Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
nienormalna.

Mam już dość...

Rekomendowane odpowiedzi

Jak widać zarejestrowałam się na forum 3 lata temu, moje schorzenia trwają jakieś 4,5 lat...

 

 

Ostatnio czuje że coś po prostu we mnie pękło, wypaliło się. To nie jest tak że nie chce żyć, kocham życie, ale chce żyć normalnie. Wypruwam sobie żyły żeby nie myśleć o moich dolegliwościach, ale to nic nie daje. Czuje że straciłam kawał swojego życia, nic nie osiągnęłam...

Chyba najwyższy czas wybrać się do specjalisty, ale ciężko mi sobie wyobrazić jak siedzę przy kimś obcym i mówię o tym wszystkim..

 

- Najbardziej przeszkadza mi (jak podejrzewam) moja fobia społeczna: korzystanie ze środków lokomocji jest dla mnie męką, czuje ścisk w gardle, ślina mi się zbiera w ustach zamiast samoczynnie spływać, muszę ją połykać, co strasznie słychać. Nie dam rady czegoś zjeść czy wypić w autobusie, bo jakoś tak gwałtownie połykam. W kościele nie dam rady siedzieć wśród ludzi, bo drży mi głowa, całe ciało, ze śliną jest tak samo jak w autobusie. Ostatnio zaczęłam stawać na zewnątrz, co też jest dla mnie stresem, bo co będzie jak rodzice się dowiedzą..: / Na zajęciach jest to samo, daje radę spokojnie siedzieć, ale nie znoszę ciszy, zaraz boje się, że będzie słychać to jak przełykam ślinę i samoczynnie zaczyna mi się zbierać w ustach.

 

- Mam problemy w komunikowaniu się, jakis czas temu niemożliwe było dla mnie praktycznie zapytanie się o cokolwiek, teraz zdarza mi się normalnie kupić bilet czy wodę w kiosku, zadzwonić do kogoś, ale mimo wszystko czasem w załatwianiu spraw zacinam się. To nie jest jąkanie się, siedząc sama w pokoju potrafie wypowiedzieć każde słowo bez problemu, przy ludziach też. Chyba że pomyślę, że mogę się zaciąć, albo ktoś mnie czymś stresuje - to zacinam się.

 

- Nie mam problemów typu "jestem głupia i brzydka, nikt mnie nie chce". Nikt z was by nie uwierzył, że mam problem z nerwami. Mam duże powodzenie u facetów, zdarzało się że wręcz głupieli na moim punkcie nie wiedzieć czemu, ale nie umiem stworzyć zdrowego związku. Byłam z kimś dwa lata, związek opierał się na seksie, dużo namiętności, nerwów, prawdziwa miłość to nie była. Od tamtej pory miałam paru facetów, jednego bardzo dobrego i spokojnego zostawiłam, bo wykańczał mnie nerwowo swoim zachowaniem, zwyczajami, tym, że był takim ciepłym kluchem. Wniosek: nie wiem kogo chce, czy złego które będzie mną pomiatał ale będzie dużo namiętności, czy nudziarza, z którym będę snuła nudne i spokojne życie.

 

- Tak na prawdę w nikim nie mam oparcia, mama ciągle przyrównuje mnie do młodszej siostry, której wszystko w życiu wychodzi lepiej. Dla porównania: w podstawówce miałam dobre oceny, świadectwa z paskiem, w liceum przez strach przed mówieniem, zgłaszaniem się, pojawianiem się lęków w miejscach publicznych zeszłam na tróje, dwóje, żadnych konkursów, pochwał, unikanie niewygodnych zajęć. Nie mogłam wychodzić na imprezy, bo po co, bo jak wrócę, bo jestem za mała, przez co z roku na rok stawałam się odludkiem. Mój były nikomu się nie spodobał, bo jego rodzice się rozwodzili, bo palił. Byłam najgorszą bo jeździłam do niego co dwa tygodnie (oczywiście na parę godzin a nie dni). To było karygodne, bo po co tak często się spotykać, czyli w efekcie raz na tydzień. Natomiast siostra: zawsze była oczkiem w głowie rodziców, same piątki i szóstki całe życie, brak widocznych problemów, nauką, same osiągnięcia, konkursy całe liceum, świadectwa z paskiem, chłopak którego wszyscy zaakceptowali. Jej zdanie zawsze było ważniejsze od mojego, ona mogła w wieku 16 lat wracać do domu w środku nocy, mogła spotykać się z każdym ile chciała, wiecznie była chwalona, nazywana geniuszem rodziny..

 

Kilka dni temu siostra zaczęła jeździć do chłopaka codziennie, spotykają się bez przerwy ani jednego dnia już ponad tydzień. Mamy razem pokój, jej rzeczy ciągle leżą rozwalone, miała posprzątać jednego dnia, poźniej drugiego, trzeciego... zwróciłam mamie na to uwagę, kazała mi dać jej spokój. Błaha sprawa, ale cos we mnie pękło. To już kolejny raz... Jak to jest, że ja nie mogę się spotkać z facetem nawet raz na tydzień, ona moze mieć wszystko gdzieś i widywać sie codziennie. Jak to jest że palenie papierosów u mojego byłego było czymś karygodnym wiele razy podkreslanym jako jego straszna wada, u chłopaka siostry wadą juz nie jest. Mam dosyć tej niesprawiedliwości, oceniania dzieci w inny sposób. Mam wrażenie że czego nie zrobie będzie źle, nigdy nie zadowole rodziców w odpowidni sposób. Zawsze będą mieli argument "a Twoja siostra robi to lepiej", zawsze będę przedstawiana jako ta gorsza.

 

Wiem, że żyje dla siebie, jestem już dorosła, mam studia, ale cięzko mi osiągnąc samej jakieś efekty, pozbyć się moich lęków, bez oparcia i wsparcia od bliskich. Czuje że to odpowiedni czas na pierwszą wizytę u psychologa, czy też psychiatry, co wiąze sie ze stresami z umawianiem się na wizyte, bo przecież co zrobie jak nie trafie na dobrego lekarza, a do polecanych trzeba czekać miesiacami... Pomóżcie mi jakoś, doradźcie coś, mam wrażenie, że wszystkie swoje problemy wmawiam sobie, te z fobią społeczną, że wystarczy coś zrozumieć i wszystko minie. Czuje że życie ucieka mi między palcami... studia z kiepskimi ocenami, brak osiągnięc, jestem utalentowana, chce się uczyć na ile pozwalają mi moje zdolności, chce normalnie chodzić do kościoła, chce czuć się odstresowana, nie bać się wziąśc do autobusu, czy odezwać w czasie zajęć. Nie wiem już co mam robić, jak się ogarnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!

 

Myślę, że twoja niska samoocena, zły nastrój, poczucie niższości i strach przed ludźmi mogą w dużej mierze wynikać z zaburzonych relacji z rodzicami i z faktem faworyzowania młodszej siostry. To naturalne, kiedy rodzice nierówno traktują swoje dzieci. Wówczas to gorzej traktowane ma poczucie niesprawiedliwości, czuje się skrzywdzone, chce zasłużyć czymś na miłość rodziców, ale ma świadomość, że czegokolwiek by nie zrobiło i tak będzie źle. Konieczność zasługiwania na miłość rodziców świadczy o ich miłości warunkowej - "Kochamy cię za coś - za dobre oceny, posłuszeństwo, przestrzeganie norm". Dziecko zaczyna wówczas wierzyć, że na miłość trzeba sobie zasłużyć i czuje się z tą świadomością kiepsko, czuje się mało wartościowe, odrzucone.

 

Miłość rodzicielska powinna mieć charakter bezwarunkowy - "Kochamy cię nie, jakie jesteś, ale za to, że po prostu jesteś". Myślę, że możesz porozmawiać o swoich problemach z psychologiem. Możesz udać się do najbliższej poradni psychologicznej. Kiedy nie chcesz płacić za wizytę, możesz skorzystać z poradni, które oferują usługi w ramach NFZ. O skutkach toksycznego rodzicielstwa można przeczytać tutaj: http://portal.abczdrowie.pl/toksyczni-rodzice.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×