Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
roguem

Sezonowa? Czy tylko leniwy jestem?

Rekomendowane odpowiedzi

Hej,

 

Krótka historia - mam 22 lata. Moje problemy zaczęły się jakoś na początku liceum. Dziewczyna odrzuciła moje wdzięki, wkręciłem się w dołka. Przestałem w ogóle zajmować się szkołą, łaziłem po mieście z aparatem fotograficznym i wrzucałem zdjęcia na bloga ze smutnymi notkami. W międzyczasie poszedłem z matką do psychologa, kobieta stwierdziła że rzeczywiście coś jest nie tak, ale poważnie (depresja) to nie wygląda. Po tym jak wyśmiała mnie, że czegoś nie zrobiłem bo nie mogłem się rano zebrać z łóżka, podziękowałem i więcej już jej nie widziałem.

 

W między czasie przyszła i poszła matura (sprytnie zdana, matematyki rozszerzonej nie zaliczyłem), poznałem dziewczynę, dostałem się na studia (inżynieryjne, AGH, wszystko cacy, tylko że nie wiedziałem za bardzo czego chcę i nie miałem żadnej motywacji), cacy. Wielkie plany. Przestałem chodzić na zajęcia w grudniu, przyjeżdżałem tylko do Krakowa na tydzień, siedziałem całe dnie i noce w domu, wychodząc tylko raz dziennie coś zjeść i grałem na komputerze. Ściemniałem rodzinie i dziewczynie, że się staram, ale nie wiem jak to będzie na sesji. Przed sesją w lutym poinformowałem wszystkich że nie widzę w tych studiach sensu i wróciłem do domu. Siedziałem i grałem. Zacząłem spóźniać się na spotkania z dziewczyną (zdarzało mi się wcześniej spóźniać na inne okazje), poszedłem za jej namową do psychiatry (bo się na psychologach trochę sparzyłem), stwierdziła że normalnie nie jest, ale depresja to jeszcze też nie. Wysłała do psychologa. Z braku wyraźnych efektów dziewczyna stwierdziła, że nie może ze mną więcej być. Potężny dołek.

Na 5 czy 6 wizyt u psychologa wydałem wszystkie moje oszczędności, z dołka wyszedłem (chociaż chciała mi zaproponować 12 miesięczną terapię, uznałem że mnie na to nie stać, skoro chory nie jestem). Zdałem maturę jeszcze raz, dostałem się humanistyczne na UJ (zmiana tematu, ale też raczej bez przekonania). Przeniosłem się znowu do Krakowa. W grudniu znowu przestałem chodzić na zajęcia. Dociągnąłem do sesji, poszedłem tylko na jeden egzamin, zdany na 3. Olałem studia kompletnie, powrót do stanu sprzed roku. W międzyczasie związałem się z inną dziewczyną, naprawdę rewelacyjną, ciągle przy mnie jest, ale też dużo kosztowało ją moje 'olewanie życia'.

Pozostałem w Krakowie, w lipcu znalazłem pracę (której szczerze nienawidzę, nudna, ludzie się ciągle obgadują, ciągle ktoś ma do mnie pretensje, chociaż staram się wszystko wykonywać jak najlepiej - ale mimo wszystko codziennie rano w pracy jestem, zmuszam się). Zapisałem się do policealnej informatycznej, zacząłem uczyć się sam programowania, odkryłem że to jest to. Naprawdę programowanie sprawia mi frajdę. Ale znowu na zajęcia chodziłem w kratkę, teraz mam do zrobienia prace zaliczeniowe (o których wiem od października) i no, nie mogę. Mam jakąś blokadę, gulę w brzuchu, staram się odwrócić własną uwagę od tematu, robić coś innego i zapomnieć. Tak jak ze wszystkim innym. Ale za to posta napiszę :/.

 

Ostatnio mieliśmy z dziewczyną sytuację krytyczną, nie kupiłem jej nawet żadnego prezentu na święta, bo nie mogłem się do tego zabrać, nerwowo już nie wytrzymuje kiedy nie reaguję na jej przypomnienia i ponaglenia ('Zrób to wreszcie, obudź się!' itp).

 

Boję się że ją stracę, a uwielbiam ją ponad wszystko. Boję się że znowu wyrzucą mnie ze szkoły. Nie wiem po prostu jak zabrać się do czegokolwiek produktywnego. Mam jakieś stare sprzęty do sprzedania na allegro, od roku czy dwóch, ciągle nie mogę tego wystawić na aukcjach.

Co wiosnę-lato robię plany na resztę roku, zapisuję się na zajęcia, do szkoły itp, potem to wszystko zawalam. Wpadam w ogromny dół, mam ochotę spać i się nie budzić.

 

Nie wiem co robić. Wg lekarza i psychologa jestem normalny. Moja normalność nie pozwala mi normalnie funkcjonować.

Macie jakieś pomysły co z tym zrobić? Jedyne rady jakie słyszę to 'weź się w garść i po prostu to zrób'. No a ja nie mogę.

 

Latem jednego roku pozbierałem się i posprzątałem mój pokój, wyrzuciłem stare rzeczy, poukładałem wszystko... Zajęło mi to trzy dni i chyba 8 worków na śmieci. Potrafię. Tylko nie wiem jak się w sobie spiąć.

 

Kończę, bo coraz bardziej bez sensu mi się ten post wydaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To chyba jednak sezonowa depresja... My tu wszyscy "leniwi", albo w hipo...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdybym się znał powiedział bym że to jakaś postać dystymii, ...ale się nie znam.... :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×