Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
likerto

Bezradność w depresji

Rekomendowane odpowiedzi

Drodzy!

 

Już wiele razy próbowałam napisać coś na forum, zaczynałam tworzyć post, ale nie kończyłam i nie wysyłałam. Ta sytuacja chyba dobrze obrazuje moją chorobę.

 

Prawdopodobnie cierpię na nawracającą depresję... W zeszłym roku przeżyłam ciężkie rozstanie, a po nim dość długi epizod depresyjny - myśli samobójcze, dużo objawów somatycznych, lęki, a przede wszystkim niezdolność do pracy. Choroba ustąpiła po 3 miesiącach - z początkiem wakacji poczułam się dobrze, pracowałam, szkoliłam się, cieszyłam wolnym czasem, a w październiku wróciłam na studia, świetnie sobie na nich radziłam, sporo pracowałam i żyłam pełnią życia, bez cienia niepokojących objawów.

Bardzo też dbałam o siebie i starałam się, zapobiec nawrotowi choroby - brałam podtrzymująco lek, byłam w grupie terapeutycznej dla osób doświadczających trudności w bliskich relacjach.

 

Tak więc żyłam sobie szczęśliwie (może nawet za szczęśliwie?) aż tu nagle TRACH! Z początkiem stycznia napadła mnie nadmierna senność, brak motywacji do wykonywania dotychczasowych obowiązków, zanik odczuwania radości z rzeczy, które dotychczas mi ją sprawiały. W połowie stycznia poczułam, ze jest już naprawdę źle - zaczęłam mieć trudności z mówieniem, pisaniem, wszystkim co wymaga jakiejkolwiek twórczości.

 

I tak choroba trzyma mnie już od ponad dwóch miesięcy i nie chce opuścić. Biorę lek, chodzę na terapię, staram się walczyć, zmuszać się do różnych aktywności i nic... Czuję ogromną bezradność wobec choroby, jaki i wobec wielu rzeczy, które dotychczas nie sprawiały mi problemu - nie potrafię nic zaplanować, podejmować decyzji, napisać maila, załatwić prostej sprawy, nie mówiąc już o pisaniu prac zaliczeniowych czy pracy magisterskiej.

 

Za to napisałam posta! Wiecie ile razy próbowałam już to zrobić.... Może to jakiś krok do przodu :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

likerto, gratuluję ci. Myślę, ze nie jeden post jeszcze przed tobą. Nie poddawaj się i walcz. Jeszcze tylko przesilenie wiosenne i ta cała deprecha nas opuści - mam nadzieję. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki kociara!

 

Może rzeczywiście będę czasem coś pisać, to trochę pomaga.

Ściskam mocno!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Post bardzo dobrze napisany - na 5. Spokojnie i rzeczowo. Nic tylko brać się do magisterki :)

 

Mnie też gnębią napady totalnego braku energii, i to niezależne od aktualnej sytuacji. Razem z nimi uruchamia się kaskada negatywnych myśli, które z kolei jeszcze bardziej odbieraja energię itd. Grunt to nie dawać się takim myślom - jeśli przerwiesz to błędne koło, jest szansa powoli odzyskać energię do życia. Czego życzę w sezonie wiosennym...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Post bardzo dobrze napisany - na 5. Spokojnie i rzeczowo. Nic tylko brać się do magisterki :)

 

Dzięki tomekn!

Pozytywnie mnie nastroił Twój post! Nie na tyle, żeby pisać pracę, ale sprzątnęłam wreszcie pokój i zrobiłam pranie, a to duży krok do przodu. :) Odpisałam też na ważnego maila, do którego się zbierałam przez 5 dni.

 

Zerknęłam na kilka Twoich postów, dużo w nich wsparcia dla innych ludzi. Chyba jesteś dobrym duchem tego forum, co?

 

Ze mnie słaba pacjentka depresyjna, bo wcale nie mam ochoty się zmuszać i robić rzeczy, które nie sprawiają mi przyjemności... Chciałabym pozbyć się już tej choroby!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

witaj,

może warto byłoby udać się do lekarza, alby dobrał nowe leki lub dołączył jakiś inny

 

ja też zaczęłam od ciężkiego rozstania - choruje 10 lat

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Zerknęłam na kilka Twoich postów, dużo w nich wsparcia dla innych ludzi. Chyba jesteś dobrym duchem tego forum, co?

 

Ze mnie słaba pacjentka depresyjna, bo wcale nie mam ochoty się zmuszać i robić rzeczy, które nie sprawiają mi przyjemności... Chciałabym pozbyć się już tej choroby!

 

Dzięki za dobre słowo - towar dość deficytowy w naszych czasach... Akurat na tym forum jest nań ogromny popyt, toteż staram się wychodzic naprzeciw potrzebom rynku ;)

 

Niestety strategia zmuszania się jest w depresji marna, tylko ją pogłębia. Warto szukać w sobie jakiegokolwiek luzu, dystansu, braku przymusu. Często tu polecam uniwersalny środek temu służący - medytację. Na początku jest trudno, nie idzie się skupić, ale stopniowo rośnie koncentracja i wzmaga się energia. Oby tylko na początku się nie zniechęcać i dać sobie przynajmniej miesiąc-dwa na wdrożenie się. Efekty bywają wspaniałe, człek powraca do życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich zarejestrowalam się na tym portalu ponieważ żyje z mężczyzna który choruje na depresje jest to dla mnie uciążliwe bo juz mam dość jego zachowania i traktowania mnie tak jak on to robi gdzie przyczym później obwinia mnie ze to wszystko moja wina szczerze mówiąc podjelam decyzje ze chce się z nim rozejść to przykre ale sam przez swoja chorobę oraz mi psychikę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Niestety strategia zmuszania się jest w depresji marna, tylko ją pogłębia. Warto szukać w sobie jakiegokolwiek luzu, dystansu, braku przymusu. Często tu polecam uniwersalny środek temu służący - medytację.

 

 

Podpisuje sie wszystkim czlonkami. Medytacja czyni cuda a polega na oddychaniu. Nie trzeba tu zadnej filozofii. Mnie uratowala zycie w paru momentach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie zmuszać się?

 

U mnie to chyba właśnie to, co powinnam robić. Może zmuszać się to złe słowo... Chodzi o to, żeby podejmować różne aktywności mimo, że mi się nie chce. To chyba nie pogłębia depresji, a może nawet zapobiega pogłębieniu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gdyby to się przyczyniało do depresji, to chyba każdy by ją miał... problem się zaczyna, gdy po stronie "nie chce mi się" jest wszystko, a po stronie "chciałbym" nie ma już nic. Więc jeśli cokolwiek trwa u Ciebie po tej jasnej stronie mocy, to dobra nasza. Trzymaj się tego obiema rękami -czy to będzie długi spacer, malowanie pastelą, czy ulubiony budyń - i traktuj jako nagrodę za wytrwanie w dniu, celebrowaną z pietyzmem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć!

 

Teraz już rozumiem. U mnie po stronie "chciałabym" nadal jest wszystko to samo, co przed chorobą. Gorzej z realizacją.

Nie rozumiem, dlaczego tak wielu rzeczy mi się nie chce...

 

Choć trochę rozumiem -- narobiłam już sobie tyle zaległości na studiach, w stowarzyszeniu, w którym działam (dziwię się, że mnie jeszcze nie wyrzucają...) i w życiu towarzyskim, że sama myśl o tym, że nie jestem w stanie ich nadrobić, demotywuje mnie do jakiegokolwiek działania... Do tego straszna senność, ogromne trudności z planowaniem i podejmowaniem decyzji, smutek bez powodu...

 

Nie jestem co prawda w tak złej sytuacji, żebym uważała, że wszystko jest bez sensu i nie chciała żyć, ale przez chorobę straciłam wiele moich planów i marzeń, a przez to żyję w niepewności, co będzie dalej.

Niedługo kończy się mój ostatni semestr studiów. Planowałam go jak najlepiej wykorzystać -- pracować z dziećmi, pisać magisterkę, przygotować projekt na studia doktoranckie, zdobywać doświadczenie w prowadzeniu szkoleń, a przez to wszystko jeszcze bardziej poczuć, że jestem już gotowa do skończenia studiów i pewna, że poradzę sobie w dorosłym życiu (w listopadzie, grudniu naprawdę tak myślałam, dużo pracowałam, ta praca sprawiała mi przyjemność, a poza tym czułam się taka szczęśliwa...)

Niestety choroba uniemożliwiła mi realizację moich planów, nie jestem w stanie pracować w przedszkolu, tak jak planowałam, nie zrobiłam projektu, nie wywiązuję się z moich obowiązków w stowarzyszeniu. Chwilami to, że ktoś coś ode mnie chce, mnie przeraża...

 

Najchętniej oderwałabym się od wszystkiego, zapomniała o problemach i zaległościach (których na razie nie jestem w stanie nadrobić i które wciąż powstają) i cały dzień spała, oglądała filmy, chodziła na spacery, niczym się nie przejmując...

 

Ale trzeba żyć dalej, wywiązywać się ze zobowiązań, odbierać co jakiś czas telefony i maile, podejmować decyzje, chodzić na zajęcia i spotkania, których strasznie mi się nie chce... To właśnie rozumiem przez "zmuszanie"... ---> że mam ochotę oglądać film albo spać, ale "zmuszam się" (czasem) do pracy... (i to takiej, do której jeszcze trzy miesiące temu siadałam z przyjemnością).

 

Ech, mogłoby mi już się zacząć chcieć!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×