Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość GreenGo

Nie potrafię do końca zaakceptować siebie.

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Mam ten problem praktycznie od zawsze, nie akceptuję siebie. Mogę to spychać na skraj świadomości, ale ta niewygoda wciąż we mnie jest. I to jest dziwne, bo z jednej strony czuję, że jestem wporządku, że mam kilka zalet i powodów do bycia zadowolonym z siebie (ostatnio trochę mniej :?), ale to wciąż tkwi i nie chce odejść. Kiedyś byłem bardzo nieśmiały i niepewny, wahałem się przed odezwaniem się w grupie ludzi, czułem się gorszy i głupszy, dziś już tak nie jest, potrafię być śmiały, ale nie poradziłem sobie z tym uczuciem, które sprawia, że noo niewygodnie mi ze sobą, właśnie niewygoda to dobre słowo. Nie akceptuję siebie samego i przez to nie pozwalam innym zaakceptować mnie, to skomplikowane, czuje się nielubiany, to nie tak, że o tym myślę, że rozpaczam, po prostu to czuje, czuję że nie pasuję. Bla bla bla, ostatnio jest na forum moda do opisywania swoich smutków, pomyślałem, że może i mi to pomoże, choć bardzo nie lubię duszy swej uzewnętrzniać, to zaryzyskuje, może poczuje się dzięki temu lepiej.

Mam też taki problem, że często jak już coś napiszę to zastanawiam się, jak zostanie to odebrane, heh, że ktoś może tego nie zaakceptować i w konsekwencji mnie odrzucić. :roll: Nie lubię pisać na takie tematy, mówienie o swoich uczuciach jest dla mnie nieprzyjemne, odkrywanie siebie przed innymi jest niebezpieczne, te zue ludzie mogą mnie przecież zranić :smile: zdegradować i niezaakceptować, a to by bolało. Nie lubię jak boli.

No to jak, czym to wyleczyć, myślicie, że rumianek będzie dobry?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

GreenGo, Myślę, że terapia powinna być dobra. :P

 

^^ To jest zupełnie serio, wiem i pewnie większość, ponieważ mały procent osób czuje coś innego niż Ty ale ja mam podobnie.

To nie zniknie samo z siebie i raczej ciężko będzie samemu sobie pomóc, przynajmniej ja nie znam odpowiednich metod co do tego.

Dlaczego mamy Cię nie zaakceptować ?

^^ Dlatego, że Ty siebie nie akceptujesz ?

 

- Raczej nie sądzę by ktoś tak zrobił, Gringo jesteś tutaj już długo i podobnie jak ja powinieneś wiedzieć, że tu przyjmują wszystkich.

 

^^ Nawet takich co nie stawiają przecinków i piszą 150 postów na wyścigi dziennie :P

 

O.o ;D

 

Pozdr.

 

VaS

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia!! Koniecznie. Juz zacznij odkladać, na substytut naturalnych relacji interpersonalnych(do ktorych masz dostęp). Idz na terapie, a gwarantuje ci że każdy choc troche powazny terapeuta cie spławi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak najbardziej terapia będzie pomocna.

 

Może na niej padnie pytanie (parafrazujące Twoją wypowiedź ;) ) typu: dlaczego nadałeś takie, a nie inne znaczenie jakimś słowom lub czynom, które to doświadczenie (lub doświadczenia) rozciągasz na wszystkie relacje międzyludzkie ? :roll:

Dlaczego akurat to znaczenie jest dla Ciebie ważniejsze, niż znaczenie, które mogłoby być mniej dotkliwe dla Ciebie ? Dlaczego nie spróbować nadać "tamtym" słowom lub czynom innego, mniej destrukcyjnego znaczenia ? ;)

 

Idz na terapie, a gwarantuje ci że każdy choc troche powazny terapeuta cie spławi.
Wiec pozostaje iść na terapię i od wejścia opowiedzieć śmieszny dowcip. Jeśli terapeuta zacznie analizować ten dowcip, zamiast się śmiać, to znaczy że jest zbyt poważny i możesz wychodzić, bo Cię spławi. :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

GreenGo, Dużo z tego co napisałeś ,pasuje do mnie jak ulał . Ja myślę ,ze potrzebujesz kilku drobnych sukcesów .

Jesteś wycofany i pewnie w depresji ? Wiec drobne sukcesy to byłby ,bardzo pozytywny bodziec .(Że nie wspomnę o jakimś ogromnym sukcesie :D )

 

PS - cale szczęście ,ze takie Fora jak to istnieją ,tu nasze obawy o krytykę ,są znacznie mniejsze .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie chce iść na terapie, choć terapeuta by mnie nie spławił, bo to nie jedyny problem jaki mam, są poważniejsze. Zastanawiam się tylko, czy jeszcze doczekam się tych naturalnych relacji, bo jestem bardzo nienaturalny, czego w sobie nie znosze. Nie ma to jak być swoim największym wrogiem i wpędzać się w autodestrukcje. A przez tą całą nerwicę, a wcześniej depresję zj**ało mi się w życiu już tak wiele spraw, że aż samemu trudno mi w to uwierzyć. Szkoda, że czasu nie można cofnąć, bo tyle spraw, których nie da się naprawić już w żaden sposób spieprzyłem. Człowiek się stara całe życie, aż go coś przyciśnie tak bardzo, że mu się zaczyna mieszać i traci grunt.

Ostatnie czetery lata nerwicy to była dla mnie tragedia pod wieloma względami, ktoś normalny dawno skorzystałby wtedy na moim miejscu z pomocy lekarzy, albo by się zabił, ale nie ja, chciałem pokazać, że jestem silny, że sam dam sobie radę, że nie wpędze się w żaden nałóg uśmierzający ból (nie do końca się udało), tylko po co to wszystko.

Nie wiem w ogóle po co to piszę, chyba mnie ludzie wrzucili na listę ignorowanych :?;)

 

Niech to będzie forma autoterapii, takie żalenie się publicznie.

Depresji już od kilku lat nie mam, nauczyłem się blokować ciężkie emocje. Jeszcze coś tu dopiszę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

GreenGo, Jak ja to doskonale znam,Kiedy patrze w przeszłość ..To włosy mi się jeżą z przerażenia ,jak mogłem zniszczyć własne życie .Prawie nikt mi w tym nie pomagał. Ale ja podejmę terapie .Jestem w tym stanie ponad 7-8 lat,i wiem ,ze z miesiąca na miesiąc będzie gorzej. A zakończy się na końcówce sznura .Wiec wybieram terapie . Tez o tym pomyśl.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

GreenGo, ja myślę, że mimo iż nie czujesz się depresyjnie to masz takie objawy.

Nie akceptujesz siebie, wręcz nienawidzisz, i mimo że tak jest wołasz tu o pomoc.

 

^^ Za to Ci się należą słowa uznania, bo już podjąłeś jakiś wysiłek i prędzej czy później coś się zmieni.

 

Dlaczego nie chcesz iść na terapię ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Szkoda, że czasu nie można cofnąć, bo tyle spraw, których nie da się naprawić już w żaden sposób spieprzyłem.
Mam problemy ze składnią.

 

Terapia narazie odpada, raz że muszę uporządkować wiele spraw, m.in. związanych z nauką, pracą, miejscem zamieszkania, a poza tym boję się, że będę się musiał wiele razy naciąć zanim trafię na kompetentną osobę, która chciałaby mnie zrozumieć i w dodatku potrafiła pomóc. Tego się boję, że oni nie wiedzą, jak leczyć, a że sam siebie kuruje od bardzo dawna, łyknąłem mnóstwo psychologoicznych książek i w dodatku mam skomplikowaną osobowość, lata unikania bólu mnie do tego doprowadziły, kiedyś wszystko było takie proste...

 

GreenGo, ja myślę, że mimo iż nie czujesz się depresyjnie to masz takie objawy.
Bo ja wiem, niczego szczególnie nieprzyjemnego nie czuję, boli mnie nerwica, brak energii, bóle głowy i napięcie, to jest aktualnie mój problem, a depresja to pieśń przeszłości.
Nie akceptujesz siebie, wręcz nienawidzisz, i mimo że tak jest wołasz tu o pomoc.
Raczej wstydzę się niż nienawidzę, wstydzę się tego, jak potoczyło się moje życie, nie tak miało być, nie takie miałem marzenia, nie takim człowiekiem chciałem zostać. Mówią, że cierpienie uszlachetnia, w moim wypadku z jednej strony może i tak, ale zrobiłem wiele rzeczy, których nigdy bym nie zrobił, gdyby nie ten cały ból, nawet nie chcę o tym pisać. Czasu nie cofnę, żeby tylko przyszłość przyniosła zapomnienie i coś miłego. Wciąż mam wiele planów i nadziei, choć to teraz dużo trudniejsze... zawsze pod górkę, nie masz dobrze. Kiedyś w depresji miałem już wszystkiego dość, na niczym już mi nie zależało, byłem taaaki zmęczony życiem, egzystencją, to było, jak miałem 18 lat, dziś mam 23, jest lepiej, ale nie zmienia to faktu, że się spieprzyło, że hej...

 

Gdybym wiedział to co wiem dziś, 10 lat temu, ile by mi to oszczędziło cierpienia i wstydu.

 

Lubię tą piosenkę, posłuchajcie, dramatyczna, ma klimat i... pasuje do mnie, niestety.

Jacek Kaczmarski - Krzyk

Dlaczego wszyscy ludzie mają zimne twarze?
Dlaczego drążą w świetle ciemne korytarze?
Dlaczego ciągle muszę biec nad samym skrajem?
Dlaczego z mego głosu mało tak zostaje?

Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy!
A! Zatykam uszy swe!
Smugi w powietrzu i mój bieg
Jak prądy niewidzialnych rzek
Mój własny krzyk, mój własny krzyk ogłusza mnie!
A! Zatykam uszy swe!
Mój własny krzyk, mój własny krzyk ogłusza mnie!

Kim jest ten człowiek, który ciągle za mną idzie?
Zamknięte oczy ma i wszystko nimi widzi!
Wiem, że on wie, że ja się strasznie jego boję,
Wiem, że coś mówi, lecz zatkałam uszy swoje!

Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy!
A czy ktoś zrozumie to?!
Nie kończy się ten straszny most
I nic się nie tłumaczy wprost
Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno!
A! Czy ktoś zrozumie to?!
Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte piąte dno!

Mówicie o mnie, że szalona, że szalona!
Mówicie o mnie, ja to samo krzyczę o nas!
I swoim krzykiem przez powietrze drążę drogę,
Po której wszyscy inni iść w milczeniu mogą...

Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy!
A! Ktoś chwyta, woła - stój!
Lecz wiem, że już nadchodzi czas
Gdy będzie musiał każdy z was
Uznać ten krzyk, ten krzyk, ten krzyk z mych niemych ust

Za swój!!!

 

I żeby nie było, to ja nie jestem załamany, ja się już nie załamuje, nie po tym co przeszedłem, jestem w stanie takiej niezdrowej, męczącej i dobijającej obojętności (w której mogę się śmiać, żartować i jako tako funkcjonować, ale nie zmienia to faktu, że to patologia, tak być nie powinno :roll:), pomimo tego, że oczywiście cały czas próbuję stanąć na nogi, to to jest jak mission impossible, like no way out situation. I tylko z boku wygląda to dla innych komicznie, a ja tu cierpie i cierpie, chyba zacznę wierzyć, że w poprzednim wcieleniu byłem prawą ręką Göringa, to wtedy chociaż mógłbym zrozumieć za jakie grzechy mnie to spotkało, a tak to można powiedzieć tylko PECH, jedni rodzą się bez empatii i wrażliwości, albo w dobrych rodzinach i im nie odbija, a tu taki pech, nerwice i depresje, to tak jak trafić 6 totolotka, takie niesamowite "szczęście" i splot okoliczności.

 

Dzięki za feedback.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mam ten problem praktycznie od zawsze, nie akceptuję siebie. Mogę to spychać na skraj świadomości, ale ta niewygoda wciąż we mnie jest. I to jest dziwne, bo z jednej strony czuję, że jestem wporządku, że mam kilka zalet i powodów do bycia zadowolonym z siebie (ostatnio trochę mniej :?), ale to wciąż tkwi i nie chce odejść. Kiedyś byłem bardzo nieśmiały i niepewny, wahałem się przed odezwaniem się w grupie ludzi, czułem się gorszy i głupszy, dziś już tak nie jest, potrafię być śmiały, ale nie poradziłem sobie z tym uczuciem, które sprawia, że noo niewygodnie mi ze sobą, właśnie niewygoda to dobre słowo. Nie akceptuję siebie samego i przez to nie pozwalam innym zaakceptować mnie, to skomplikowane, czuje się nielubiany, to nie tak, że o tym myślę, że rozpaczam, po prostu to czuje, czuję że nie pasuję. Bla bla bla, ostatnio jest na forum moda do opisywania swoich smutków, pomyślałem, że może i mi to pomoże, choć bardzo nie lubię duszy swej uzewnętrzniać, to zaryzyskuje, może poczuje się dzięki temu lepiej.

Mam też taki problem, że często jak już coś napiszę to zastanawiam się, jak zostanie to odebrane, heh, że ktoś może tego nie zaakceptować i w konsekwencji mnie odrzucić. :roll: Nie lubię pisać na takie tematy, mówienie o swoich uczuciach jest dla mnie nieprzyjemne, odkrywanie siebie przed innymi jest niebezpieczne, te zue ludzie mogą mnie przecież zranić :smile: zdegradować i niezaakceptować, a to by bolało. Nie lubię jak boli.

No to jak, czym to wyleczyć, myślicie, że rumianek będzie dobry?

 

 

 

Ja mam tak : Czuję się nielubiana, mimo że mam kilku dobrych znajomych. Nie jestem jednak nieśmiała - właśnie odwrotnie - w grupie, którą znam, jestem tą, co najwięcej gada, śmieje się, itd. I to nie jest na pokaz, czy, że jestem wtedy 'sztuczna' - ja po prostu w tym danym momencie czuję się dobrze i swobodnie, aby się śmiać i bawić. Ale wracam do domu i nagle, wieczorem na przykład, następują takie chwile, że nie mogę opanować się od łez ; łez złości. Burzy się wewnątrz mnie jakaś wielka złość do wszystkich i wszystkiego, nawet najmniejszych rzeczy i również do siebie; popadam kompleksy i denerwuje się, nie mogę niczego zrobić, bo myślę ciagle o tej jednej mojej niedoskonałośic, potem wyleczę się z jednej, wchodzę w drugi kompleks. Mam wieczne zażalenia do siebie i swojego wyglądu, swojego "ja''. Nie akceptuje się do końca, mimo że wiem, że mam kilka zalet, że mam coś, czego inni mogliby mi pozazdrościć, ale to mnie nie cieszy wystarczająco. Źle się czuję ze sobą i to jest złe, ale nie mogę z tym nic zrobić, a moja rodzina uważa, że wymyślam głupoty i to nie są ważne sprawy. Jestem na ogół jednak otwarta - potrafię dużo o sobie mówić i czasem za dużo... A potem boję się, że ktoś mnie będzie znał za dobrze i że to wykorzysta. Mam wrażenie, że powinnam stanowić dla innych sekret w pewnych kwestiach, a zbytnio o wszystkim mówię, co dotyczy mojej osobowości. Mówie to chyba tylko po to, aby doznać ulgi, że ktoś mnie wysłuchał. Tak, jak teraz - na tym forum. I tak mało kogo obchodzi to, jak się czuję, a mimo to piszę, mając wrażenie, że to mi pomoże. Złudzenia.

I podobnie, jak Ty, boję się odrzucenia! Nie chcę ufać ludziom i nie chcę się z nikim wiązać, bo boję się tego, że nie wyjdzie, że będę zraniona, że będzie boleć... A ja nie chcę. I chciałabym się znieczulić, nic nie czuć, zobojętnieć, aby móc być z kimś, a nic mnie nie wzruszało, a to ja mogłabym tylko ranić. To ochydne, wiem. Mam takie coś, że uważam wszystko za skomplikownae - bycie w związku? Niee! Przecież o to trzeba dbać, albo może sie coś tej osobie we mnie nie spodobać? to zbyt skomplikowane! Chciałabym dazyć do swojego marzenia (a mam takie), ale nie mogę i ostatnio właśnie zrezygnowałam z czegoś, co było dla mnie ważne, bo po prostu nie miałam sił, aby podołać temu - to dla mnie zbyt skoplikowane. Wolę nie robić nic, myśleć, siedzieć i tyle. Nie chcę i boję sie rutyny, a mimo to w nią popadam i ona jest taka przyjemna.... Czy tkoś ma takie odczucia, jak ja?

 

 

/ przepraszam za wszelakie błędy; piszę na szybkiego ;>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×