Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
wrazliwy

Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

Jestem tu nowy. Poczytałem główne wytyczne, pozaglądałem do różnych działów i doszedłem do wniosku, że temat jaki chcę założyć powinienem założyć tutaj.

Jeśli się mylę - proszę o przeniesienie.

 

 

Otóż, jak to w życiu bywa, nie stać mnie na prywatne wizyty u psychoterapeuty (o

publicznej służbie zdrowia się wypowiadać nie będę ech). Nie stać mnie wydać

100 zł za 50 min rozmowy z psychoterapeutą. Przy spotkaniach 1 bądź 2 razy w

tygodniu.

 

A jakie są moje problemy? Wypiszę w punktach, żeby było czytelniej.

 

1) Główny problem to nerwowość i przesadny stres o poranku: bóle brzucha i

duży lęk i niepokój. Spowodowane jest to, że nie boję się tego co mnie spotka,

że czegoś zapomnę wziąć, zrobić, że ktoś mnie skrytykuje, że jakaś duża

nieprzyjemność bądź zagrożenie mnie spotka. Ten lęk jest głównie właśnie rano.

I są nierzadko boleści somatyczne ze strony brzucha.

Było tak, że jak pracowałem w kliku miejscach to miałem szczęście parę razy

trafić na dupków. Ostatnia taka praca to praca 6 miesięcy z kierownikiem,

którego czepialstwo, krytykowanie i nerwowość tak na mnie wpłynęły, że wtedy

codziennie rano miałem stresa i latanie do kibla. Wcześniej też trafiał się

coś takiego(stres z powodu ochrzanu i niemiłej atmosfery w pracy), ale praca z

tym kierownikiem była czymś STRASZNYM!

 

2) Krytycyzm i Sędzia-Krytyk, które ciągle czuję nad sobą. Chodzi o mojego

ojca, który przez całe moje życie był właśnie uosobieniem tego. Do tej pory to

się za mną ciągnie.

 

3) Nadopiekuńczość moich rodziców.

Byli nadopiekuńczy wobec mnie. Mieszkałem z nimi do 25 roku życia. Tak więc

wyobraźcie sobie że przez 25 lat byli wobec mnie nadopiekuńczy - to w dużym

stopniu wpłynęło na to jak się czuję gdy muszę załatwić SAM pewne sprawy, gdy

SAM muszę zrobić zakupy, zrobić obiad, gdy może spotkać mnie jakieś

NIEBEZPIECZEŃSTWO, z którym SAM będę musiał sobie poradzić. Przez 25 lat moi

rodzice zrobili mi w tej materii wodę z mózgu. Ci którzy przeżyli

nadopiekuńczość rodziców to wiedzą o czym mówię.:(

 

4) stresowanie się przesadne! specyficznymi wydarzeniami: spotkanie z

dziewczyną, wyjście z kumplem na dyskotekę, spotkanie imprezowe. To są

wydarzenia które teoretycznie powinny dostarczać przyjemności, albo pewnej

małej ilości adrenaliny. A u mnie odwrotnie!

Czemu się stresuję? Czego się boję? A mianowicie pewnego rodzaju oceny, osądu

ze strony innych ludzi. A także tego, że coś się nie powiedzie nie tak, że

wyjdę na głupka, na dziwaka, że zachowam się nie tak.

Na to też wpływ ma zahukanie trochę mnie przez moich rodziców oraz to, że

powinienem być zawsze grzeczny, ułożony i dobrze się zachowujący. Bez żadnych

ekscesów.

5) jestem WRAŻLIWY - dlatego to tak wszystko chłonę.

 

To główne punkty.

Wkurza mnie to, irytuje, deprymuje (chociaż walczę z tym) - to, że te lęki, ta

przeszłość steruje moim życiem. Te poranki stają się czymś bardzo

nieprzyjemnym - później się wkurzam trochę, że znowu uległem lękowi. Wszystko

przypomina takie zataczające się koło.

 

Zastanawiałem co robić:

Zacząłem pisać, od czasu do czasu, pamiętnik.

Zacząłem uprawiać sporty.

Czy ze swoje WRAŻLIWOŚCI uczynić siłę? Czy stłamsić tę WRAŻLIWOŚĆ w sobie i

wyzbywać się jej po trochu?

 

Czy ktoś z Was tak miał?

Jak można samemu z tym sobie radzić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Radzę jednak dobrze zastanowić się nad terapią, bo takie problemy same się nie rozwiążą. Oczywiście rozumiem, ze nie stać cię na prywatnego terapeutę, dlatego zainteresuj się terapią na NFZ.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witaj wrazliwy,

 

Pewnie nie takiej rady się tu spodziewałeś, ale uważam, że przy takich problemach człowiek sam sobie nie poradzi. Problemy będą się nawarstwiać a później będzie jeszcze gorzej. Ja próbowałam sama uporać się ze wszystkim, trwało to trzy lata. Łudziłam się, że będzie dobrze, że sobie poradzę (bo przecież zawsze ze wszystkim jakoś sobie radziłam). Wszystkie problemy niestety wracały ze zdwojoną siłą. Niedawno doszłam do wniosku, że nie dam rady. Jedyne co mogłam zrobić to zgłosić się do specjalisty (na razie czekam na pierwszą wizytę).

 

Zapytałam również o zdanie mojego lekarza rodzinnego. Powiedziałam mu tylko o moich lękach (a jest tego o wiele więcej) a on doradził mi bezzwłoczne udanie się do psychiatry.

 

To co w tej chwili jest dla Ciebie nieprzyjemne, za jakiś czas może stać się nie do zniesienia. Oczywiście nie musi tak być, ale mówię jak może się stać. Na pewno jest to indywidualna sprawa, zależy to od człowieka, jego stanu, problemów z jakimi się zmaga, ale w wypadku tego typu problemów chyba nie można pomóc sobie samemu, bez psychoterapii. Aby pomóc sobie, trzeba na swoje życie spojrzeć z innej perspektywy, obiektywnie. Człowiek w swoim zachowaniu, postępowaniu nie dostrzega wielu rzeczy. Takie obiektywne spojrzenie daje chyba tylko psychoterapia czy kontakt ze specjalistą.

 

Myślę, że warto spróbować terapii w ramach NFZ. 100 zł za 50 min rozmowy nie gwarantuje dobrej terapii i terapeuty ;)

 

I za żadne skarby nie tłum swojej wrażliwości. Myślę, że to ona właśnie pomoże Ci uporać się ze swoimi problemami, dostrzec rzeczy nad którymi powinieneś pracować itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Wam bardzo za dotychczasowe wpisy.

 

Na razie chcę skomentować tylko jedną rzecz:

Oczywiście, że próbowałem szukać specjalisty w ramach NFZ - ale rezultaty były ŻAŁOSNE.

Opłacam składki co miesiąc na służbę zdrowia, a to z czym się spotkałem to porażka.

Gdy już zdobyłem skierowanie od lekarza rodzinnego, to się okazało że w stolicy właściwie nie ma ośrodków z terapii indywidualną w ramach NFZ.W jednym ośrodku były grupowe, ale codziennie po 5 godzin - a ja pracuję przecież! Szukałem jednak dalej - nie znalazłem ośrodków jako takich w stolicy gdzie normalnie jest udzielana taka pomoc. Ale ale! Jednak w końcu udało mi się znaleźć takie miejsce. Wziąłem skierowanie i się zapisałem. Jednak facet który tam przyjmował był żałosny: spotkania po 20-30 min, ćwiczenia tylko oddechu, jakieś jego głupie teksty, komentarze, był BEZNADZIEJNY. No i co? I skierowanie przepadło, a ja znowu zostałem bez fachowej pomocy.

Tak więc pod tym względem sytuacja jest nieciekawa tutaj.

Trzeba płacić. Byłem prywatnie (100 zł za 50 min) u psychoterapeuty, którego znam. Widziałem, że to jest to. Ale jednak doszły mi inne wydatki i nie zadzwoniłem do niego by umówić się na terapię. Teraz minęło parę miesięcy, i ja nie wiem czy by zechciał mnie przyjąć na terapię znowu, heh. Tak czy siak, muszę mieć więcej kasy. Taki jest ten świat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy ktoś mi może doradzić? Napiszę jeszcze o tym porannych atakach:

 

Najgorszy jest ten przemożny atak lęku i bóle brzucha (biegunka) z samego rana,

gdy się obudzę.

 

To się nasiliło właśnie wtedy gdy zacząłem pracować za granicą z pewnym kierownikiem, z którym

rano jeździłem do pracy na 8-9 godzin. Już od samego spotkania na parkingu

potrafił się przypiep**yć, ni z gruchy ni z pietruchy. Skrytykować, ochrzanić

itp. To spowodowało, że codziennie przed pracą dostawałem boleści brzucha i

odczuwałem duży stres.

Później w ciągu dnia, było podobnie, jego częste ataki na mnie.

Po prostu ja przeżywałem to bardzo mocno, przeżywałem lęk i stres.

 

I później niestety ten stres z rana i bóle brzucha weszły jakoś tak w codzienny

rytuał.:(

I tak przez 6 miesięcy pracy z nim...

 

Później jak wróciłem do Polski, to odetchnąłem z ulgą. Jednak te ataki poranne

pozostały, w mniejszym lub większym stopniu.

 

I właśnie teraz mam je niemalże codziennie. Po tym wydarzeniu.

Rano - gdy idę do pracy oraz gdy zmieniam miejsce udzielania usług (z jednego biura do drugiego) - to odczuwam lęk i dostaję boleści brzucha.

Łączę to po prostu z powyższym wydarzeniem. Plus moja wrażliwość.

Może też to być związane z moim ojcem-krytykiem jak i tym że w czasach liceum

byłem obiektem szykan.

 

Czy ktoś może powiedzieć co to może być?! :mhm:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wrazliwy, sam już sobie bardzo trafnie odpowiedziałeś.Ja także miewam poranne lęki,boleści i mdłości,choć z osobami,ktore zapoczątkowaly u mnie te dolegliwości nie mam już do czynienia od 4 miesięcy.Mózg jest plastyczny,więc choć stresora już w Twoim obecnym życiu nie ma,model lęku utrwalił się i pozostal.Większość nerwic reaktywnych ma taki mechanizm.Na pocieszenie powiem Ci,że to minie na pewno-mi już raz udało się z tego wydźwignąć,trochę to trwało,ale w końcu się "odkształciło".Niestety czynnik,ktory wywoływał napięcie powrócił i znowu mam ten problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wrazliwy, Większość nerwic reaktywnych ma taki mechanizm.Na pocieszenie powiem Ci,że to minie na pewno-mi już raz udało się z tego wydźwignąć

 

Co to jest nerwica reaktywna?

 

A jak udało Ci się wydźwignąć z tego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wrazliwy, nie,ja nie wiem jaka to jest efka-czy to jest bardzo istotne?na pewno cierpisz na zaburzenia lękowe wywolane czynnikiem stresowym.Ale jak to się fachowo nazywa-nie wnikam,myślę,że wielu z nas na forum ma coś takiego.każda nerwica jest na swoj sposob "reaktywna".

Wyszlam z tego poprzez przebywanie z ludźmi,ktorzy mnie kochali,akceptowali,nie poganiali tylko delikatnie wspierali.To mnie uzdrowilo,pewnie w jakiś sposób też lekarstwa..ale raczej niewielki.Najwięcej pomogla zmiana środowiska.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na tego typu lęki najlepsze beda odpowiednie lekarstwa (zapewne lajotwe SSRI ) + terapia.

 

Z tego co piszesz nie jest z Toba az tak zle, bo nie masz chyba czegos co Cie strasznie boli, czegos co nie mozesz zaakceptowac itp itd Bo na to leki tylko troche pomagaja wiekszosci ludzi. CHyba ze masz odrobine farta to wtedy lek zalatwi wszystko.

 

Natomiast tego typu lęki itp itd swietnie wyglszuaja lekarstwa.

 

Jezeli nie stac Cie na terapie to idz prywatnie do psychiatry i opowiedz wszystko co i jak.

 

Nie boj sie lekow, akurat na tego typu przypadlosci dzialaja one najlepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyszlam z tego poprzez przebywanie z ludźmi,ktorzy mnie kochali,akceptowali,nie poganiali tylko delikatnie wspierali. [...]Najwięcej pomogla zmiana środowiska.

 

Hmm, przepraszam za wścibskość - ale gdzie takich ludzi "znalazłaś". Szukałaś ich gdzieś?

 

Mnie nosi (np. wyjazd z Polski), ale jednak to by mi uniemożliwiło leczenie (lekami bądź psychoterapią).

 

Zenonek, dziękuję za wypowiedź. Postaram się pójść do psychiatry - może uda mi się w ramach NFZ. Lekarstw się trochę obawiam - kiedyś jak byłem młody to brałem(niestety nie pamiętam jakie) i miałem dziwne objawy: otępienie i (chyba) zawroty głowy - trochę źle tolerowałem ten lek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wrazliwy, gdzie znalazłam? Nie szukalam :pirate: Zakochalam się i zamieszkaliśmy razem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wrazliwy, gdzie znalazłam? Nie szukalam :pirate: Zakochalam się i zamieszkaliśmy razem.

 

No ale tam tak napisałaś, jakby było parę tych osób.

Rozumiem, że zakochałaś się w 1 osobie? :smile:

 

To Ci zazdroszczę. Fajnie się tak zakochać w odpowiedniej osobie. :angel:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wrazliwy, hmm...90% sukcesu stanowila kochająca do szaleńtwa,dobra i opiekuncza osoba..a reszta to:

-pies,ktorego zażyczylam sobie zamiast pierścionka na zaręczyny

-21 szczurków

-kociczka

-mama i tata mojego ukochaneg-bardzo dobrzy i lagodni ludzie.

jak trochę się wzmocnilam to poszlam do pracy-i tam również mialam szczęście trafić na świetnych ludzi,ktorych bardzo pokochalam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też czuję, że taka kochająca kobieta mogłaby mi dodać energii, wiary w siebie. Bo przecież skoro by mnie pokochała wartościowa kobieta - to by znaczyło, że jestem coś wart, że reprezentuję coś sobą, to by mi podniosło moje poczucie wartości, moje morale.

Wiem, że to by mi pomogło.

Ale z drugiej strony szukanie w tym pomocy - uważam, że to nie jest dobra droga, bo wtedy nie skupiamy się na pracy nad sobą a na jakimś chorym szukaniu drugiej połówki.:)

Jednakże - znalezienie osób, grupki ludzi, którzy mnie akceptują, lubią w pełni i ja to CZUJĘ - by mi mocno pomogło.

Od dawna uważałem że piękne, zdrowe relacje z pewną grupą ludzi (np. przyjaciel) odgrywają olbrzymią rolę w poprawieniu nastroju, morale. Czasem są bardziej wartościowe niż psychoterapia bądź leki. :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wrazliwy,

 

Juz sam fakt, ze piszesz tak to znaczy, ze jestes osoba wartosciowa i powinienes znalezc dobra, wrazliwa i mila kobiete, bo na taka zalsugujesz.

Wszystko jest w zasiegu reki i dla faceta to nie problem poderwac dziewczyne...ale trzeba uwazac zeby nie trafic na jakas lafirynde, ale wtedy najwyzej ja kopniejsz w dupala...

 

Pamietaj NIE obawiaj sie dziewczyn - sam bylem czasami swiadkiem jak kolesie byli traktowani przez "zouzy" - niejednego nauczylem jak sie postepuje ze zlymi ludzmi.

 

Pamietaj - niech NIE obchodzi Cie to co zli ludzie maja do powiedzenia.

 

Uwierz osoby bez wartosci, nie maja takich rozterek- im sie wydaje, ze sa super i naj... (kolesie co leja swoje zony co zdradzaja na prawlo i lewo- nie dosc, ze najczesciej nie maja ani kasy, ani wyksztalcenie, kultury, osobowosci, wygladu to jeszcze wyrywaja panny na prawo i lewo).

 

Widzisz jak takie glaby moga to Ty nie mozesz ?

 

Nie boj sie lekarstw. Jak sie zaczyna od 1/4 dawki, pozniej 1/2 i dopiero po kilku dniach normalna minimalna dawke to skutkow ubocznych mozesz nawet NIE doswiadczyc.

 

A zreszta co lepsze meczyc sie z lękami czy przez pare dni miec np mdlosci, ale pozniej bedzie juz tylko lepiej ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zenonek, dziękuję. To miłe co napisałeś.

 

Pamietaj NIE obawiaj sie dziewczyn - sam bylem czasami swiadkiem jak kolesie byli traktowani przez "zouzy" - niejednego nauczylem jak sie postepuje ze zlymi ludzmi.

No właśnie u mnie jest ta obawa, lęk przed odrzuceniem. Ogólnie na myśl podrywu dziewczyny dostaję skrętu kiszek, lękam się, boli mnie brzuch. To jest jeden z moich stresorów.:(

Jak wychodzę z założenia, że wyjście na miasto czy gdzieś ma mi przynieść okazję do podrywu, to od razu się stresuję i odczuwam lęk. Dlatego od pewnego czasu, tak Ci powiem, mam wy***ane na posiadanie i podrywanie dziewczyn, szukanie okazji do zaczepianie dziewczyn - i powiem Ci, że taka olewka mi pomaga - tzn. minimalizuje mi stres. Jak sobie wyrobię takie podejście, to wtedy będzie dla mnie zdrowiej.

 

Widzisz, sam piszesz, co było bardzo fajne, że zasługuję i powinienem znaleźć wartościową kobietą. Ale właśnie te nieudane podejścia, to, że jak idziesz ulicą czy do klubu, to nie wiesz czy taka dziewczyna jest wartościowa i miła (chyba że wyczytasz z oczu haha) - i wtedy odrzucenie czy ośmieszenie jest bardzo możliwe, i poza tym nie wiesz czy gra jest warta zachodu, tzn że właśnie dziewczyna okaże się zołzą czy niedobra kobietą.

 

 

A propos lekarstw. Rozumiem - na początek małe dawki, spoko.:)

A jakieś leki na te moje przypadłości jesteś w stanie polecić czy nie bardzo? :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wrazliwy, tak czytam co piszesz i myślę,że faceci mają przerąbane.Ta presja zdobywcy-że to Wy musicie iść na łowy i kogoś upolować.Nigdy nikogo nie poderwalam i nie umialabym tego zrobić-wlasnie ze względu na paniczny lęk przed odrzuceniem-gdybym musiala sama robić pierwszy krok-pewnie bylabym sama do końca życia.

Pytałeś Zenonka,ale od siebie mogę Ci polecić paroksetynę,która super dziala na lęki i fs (sprawdzone!).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wrazliwy,

 

Sluchaj sie SHadowa :P. Paroksetyna to jeden z tych lekow co BARDZO dodaja pewnosci siebie.

 

Co do tego lęku- to ja naprawde NIE moge tego zrozumiec- coz to za lęk ?

 

To niepowazny lęk - po prostu normalnie sie zachowuj, badz soba, nie zgrywaj sie, NIE udawaj bawidamka czy podrywacza jak nie jestes nim.

 

Po prostu badz PEWNY siebie taki jaki jestes i olewaj to czy cos sie komus podoba czy nie.

 

Nie boj sie odrzucenie- zreszta niby dlaczego mialbys sie bac ? A co sie takiego stanie jak NIE wyjdzie ? To szukasz dalej- to nie jest zaden problem, akurat z tego lęku terapia CIe na lajcie wyprowadzi.

 

Dobre leki podnoszace pewnosc siebie :

 

- Paroksetyna (Seroxat)

- Prozac (niby nie dziala jakos przeciwlękowa, ale naprawde duzo osob na nim staje sie pewnymi siebie ludzmi, sam bylem tego swiadkiem- jak moj kumpel z zakompleksionego cipasa stal sie bystrym i pewnym siebie przedsiebiorca na Prozacu)

- moze Cital troche

- Zoloft nie za bardzo - ja nie mam duzo lękow , nie boje sie kobiet - mam w sumie tylko jeden lęk- troche sie boje egzaminow na uczelni i na to ten lek mi nie pomoga za bardzo

 

Wyzbyc sie kompleksow : o ile nie masz jakiegos tragicznego trądziku, 140 cm wzrostu czy garba to jak na faceta na pewno jestes atrakcyjny fizycznie i intelektualnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zenonek, zapomnialeś o wenli.to dobry lek przeciwlękowy,anafranil rownież.

hehe Zenonek może i się bab nie boi,ale ja Cię rozumiem-boję się facetów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Shadowmere,

 

No tak, ale pewnie masz powody zeby sie bac....

 

Co do Anfranilu i Efectinu- no wiesz takie smakolyki :mrgreen: to sa dla zaprawionych w boju psychotropowcow :pirate: .

 

Dla psychotropowych prawiczkow to sa SSRI :).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zenonek, ja takim prawiczkiem pozostalam nawet po wypróbowaniu kilku ssri,więc w sumie masz rację :D To są leki na twardą główkę.

Każdy kto się czegoś boi ma jakiś powód..Wrażliwy też pewnie gdyby zajrzal głębiej to by znalazł.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wrazliwy,

 

Sluchaj sie SHadowa :P. Paroksetyna to jeden z tych lekow co BARDZO dodaja pewnosci siebie.

 

Co do tego lęku- to ja naprawde NIE moge tego zrozumiec- coz to za lęk ?

 

To niepowazny lęk - po prostu normalnie sie zachowuj, badz soba, nie zgrywaj sie, NIE udawaj bawidamka czy podrywacza jak nie jestes nim.

 

Po prostu badz PEWNY siebie taki jaki jestes i olewaj to czy cos sie komus podoba czy nie.

 

Nie boj sie odrzucenie- zreszta niby dlaczego mialbys sie bac ? A co sie takiego stanie jak NIE wyjdzie ? To szukasz dalej- to nie jest zaden problem, akurat z tego lęku terapia CIe na lajcie wyprowadzi.

 

Zenonek, tak to jest z lękami, że tych, które nas nie dotykają, często nie rozumiemy u innych. Tak też jest tutaj.

Nie możesz zrozumieć co to za lęk? No właśnie to jest lęk przed ośmieszeniem się, przed tym, że odrzucenie spowoduje załamanie się mojego poczucia wartości. Dlatego że mam zaniżone poczucie wartości. Więc jeśli jakaś dziewczyna powie nie lub będzie niemiła to będzie trochę jak hasło: " Jesteś beznadziejny/kiepski/nie podobasz mi się" a więc "Jednak faktycznie jestem mało wart skoro mnie odrzucono".

Tak więc odpowiadając na Twoje pytanie: to się stanie, że właśnie nie wyjdzie i:

1) ta porażka obniży jeszcze moje poczucie wartości

2) w około jest dużo ludzi, którzy będą obserwować mnie i OCENIAĆ to że zagaduję do jakiejś dziewczyny. I jak zobaczą "O jakaś laska go odrzuciła, tzn że pewnie jest coś z nim nie tak" i wtedy będę się czuł bardzo niekomfortowo w tym towarzystwie. A jeszcze jak laska to zrobi w sposób niemiły i wyraźny, to już w ogóle porażka.:(

 

Piszesz, żebym był pewny siebie. Tiaaaa, łatwo powiedzieć. Jak zaczynam być pewny siebie to czuję, że trochę nie jestem sobą, jakoś po pewnym czasie czuję się nieswojo. A jak jestem nieśmiały to też źle. Po prostu nie potrafię w takich miejscach, sytuacjach, być do końca sobą. Może dlatego, że sam nie wiem kim tak naprawdę jestem? :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wrazliwy, Zenonek tego nie rozumie,bo pochodzi z kochającej,stabilnej rodziny-i pewność siebie wyssał z dobrym mlekiem mamy.Rodzice to pierwsze i najważniejsze osoby,ktore uczą nas szacunku do samych siebie i poczucia wlasnej wartości.Znam mnóstwo przerażonych,zahukanych dziewczyn i kobiet,ktore przeglądają sie w oczach każdego napotkanego faceta by zobaczyć uznanie i akceptacje,ktorą powinny zobaczyć w oczach wlasnych tatusiów.Niestety,na pewno w jakimś stopniu jestem jedną z takich dziewczyn.

Jeżeli rodzice nie dają nam do zrozumienia,że jesteśmy wspaniali,wyjątkowi,w porządku i tacy jak powinniśmy być-to nieważne ile razy uslyszysz,że jesteś piękny,mądry,jedyny w swoim rodzaju..I tak zawsze będziesz slyszal i widzial jedynie odrzucenie i przejawy niechęci.

Od tego są chyba terapie :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolejną rzecz chciałbym poruszyć. :smile:

Otóż są pewne sytuacje, które z rana mnie stresują a inne nie. Porównanie:

1) Gdy mam iść do pracy - stres

2) Gdy mam iść zrobić duże zakupy bądź załatwić coś na mieście - stres

3) gdy mam iść z rana pływać - stres

Ale:

1) gdy mam iść pod wieczór pływać - brak stresu bądź prawie brak stresu.

1) Gdy mam iść pobiegać - brak stresu

2) gdy wiem co mam na obiad, na kolację i nie muszę się tym martwić - brak stresu

3) gdy wiem, że większość czasu spędzę spokojnie w domu - brak stresu

 

Tak patrzę na te rzeczy i próbuję jakieś wnioski wyciągnąć. Hmm, może chodzi o to, że w pierwszy sytuacjach - jest niepewność, nie wiem co mi się może przydarzyć, mogę coś popsuć, schrzanić, coś mi się nie uda, nie mam kontroli nad wydarzeniami. :( No i pewnie o to, że mam złe konotacje, od sporego czasu przeżywam stres związany z tymi czynnościami.

A w drugich sytuacjach nie stresuję się, gdyż nie mam złych konotacji z nimi związanych - np. bieganie od dawna lubiłem i lubię, przez 25 lat mojego mieszkania w domu rodzinnym to zawsze rodzice zajmowali się przygotowaniem posiłków - tak więc jak nie muszę się o to troszczyć to żyję w błogim spokoju i wiedząc że nie odczuję żadnych przykrych konsekwencji spowodowanych gotowaniem.

 

Co Wy na to?

Czy ktoś miał/ ma podobne odczucia, stresory?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witaj! Wlasciwie to Cie dobrze rozumie bo sama mam nerwice lekowa, jezeli chodzi o te straszne poranki, to chyba cecha wszystkich ktorzy maja nerwice. Ja staram sie za wszelka cenne postepowac tak jak by mi sie nic nie dzialo, oczywiscie nie jest to takie proste. Z rana mam mdlosci, staram sie je ignorowac i wpycham w siebie sniadanie, potem jade gdzies autobusem, a musze dodac ze potwornie boje sie jazdy autobusem. Postaraj sie myslec ze twoj lek juz w krotkim czasie zniknie i ze tak naprawde to nie stanie sie nic strasznego. Ja moge polecic Ci trening autogenny Schulza, rzecz jasna nie spowoduje ze twoj lek zniknie ale napewno znacznie go zlagodzi w trudnych momentach. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×