Depresja
-
Lek "tworzony" w porozumieniu firm Lundbeck i Otsuka. Ma być następcą arypiprazolu który przyniósł bardzo duży zysk firmie Otsuka i Bristol Meyers ale jego patent kończy się w 2015 roku. By nie przerwać strumyczka zysku firma stworzyła brexpiprazol, który jest chyba strukturalnie bardzo podobny do arypiprazolu. Na korzyść leku przemawia jeszcze większa siła na 5-HT1a co może przynieść jeszcze lepszy efekt augmentujący działanie przeciwdepresyjne. Firmy właśnie dziś złożyły wniosek do FDA o rejestrację brexpiprazolu jako lek na schizofrenię i lek augmentujący antydepresanty. Jako, że firma Lundbeck jest firmą Europejską powinniśmy dość szybko doczekać się rejestracji tego leku w Europie. http://www.businesswire.com/news/home/20140713005044/en/Otsuka-Lundbeck-Submit-Drug-Application-Brexpiprazole-Treatment#.U8ON8Pl_vrE Żeby nie było różowo - abilify był i chyba jest jednym z najdroższych leków psychiatrycznych na świecie, a więc pewnie podobnie będzie z jego następcą.
- 21 odpowiedzi
-
- brekspiprazol
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Zaczęłam podejmować kilka aktywności pomimo depresji, ale po jakichś dwóch dniach zaczęłam mieć już kryzys Myję zęby 3 razy dziennie (przedtem przez większosc czasu nie myłam w ogóle), myję twarz 2 razy dziennie (przedtem zwykle w ogóle nie myłam), nakładam krem po każdym umyciu twarzy (przedtem w ogóle nie używałam), chodzę codziennie na spacery (przedtem chodziłam w kratkę), co drugi dzień ćwicze (przedtem rzadko ćwiczyłam) i biorę prysznic codziennie (przedtem tak średnio raz na tydzień się myłam, czasem nawet raz na 2 tygodnie). No ale teraz jestem po kilku dniach robienia tego wszystkiego (zaczęłam chyba w sobotę) i czuję brak sił o wiele większy niż gdy zaczęłam to wykonywać. Czy mam nadal to wszystko robić i kryzys sam minie, muszę go tylko jakoś przetrwać, czy może coś robię źle? Macie doświadczenie z czyms takim? Kusi by wrócić do nicnierobienia
-
Tak jak napisałam w tytule, uważam, że psychoterapia w każdym nurcie, czy psychodynamiczna czy poznawcza, czy leki nie leczą depresji, bo nie uderzają w jej przyczyny.One działają tylko na skutki choroby i to w małym stopniu. Ani leki, ani terapia nie dają trwałego efektu w postaci WYLECZENIA, one tylko zaleczają objawy, żeby potem wróciły ze zdwojoną siłą. Znam mnóstwo osób, niektóre z nich z terapii grupowej, każdy z nich miał już kilka nawrotów i choruje przewlekle( w tym ja). Prewencyjna terapia i leki nie pomogły im w zapobieżeniu kolejnemu nawrotowi.Przyczyną depresji są tendencje genetyczne oraz nasza indywidualna osobowość i cechy charakteru.Na to nie mamy wpływu, dlatego z miernym skutkiem możemy tylko zaleczać objawy.Sami popatrzcie, ile osób na tym forum leczy się całymi latami.Poprostu są jednostki słabe psychicznie, u których błahe dla innych zdarzenie wywoła ciężką depresję, a są takie których nie zaprowadzi do psychiatry jednoczesna śmierć kilku najbliżyc h osób z rodziny.Przeszłam już kilka terapii w różnych nurtach i żadna nie dała trwałych efektów. Niestety smutna prawda jest taka, że psychiatrzy i psychoterapeuci zarabiają tylko pieniądze na nas, sierotkach- Marysiach.
-
Witam, Dziś lekarz przepisał mi na depresję lafactin oraz na zaburzenia snu trittico. Poinformowałam lekarza o tym że w związku ze stanem depresyjnym wzrosła moja waga. Moje pytania brzmią : Czy ktoś stosował te leki i zauważył zmiany jeśki chodzi o wagę ? Substancją czynną Lafactonu jest wenlafaksyna. Jak się ona ma do wagi ??? Ktoś pomoże ?
-
- lafactin
- (i 7 więcej)
-
Dzień dobry. Nazywam się Oliwia. Mam 16 lat. Od początku tego roku uczęszczam do liceum. Co się z tym wiąże - nerwy z powodu zmiany szkoły, nowi ludzie, nauczyciele. Nigdy nie miałam takich problemów jakie mam teraz. Bardzo boli mnie głowa, czuje się przygnębiona. Jak mam cokolwiek powiedzieć na lekcji, chociażby przeczytać coś z podrecznika na głos, mój głos w tym momencie się strasznie zarywa + z nerwów połykam ślinę 100 razy na minutę. Robi mi się w tym momencie bardzo zimno i słabo, mój brzuch zaczyna bardzo boleć, czuję że zwymiotuję. Moje plecy tak zaczynają boleć, że ledwo co się ruszam. Melisa nie pomaga, nawet bym powiedziała że pogarsza sytuację, bo zaczyna mnie po niej bardzo mdlić a brzuch zaczyna bardziej bolec. Wszyscy ciągle mi powtarzają: „Nie denerwuj się!”, „Nie masz czym się przejmować”, „Jak się ciagle tak będziesz denerwować to wpadniesz w nerwicę” ale nic kompletnie nie pomaga, tym bardziej te słowa pogarszają to wszystko.. Po szkole płaczę bardzo często, czuję że nie mam siły.. moja mama bardzo mnie wspiera ale niestety w szkole to wszystko inaczej wyglada niż bym chciała. Bardzo proszę o pomoc:(
-
- nerwica
- (i 5 więcej)
-
Cześć jeszcze raz. Napisałam już jedną notkę i teraz myślę, że zaczęłam od złej strony. Mam nadzieję, że mi wybaczycie moją desperację. Mam 21 lat i cierpię na nerwicę natręctw od wielu lat, od jakiegoś czasu postanowiłam z tym skończyć i mam wrażenie, że całkowicie postradam zmysły. Wczoraj byłam na konsultacji u psychologa, planuję terapię. Byłabym niezwykle wdzięczna, gdyby ktoś chciał posłużyć radą albo swoim doświadczeniem. Z góry dziękuję .
- 4 odpowiedzi
-
- nerwica
- (i 2 więcej)
-
Długo się wysilałem, aby dołączyć do tego forum, ale w końcu pomyślałem, że lepiej mi to zrobi. Jestem chłopakiem, mam dopiero co skończone 19 lat (jutro będzie miesiąc ) i zmagam się prawdopodobnie (bo żadne z tych nie mam zdiagnozowanych) z nerwicą, depresją i może jeszcze coś ze stanów lękowych. Nie wiem, czy dam radę opowiedzieć tutaj wszystko, bo jak zwykle coś mi będzie musiało z głowy wylecieć, ale prawdziwe problemy zaczęły się w październiku, gdy rozpoczynałem studia na Politechnice Lubelskiej. Wszystko zaczęło się już jakiś rok temu (a nawet i więcej), stres w liceum był dla mnie przytłaczający, najbardziej obawiałem się polskiego i odpowiadania z niego, bo z interpretowania tekstu była ze mnie wielka ciemnota, ale nieobecności pojawiały się wtedy najczęściej całodniowe, spowodowane bólem brzucha, głowy itd. Skończyło się to na fatalnej frekwencji ok 60%, wydzwanianiem do rodziców, zamykaniem się w bursie na klucz (przyłapali mnie na tym w kwietniu 2017 - II liceum). Wtedy była rozmowa z panią wychowawczynią, która mnie rozumiała i wspierała, gorzej było z innymi nauczycielami i kolegami. Byłem obiektem żartów, najczęściej jednak nieobraźliwych, jednak nie wspominam liceum zbyt dobrze. Ogólnie wszystkie te kłopoty przeżywałem dość dobrze, wszystko dosyć posypało się na początku III liceum. Pojechałem do laryngologa w sprawie swojego głosu, który był chrypliwy i brzmiał jakbym ciągle był w trakcie mutacji. Po USG szyi skończyło się na tym, że dostałem podejrzenie choroby autoimmunologicznej ( konkretnie zespołu Sjogrena). Od tego czasu byłem w szpitalu na diagnostyce już z 5 razy, sprawa głosu zeszła na dalszy plan. Teoretycznie w listopadzie 2018 r. choroba została zdiagnozowana, problem w tym, że niektórzy lekarze byli o tym przekonani, inni nie. Jeszcze inni podejrzewają u mnie coś grubszego, jak np. toczeń. Wtedy właśnie zaczął się mój chyba najgorszy okres w życiu, który trwa do dzisiaj. Zaczęło się wyszukiwanie przeróżnych chorób, począwszy od tego tocznia, zacząłem się bać, że choroba jest już w zaawansowanym stanie, że w ciągu 5 lat umrę. Później jakoś objawy się wykluczały, więc sprawę autoimmunologicznych chorób pozostawiłem. Zaczęły mnie jednak pobolewać mięśnie, a czasami tak jakby pulsować, drżeć. Starło się to w czasie, kiedy akurat na Facebooku zobaczyłem posta o piłkarzu, który zachorował na chorobę neuronu ruchowego, po diagnozie której żyje się średnio 3 lata tylko. Oczywiście musiałem przeczytać, co to za choroba. Trafiłem wtedy na forum SLA. Wtedy zaczęły się fascykulacje i myślenie o kalectwie, a następnie kompletnym paraliżu. (Nawet, kiedy o tym teraz piszę dopada mnie dziwne kłucie w dłoniach). Tych objawów miałem już od groma: problemy z połykaniem, drżenie, parestezje). Byłem na EMG (a konkretnie w sumie tylko na ENG), gdzie przewodnictwo wyszło w normie, jednak występowała rzadko fala F, co ma świadczyć o dyskopatii itp. Chciałbym diagnozować się dalej, jednak w tym momencie trochę gorzej z pieniędzmi jest, rodzice brali już 2 kredyty na wesela rodziny, ja mam kredyt studencki. Nie pozwalają mi kupować gier, czy jakiegoś droższego jedzenia (czasami ich wtedy nie słucham ), ojciec ciągle narzeka, że nic nie robię i mam sobie znaleźć pracę. W obecnym momencie czuję się lepiej, pobolewają mnie ręce, mam ciągle wrażenie, że jedna ręka jest słabsza od drugiej i mam w niej gorszy chwyt, ale staram się o tym nie myśleć; drga mi także wyciągnięty język, czasami nawet i niewyciągnięty (najczęściej wtedy, gdy się stresuję). Mało co napisałem o depresji, bo teraz tak ciężko z tym nie jest, ale od dziecka marzyłem o tym, aby: a) się zakochać (na razie mam na koncie tylko 1 friendzone i nic więcej xd) b) być wysokim (zawsze marzyłem, aby mieć 2m wzrostu, o co się nawet modlę do dziś (jestem katolikiem dosyć mocno wierzący [jestem ministrantem, udzielam się w parafii itd])) Nie licząc problemów z frekwencją w szkole, oceny miałem dosyć niezłe, pomimo tragicznej frekwencji skończyłem ze średnią powyżej 4,0. Przygód miałem o wiele, wiele więcej (psycholog w podstawówce, problemy z trądzikiem przez co wstydziłem się wszystkiego, ciągle go trochę jest, ale oczywiście teraz wyszło mi z głowy xd I tak już dużo napisałem). Zapisałem się na psychoterapię, cele mam już ustalone, zaczynam w ten wtorek 8 stycznia. Myślicie, że może mi to pomóc? Co w ogóle myślicie o tym wszystkim? Pozdrawiam
- 10 odpowiedzi
-
- problem
- (i 9 więcej)
-
Witajcie, postanowiłem założyć konto i napisać posta powitalnego bo mam potrzebę wyrzucenia z siebie paru rzeczy zwłaszcza że mam znowu "trudne momenty" i chce sobie ulżyć (pisanie zawsze sprawiało mi przyjemność). Tak jak napisałem w tytule od ośmiu lat jestem uzależniony od heroiny i benzodiazepin (klonazepam, alprazolam). Moja matka stosowała wobec mnie przemoc psychiczną a ojciec się nie interesował mną i bratem. Byłem bardzo wrażliwym, empatycznym i wesołym dzieckiem ale przez introwertyzm (prześladowanie w szkole) i to że rodzice nie okazywali mi miłości wpieprzyłem się w wieku 14 lat w opio (kodeina, tramal na początku, potem morfina, heroina, fentanyl, buprenorfina), potem doszły do tego benzo. Oczywiście eksperymentowałem z innymi narkotykami. Od 8 miesięcy jestem czysty całkowicie, przeszedłem terapię w ośrodku stacjonarnym. Ciągle zmagam się z długofalowymi objawami odstawiennymi, nerwicą i lękami. Dochodzi do tego jeszcze niedoczynność tarczycy która przeistoczyła się w Hashimoto. Przerabiałem już każdą grupę leków antydepresyjnych, ale przez moje uzależnienie i to że cudem uniknąłem śmierci i wyszedłem z tego wolę nie wchodzić w prochy. Chodzę na terapię indywidualną i spotkania NA (Anonimowi Narkomani) ale dalej mam problem z powrotem do "normalnego" życia bo jednak to że zacząłem w takim wieku i jak długo i intensywnie to trwało - jest dużym utrudnieniem. Wycofanie społeczne i lęk przed odrzuceniem, niechęć do wszystkiego - Jakoś staram sobie z tym radzić ale ostatni miesiąc to po prostu równia pochyła w dół. Siedzę w domu i doświadczam 20 razy dziennie zmieniającego się nastroju - od niezdrowej ekscytacji do lęku i płaczu. Jestem po dwóch próbach samobójczych ale wydarzyły się one gdy jeszcze brałem. No to chyba tyle, tak mi się wydaje.
- 6 odpowiedzi
-
- depresja
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Witam, mam 28 lat i jak w moim opisie jestem od roku trzeźwą alkoholiczką (piłam 8 lat; przestałam po przeżyciu delirium tremens), osobą w depresji (od kiedy pamiętam) i z nerwicą lękową i natręctw (od ponad 9 lat; pojawiła mi się bezpośrednio po ciężkim porodzie, który ledwo przeżyliśmy, gdyż odkleiło mi się łożysko, miałam bardzo silny krwotok i ponoć 15minut życia, przetaczaną wielokrotnie krew, syn miał wtedy 3pkt w skali Apgar) oraz z zespołem opóźnionej fazy snu (od kiedy pamiętam; ale ostatnio już całkowicie dzień zamienił mi się z nocą, co najbardziej mnie dołuje). Szukam jakiegokolwiek wsparcia, bo jestem bardzo już zdesperowana całym swoim życiem, coraz częściej też pojawiają mi się myśli samobójcze, a już jedną próbę miałam (kilka lat temu, wraz z obławą policyjną na mnie, chciałam skoczyć z mostu, zostawiłam list pożegnalny, samookaleczałam się i byłam pod wpływem alkoholu, w dodatku mój były mąż jest policjantem i on też tam był) i mam syna, więc teoretycznie mam dla kogo żyć. Jestem samotną matką, bezrobotną w wyniku moich problemów, które uniemożliwiają mi podjęcie pracy, borykam się z problemami finansowymi w sumie całe życie, co mnie bardzo przytłacza. Nie stać mnie na prywatnego psychologa, na NFZ gdzie nie pytałam, tam wizyty średnio dopiero za rok, a ja czuję, że jeśli skądś nie otrzymam pomocy to będzie źle... Od kiedy pamiętam, mam jakby pozakładane blokady wszędzie i nie umiem ich zdjąć, uniemożliwia mi to normalne funkcjonowanie. Od listopada dopadła mnie totalna niemoc, depresja, z którą nie mogę poradzić sobie do dziś. Nie mam na nic sił, motywacji i co najgorsze, żadnej nadziei i perspektyw na lepsze życie. Bardzo chcę je zmienić na lepsze, chociażby finansowo, ale nie potrafię się przemóc, w ogóle jestem niezdolna do jakiegokolwiek działania. Dodatkowo przez niewyjaśniony paraliżujący mnie strach, oblałam właśnie studia, skąd także dostawałam pomoc socjalną i to mnie wyjątkowo załamało. Nie umiałam iść na zajęcia ze strachu, a tym bardziej, że dzień zamienił mi się z nocą i tak przesypiam całe dnie, a w nocy normalnie funkcjonuję (dziś zasnęłam o 8 rano, a wstałam o 19.30). Trwają ferie i dziecko jest u dziadków, ale one się niedługo kończą i jakoś będę musiała się męczyć i usiłować wstać o 7 rano i zawieźć dziecko do szkoły. To mnie także wyjątkowo dołuje i przeraża, bo zwykle nie potrafię zasnąć wcześniej niż 5rano. Poza tym, nawet jeśli udałoby mi się zasnąć o 22 to nawet o 7 nie potrafię się obudzić. Mam ogromny problem z obudzeniem się ze snu, mam bardzo twardy sen. Jak już zasnę to nie wiem, co się wokół mnie dzieje i nie słyszę totalnie nic, tym bardziej budzika, a i często nawet syn nie jest w stanie mnie dobudzić. Z tego powodu często syn nie chodził do szkoły, co mnie całkowicie przybijało i traciłam i tak nieistniejące poczucie własnej wartości. Zdarzało się, że nie spałam np po dwie doby, spałam co drugi dzień, żeby tylko syn poszedł do szkoły, albo jeśli musiałam gdzieś pilnie być. Jestem bezsilna wobec moich problemów ze snem i tej otaczającej mnie beznadziei. Jak mam rozwiązać moje problemy ze snem i depresją? Bardzo proszę o pomoc, poradę, ciepłe słowo, cokolwiek ;( Jestem po rozwodzie, obecnie w toku jest unieważnianie małżeństwa kościelnego, mąż, będący policjantem znęcał się nade mną psychicznie, podobnie jak mój następny partner. W toksycznej matce także nie miałam nigdy wsparcia, obecnie jestem bardzo samotna, nie mam przyjaciół, ani nawet znajomych. Jedynie jestem w związku z partnerem, w którym także nie mam wsparcia, gdyż on nie rozumie moich problemów, nic dziwnego, bo sam jest ciężko chory i potrzebuje przeszczepu nerki, żeby przeżyć. Przez kilka miesięcy po moim delirium chodziłam na terapię dla uzależnionych i tam psychiatra wypisał mi leki na nerwicę, które do teraz biorę, na terapię jednak nie chodzę, bo akurat w tym czasie syn ma zajęcia pozalekcyjne, na które bardzo chce chodzić, a ja bardzo z tego powodu ubolewam. Po przejściu delirium zrozumiałam, że muszę żyć dla syna i tego się kurczowo trzymam. Muszę - bo nie chcę, ja żyję tylko dla syna. A skoro już żyć muszę, to bym chciała się tak nie męczyć codziennie, bo nie wiem, czy będę w stanie wytrzymać w swoim postanowieniu.
- 4 odpowiedzi
-
- depresja
-
(i 7 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Witam wszystkich użytkowników! Czytałam kilka wątków na tej stronie na temat nerwicy pęcherza moczowego oraz ciągłego uczucia parcia na pęcherz. Sama cierpię przez tą dolegliwość już jakieś 3 lata. Zawsze byłam osobą lubiącą wychodzić na spacery, na imprezy, na spotkania, zakupy...Teraz? cieszę się jak wariatka, kiedy nie muszę nigdzie wyjść z domu. Już nawet nie liczę ile nabiegałam się przez to do lekarzy... Wyniki badań krwi, moczu, pęcherza - wszystko w normie. Wizyty u psychologa? Są. Wizyty u psychiatry? Też. Tabletki? owszem... a problem nie znika. Aktualnie biorę lek Pramolan, dzięki któremu czasem jest lepiej czasem gorzej... Lepiej kiedy wezmę większą dawkę, co z kolei powoduje ociężałość, senność i problemy z układem pokarmowym (zaparcia, niedrożność jelit, okropne wzdęcia, przybieranie masy ciała). Wszyscy z Was, którzy również borykają się z tym problemem wiedzą jakie to uciążliwe, więc nie będę rozpisywać się na temat tego jak bardzo mój pęcherz rujnuje mi życie. Chciałabym tylko zapytać Was czy coś finalnie komuś pomogło? Jakiś konkretny lek? Jakaś konkretna terapia? Czy ktoś w końcu całkiem pozbył się tego problemu? Chwilami tak bardzo mam tego dość, że odechciewa mi się żyć, dlatego tak bardzo chciałabym wiedzieć, czy jest chociaż cień szansy na to, żeby się z tego jakoś całkiem wyleczyć?
- 1 odpowiedź
-
- nerwica
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Cześć, jestem tu nowa, ale chyba jak zwykle za późno... Widze tu aktywności z 2016 roku, albo jest nadzieja i to mój laptop coś wolno działa hah No cóż jeśli jest ktoś kto nadal korzysta z tego forum to możecie śmaiło dać o sobie znać. Już nie daje sobie rady... Sama sobie się nie wygadam, zrezygnowałam pare miesięcy temu z psychoterapii na którą i tak wysłali mnie siłą. Czuje, że moja depresja tylko ukryła się na jakiś czas, ale powraca z mocniejszym kopem. A jak jest u was?
- 2 odpowiedzi
-
- depresja
- (i 2 więcej)
-
Witam jestem tu nowa i borykam się z początkującą depresją i proszę o pomoc Od dwóch tygodni jestem rozdrażniona i o wszystko się czepiam mojego partnera a on już pomału na tego dość. Jak mogę zacząć depresję i jak ratować związek bo jest kobietą w ciąży proszę pomoc
-
Witajcie. Pewnie mój problem wyda Wam się błahy, ale czuję potrzebę "wygadania się". Mam 23 lata, studiuję medycynę, mam zainteresowania, generalnie niczego mi nie brakuje, ale nie jestem szczęśliwa. Nie mam absolutnie żadnych znajomych, poza osobami z grupy, ale i z nimi nie utrzymuję żadnego kontaktu poza zajęciami na uczelni. Nie wiem czemu tak odpycham od siebie ludzi. Mimo że zawsze każdemu chętnie pomagam, uśmiecham się, to nikt nie chce nawiązać ze mną jakiejś relacji. Nie mam też chłopaka. Byłam 2 lata w związku, i po tych 2 latach dowiedziałam się, że mój facet ma drugą dziewczynę. Moje poczucie własnej wartości jest strasznie niskie, czuję się jak najgorsze zero. 2 lata temu zdiagnozowano u mnie depresję, leczyłam się ponad rok i faktycznie z efektem, bo myśli samobójcze mi minęły, emocje się wyciszyły i przestałam się przejmować problemami. Ale szczęśliwa dalej niestety nie jestem. Gdy przychodzą wakacje, nie mam się do kogo odezwać, poza mamą. Moi rodzice się rozwiedli, gdy miałam 11 lat, a od 13 roku życia mój ojciec zerwał ze mną kontakt. Próbował ponownie nawiązać relację, gdy skończyłam 18 lat, ale ja nie potrafiłam udawać, że wszystko jest okej, nie miałam ochoty na spotkania, a rozmowy z nim mnie męczyły. Jakieś 1,5 roku temu znów przestał utrzymywać ze mną kontakt. Około 6 lat mieszałam razem z mamą, dziadkami i ojcem w jednym domu, tyle że my na górze, a on z nową żoną i jej dzieckiem na dole. Mijał mnie jak powietrze. Strasznie się tego wstydziłam. Przestałam zapraszać moją jedyną przyjaciółkę, którą znałam od urodzenia do domu, bo było mi cholernie wstyd. I nasze relacje stopniowo się pogarszały i od 5 lat nie mam z nią żadnego kontaktu. Od 18 roku życia mieszkam już tylko z mamą i z jej mężem, z którym się nie dogaduję. Denerwuje mnie to, że traktuje dom jak hotel, nic nie robi, nawet nie potrafi umyć po sobie kubka. Gdy byłam gimnazjum większość czasu spędzałam z babcią, bo mamy ciągle nie było w domu. Wiem, że jestem dla mamy ciężarem, chciałaby mieć inną córkę, cieszącą się życiem i to też mnie dodatkowo dobija. Gdy mam taki zły humor jak dziś, pyta mnie co mi jest, próbuje ze mną rozmawiać, ale ja nie potrafię. Nie umiem rozmawiać o moich emocjach i o tym, co mi leży na sercu. Zawsze wtedy wprowadzam ją z równowagi,kończy się na krzyku i płaczu, a moje wyrzuty sumienia tylko się powiększają. Najgorsze są dla mnie właśnie te wakacje. Czuję wtedy taki kompletny bezsens mojej egzystencji. Poza miesiącem, w którym mam praktyki w szpitalu i jest naprawdę super, to potem jest porażka. Z utęsknieniem czekam na to, aby skończyć studia i zacząć już pracę i wyprowadzić się z domu. Czuję się nikomu nie potrzebna. Mam wrażenie, że gdybym teraz umarła, to na moim pogrzebie pojawiłaby się tylko moja mama. Czuję się niekochana, zbędna, mam wrażenie, że tylko przeszkadzam. Strasznie jest mi z tym źle. Próbuję sobie tłumaczyć, że naprawdę powinnam się cieszyć, z tego, co mam, bo mam 2 ręce, 2 nogi, jestem zdrowa, ale to wszystko nie działa. Na co dzień staram się o tym nie myśleć, wpadam w wir nauki i wyłączam emocje, ale przychodzi dzień, że coś we mnie pęka, jak dziś, i jest mi strasznie źle. Macie jakieś recepty na bycie szczęśliwym?
-
Hejka kochani. Mam pytanie... Ile czasu chorujecie na depresję? Czy udało Wam się z tego w ogóle wyleczyć? Mam zdiagnozowana depresję od 2 lat. Jednak podejrzewam, że zaczęła się w czasach nastoletnich. Moja depresja jest nawracająca tzn., że raz jest dobrze a za drugim razem nie bardzo... często się zastanawiam czemu ja? Czy to dlatego, że byłam za długo zbyt silna? Czy tak życie mnie powaliło i skopało na leżąco, że są tego skutki? Mam wrażenie, że nigdy się nie uwolnię od depresji, że jest częścią mnie już na zawsze...
- 2 odpowiedzi
-
- depresja
- (i 4 więcej)
-
Czy ktoś z was też stracił popęd seksualny z powodu nerwicy?
mlodyg opublikował(a) temat w Nerwica lękowa
Mam dopiero 22 lata a moje libido od 4 lat nie istnieje z powodu zaburzeń nerwicowych. Nie piszcie mi że to może przez SSRI, albo żebym zbadał hormonybo impotentem już byłem 3 lata zanim zacząłem brać SSRI, jestem przebadany endokrynologicznie bardzo dokładnie, wszystko wskazuje że problem jest typowo w psychice, co więcej gdy zacząłem brać escitalopram, moje libido nagle się zwiększyło bo niepokój i negatywne emocje opadły, niestety trwało to miesiąc po czym znowu libido spadło do 0. Kompletnie nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji.. to już 4 lata odkąd sex mógłby dla mnie nie istnieć i boję się że już nigdy nie odzyskam swojej męskości.- 8 odpowiedzi
-
- escitalopram
-
(i 9 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Czy lek przeciwdepresyjny zlikwiduje trudności z koncentracją i utratę zainteresowania zainteresowaniami które kiedyś cieszyły?
- 2 odpowiedzi
-
- leki
- (i 1 więcej)
-
Dziś nadszedł dzien kiedy nie mogę sobie ju, poradzić z życiem, zapentliłam sie w problemach tak bardzo ze nie wiem jak mam z tego wyjść.... nie widzę juz kompletnie drogi.... Jestem samotna matka 11latka i to trzyma mnie jeszcze jakoś przy tym nędznym życiu. Nie układa mi sie kompletnie w żadnej sferze.... nie akceptuje siebie pod względem wyglądu, nie akceptuje siebie pod względem osobowości, nie akceptuje siebie pod względem nie razdzenia sobie.... nie wiem jak mogłam dopuścić do sytulacji w której jestem teraz.... 13 lat temu związałam się z nieodpowiednim człowiekiem ( ojcem mojego syna) było to życie na rolerkosterze.... znęcanie psychiczne na porządku dziennym.... 5 lat temu odszedł do innej kobiety, zalozyl z nia rodzine mają 2 dzieci.... najgorsze jest to że jedyne co mnie zabolało to nawet nie to ze mnie zdradzał pomimo tego że wiele mu w życiu pomogłam, najgorsze było to że mój syn traci ojca, traci stabilizację, pełna ( choć bardzo nieszczęśliwą rodzine), ze mieszkamy w małej miejscowość gdzie do dzisiaj panna z dzieckiem jest postrzegana gorzej niż morderca..... rzuciłam się w wir pracy, chcialam zapewnić synowi wszystko.... nawet się to udawało... do czasu..... dorastające dziecko ma coraz więcej potrzeb, ja też chcialam żyć jak inni, ponad stan.... I zaczęło się.... pożyczka za pożyczka.... między czasie walki w sadzie o wszystko z byłym partnerem.... na adwokatów, sprawy w sadzie, opinie w poradniach wydałam majątek, nie chcialam się przyznać przed kims że mam problemy wiec brałam te cholerne pożyczki.... a dziś? Dziś odwiozlam syna na obóz, żeby go na niego wysłać znow sie musialam zaporzyczyc.... wsiadając do autobusu byl taki szczęśliwy.... szkoda ze ja wsiadając do auta nie myslalam o niczym innym jak o tym że mam dosyc, dosyc tego życia.... ze co by było gdyby.... a teraz od 3.godzin siedzę w aucie zaparkowanym w środku lasu i szlocham,płacze, wyje.... nie ma już dla mnie wyjścia.... nie mam do kogo zwrócić się o pomoc..... jestem tak strasznie rozczarowana życiem a przede wszystkim sobą.... jak mam wyjść z tej spirali długów, nieszczęść....
- 6 odpowiedzi
-
- depresja
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Witam wszystkich serdecznie. Robiłam już kilkanaście podejść do udziału w tym forum jednak zawsze odpuszczałam. Teraz dotarłam do takiego miejsca, że czuję, że sama nie dam sobie rady. Niebawem skończę 28 lat. Skończyłam studia, obroniłam magistra. Nie mam męża, dzieci, własnego miejsca na ziemi, zdrowia, pieniędzy ani spokoju. Mam narzeczonego, który również ma poplątaną sytuację i póki co nie mamy możliwości być razem na codzień- tylko weekendy. Mieszkam ze starszymi rodzicami. Mama choruje na RZS i coraz częściej zdarzają się dni, kiedy muszę podnosić ją z łóżka i zaprowadzać do toalety. Ojciec pije odkąd pamiętam, pracuje ale niedługo idzie na emeryturę. Nie bije ale kontakt z nim mam zerowy. Zazwyczaj się kłócimy. Ogarnięcie domu jest w większości na mojej głowie. Sprzątać można bez końca, bo tatuś nie sprząta po sobie i wszędzie robi chlew. Nie pracuję w zawodzie bo nie odnalazłam się w tym kompletnie. Idąc na studia miałam jeszcze jakieś marzenia i nadzieje, ale toksyczny związek i sytuacja rodzinna oraz diabeł wie, co jeszcze sprawiło, że stałam się cieniem samej siebie. Tyle tylko, że dużo grubszym bo przytyłam dobre paręnaście kilo. Nerwica odkąd pamiętam. Jako dziecko ciągle wymiotowałam, miałam biegunki i brak apetytu, ale nikt mnie wtedy nie zdiagnozował. Byłam bardzo wrażliwa. W podstawówce zaczęłam rozumieć, że nie dogaduję się z koleżankami. Miałam paczkę kolegów z którymi się trzymałam i grałam w piłkę. Później w gimnazjum poszliśmy do innych szkół i drogi się rozeszły. W nowej szkole nie znalazłam już przyjaciół. Czułam, że jestem z innej planety, izolowałam się. Zaczęły się tylko pierwsze nieszczęśliwe zauroczenia, przeplakane bezsenne noce. Miałam wtedy jedna 'przyjaciółkę' z innego miasta. Przyjaźń skończyła się bardzo boleśnie. Od tamtej pory nie zaufałam nikomu w takim stopniu by się zaprzyjaźnić. W technikum pojawiały się pierwsze stany depresyjne. W zasadzie od tamtej pory się leczę. Wtedy jeszcze nie brałam tego tak na poważnie, przerywałam branie leków jak tylko zaczynały działać. Och, byłam już taka silna, wierzyłam, że ich nie potrzebuję. Za jakiś czas z powrotem trafiałam do gabinetu. Nerwica się pogłębiała. Jakoś jednak to wszystko szło, miałam marzenia i wierzyłam, że osiągnę sukces. Studia zaoczne, praca po 180 godzin miesięcznie. Nie wiem, kiedy minęło te 5,5 roku. Pod koniec studiów nie byłam już sobą. Zaczęłam bać się ludzi. Rozmawiając nie mogłam się wysłowić. Nie patrzyłam w oczy. Do dzisiaj mam z tym problem. Na dzień dzisiejszy pracuję z domu. (dzięki Ci ) I czuję się bezużyteczna i bezwartościowa. Moim jedynym marzeniem, które jeszcze mam, to założyć szczęśliwa rodzinę, mieć swój własny raj- spokojny dom, męża, dziecko i zwierzęta. Przez to, że nie osiągnęłam tego, czuję się nieudacznikiem. Praktycznie nie wychodzę z domu. Boję się wyjść sama do sklepu a szczyt odwagi to wyjście z psem koło bloku. Chcę żyć ale nie umiem. Nie mogę znaleźć pracy, która da mi stabilizację. Zmieniam pracę co pół roku, rok. Przez to nie stać mnie żeby wyprowadzić się na swoje. Ciągle mam problemy ginekologiczne i nie wiadomo czy będę mogła mieć dziecko. Chciałabym je juz mieć tylko oprócz miłości nie mam nic, co mogę mu dać. I boję się, że odziedziczy po mnie skłonności do nerwicy i depresji. Sytuacja w domu jest dramatyczna i dobija mnie. Tylko jeśli nawet to jak się wyprowadzić i zostawić mamę tak schorowaną z alkoholikiem, który nie dość że nie pomaga to jeszcze dokłada pracy i zmartwień...? Obecnie jestem w takiej d.. że nie wiem co ze sobą i z życiem robić. Nie wiem od czego zacząć, czym się zająć zawodowo. Nie mam siły iść na studia i pracować jak kiedyś. Nie mam pieniędzy ani głowy na kursy. Biorę leki, od wielu lat, działają pół roku i nagle przestają. Obecnie jestem na Venlectine 150 rano i 75 wieczorem i Pragiola 75 rano i 150 wieczorem. Tak od roku. I czuję, że oprócz spowolnienia nie dają mi nic. Tak, ostatnio coraz częściej mam myśli samobójcze. Jednak brak mi odwagi żeby się zabić ale brak mi sił żeby zacząć żyć. Czuję się nikim. Choć narzeczony wspiera mnie jak może, to moja choroba jest silniejsza. Boję się, że on w końcu ze mną nie wytrzyma. A ja nie umiem żyć dla siebie, życie dla niego i mamy to ostatnie, co daje mi resztki sił żeby zostać na tym świecie. Ale to nie jest życie, to wegetacja. Nie chodzę na terapię. Nie stać mnie prywatnie a na NFZ nie chcę, żeby nie było śladu w papierach. Mam jakiś lęk, że ktoś kiedyś wykorzysta to przeciwko mnie. Szczerze zastanawiam się nad pójściem do szpitala ale nie wiem czy to ma sens czy ktoś mi jeszcze pomoże jeśli od tylu lat się męczę i jest coraz gorzej. Potrzebuję kogoś, kto wyciągnie rękę i pomoże mi krok po kroku ogarnąć siebie i swoje życie. Praca, dom, rodzina, spokój. Tylko tyle i aż tyle. Jeśli komuś udało się przebrnąć przez mój elaborat i chciałby podzielić się swoją opinią i doświadczeniami oraz odczuciami, czekam na odzew. Będzie mi bardzo przyjemnie popisać z kimś kto rozumie to, co czuję i czuje to samo lub udało się mu z tym wygrać.
- 4 odpowiedzi
-
- depresja
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Witam, Od 10 lat mam epizody depresji, od 10 lat stosowałem na to Bioxetin który przepisał mi zwykły lekarz, za pierwszym razem gdy go zastosowałem, efekt był taki ze żyłem pełnia życia, normalnie jakby ktoś mi przybił na czole "Carpe diem", po jakimś czasie odstawialem go, albo brałem co 2,3,4 dzień, później znowu depresja i znowu powrót do Bioxetinu i tak może z 20 razy albo więcej w tych 10 latach, w między czasie parę sesji z psychologiem, od 3 lat te epizody depresji połączyły się z bezsennością, przedtem nigdy że spaniem nie miałem problemu, no ale za każdym razem jakoś z tego wychodziłem, bynajmniej im dalej w las tym ciężej z tego wychodziłem, z każdym rokiem, za każdym kolejnym razem Bioxetin działał wolniej i słabiej.Pierwsza moja depresję miałem przez wstydliwość i problemy skórne, nie akceptowałem siebie, coraz bardziej zamykałem się na świat, chroniczny stres przed wyjściem do szkoły, spotykaniem się z rodziną i znajomymi, coraz mniej energii, aż po 3 latach udręki, jadąc na wykład cofnąłem się do domu i rozpłakałem się mamie, że dłużej tak nie mogę i nie mam sił na nic. Tego samego dnia byłem u lekarza na EKG ale stwierdził od razu że fizycznie zdrowy jak ryba, że to depresja i zapisał mi Bioxetin. Późniejsze epizody depresji nie były tylko przez wygląd mój ale też juz zaczęły mnie inne rzeczy stresować, alę gdy tylko pojawiały się przeszkody w życiu powracało myślenie o problemach skórnych. Rumień i naczynka właściwie wyleczyłem, pozostało mi na policzku przebarwienie. Gdy tylko wpadam w epizod depresji niezależnie od powodu, zaczynam od razu też myśleć o wyglądzie, bardziej się stresuje w zwykłych sytuacjach społecznych itd, czuję gorąco na twarzy, skóra od razu się pogarsza bo na niej się skupiam, tak sobie to tłumaczę, a chyba nazywa się to psychosomatyka.No i teraz znowu wpadłem w depresję. Mianowicie byłem za granicą przez 5 lat, ostatnie pół roku na dobrze płatnym bezrobociu. Teraz szukam pracy przy granicy w Niemczech. I pojawiły się powoli lęki, czy znajdę pracę, czy będę tak się stresował przed praca że wroci bezsenność, czy będą się przyglądać mojej skórze, czy sobie dam radę itd itp. No i od miesiąca ponad to trwa, w nocy się wybudzam po 5-10 razy, rano czuje jakbym miał paść za chwilę, czuję zmęczenie na twarzy, nakręcam się że z każdym dniem wyglądam coraz gorzej, coraz gorzej się czuje, co ciekawe od 16 wzyz czuje jakbym odzyskiwał energię, dwa tygodnie brałem bioxetin ale jako że nie czułem poprawy zgłosiłem się pierwszy raz w życiu do psychiatry, przepisał mi Zoloft rano i Trittco na noc, mam zaczynać od 25 mg z Trittico i obserwować czy mniej się wybudzam jak nie zwiększać, Zoloft na początek 1/3 dawki, co 3 dni zwiększać aż do jednej tabletki. Macie może jakieś doświadczenie w braniu Zoloft i Trittico?Czy może za szybko odpuściłem z Bioxetinem?Który wg was jest lepszy Bioxetin czy Zoloft?Czy mógłbym brać Bioxetin na dzień i Trittico na wieczór?Jakie macie doświadczenia po Trittico?Może ktoś brał już Zoloft i Trittico albo Bioxetin i Trittico?Psychiatra również polecił mi psychoterapie psychodynamiczna, co o niej sądzicie?
-
Mam 20 lat i moja mata jest alkoholiczką od kilkunastu lat... Gdy byłam mała widywałam matkę ciągle pijaną, niezainteresowaną mną ani moim życiem. Opiekował się mną tata i starsza siostra., mama była w domu ciągle pijana... Czułam się i nadal czuje odpowiedzialna za dom, za wszystkie obowiązki. W domu jest to temat tabu, nikt o tym nie rozmawia. Mama leczyła się, był czas gdy nie piła. Relacje rodziny się poprawiły. Wróciła do pracy i coraz częściej znowu zaczyna pić... Siostra wyprowadziła się już z domu.. Czuję, że nie radzę sobie ze swoim życiem... Nie mam znajomych ani nikogo komu bym się mogła wyżalić. Przez obojętność matki na moją osobę, brak zainteresowania mną nawet, gdy jest trzeźwa, brak docenienia od najmłodszych lat nie miałam motywacji do nauki, żadnej pomocy, teraz nie zdałam matury... Nie mam żadnych zainteresowań, jestem przez tą sytuacje bardzo zamkniętą osobą, nie umiem z nikim rozmawiać nawet z rodziną.. Z matką prawie nie rozmawiam, nawet gdy jest trzeźwa czuję do niej żal, nienawiść i będąc z nią sam na sam nie rozmawiamy. Tata stara się podnieść, uratować naszą rodzinę, wiem że nie jest mu łatwo dlatego nie dokładam mu zmartwień, bo bardzo go kocham za to co robił i robi. Miałam plany wyprowadzenia się z domu, lecz nie zdałam matury i z jednej strony nie chcę się wyprowadzić i zostawić tatę z tym wszystkim. Spędzam ciągle czas w domu, nigdzie nie wychodzę. Spotykam się jedynie z chłopakiem, w którym się zakochałam, ale nie opowiadam mu o niczym, ponieważ się wstydzę.. On uznaje mnie za osobę cichą i skrytą, bardzo chciałabym się otworzyć chociaż przy nim znowu być szczęśliwa, być sobą.. taką jaką byłam przed tym jak matka zaczęła pić... odważną, wesołą, chętną kontaktu z innymi. Nie mam motywacji do niczego... Nie chce już takiego życia z dnia na dzień... chciałabym mieć plany, marzenia, jakieś zainteresowania, a przede wszystkim znajomych i normalną kochającą rodzinę...
- 2 odpowiedzi
-
- alkohol
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Chciałam dzisiejszy dzień spędzić produktywnie ale zafiksowałam się na jednym temacie ktory nie daje mi spokoju.Wracam do niego czesto ale z reguły jestem na tyle zajeta że nie mam czasu tak długo o tym rozmyślac.Jakis czas temu skończyłam 20 lat.Nigdy nie byłam błyskotliwa,zazwyczaj siedziałam w tej mocno przeciętnej części klasy.Widziałam braki w moim funkcjonowaniu ale dopóki miałam tam pare paskow na świadectwach i jako tako zdałam maturę to nie przejmowałam się tym zbytnio dopóki nie poszłam na studia.Nie są ciężkie do ogarnięcia pod względem ilości materiału ale za to są bardziej praktyczne i dopiero teraz gdy na studiach wykonuje polecenia,gdy każdy może zobaczyć krok po kroku co i jak robię,jak myślę powoduje to że mam ochote rzucić się z mostu Najwolniej myślę.Nie umiem wpasc na rozwiązania problemów.Ciezko zapamiętuje.Jestem po prostu niekompetentna i nikt kto mnie zna nie powierzył by mi trudniejszych zadań.Codziennie tone we wstydzie i zażenowaniu sobą bo mimo że to widzę nie mogę nic na to poradzić.Raczej to genetyczne.Ojciec mimo że skończył prawo wydaje się tak samo mało ogarnięty,chyba ma podobną ciężkość myślenia,rozumienia.To mi rujnuje życie.Nie mam życia towarzyskiego.Niektorzy ludzie z grupy traktuja mnie przez to podrzędnie.Nie szanują mnie,są zdenerwowani jak tylko się odzywam raz na jakiś czas.Nie chce być najlepsza,tylko taka jak inni,żeby nie wstydzić się siebie i czuć że jestem warta czegokolwiek co osiągnęłam w zyciu.Probowalam jakiś zenszeni, miłorzębu,ashwagandy bez żadnej poprawy.Bylam na psychoterapii z powodu leku społecznego ale nie jest to głównym powodem moich problemów.Nie wiem czy nie spróbować z psychiatra i przepisaniem czegoś na receptę co faktycznie by mi pomogło.Ale tez nie wiem czy chciałby mi coś przepisać jak jedyne co mi może dolegać to chyba niskie iq.
- 1 odpowiedź
-
- depresja
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Gdy po remisji następuje kolejny epizod depresji to czy rozwija się on powoli jak ten pierwszy, czy od razu powraca finalny stan sprzed remisji?
-
Czy antydepresant pomoże na wszystkie objawy depresji, czy niektóre z nich pozostają mimo farmakoterapii i konieczna do ich zwalczania jest psychoterapia? Słyszałam, że np. niskie poczucie własnej wartości nie zniknie dzięki lekowi, że ten objaw depresji wymaga pomocy psychoterapeuty, ale nie wiem czy to prawda. Jeśli to prawda, to jakie jeszcze objawy wymagają psychoterapii?
- 2 odpowiedzi
-
- depresja
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Czy antydepresant pomoże na anhedonię?
- 4 odpowiedzi
-
- depresja
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami: