Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Snejana, tak te rotacje są dołujące. Mam przyjaciół, do których wiem, że wrócę, ale to nie zmienia faktu, że czasami po prostu mnie męczą. Zauważyłam ostatnio, że ogólnie ludzie mnie męczą. Drażni mnie niemal wszystko. Obecnie bardzo zdystansowałam się do przyjaciół i nawet mi ich nie brakuje, mimo że nie widzieliśmy się już długi czas. Coś mnie blokuje i nie wiem co.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a propos, macie tak, że odczuwacie niechęć do ludzi, np. Waszych przyjaciół zupełnie bez powodu? Jednego dnia bawi Was ich towarzystwo a za tydzień wszystko potrafi prysnąć i w ogole nie wiem, co ja w nich widziałam.

po co tak wszystko analizujecie? czy zdrowi ludzie tez tak nie miewaja?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja sie odznaczam ogromna empatia dla np. zwierzat, chorych albo biednych ludzi. gdy widze cos takiego mysle sobie, ze no niewiem- przygarne/nakarmie zwierzaka, wplace pieniazki na jakas fundacje albo dam bulke zebrakowi... ale minute pozniej zapominam o tym i potrafie stac sie wredna s*ka. wszystko zalezy od nastroju, zapal mam ogromny, gorzej z realizacja.

 

generalnie odpowiadajac na Twoje pytanie Strzyga, to chyba czesto czuje za duzo i przewaznie te uczucia sa pogmatwane. ale raczej przewaza czucie niz jego brak. btw, jak przestalas czuc?

 

nie wiem, tak po prostu, nie zauważyłam kiedy. kiedyś lubiłam zwierzęta i wszystko. mam 20 lat, jak miałam 12-13 to już coś zaczęło się psuć, a teraz jest bardzo źle. wg mnie jest źle, bo od 4-5 lat równie dobrze mogłabym nie żyć. nic mnie nie rusza. przykro mi przez to. zaraz ktoś by napisał - o, jednak ci przykro! oho. super. a jak ma być?

 

wydaje mi się, że wszyscy ludzie się okłamują. wszyscy. są egoistami w każdym calu. np. ktoś kto kocha zwierzęta i dzieci będzie uznawany za dobrego przez siebie samego a potem przez resztę ludzi. a co to znaczy dobro? co?

 

to, że ktoś tak mówi, że to dobre to nie znaczy , że tak jest. dobro to jest szczerość i brak lęku.

 

podnieście rękę do góry, kto się nie boi? każdy się o coś lęka. a każdy lęk wywołuje agresję. każdy. to są negatywne emocje.

 

więc wasza miłość i dobroć nigdy nie będzie czysta.

 

moja tak samo. chyba, że nauczę się żyć normalnie.

 

teraz cały świat ma nerwicę i borderline. cały.

 

-- 12 lis 2012, 18:23 --

 

a propos, macie tak, że odczuwacie niechęć do ludzi, np. Waszych przyjaciół zupełnie bez powodu? Jednego dnia bawi Was ich towarzystwo a za tydzień wszystko potrafi prysnąć i w ogole nie wiem, co ja w nich widziałam. Nawet nie umiem powiedzieć, co się psuje, bo oni są wciąż tacy sami a ja nagle mam wrażenie że są dla mnie obcy. Nie chodzi o to, ze stwierdzam że są beznadziejni czy że ja na nich nie zasługuję, jak już wspomniałyście wyżej, ale po prostu jakbym ich nie znała. Najgorsze, że zdaję sobie sprawę z tego, ze to tylko jakaś moja fanaberia i już nauczyłam się, że mam ludzi do których zawsze wrócę i już. Ale takie rotacje są dołujące.

Już nie wpominając, że czuję się potem wobec nic źle, odwołuje spotkania, unikam ich i a potem chce wrócić. Ale czasem po prostu przeraża i zniechęca mnie spotkanie z najlepszą przyjaciółką i idę na nie jak na ściecie.

 

bo to jest normalne. ludzie bardziej świadomi / mądrzy / inteligentni - nazwij to jak chcesz - tak mają. a wiesz, że cały świat jest matrixem? jest zaprogramowany.

 

http://www.youtube.com/watch?v=TI8xFb4NsXE&playnext=1&list=PLCAED5A7C27980172&feature=results_main

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej,

sorry ze tak nagle spadam i nie na temat.

Nie bylo mnie długo, zaczelam terapie i jakos idzie, ale w sumie to zajebiscie opornie. Nic nie wyciagam z tego w ogole nie wiem czy to ma sens.

Dalej nie mam pracy i nie mam odwagi by jej szukac, jestem taka beznadziejna ze nigdzie sie nie nadaje, do tego studia.... to ostatni rok a jestem skłonna rzucić je, bo nie przebrnę dalej.

Nawet ciąć się nie mam siły. Za to regularnie wynajduję sobie partnerów do seksu, którzy chętnie wyżyją się na mnie.

Czasem myslę i boję się, że wykończę się psychicznie albo skończę ze sobą.

Choć oczywiście jednego dnia jest pięknie, drugiego czarna dziura i na zmianę. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja po raz kolejny przezytałam artykuł o borderline. I to prawda, że to trochę nie istnieje -bo można prosto się od tgo uwolnić. Tylko potrzeba samodyscypliny. A tutaj już jest problem, bo właśnie borderline tego chyba nie umie...

 

Czytam to od 5 lat, od 5 lat odkad mialam 15 lat czytam o tym zaburzeniu i przyswajam je do siebie odkąd je znam. Za 2 tyg. sie okaze czy je mam. Ale ja wiem. Wiem, ze jestem zaburzona. I to chyba właśnie pod tym kątem borderline.

 

Teoria relacji z obiektem - z wikipedii

 

Otto Kernberg rozwijał bazującą na modelu konfliktu teorię relacji z obiektem. Według Kernberga osobowość człowieka kształtuje się w pięciu etapach pomiędzy pierwszym miesiącem, a piątym-siódmym rokiem życia dziecka:

 

autyzm – niezróżnicowanie,

symbioza – pierwotne reprezentacje obiektu ja,

wyodrębnianie reprezentacji ja od reprezentacji obiektu,

integracja reprezentacji ja i reprezentacji obiektu,

konsolidacja superego i integracja ego.

 

Kernberg dzieli osobowości na psychotyczne, borderline (czyli pograniczne), i neurotyczne. Najgorzej zintegrowana jest osobowość psychotyczna. Występuje u tych, którzy zatrzymali się na drugim etapie rozwoju osobowości. Najlepiej zintegrowani są neurotycy. Oni przeszli przez wszystkie pięć etapów. Ci, którzy stanęli w połowie drogi między psychozą a neurozą, mają osobowość borderline (pograniczną).

 

Dla wytworzenia się osobowości borderline kluczowy jest etap trzeci, który zachodzi między szóstym a trzydziestym szóstym miesiącem życia dziecka. Dziecko w tym wieku nie pamięta dobrych uczuć, kiedy jest sfrustrowane, i zapomina o złych, gdy jest zaspokojone. Ten podział na „dobre” i „złe” wynika z jego niedojrzałości poznawczej. Odczuwana przez niektóre dzieci nadmierna agresja w stosunku do „dobrych” reprezentacji ja i obiektu powoduje lęk przed zniszczeniem obu tych struktur. Dziecko o nieukształtowanej psychice redukuje ów lęk za pomocą prymitywnego mechanizmu rozszczepienia. W efekcie nie dochodzi u niego do konsolidacji struktury intrapsychicznej i tożsamości ego. Tworzy się osobowość borderline.

 

Rozszczepienie polega na tym, że dziecko – lub dorosły – nie potrafią uznać współistnienia w obrębie ich świadomości wspomnianych „dobrych” oraz „złych” reprezentacji i rozdzielają te dwa świadome obrazy, bo boją się, że „złe” reprezentacje zniszczą „dobre”. Nie są oni w stanie przyjąć, że oni sami lub ktoś inny mogą być zarazem dobrzy i źli. Uważają, że ktoś, kto się na nich złości, jest po prostu „zły” i że oni sami są bez reszty „źli”, kiedy się złoszczą. W rezultacie tych rozszczepień ich osobowość nie może się zintegrować. Osoby z borderline korzystają też z innych prymitywnych mechanizmów obronnych.

 

Terapia polega w tym wypadku na objaśnianiu i interpretowaniu mechanizmów obronnych pacjenta w celu lepszego dostosowania go do rzeczywistości.

 

No wg mnie to o mnie. Pfu. Tzn. O border. W sensie, ze to mozliwe.

 

Z jednej strony mam podejscie do zycia bardzo ... ezoteryzne? Ale chyba rzeczywiscie do pelni zycia prawdziwego musze zrozumiec swoja osobowosc. Przemowic sobie, ze jednak jestem zaburzona. I ze to normalne w tym świecie i w tych czasach...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dobro to jest szczerość i brak lęku.

 

podnieście rękę do góry, kto się nie boi? każdy się o coś lęka. a każdy lęk wywołuje agresję. każdy. to są negatywne emocje.

 

więc wasza miłość i dobroć nigdy nie będzie czysta.

 

moja tak samo. chyba, że nauczę się żyć normalnie.

 

a co to znaczy "zyc normalnie"? bez bpd? ludzie "normalni" sa plytcy, moim zdaniem. cos za cos. szczerze? cholernie mi przykro, ze mnie i Was to spotkalo, ale... moze z czasem nauczylam patrzec na pozytywne strony i wiem juz, ze przez to jestesmy bardziej otwarci na swiat, na przezywanie, widzimy i czujemy o wiele wiecej, niz inni. a to piekne. bo mozemy dac duzo od siebie i brac tez wiecej.

a co do dobra... nie ma chyba czegos takiego, jak dobro "czyste" samo w sobie. zycie kazdego z nas jest splamione czyms "niedobrym". kazdy ma jakies leki, obsesje, cos negatywnego. dlatego masz racje- nic nigdy nie bedzie w stu procentach czyste i nieskalane. ale moze to dobrze- moze trzeba nauczyc sie wyluskiwac z zycia to, co dobre?

 

 

teraz cały świat ma nerwicę i borderline. cały.

tu masz racje, cholera. to prawda. to znaczy, ze oni tak mysla- to jedno. bo to zaczelo chyba byc "modne", tak mi sie wydaje. a, ze wymowka dobra- tym jeszcze lepiej. choc moze niektorym pomaga zebrac sie do kupy- jedna definicja. wszystko jest dla ludzi, jesli komus cos pomaga, w porzadku.

inna sprawa jest, ze rzeczywiscie coraz wiecej osob jest autentycznie skrzywionych.

niewiem, moze to to, ze ja zaczelam od jakiegos czasu zwracac na to uwage, bo sama to mam; a moze poprostu zaczelam spotykac wiecej osob takich, jak my. w kazdym badz razie nikt normalny w stu procentach nie jest, bo nie ma czegos takiego.

 

 

A ja po raz kolejny przezytałam artykuł o borderline. I to prawda, że to trochę nie istnieje -bo można prosto się od tgo uwolnić. Tylko potrzeba samodyscypliny. A tutaj już jest problem, bo właśnie borderline tego chyba nie umie...

 

jesli chodzi o mnie, to ja juz jestem zmeczona. bardzo. ciaglym staraniem sie i pieprzeniem wszystkiego. dlatego tym razem chce sie postarac bardziej. nie dla niego. choc chcialabym, zeby wyszlo. dla siebie. zrobilam liste rzeczy, ktore musze zmienic i ktorych musze sie nauczyc. zastanawiam sie po kolei, jak to osiagnac. i rzeczywiscie, powoli zmieniam swoje myslenie. chocby kwestia przypodobywania sie na sile i grania- bylam w tym mistrzynia. teraz... jestem szczera, mimo iz wiem, ze mogloby to byc na moja niekorzysc.

tym razem nie tylko chce cos zmienic, ale podjelam kroki ku temu. teraz chce mi sie juz naprawde bardzo. jestem tu sama, mam tylko przyjaciela-ex, ktory rowniez ma bpd. no i jego. i kilku innych znajomych, ktorym do konca nie ufam. dlatego musze sie pozbierac, bo zrozumialam, ze nikt za mnie tego nie ogarnie, a przynajmniej na razie nie stac mnie na fachowa pomoc.

moze to jeszcze nie ten sposob, moze sie rozczaruje... ale staram sie. mam wiecej samoswiadomosci.

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a co to znaczy "zyc normalnie"? bez bpd? ludzie "normalni" sa plytcy, moim zdaniem.

:D

Strzyga się pewnie z Tobą zgodzi, ale ja nie mogę.

Niby dlaczego PŁYTCY. Jak nie jesteś zaburzona i nie cierpisz w życiu, nie pieprzysz sobie tego życia co jakiś czas, to jesteś płytka i nijaka?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strzyga się pewnie z Tobą zgodzi, ale ja nie mogę.

Niby dlaczego PŁYTCY. Jak nie jesteś zaburzona i nie cierpisz w życiu, nie pieprzysz sobie tego życia co jakiś czas, to jesteś płytka i nijaka?

 

 

napewno nie glebsza, niz ludzie z zaburzeniami, ktorzy maja wrodzona sklonnosc do analizowania i myslenia wiecej, niz inni ludzie. napewno jestesmy bardziej barwni, niz inni ludzie. ale tak, jak mowilam- nie ma osoby w stu procentach normalnej, wiec ta barwnosc poprostu sie waha miedzy minimum a maximum.

ale niektorzy ludzie poprostu sa... plytcy. ci normalniejsi. przynajmniej tak wynika z mojej obserwacji. moze dlatego, ze porownuje do standardow zycia dziewczyny z bpd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A moim zdaniem niektóre osoby zaburzone obawiają się, żeby ktoś nie uznał że są gorsze - albo i były za takie uznawane, odrzucane przez zaburzenie - więc sobie podbijają samoocenę mówiąc, że są lepsi. Głębsi. Czują więcej.

 

ale niektorzy ludzie poprostu sa... plytcy. ci normalniejsi. przynajmniej tak wynika z mojej obserwacji.

A z mojej nie.

Znam osoby z powaznymi zaburzeniami, które są po prostu głupie i nie w sensie mało inteligentne. Tępe. Ciężko myślą, ciężko im wyjść poza schematy, ciężko spojrzeć dalej niż na czubek nosa. Ni chu chu nie jest to dla mnie głębokie, a serio sporo takich znam. Znam też osoby bez zaburzeń czy chorób psychicznych, które są błyskotliwe i empatyczne, mądre, tak życiowo. Do pięt im nie dorastam, chociaż jako bądź co bądź zaburzona powinnam być głębsza. ;-)

 

Jak dla mnie osoby zaburzone nie tyle więcej czują i są głębsze, co po prostu gorzej sobie z tym radzą, więc bardziej to po nich widać.

 

A osoby tępe jak kloc drewna są i tu i tu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

macie racje- moze poprostu jeszcze malo widzialam i poznalam. ale z moich obserwacji to wynika. trafilam na takich a takich ludzi i mowie, co widze.

 

A moim zdaniem niektóre osoby zaburzone obawiają się, żeby ktoś nie uznał że są gorsze - albo i były za takie uznawane, odrzucane przez zaburzenie - więc sobie podbijają samoocenę mówiąc, że są lepsi. Głębsi. Czują więcej.

 

szczerze? czesto sie czuje gorsza przez to, ze musze czuc wiecej. u mnie to jakos dziwnie dziala i musze sie dopiero nauczyc, ze ludzie potrafia byc kolorowi- nie tylko czarni albo biali. dobrze, ze to wyszlo- dodam to do listy rzeczy, ktore musze zmienic. aczkolwiek swoja opinie jak na razie podtrzymuje, bo tak, jak mowilam- nie spotkalam takiego fenomenu, o ktorym wy mowicie. podswiadomosc, moze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

szczerze? czesto sie czuje gorsza przez to, ze musze czuc wiecej.

A dlaczego, kociak? Taki Twój koloryt. Ja nie wiem, czy więcej czuję, ale na pewno się więcej wściekam - taki mój koloryt. ;-) Ty musisz wkładać wysiłek w kontrolowanie tego, co czujesz, ale ktoś, kto czuje mniej, musi wkładać wysiłek w zrozumienie rzeczy, które Ty łapiesz instynktownie. Ja muszę wkładać wysiłek w kontrolowanie swojej złości, ale za to w 10 min wyrzucam z siebie emocje, którymi inna osoba truje się od środka miesiącami.

Wszystko ma swoje plusy i minusy, to jakie "gorsza"... :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moze niezrozumiana, o tak. i chyba nie powinno sie uczyc kontrolowania uczuc- zreszta ja bym i tak nie potrafila. wsciekam sie juz mniej, niz kiedys- moze dlatego, ze mam wiecej rzeczy do ogarniecia i tylko siebei tak naprawde, wiec nawet nie ma czasu na wsciekanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

i chyba nie powinno sie uczyc kontrolowania uczuc- zreszta ja bym i tak nie potrafila.

Raczej powinno, bo jak inaczej sobie wyobrażasz funkcjonowanie wśród ludzi? Ktoś będzie dla Ciebie chamski i przykry to rzucisz się z pięściami, albo wybuchniesz płaczem i potokiem wyzwisk..? I tak za każdym razem? Jeszcze pół biedy w domu, bo załóżmy domownicy są przyzwyczajni (chociaż podejrzewam, że na dłuższą metę to musi być potwornie wykańczające), ale w pracy? Negocjujesz z kimś umowę i nagle w płacz, bo Ci się coś smutnego skojarzy? Albo gość Cię wkurzy i go opieprzysz? :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tiaa, kontrolowanie reakcji to twardy orzech do zgryzienia a tlumiac je w sobie mozna tylko pogorszyc sprawe, kumuluja sie- Snejana, masz racje.

ja chyba sie ucze rozladowywac emocje w sporcie (rolki, bieganie), jakies spacery do tego, rysowanie, malowanie, pisanie etc.

jednak wiadomo- najgorzej jest, kiedy ktos Cie zirytuje i musisz zareagowac na biezaco. wtedy jest lipa, bo ja przewaznie krzycze i sie wkurzam, ze ta osoba nie rozumie. ale MOZE majac kogos, kto stara sie zrozumiec, jest wyrozumialy i cierpliwy, moze bedzie mi glupio przed sama soba...

poza tym jestem zajeta on my own i jakos tak nie mam czasu sie wkurzac nawet...

 

zielona mietowa, jestes nasza ostoja ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

impermeable, czuje się mile połechtana ;)

Selma, też mi się to niepodoba. w ogóle wywaliłam oczy jak weszła tam sobie ta matka ot tak, żadnej pokory, jakby bpd było zżądzeniem losu, a nie wynikiem jej nieudolnych działań wychowawczych :evil: uważam, że nie powinno jej tam być z czystej przyzwoitości, a już na pewno nie w roli pokrzywdzonej przez posiadanie dziecka z bpd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

też mi się to niepodoba. w ogóle wywaliłam oczy jak weszła tam sobie ta matka ot tak, żadnej pokory, jakby bpd było zżądzeniem losu, a nie wynikiem jej nieudolnych działań wychowawczych :evil: uważam, że nie powinno jej tam być z czystej przyzwoitości, a już na pewno nie w roli pokrzywdzonej przez posiadanie dziecka z bpd.

 

no dokladnie, rowniez zwrocilam na to uwage. wszystko przedstawione bylo w taki sposob, jakby bpd ta rodzine "dotknelo", a nie pojawilo sie min. przez nia. zdawala sie jakby i tak nic z tego nie pojmowac.

 

tak by the way, Wasi rodzice wiedza? bo moi nie. nie potrafilabym z nimi o tym pogadac. zreszta- znajac moja matke to zbagatelizowalaby problem, powiedziala, ze sobie wkrecam a juz napewno nie przyjelaby do wiadomosci, ze to oni mnie tak urzadzil.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mój bierze mnie na poważnie, ale nie wie że to bpd, myśli to taka tam depresja. matka niema pojęcia, że w ogóle chodze na terapie. ale z nią nie ma dyskusji. w to, że coś mi jest, na pewno by uwierzyła, tyle że doszłaby do wniosku że to wyłącznie wina mojego ojca, który "spier*olił jej życie" że pozwole sobie zacytować. ale ona w ogóle urojeniowa jest. uważa, że w naszym domu są podsłuchy zamontowane przez mojego brata :roll: dzisiaj śniło mi się, że dałam jej w mordę :105: to był cudowny, terapeutyczny sen.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

widac taki juz urok rodzicow dzieci z bpd- w koncu skads nam sie to wzielo, wiec oni musza byc raczej "na jedno kopyto". mysle, ze oni wszyscy by sie wyparli swojego udzialu w budowaniu naszego skrzywienia a niektorzy z nich posuneliby sie do tego, by stwierdzic, ze jestesmy poprostu wybrakowani sami w sobie. moja matka powiedzialaby, ze byla cudownym rodzicem i ze to moja wina, ze bylam "nieusluchliwym gowniarzem". taa, szkoda tylko, ze ja pamietam, co dzialo sie w dziecinstwie- praktycznie rzecz biorac to nic sie nie dzialo, bo nie mialam z ich strony zadnej uwagi.

(ohhh jak dobrze sie wygadac. nie gadam za duzo?)

 

zielona mietowa, mieszkasz z nimi? bo ja, odkad sie wyprowadzilam z domu jest duzo lepiej. nawet w innych kwestiach, nie tylko porozumienia z nimi. mysle, ze urywajac w jakis sposob kontakt z rodzicami jednoczesnie polepszylam sobie relacje z nimi (no bo dzwonie... czasemm, czesto nawet codziennie, dzielimy sie problemami i gadamy o pierdolach, ale jest znacznie lepiej, niz bylo, kiedy mieszkalam z nimi) no i zmiany zaszly rowniez we mnie. zawsze mialam wszystko podstawone pod d*pe, a teraz musze ogarniac sama i to mi daje kopa i pomaga mi wydoroslec i pracowac nad soba. szkoda tylko, ze musialam udac sie jakies 2tys km od domu, zeby poczuc poprawe. whatever, czasami spontaniczne i wielkiej rangi (na pierwszy rzut oka) decyzje sa najlepsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×