Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Kathy.k

Walka o normalne zycie!!!

Rekomendowane odpowiedzi

Mam 19 lat walczę z nerwicą natręctw od niepamiętnych czasów. Początkowo nie wiedziałam, ze istnieje taka choroba, przez swoje straszne i natrętne myśli próbowałam popełnić samobójstwo, wtedy w szpitalu zostałam skierowana do lekarza zaczęłam brać leki, spotykać się i rozmawiać z nim o swoich problemach. Początkowo było to straszne, jak pomyślę ze juz tyle lat takie coś marnuje mi życie nie moge się z tym pogodzić. Z pozoru mam wszystko, rodzinę, jestem zdrowa, zdolna, mam b.dobrą sytuacje materialną. Niestety moja choroba skrupulatnie niszczy moje zycie. Przerabiałam juz wszelkiego typu natręctwa chyba; lęk przed kradzieżą czegoś w sklepie, poczucie ze musze cos powiedziec, zrobić, zaburzenia jedzenia, drastyczne odchudzanie , objadanie się, lęk przed brudem , ciągłe mycie rąk, okropne myśli dotyczące zyczenia komus smierci , poczucie ze jestem karłem .Obecnie biore seronil i paromerck. oddałabym wszystko za normalne zycie, spokoj, zgode na zycie z samym sobą. Pod koniec zeszłego roku miałam nadzieje, ze wreszcie sie wyleczyłam niestety wszystko wróciło znowu biore leki, czekam az zaczną działać straciłam sens zycia. Moj lekarz mowi, ze osoby b.inteligentne i zdolne czesto cierpia na takowe zaburzenia . Proszę o pomoc, o radę. Chce tylko normalnego zycia :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Kathy. Tak to bardzo trudne o czym piszesz. Podziwiam Cię że przy tym wszystkim dajesz radę studiować dwa kierunki. Myśle że obok farmakologii wskazana byłaby też psychoterapia. Psycholog pomoże Ci zrozumieć co się z Tobą dzieje. Wskaże Ci drogę wyjścia z tego stanu. Powodzenia, Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobry psycholog to podstawa!!! Leki moga pomoc tylko w terapii wyciszając choć pomagają chwilowo :?. Wszystko polega na uczeniu się na nowo czyli rozmowa z podświadomością. Najważniejsze żeby właśnie odnaleźć sens życia czyli osobe lub pasje która odciągnie nas od tych myśli która będzie ważniejsza od reszty. Spędzać miło czas nie stresować się. Nie przejmować sie nauką tylko podchodzić do tego ze spokojem jak nie teraz to następnym razem będzie lepiej. Zawsze mieć tą odskocznie która odciągnie nas od stresujących wydarzeń ;) np. osobę przyjaciela który będzie nas rozumiał i wspierał. Bo wsparcie otoczenia jest najważniejsze w tej chorobie... Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje za Wasze rady.Nie przejmować się-- no cóż w moim przypadku nauczenie sie dystansu do świata jest trudne. Jeśli chodzi o psychoterapię to od kilku lat spotykam sie z lekarzem, czasem sama czasem z rodzicami i rozmawiamy o naszych problemach, pomaga ale tylko na chwilę. zająć się czymś- od zawsze byłam zabiegana, pełna energii, specjalnie wzięłam 2 kierunki na 1 roku, aby nie mieć czasu myśleć o pierdołach= natręctwach. Niestety zawodzi.jednak w moim przypadku nadmiar zajęc jest lepszy niz wolny czas ;) pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak tylko, ale wiesz mnie się wydaje że nauka nie zastąpi relaksu, który napewno jest Ci potrzebny, ani też spotkań z przyjaciółmi. Powinnaś więcej czasu poświęcać na odskocznie od codzienności. Nie samą nauką, pracą człowiek żyje. Organizm ludzki ma swoją wytrzymałość. Myśle że nauką zagłuszasz to co siedzi gdzieś tam głęboko. Do tego trzeba dotrzeć, wydobyć to i rozprawić się z tym. Nie wiem czy lekarz aż tak dogłębnie bada Twoją psychikę. Myślę że psycholodzy robią to lepiej. Takie jest moje zdanie. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja slyszalam od swojej psychoterapeutki, ze zalezy od człowieka, jak sobie radzi z nn. Nie kazdy z nas tak samo, niektorzy latami chowają się za pracoholizmem tylko dlatego zeby zagłuszyć siebie (ja tak mialam, nie znosilam wakacji, lubilam rok szkolny, kiedy mozna bylo sie uczyc i uczyc...), inni wręcz przeciwnie... załamują sie i rezygnują ze wszystkiego (to dopadło mnie w najgorszym etapie nn, i to walsnie w wakacje... myslalam ze przejdzie jak sie zacznie semestr ale niestety dopiero sie zaczynało)... teraz zyje nadzieją że już nie wróci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

takie zdanie usłyszałam od swojego lekarza i staram się zrobić wszystko aby żyć jak najnormalniej. Dziś mija 2 tygodnie odkąd znowu jestem na seronilu stałam się spokojniejsza, powoli nadrabiam zaległości na studiach, spotykam się ze znajomymi. Najgorsze mam nadzieje, że minęło. Czasem myślę, że z nn jest jak z anoreksją lub bulimią, tak naprawdę to wierzchołek góry lodowej coś za czym próbujemy ukryć nasze problemy. Anorektyczki mają poczucie, że kontrola wagi daje im kontrolę nad własnym życiem. Może my myślimy w ten sam sposób, kontrolując brud, układając perfekcyjnie książki itp. mamy poczucie kontroli nad własnym losem. Ja zawsze żyłam przyszłością, wydawało mi się, że jak coś się stanie to wtedy zacznę prawdziwe życie: jak zdam maturę, dostanę się na studia, schudnę. Osiągnęłam to, ale jednak to nie o to w tym życiu chodzi. Czasami chciałabym być skończoną idiotką, skończyć zawodówkę, słuchać disco polo, i być po prostu szczęśliwa, mam wrażenie, że niektórym z takich ludzi jest po prostu w życiu łatwiej. Nie chcę generalizować, jednak chyba ludzie, którzy cierpią na przerost ambicji, starają się być perfekcyjni najczęściej cierpią na nn. Czy ktoś z Was umie być naprawdę na luzie, zachowywać się swobodnie??? Pozdrawiam serdecznie.

Życzę wszystkim aby wygrali walkę o swoje życie ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kathy.k doskonale cie rozumiem ja przez 4 lata walki przerabiałem też najróżniejsze natręctwa myślowe, z myciem rąk miałem akcję tylko przez krótki czas ale nie zdawałem sobie z tego sprawy że to początki NN. Ale szybko się z tego wyleczyłem po paru latach w wyniku stresu była nerwica wgetatywna, później NN jestem również studentem, może nie UJ ale studiuję stosunki międzynarodowe, też tam jest pełno nauki a ja niestety nie miałem sił aby uczyć się do pierwszej sesji, mimo to jakoś dałem radę ale tego nie zapomnę (tona nauki pojęć i dat + psychotropy). Leki biorę dopiero od stycznia, i praktycznie mogę powiedzieć o sobie że nie żyję ja tylko egzystuję. Podziwiam mimo wszystko że dajesz radę z 2 kierunkami na raz, ja nie dałbym chyba rady, choć z NN przerobiłem całe 2 lata w LO i maturę i wszystko z bardzo dobrymi wynikami, niestety przekleństwem ludzi inteligentnych są różnego rodzaju choroby psychiczne mi lekarz powiedział to samo że NN dotyka właśnie ludzi inteligentnych ponoć słynny fizyk Tesla chorował też na NN. Trudno mi wierzyć czy jakoś się z tego da wyleczyć ale mimo wszystko się leczę, choć jak już mówiłem ja nie żyję, ja tylko egzystuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja też studiuje stosunki międzynarodowe, pierwszą podwójną sesję przeżyłam bez leków, niestety teraz znowu je biorę. Bardzo się boję, żeby nie stracić tego na co tyle pracowałam, ale nn zabiera mi mnóstwo energii i czasu. Marianku pytasz jakie są objawy; mycie rąk . Wracanie do domu czy wszystko wyłączone , do tego ciągle mam natrętne myśli cięzko mi się skupic na nauce, odkad biorę seronil bardzo schudłam, nie mam energii. Naprawdę chciałabym tylko normalnie funkcjonować, nie muszę być ładna, inteligentna, bogata, jedyne czego pragnę to spokój i zgoda z samym sobą. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

drogi samotny przeczytałam Twoja wypowiedz pod tematem "jestem dumna ze mam ta chorobę , Twoje slowa dokladnie przypominaja moje podejscie do tej kwestii. to gorsze niz ból fizyczny, wolałabym mieć np.cukrzycę. O mojej chorobie wie tylko najbliższa rodzina i psychiatra, codziennie gram, robię dobrą minę do złej gry. Uczę się żyć z tą chorobą, ciesze sie ze znalazłam to forum, bo myslałam, ze jestem odosobniona w tej chorobie. Najgorsze to ciągle ukrywanie tego, nie mogę opuszczać zajęć, choć po lekach b.źle się czuję, ale nie wezmę zwolnienia od psychiatry i nie zaniose do wykładowcy czy ćwiczeniowcy. Chce aby traktowali mnie normalnie, dlatego mimo iż juz bardzo długo walczę z tą chorobą nikt o niej nie może wiedzieć. Mam nadzieje, ze znajde kogoś kto zaakceptuje moją chorobę i mimo wszystko stworzy ze mną związek, ale wiem że tak naprawdę życie z tym jest cholernie trudne i bolesne, nie wiem czy ktoś bedzie gotowy na takie poświecenie ;-( :cry: Teraz walcze o swoje studia przez ostatni miesiac nie bylam w stanie sie uczyc przez ta chorobe, bralam b.silne leki i non stop spałam. "Rak duszy" taka pierdoła a zabiera całą radośc, potrafi zniszczyć wszystko. Trzeba być niesamowicie silnym aby nie poddać się i prowadzić w miarę normalne życie. Kiedys byłam przekonana, że moim przekleństwem jest niski wzrost, teraz wiem, że myslenie o tym było pewnym etapem NN. Wiem, że tak naprawdę do końca zycia bedę na to chora, to jak z alkoholizmem, anoreksją, można to zaleczyć, ale tak naprawdę nigdy nie wyleczyć. Ta choroba uczy mnie pokory...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×