Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
gold_lion

Problem z wysławianiem się

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

Mam nerwicę natręctw i problem, który może nie do końca się z nią wiąże.

Mianowicie mam problem z wysławianiem się. Mam często jakieś myśli w głowie które gubię, tracę wątek...

Dodatkowo mam problem z nowo poznanymi ludźmi. Nie wiem o czym z nimi rozmawiać, a jak już się zdobędę na jakiś temat to mówię szybko i niezrozumiale, a moje wypowiedzi ograniczają się do krótkich zdań. Inni potrafią wyjąć dosłownie znikąd temat i go drążyć przez długi czas.

Jak rozmawiam z dobrymi znajomymi to nie mam takiego problemu.

O co w tym wszystkim chodzi?

Pozdrawiam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tracisz wątek, bo znając nerwice koncentracja Ci leży. stres w nowości daje ograniczenie z tematami

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedź!

Jak z tym walczyć? Nie chcę tak po prostu powiedzieć, że to nerwica i rozłożyć rąk!

Co robić?

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

podczas gadki z nowo poznanym odpuszczasz wałkowanie myśli o tym, że gadka kiepsko poleci. bierz tę nową osobę jako kogoś, kogo znasz i zwyczajnie wmawiaj sobie ten fakt. sztucznie może ciągnąć temat zadając pytania, które z reguły za chvjapana nie interesują, no chyba, że trafiasz na jakieś płodne podłoże i spontaniczność jest większa. nic złego nie ma myśle w roli dobrego słuchacza. daj sobie czas na oswojenie się z gadką i rozmówcą, nie wtłaczaj się na siłe, bo 'sztywność' ostrzej ograniczy możliwości w werbalu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najgorsza jest pustka w głowie i brak tematów oraz odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Najgorsza jest pustka w głowie i brak tematów oraz odpowiedzi.

Mam podobnie,albo rozmawiam na lekkie tematy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja generalnie czuje jakieś przytlumienie,przytepienie i widzę u siebie problem ze swobodnym posługiwaniem sie słowami .nawet wsród bliskich ciezko zeby ubrać coś w słowa. co wiecej pisanie mi nie wychodzi i robie to równie nieporadnie, co jest troche dziwne bo od zawsze dużo czytałam. czuje sie tepakiem ktory niewiele moze mieć do powiedzenia, bo nawet jeśli ma to nie umie tego w żaden sposob przekazać w zrozumiały sposob. to co mam w głowie za nic nie umiem ubrać choćby w najprostsze słowa. męczące cholernie to

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A nie mieliście nigdy wręcz przeciwnie - natloku słów, które nie nadążają za myślami? Mnie się za dużo furtek otwiera gdy chcę coś powiedzieć, okraszam to jeszcze absurdalną ironią i archaizmami w nieprzyzwoitych ilościach - w konsekwencji moi rozmówcy myślą, ze naprawdę jestem głupia. Tzn Ci, którzy widzą mnie po raz pierwszy. Tych, którzy z miejsca nie zaczynają mnie za taki styl wypowiedzi unikać, zaczynam niestety lubić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

postanowiłam napisać na forum, ponieważ męczy mnie poważny problem.

 

Mam problemy z wyrażaniem swoich myśli i ubieraniem ich w słowa. Często zdażają mi się sytuacje w których moja wypowiedź nie odzwierciedla myśli i tego, co rzeczywiście chciałam wyrazić. Czasami nie potrafię odnaleźć w krótkim czasie odpowiednich słów i wyrażeń, których mogłabym użyć, żeby przekazać moje odczucia. Zdaża mi się również przekręcać słowa i używać błędnych struktur, chociaż jestem świadoma tych błędów tak naprawdę już w czasie ich wypowiadania. Problemy pojawiają się głównie wtedy, kiedy zaczynam konstruować dłuższą wypowiedź. Szczególnie dotyczy to wypowiedzi, które maja na celu opowiedzenie jakiejś historii. W związku z tym opowiadania historii właściwie unikam. Mniejszym problemem jest dla mnie wyrażanie swoich poglądów lub opinii. Chociaż i tak nigdy moja wypowiedź nie jest dłuższa niż pół minuty czy kilkadziesiąt sekund. Wolę szybciej skończyć, żeby uniknąć popełnienia błędów czy zająknięcia się. Bywaja też sytuacje, w których nie potrafię w krótkim czasie znaleźć trafnej odpowiedzi czy tez "ciętej riposty", chociaż zazwyczaj juz po fakcie udaje mi się wymyślić naprawde ciekawą odpowiedź.

Problemem jest dla mnie równiez zaciekawienie rozmówcy. Mój ton wypowiedzi jest jednostajny i nieciekawy. W wiązku z tym, w czasie rozmowy w gronie osób, ludzie często nie zwracają uwagi na to co mówię. Zdaję sobie sprawę z tego, że przez moje "problemy" moge sprawiać wrażenie osoby nieciekawej i mającej niewiele do powiedzenia.

 

W obecnej chwili mam 26 lat i chociaż mam świadomość, że posiadam duże braki w konstruowaniu wypowiedzi, bardzo mało się w tym temacie zmieniło.

Jako dziecko byłam bardzo niesmiała. Bałam się chodzic do sklepu, rozmawiać z obcymi, a nawet bałam się mówić "dzień dobry" dorosłym osobom. W kontaktach z rówieśnikami nie miałam problemów. Niestety nie pamiętam jak budowałam wypowiedzi w rozmowach z nimi. Z czasem jak zaczynałam dorastać, zaczynałam nabierać świadomości swojej "niedoskonałości". W gimnazjum zaczęłam zauważać, że niektóre osoby potrafiły ładnie opowiadać np. lekturę na zajęciach. ja takich wypowiedzi bardzo unikałam, chociaz uczyłam się zawsze wzorowo. Do czasów liceum miałam cały czas czerwony pasek. Czytałam bardzo dużo książek, nawet lektury pochłaniałam czasami w jedną noc. W wiązku z tym nie uważam, żebym miała problem z zasobem słów. Nie miałam równiez problemów z konstruowaniem pisemnych wypowiedzi. nawet usłyszałam kiedyś na j. polskim, że mam "lekkość pióra". Wygrywałam konkursy związane zpisaniem opowiadań oraz recytatorskie. z przedmiotami matematycznymi też sobie świetnie radziłam. Nauczyłam sie wystepować przed publicznością, czytałam czytania w kościele, itp. Lęk przed kontaktami z ludźmi stopniowo samoistnie zanikał.

W momencie gdy poznałam swojego obecnego męża, uswiadomił mi, że jednach jakieś lęki pozostały. Wprawdzie nie bałam się ludzi tak jak kiedyś, ale jednak dalej bałam się odzywać w towarzystwie itd.

W tym momencie moge stwierdzić, że nie boję się ludzi ale problemy opisane w pierwszym akapicie nie znikają. Skończyłam studia, 4 lata pracowałam w call center banku i non stop rozmawiałam z ludźmi, obecnie pracuję jako doradca klienta równiez w banku. Zauważyłam, że wypowiedzi pod wpływem lekkiego stresu wychodzą mi lepiej. Mam mniejszy problem z wypowiedzią przy rozmowie z klientem czy w czasie rozmowy o pracę niż przy wypowiedziach w gronie znajomych czy w gronie rodziny przy stole czy nawet opowidając coś mężowi.

 

Jestem osobą, która dąży do osiągnięcia wysokiego poziomu życia i samorozwoju dlatego jest to dla mnie wielkim problemem. Czuję, że jestem w środku osobą ciekawą i inteligentną ale nie potrafię tego uzewnętrznić. Dodam, że zawsze miałam problem z nauką języków (w mowie). jako dziecko borykałam się też z problemem seplenienia. W czasach zerówki i pierwszej klasy mocno trenowałam i z pomoca logopedy z tego wyszłam. Zastanawiam się czy mój problem może mieć związek z tym, że byłam urodzona "za martwicą" i praktycznie miałam same "zera" w książeczce zdrowia. Byłam jakiś czas pod opieką neurologa.

 

Jesli chodzi o dom rodzinny, to uważam swoich rodziców za ludzi "prostych", którzy raczej nie zastanawiali się nad tym, czy mówią "ładnie" czy nie. Ja mam dużo wyższe aspiracje do życia niż oni, stąd być może wynika mój problem.

 

Co mogę z tym zrobić???? Bardzo prosze o porady. Będę wdzięczna.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×