniu sobie życia) odchodzą i ciągle mam nadzieję wieczorem, że rano będzie inaczej a tu dupa... I ten stan z roku na rok się pogłębia. U Ciebie to pojawiło się nagle czy raczej też się pogłębiało? Wizytę u psychiatry mam za 2 tygodnie z tym, że sam nie wiem jak mu to opisać. W tym momencie czuję pustkę, wypalenie emocjonalne, i niedołężność fizyczną (wyjście z łóżka jest wyzwaniem bo czuję się tak słabo) i nawet beczeć nie potrafię, dopiero wieczorem jestem w stanie okazywać jakiekolwiek emocje, zupełnie nie wiem dlaczego tak jest ale gdzieś przeczytałem, że przy endogennej to normalne. A czy możliwe jest, że to sam strach przed nieuleczalną chorobą ( w tym przypadku depresją endogenną, parę tygodni wcześniej przed schizofrenią) jest przyczyną tak tragicznego funkcjonowania, odczuwania? Ja po prostu próbuję dociec co mi dolega, zawsze sam wystawiałem sobie diagnozy, bo jak już szedłem do lekarza to nie wiedziałem jak opisać swoje objawy. No ale jak mam się nei bać, że to co mi dolega jest nieuleczalne skoro już od dzieciństwa miałem przeróżne lęki, bałem sie odbierać telefonów itp. Tak czy siak czuję, że jest to sytuacja bez wyjścia, chociaż to w depresji chyba normalne. Czekam na odpowiedz bo bardzo pomagają mi Wasze wpisy, dobrze widzieć, że człowiek nie jest sam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Te lęko przed chorobą i sobie jej przypisywanie to bardziej jak nerwica lękowa ew. Zaburzenia depresyjno-lękowe

 

Ja za bardzo nie pamiętam tego stanu, nie byłam świawoma tego co się ze mną dzieje, dopiero po próbie samobójczej rodzice zawieźli mnie do psychiatry, schydłam 15kg w miesiąc, przestałam wstawać z łóżka, okaleczałam się i miałam urojenia

Ten obecny epizod miałam trochę lżejszy- nie mogłam spać, budziłam się o 3-4 nad ranem i myślałam o śmierci, schudłam 10 kg, słabsze urojenia, spłycony afekt i anhedonię, miałam problem żeby zebrać myśli i z kimkolwiek rozmawiać, no i byłam cały czas bardzo zmęczona a odpoczynek nie poprawiał tego

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Możesz mieć rację, choć wciąż nie mogę się opanować przed samodiagnozowaniem się, wyszukując przeróżnych objawów depresji, nerwic, schizofrenii itp. To jest jak obsesja, zamiast jakoś już poczekać do wizyty u psychiatry, i spróbować mu jakoś wszystko zrelacjonować to ja wciąż buszuję po internecie, gdy tylko uda mi się zwlec z łóżka. Kompletnie tego nie rozumiem, nie potrafię się skupić na niczym innym a jak ktoś przechodzi obok mnie to wyłączam wszystkie strony związane z psychiatrią bo wstydze się, że to robie. Ale nie robię tego przez całe życie tylko od jakiś kilku tygodni, bo niepokój i stany depresyjne, tak jak już pisałem wcześniej odczuwam od bardzo dawna i od dłuższego czasu unikam kontaktu z ludzmi i zamykam sie w sobie. Choć prawdą jest, że jak np. kilka lat temu bolał mnie lekko brzuch to sam zdiagnozowałem, znajdując opis w internecie, że było to zapalenie wyrostka robaczkowego, co oczywiście okazało sie nieprawdą a bałem sie wtedy jak cholera. Tyle, że diagnozowanie sobie chorób somatycznych to jeszcze pół biedy, teraz naprawde jestem święcie przekonany, że jestem chory psychicznie (w tym momencie mówię o depresji endogennej), a nawet jezeli tego nie mam to i tak znaczy, że coś jest z moją głową nie halo i naprawdę mam myśli samobójcze, choć teraz znowu zbliża sie wieczór i jest trochę lepiej. Po za tym z tego co wiem to ludzie myślą, że wariują gdy dostają ataku paniki, a ja swoją sytuację oceniam na chłodno, bo oprócz nexpramu zażywam jeszcze środek uspokajający. Paranoja...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nerwica lękowa - jest tam wątek hipochondria :-P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×