Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Saladyn

Niby banalny, ale poważny problem.

Rekomendowane odpowiedzi

W ciągu ostatnich 5 lat posypały mi się wszelkie znajomości, przyjaźnie. Każdy gdzieś wyjechał, poszedł w swoją stronę, ktoś po prostu mnie olał, kogoś ja olałem bo miałem już serdecznie dosyć dekadencji niektórych ludzi itd. boli mnie każdy dzień bo nie prowadzę normalnego życia. To znaczy jest normalne, ale jak na moje 30 lat, prawie 31 to jest bardzo nudne i smutne. Jedynie przed rozpadem ratuje mnie moja kochana żona, która koniec końców ma również podobne życie. Przeraża mnie to jak można znać kogoś z 17 lat i nawet się nie pochwalić, że będzie się ojcem ? W głowie mi się to nie mieści.

 

Tłumaczyłem sobie, że po prostu z wiekiem wielu osobom wszystko się sypie. Że to twoja rodzina staje się wszystkim co masz itd. Nie widzę problemu, ale jestem człowiekiem. Najbardziej brakuje mi moich przyjaciół, z którymi mogłem spędzać czas, rozmawiać, mieć poczucie, że mam kogoś zawsze. Mimo iż bardzo kocham i lubię moją żonę to jednak straszna jest myśl, że to tak naprawdę jedyna osoba jaką mam.

 

Dziękuję Bogu za nią bo tak bym naprawdę już nie miał nikogo ( no rodzice jeszcze, ale to nie o to chodzi ). Ona jest w takiej samej sytuacji, ale to nie o niej rozmowa. Żyjemy tylko dla siebie w swoim światku i bardzo cierpimy z tego powodu oboje, że wszystkie nasze znajomości się posypały. W sumie to ona i tak jest w lepszej sytuacji bo ma jedną koleżanką, mieszka bardzo daleko od nas, ale chociaż razem mailują i czasami się spotkają w pół drogi :) i znalazła sobie ostatnio drugą u nas w mieście przez forum, całkiem przypadkiem, ale jakoś to idzie.

 

Całe życie miałem przy sobie ponad 100 znajomych, i kilku naprawdę zaufanych i najbliższych przyjaciół. Jestem osobą otwartą, lubianą, a nie mam skąd wziąć przyjaciół. Przyjaciół, na poziomie, z którymi mógłbym inteligentnie i debilasto pogadać o jakichś sprawach, wyjść na piwo, pojechać kurde na imprezę itd.

 

Każdego dnia nie wiem jak sobie z tym radzić. W pracy mam ludzi, ale to 20-23 latkowie i naprawdę nie ciągnie mnie do nich. Inne planety. No i jacyś są tacy płytcy. To naprawdę jest straszne dla kogoś kto do 26 roku życia nigdy nie narzekał na przyjaciół, a teraz nie ma ANI JEDNEGO !!!!! ANI JEDNEGO !!!!

 

Nie mam gdzie poznać teraz ludzi i to jest najgorsze. Wszystkich, których mam to tylko znajomych z pracy, z treningów, z jakichś tam forów. Ogólnie jakby to rzec - jednorazowych. Do czasu jak z nimi przebywam, a potem znowu to samo.

 

Straszne. Poza tym jak wspomniałem nerwica, jakaś tam nadwrażliwość na ten straszny świat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmm ... jakoś tak uwierzyć nie umiem, że miałeś TYLU przyjaciół/znajomych a teraz nikogo.

 

Może problem jest w tym, że oboje z żoną zamkneliście się na innych.

Nagle wszyscy nie mogli zniknąć, ot tak ...

Jakaś część owszem - własne rodziny, dzieci, praca ... - ale żeby wszyscy ?

 

Inna sprawa, rzeczywiście to jest problem GDZIE znależć przyjaciół/znajomych - odpowiednich dla siebie ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Całe życie miałem przy sobie ponad 100 znajomych, i kilku naprawdę zaufanych i najbliższych przyjaciół.

Wiesz, ja ZNAJOMYCH to mam kilkuset zapewne, ale co z tego, jak się z nimi w sumie słabo znam. ;-) Widujemy się od okazji do okazji, czasem ktoś do siebie zagada, jakiś small talk, cóś i tyle. I owszem, niektórych znam nie tylko 17 ale i 25 lat, tylko co z tego, jak w sumie niewiele nas łączy. Z przyjaźniami też tak bywa, że się kończą, bo ludzie się zmieniają, zmieniają im się priorytety i drogi się rozchodzą. Z przyjaciółką, która 15 lat temu była mi bliższa niż rodzona siostra, od paru lat nie mam o czym rozmawiać. Niby dalej mówimy o sobie "przyjaciółka", ale bardziej z nawyku i bo co - "znajoma" to jakoś tak głupio. Ale prawda jest taka, że w tym momencie to jesteśmy juz raczej znajomymi.

 

A ludzi w dzisiejszym świecie najłatwiej chyba poznać przez net. Może jakieś fora tematyczne? Od razu połączą Was wspólne zainteresowania. A dalej to już kwestia zainwestowania czasu, selekcji znajomości i pielęgnowania tych obiecujących.

 

Ach, no i może nie skreślaj od razu tych "płytkich" - czasem ludzie przy bliższym poznaniu zaskakująco dużo zyskują. ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Hmmm ... jakoś tak uwierzyć nie umiem, że miałeś TYLU przyjaciół/znajomych a teraz nikogo.

A ja wierzę. Znam z autopsji. Nawet dziś nastąpił kolejny "przełom" w tej sprawie - jedyny kumpel z okolicy z którym się spotykałem powiadomił mnie że wyprowadza się do Wawy. No i już tam zostanie bo po co mu przyjeżdżać na prowincję skoro tam lans i bauns? Ale jebie mnie to. Widać pisane mi żyć samemu i zdechnąć w samotności i mam zamiar wykorzystać to jak najlepiej zamiast się tym zamartwiać :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Hmmm ... jakoś tak uwierzyć nie umiem, że miałeś TYLU przyjaciół/znajomych a teraz nikogo.

 

Znajomych miałem ponad 100, przyjaciół napisałem kilkoro. 6-7. Takich, na których mogłem ostatecznie liczyć, ale i oni zniknęli z czasem.

 

Po prostu do dzisiaj nie ogarniam jak mogło to wszystko się tak rozstać. Żyć z kimś niemal jak rodzina, a teraz nic !!!

 

Nie zamknęliśmy się na nikogo, po prostu samo się to wszystko jakoś tak posrało :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×