Skocz do zawartości
Nerwica.com

Samotność


ixi

Rekomendowane odpowiedzi

Godzinę temu, jetson napisał(a):

Domyślam się że nikt nie rzuci za mnie picia, na razie drugi dzień bez alkoholu i chyba na razie poczekam sobie do weekendu. Muszę zrobić to stopniowo tak mi się wydaje. 

A różnie z tym jest. Ja jestem raczej zwolennikiem "radykalnego cięcia" bo później zawsze taka furtka zostaje otwarta. I jak się z niej skorzysta to od nowa się wpada.

Rzucić i wytrzymać. Tylko znajdź coś innego co będziesz robił w tych godzinach w których zwykle coś sobie drinkujesz. Bo musisz głowę zająć czymś bo myśleć o tym będzie się non stop w pierwszych miesiącach. A póxniej już nie bedzie znaczenia czy kolejny tydzień, miesiąc czy rok. Po prostu będzie trzeba być czujnym

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 15.01.2026 o 18:48, jetson napisał(a):

Niestety popłynąłem znowy, ja sobie qr.... nie radzę już z niczym, mam wszystkiego dosyć.

A ile wytrzymałeś ostatnim razem? Wiesz, że w rzucaniu czasem się tak zdarza. Ale zawsze można od nowa odkręcić licznik. Tu cierpliwość i konsekwencja jest kluczem. Jak widzisz, że stało się źle to plus dla Ciebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 24.01.2026 o 00:00, shadow_no napisał(a):

A ile wytrzymałeś ostatnim razem? Wiesz, że w rzucaniu czasem się tak zdarza. Ale zawsze można od nowa odkręcić licznik. Tu cierpliwość i konsekwencja jest kluczem. Jak widzisz, że stało się źle to plus dla Ciebie

Eh... ja ciągle to widzę i nie mogę z tym skończyć. Teraz jeszcze pełno nerwów w pracy, ale jedno sobie postanowiłem, że po alkohol zaczynam sięgać tylko w piątek i sobotę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sama już nie wiem, co ze mną nie tak. Pewnie powinnam wrócić po latach na terapię i pracować nad sobą, a nie się użalać, ale pozwolę sobie na wyrzucenie tego, co mnie gryzie. Albowiem od zawsze byłam dosyć nieśmiałą osobą z zaburzeniami lękowymi, przez co już od dzieciaka te relacje międzyludzkie różnie mi wychodziły, ale zawsze jakichś ludzi miałam wokół. Można by nawet powiedzieć, że ciągnęło ich do mojego towarzystwa i jacyś tam znajomi się zawsze przewijali, ale w pewnym etapie mojego życia odcięłam się od wszystkich, gdyż problemy zdrowotne, psychiczne, rodzinne mnie najzwyczajniej w świecie już przytłoczyły. Od tamtej pory można powiedzieć, że jestem całkiem sama, bo zakończyłam wszystkie relacje i szczerze nie chcę mieć już nic wspólnego z tamtymi ludźmi (nasze wartości się po prostu różnią). Myślałam, że będąc samej będzie mi lepiej, bo z czasem nawet głupie odpisywanie innym stało się zbyt uciążliwe, a teraz?.. Czuję się bardzo dobita i jest mi źle. Jestem sama jak palec, nie wiem, jak nawiązywać nowe znajomości, gdyż jestem trochę wycofana i też przez godziny pracy w tygodniu brak czasu na jakieś kursy, cokolwiek, a nie mam osób, przez które np. mogłabym poznać kolejne.

Czuję się, jakbym zamknęła się w jakiejś klatce. Bardzo chciałabym po prostu dzielić z kimś jakieś hobby, wyjść gdzieś, połazić czy nawet obejrzeć głupi film, ale nie ma po prostu z kim. Mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję i że coś ze mną nie tak, bo czy to normalne, aby mając 22 lata nie mieć nikogo? Bliscy się tylko dziwią, że jesteś młoda, nie czerpiesz z życia, czemu jesteś sama, czemu bla bla, eh…

Naprawdę chciałabym się przełamać, ale jak widzę np. innych, którzy mają mnóstwo znajomych, jakichś przyjaciół, drugie połówki, robią wiele rzeczy, mają różne pasje, a ja… ja tylko staram się jakoś przetrwać z dnia na dzień, to jest mi po prostu smutno, bo nie mam nic do zaoferowania, więc że tak powiem z czym do ludzi? Kto chciałby w ogóle gadać z takim odludkiem? Ja też potrzebuję na początku trochę wolnego tempa i spokoju, a mając tyle ludzi do wyboru do choćby pisania przez internet, kto chciałby się męczyć z kimś takim jak ja? Nie udałoby się zbudować dobrej znajomości, bo od razu zostałabym uznana za dziwaka, no bo przecież skoro jestem sama, to pewnie znak, że coś ze mną mocno nie tak… Najłatwiej byłoby się dogadać z kimś równie osamotnionym czy, nie wiem, nieśmiałym, lękliwym, ale czy możliwe w ogóle byłoby wpaść na osobę, która ma podobnie jak ja, tzn. tak jak ja jest całkowicie sama? (Zabrzmiało trochę żałośnie, jakbym miała siebie za jakiś 'cudowny' wyjątek na skalę światową… ale nie, ja po prostu tracę w to wiarę).

Wiem, że to pewnie po prostu wszystko kwestia psychiki i wychodzenia ze strefy komfortu, do ludzi, a ja nie robię ani kroku w kierunku jakichś zmian, bo ciągle się boję...Sama już nawet nie wiem czego... chyba po prostu życie samo w sobie mnie przeraża 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

31 minut temu, Shyra napisał(a):

Sama już nie wiem, co ze mną nie tak. Pewnie powinnam wrócić po latach na terapię i pracować nad sobą, a nie się użalać, ale pozwolę sobie na wyrzucenie tego, co mnie gryzie. Albowiem od zawsze byłam dosyć nieśmiałą osobą z zaburzeniami lękowymi, przez co już od dzieciaka te relacje międzyludzkie różnie mi wychodziły, ale zawsze jakichś ludzi miałam wokół. Można by nawet powiedzieć, że ciągnęło ich do mojego towarzystwa i jacyś tam znajomi się zawsze przewijali, ale w pewnym etapie mojego życia odcięłam się od wszystkich, gdyż problemy zdrowotne, psychiczne, rodzinne mnie najzwyczajniej w świecie już przytłoczyły. Od tamtej pory można powiedzieć, że jestem całkiem sama, bo zakończyłam wszystkie relacje i szczerze nie chcę mieć już nic wspólnego z tamtymi ludźmi (nasze wartości się po prostu różnią). Myślałam, że będąc samej będzie mi lepiej, bo z czasem nawet głupie odpisywanie innym stało się zbyt uciążliwe, a teraz?.. Czuję się bardzo dobita i jest mi źle. Jestem sama jak palec, nie wiem, jak nawiązywać nowe znajomości, gdyż jestem trochę wycofana i też przez godziny pracy w tygodniu brak czasu na jakieś kursy, cokolwiek, a nie mam osób, przez które np. mogłabym poznać kolejne.

Czuję się, jakbym zamknęła się w jakiejś klatce. Bardzo chciałabym po prostu dzielić z kimś jakieś hobby, wyjść gdzieś, połazić czy nawet obejrzeć głupi film, ale nie ma po prostu z kim. Mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję i że coś ze mną nie tak, bo czy to normalne, aby mając 22 lata nie mieć nikogo? Bliscy się tylko dziwią, że jesteś młoda, nie czerpiesz z życia, czemu jesteś sama, czemu bla bla, eh…

Naprawdę chciałabym się przełamać, ale jak widzę np. innych, którzy mają mnóstwo znajomych, jakichś przyjaciół, drugie połówki, robią wiele rzeczy, mają różne pasje, a ja… ja tylko staram się jakoś przetrwać z dnia na dzień, to jest mi po prostu smutno, bo nie mam nic do zaoferowania, więc że tak powiem z czym do ludzi? Kto chciałby w ogóle gadać z takim odludkiem? Ja też potrzebuję na początku trochę wolnego tempa i spokoju, a mając tyle ludzi do wyboru do choćby pisania przez internet, kto chciałby się męczyć z kimś takim jak ja? Nie udałoby się zbudować dobrej znajomości, bo od razu zostałabym uznana za dziwaka, no bo przecież skoro jestem sama, to pewnie znak, że coś ze mną mocno nie tak… Najłatwiej byłoby się dogadać z kimś równie osamotnionym czy, nie wiem, nieśmiałym, lękliwym, ale czy możliwe w ogóle byłoby wpaść na osobę, która ma podobnie jak ja, tzn. tak jak ja jest całkowicie sama? (Zabrzmiało trochę żałośnie, jakbym miała siebie za jakiś 'cudowny' wyjątek na skalę światową… ale nie, ja po prostu tracę w to wiarę).

Wiem, że to pewnie po prostu wszystko kwestia psychiki i wychodzenia ze strefy komfortu, do ludzi, a ja nie robię ani kroku w kierunku jakichś zmian, bo ciągle się boję...Sama już nawet nie wiem czego... chyba po prostu życie samo w sobie mnie przeraża 

Opisałaś właściwie moje życie 1:1. Też nie wiem jak to zmienić. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Shyra napisał(a):

Najłatwiej byłoby się dogadać z kimś równie osamotnionym czy, nie wiem, nieśmiałym, lękliwym, ale czy możliwe w ogóle byłoby wpaść na osobę, która ma podobnie jak ja, tzn. tak jak ja jest całkowicie sama?

A ja tu się nie zgodzę. W najgorszych stanach swoich problemów świadomość, że istnieją podobne osoby do mnie była co prawda w pewnym sensie pomocna, ale przebywanie tylko wśród takich osób powodowało, że ciężko było iść dalej. Raczej sugeruję przebywanie z osobami, które "ciągną w górę" w tej kwestii. Szczególnie w kwestiach lęku i wycofania ważne jest by się przełamywać i tu "zdrowi" znajomi bywają bardzo pomocni

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Shyra napisał(a):

Sama już nie wiem, co ze mną nie tak. Pewnie powinnam wrócić po latach na terapię i pracować nad sobą, a nie się użalać, ale pozwolę sobie na wyrzucenie tego, co mnie gryzie. Albowiem od zawsze byłam dosyć nieśmiałą osobą z zaburzeniami lękowymi, przez co już od dzieciaka te relacje międzyludzkie różnie mi wychodziły, ale zawsze jakichś ludzi miałam wokół. Można by nawet powiedzieć, że ciągnęło ich do mojego towarzystwa i jacyś tam znajomi się zawsze przewijali, ale w pewnym etapie mojego życia odcięłam się od wszystkich, gdyż problemy zdrowotne, psychiczne, rodzinne mnie najzwyczajniej w świecie już przytłoczyły. Od tamtej pory można powiedzieć, że jestem całkiem sama, bo zakończyłam wszystkie relacje i szczerze nie chcę mieć już nic wspólnego z tamtymi ludźmi (nasze wartości się po prostu różnią). Myślałam, że będąc samej będzie mi lepiej, bo z czasem nawet głupie odpisywanie innym stało się zbyt uciążliwe, a teraz?.. Czuję się bardzo dobita i jest mi źle. Jestem sama jak palec, nie wiem, jak nawiązywać nowe znajomości, gdyż jestem trochę wycofana i też przez godziny pracy w tygodniu brak czasu na jakieś kursy, cokolwiek, a nie mam osób, przez które np. mogłabym poznać kolejne.

Czuję się, jakbym zamknęła się w jakiejś klatce. Bardzo chciałabym po prostu dzielić z kimś jakieś hobby, wyjść gdzieś, połazić czy nawet obejrzeć głupi film, ale nie ma po prostu z kim. Mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję i że coś ze mną nie tak, bo czy to normalne, aby mając 22 lata nie mieć nikogo? Bliscy się tylko dziwią, że jesteś młoda, nie czerpiesz z życia, czemu jesteś sama, czemu bla bla, eh…

Naprawdę chciałabym się przełamać, ale jak widzę np. innych, którzy mają mnóstwo znajomych, jakichś przyjaciół, drugie połówki, robią wiele rzeczy, mają różne pasje, a ja… ja tylko staram się jakoś przetrwać z dnia na dzień, to jest mi po prostu smutno, bo nie mam nic do zaoferowania, więc że tak powiem z czym do ludzi? Kto chciałby w ogóle gadać z takim odludkiem? Ja też potrzebuję na początku trochę wolnego tempa i spokoju, a mając tyle ludzi do wyboru do choćby pisania przez internet, kto chciałby się męczyć z kimś takim jak ja? Nie udałoby się zbudować dobrej znajomości, bo od razu zostałabym uznana za dziwaka, no bo przecież skoro jestem sama, to pewnie znak, że coś ze mną mocno nie tak… Najłatwiej byłoby się dogadać z kimś równie osamotnionym czy, nie wiem, nieśmiałym, lękliwym, ale czy możliwe w ogóle byłoby wpaść na osobę, która ma podobnie jak ja, tzn. tak jak ja jest całkowicie sama? (Zabrzmiało trochę żałośnie, jakbym miała siebie za jakiś 'cudowny' wyjątek na skalę światową… ale nie, ja po prostu tracę w to wiarę).

Wiem, że to pewnie po prostu wszystko kwestia psychiki i wychodzenia ze strefy komfortu, do ludzi, a ja nie robię ani kroku w kierunku jakichś zmian, bo ciągle się boję...Sama już nawet nie wiem czego... chyba po prostu życie samo w sobie mnie przeraża 

Nie jesteś wyjątkiem, z forum nawet tutaj ja poznałam na jakimś etapie osoby z podobnym problemem fobii społecznej. Tylko co z tego że masz 2 osoby z taka fobią skoro ani jedna ani druga nie wytrwa w znajomości bo to będzie dla nich niekomfortowe. To jest duży problem :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Shyra napisał(a):

Sama już nie wiem, co ze mną nie tak. Pewnie powinnam wrócić po latach na terapię i pracować nad sobą, a nie się użalać, ale pozwolę sobie na wyrzucenie tego, co mnie gryzie. Albowiem od zawsze byłam dosyć nieśmiałą osobą z zaburzeniami lękowymi, przez co już od dzieciaka te relacje międzyludzkie różnie mi wychodziły, ale zawsze jakichś ludzi miałam wokół. Można by nawet powiedzieć, że ciągnęło ich do mojego towarzystwa i jacyś tam znajomi się zawsze przewijali, ale w pewnym etapie mojego życia odcięłam się od wszystkich, gdyż problemy zdrowotne, psychiczne, rodzinne mnie najzwyczajniej w świecie już przytłoczyły. Od tamtej pory można powiedzieć, że jestem całkiem sama, bo zakończyłam wszystkie relacje i szczerze nie chcę mieć już nic wspólnego z tamtymi ludźmi (nasze wartości się po prostu różnią). Myślałam, że będąc samej będzie mi lepiej, bo z czasem nawet głupie odpisywanie innym stało się zbyt uciążliwe, a teraz?.. Czuję się bardzo dobita i jest mi źle. Jestem sama jak palec, nie wiem, jak nawiązywać nowe znajomości, gdyż jestem trochę wycofana i też przez godziny pracy w tygodniu brak czasu na jakieś kursy, cokolwiek, a nie mam osób, przez które np. mogłabym poznać kolejne.

Czuję się, jakbym zamknęła się w jakiejś klatce. Bardzo chciałabym po prostu dzielić z kimś jakieś hobby, wyjść gdzieś, połazić czy nawet obejrzeć głupi film, ale nie ma po prostu z kim. Mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję i że coś ze mną nie tak, bo czy to normalne, aby mając 22 lata nie mieć nikogo? Bliscy się tylko dziwią, że jesteś młoda, nie czerpiesz z życia, czemu jesteś sama, czemu bla bla, eh…

Naprawdę chciałabym się przełamać, ale jak widzę np. innych, którzy mają mnóstwo znajomych, jakichś przyjaciół, drugie połówki, robią wiele rzeczy, mają różne pasje, a ja… ja tylko staram się jakoś przetrwać z dnia na dzień, to jest mi po prostu smutno, bo nie mam nic do zaoferowania, więc że tak powiem z czym do ludzi? Kto chciałby w ogóle gadać z takim odludkiem? Ja też potrzebuję na początku trochę wolnego tempa i spokoju, a mając tyle ludzi do wyboru do choćby pisania przez internet, kto chciałby się męczyć z kimś takim jak ja? Nie udałoby się zbudować dobrej znajomości, bo od razu zostałabym uznana za dziwaka, no bo przecież skoro jestem sama, to pewnie znak, że coś ze mną mocno nie tak… Najłatwiej byłoby się dogadać z kimś równie osamotnionym czy, nie wiem, nieśmiałym, lękliwym, ale czy możliwe w ogóle byłoby wpaść na osobę, która ma podobnie jak ja, tzn. tak jak ja jest całkowicie sama? (Zabrzmiało trochę żałośnie, jakbym miała siebie za jakiś 'cudowny' wyjątek na skalę światową… ale nie, ja po prostu tracę w to wiarę).

Wiem, że to pewnie po prostu wszystko kwestia psychiki i wychodzenia ze strefy komfortu, do ludzi, a ja nie robię ani kroku w kierunku jakichś zmian, bo ciągle się boję...Sama już nawet nie wiem czego... chyba po prostu życie samo w sobie mnie przeraża 

Nie zabrzmiało żałośnie. Nie myśl tak. Myślę, spora liczba osób tutaj na forum może się identyfikować i rozumieć Twój stan - samotność. Fajnie, że to wyrzuciłaś z siebie🤗

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Shyra napisał(a):

Sama już nie wiem, co ze mną nie tak. Pewnie powinnam wrócić po latach na terapię i pracować nad sobą, a nie się użalać, ale pozwolę sobie na wyrzucenie tego, co mnie gryzie. Albowiem od zawsze byłam dosyć nieśmiałą osobą z zaburzeniami lękowymi, przez co już od dzieciaka te relacje międzyludzkie różnie mi wychodziły, ale zawsze jakichś ludzi miałam wokół. Można by nawet powiedzieć, że ciągnęło ich do mojego towarzystwa i jacyś tam znajomi się zawsze przewijali, ale w pewnym etapie mojego życia odcięłam się od wszystkich, gdyż problemy zdrowotne, psychiczne, rodzinne mnie najzwyczajniej w świecie już przytłoczyły. Od tamtej pory można powiedzieć, że jestem całkiem sama, bo zakończyłam wszystkie relacje i szczerze nie chcę mieć już nic wspólnego z tamtymi ludźmi (nasze wartości się po prostu różnią). Myślałam, że będąc samej będzie mi lepiej, bo z czasem nawet głupie odpisywanie innym stało się zbyt uciążliwe, a teraz?.. Czuję się bardzo dobita i jest mi źle. Jestem sama jak palec, nie wiem, jak nawiązywać nowe znajomości, gdyż jestem trochę wycofana i też przez godziny pracy w tygodniu brak czasu na jakieś kursy, cokolwiek, a nie mam osób, przez które np. mogłabym poznać kolejne.

Czuję się, jakbym zamknęła się w jakiejś klatce. Bardzo chciałabym po prostu dzielić z kimś jakieś hobby, wyjść gdzieś, połazić czy nawet obejrzeć głupi film, ale nie ma po prostu z kim. Mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję i że coś ze mną nie tak, bo czy to normalne, aby mając 22 lata nie mieć nikogo? Bliscy się tylko dziwią, że jesteś młoda, nie czerpiesz z życia, czemu jesteś sama, czemu bla bla, eh…

Naprawdę chciałabym się przełamać, ale jak widzę np. innych, którzy mają mnóstwo znajomych, jakichś przyjaciół, drugie połówki, robią wiele rzeczy, mają różne pasje, a ja… ja tylko staram się jakoś przetrwać z dnia na dzień, to jest mi po prostu smutno, bo nie mam nic do zaoferowania, więc że tak powiem z czym do ludzi? Kto chciałby w ogóle gadać z takim odludkiem? Ja też potrzebuję na początku trochę wolnego tempa i spokoju, a mając tyle ludzi do wyboru do choćby pisania przez internet, kto chciałby się męczyć z kimś takim jak ja? Nie udałoby się zbudować dobrej znajomości, bo od razu zostałabym uznana za dziwaka, no bo przecież skoro jestem sama, to pewnie znak, że coś ze mną mocno nie tak… Najłatwiej byłoby się dogadać z kimś równie osamotnionym czy, nie wiem, nieśmiałym, lękliwym, ale czy możliwe w ogóle byłoby wpaść na osobę, która ma podobnie jak ja, tzn. tak jak ja jest całkowicie sama? (Zabrzmiało trochę żałośnie, jakbym miała siebie za jakiś 'cudowny' wyjątek na skalę światową… ale nie, ja po prostu tracę w to wiarę).

Wiem, że to pewnie po prostu wszystko kwestia psychiki i wychodzenia ze strefy komfortu, do ludzi, a ja nie robię ani kroku w kierunku jakichś zmian, bo ciągle się boję...Sama już nawet nie wiem czego... chyba po prostu życie samo w sobie mnie przeraża Te

 

Napiszę Ci, co mniej więcej o tym myślę. Miałam fobię szkolną/społeczną, która trwała długo. Ludzie albo mnie lubili, albo mną gardzili. Bywałam prześladowana, bo nigdzie nie pasowałam, nawet jak były u mnie imprezy, czy tam jakieś wyjscia. Bylo okej, ale czułam, że jestem z innej planety. Jak kosmita. 

 

Teraz mam prawie 31 lat i co? Zerwałam w zeszłym roku wszystkie znajomości. Zostałam sama. Nie mam fejsbuka.

 

Odczuwam samotność, a jednocześnie chęć pogadania z kimś. Zawsze odstaję, nawet gdy inni uważają - jesteś fajna. Ale ja się czuję jak obca. Mogę udwać, że jestem jak oni. Pogadać o pogodzie albo gotowaniu. Mnie tak to męczy. Ale samotność przytłacza i tworzy się pustka i ogrooomna przepaść między mną a nimi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Dalila_ napisał(a):

Nie jesteś wyjątkiem, z forum nawet tutaj ja poznałam na jakimś etapie osoby z podobnym problemem fobii społecznej. Tylko co z tego że masz 2 osoby z taka fobią skoro ani jedna ani druga nie wytrwa w znajomości bo to będzie dla nich niekomfortowe. To jest duży problem :(

💯

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×