Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jezus...


Gość Relfi

Rekomendowane odpowiedzi

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

Z tego co myślę, więzienie nie jest karą by temu komuś zaszkodzić czy się zemścić, to jest wyizolowanie kogoś od społeczeństwa, ponieważ stanowi realne zagrożenie

Gdyby tak było, to każda kara więzienia byłaby karą dożywocia. Bo każdy zwolniony z więzienia stanowi realne zagrożenie - czyż nie? Oczywiście mowa tu wyłącznie o tych, którzy zostali skazani za przestępstwa z konkretnymi ofiarami oraz za rzeczy ewidentnie szkodliwe społecznie, a nie o więźniach politycznych ani skazanych za drobne przewinienia tzw. narkotykowe itp. albo za kuriozalne "przewinienia" w rodzaju "znieważenia pomnika". A takich niestety też jest od groma.

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

Czy myślisz o tym, że osadzenie kogoś w więzieniu jest dokładnie tym samym co czyjeś uprowadzenie?

Myślę o tym, że właśnie do takiego wniosku może prowadzić założenie, że nie można człowieka karać w sposób taki sam, w jaki on sam popełnił czyn zabroniony.

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

A czym jest bezstronność?

Rzeczą związaną z dystansem do sprawy i nieutożsamianiem się z żadną stroną sporu - czyli że bezstronność jest sprzeczna z wyznawaniem określonej religii, bo religie są stronnicze.

I nie, nie uważam, że oddalenie żony bez powodu i bez sprawy w sądzie jest w porządku.

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

To czy uważasz, że możesz sam się zbawić? w sensie uwolnić od wszystkiego co złe?

Nikt nie jest w stanie być uwolnionym od wszystkiego co złe, chyba że wraz z ukochaną osobą zamieszka na bezludnej wyspie i będzie razem z tą osobą samowystarczalny, siedzący sobie pod drzewkiem i nieniepokojony przez nikogo.

 

A tak ogólnie to w większości religii nie ma pojęcia zbawienia. Zwłaszcza w religiach pierwotnych, będących religiami kultu, nie doktryn i praw. Mówienie o "zbawieniu" w odniesieniu do religii takich jak shinto, hinduizm, wierzenia prekolumbijskie itd. jest nieporozumieniem.

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

jakby coś starała się zmienić, to np. Anioł chwytał by nasze ręce i stanowczo przykazał „O nie, nie możesz tego zrobić, Bóg Ci przecież zabronił”

Według Biblii JHWH rzucał skałami i kamieniami w Gibeonitów i Kananejczyków, by ułatwić Żydom dowodzonym przez Jozuego zwycięstwo, a później nasłany przez niego mesjasz zdemolował kramy kupcom w świątyni i ich wypędził, stanowczo im przykazując, że nie mogą tego zrobić, bo Bóg im zabronił. ;)

Jak widać, Bóg ingeruje tam, gdzie akurat uzna, że powinien, a nie robi tego również z własnych bardzo uznaniowych i niejasnych kryteriów.

16 godzin temu, Rolan napisał(a):

Poza tym, myślę, że:
Zło/grzech jest przyczyną cierpień,

Cierpienia mają znacznie więcej przyczyn, redukowanie tego do grzechu jest nieporozumieniem. Podobnie z resztą losów żywych istot, w tym ludzi.

To, co jedni uznają za bożą interwencję, inni widzą po prostu jako splot okoliczności oraz wynik przewidywania i intuicji tych, którym się powiodło.

Iosif Dżugaszwili, znany później jako Stalin, w dzieciństwie został mocno poturbowany i z trudem uniknął śmierci pod kołami rozpędzonego powozu - czy to oznacza, że Bóg go uratował, bo chciał, żeby przeżył? Pierre Curie nie miał tyle szczęścia. Później Stalin będąc na Syberii wpadł do zamarzniętej rzeki i ledwo uniknął zamarznięcia na śmierć, gdy próbował uciec z zesłania. Kolejny raz miał mnóstwo szczęścia.

Rodzice Hitlera byli kuzynami i uzyskali dyspensę, by móc się pobrać - czy zatem to Bóg natchnął biskupa, by udzielił im dyspensy, bo tak bardzo chciał, by Hitler się narodził? W ogóle to ojciec Hitlera też był wyjątkowo odrażającym typem, który nie kochał syna, tylko pomiatał nim. Później Hitler uniknął wielu zamachów na życie.

Może zatem Hitler i Stalin to umiłowani synowie Boga, a ich władza również pochodziła od Boga? Tylko jeśli tak, to w takim razie co z wszystkimi niewinnymi ofiarami Hitlera i Stalina? Dlaczego ich Bóg nie ocalił?

Stalin pochodził z patologicznej rodziny, jego ojciec był alkoholikiem i przemocowcem - Stalin nie został uzdrowiony, a jego koszmarne przeżycia z dzieciństwa rzutowały na jego rządy i czyny, gdy był dyktatorem.

 

Nie ma powodu doszukiwać się tu jakiegoś głębszego sensu - jedni mają szczęście, inni nie. Rodziny się nie wybiera. Nie wybiera się też czasu i miejsca narodzin. I nie ma to nic wspólnego z jakimiś bożymi interwencjami. Ot, czas i przypadek rządzi wszystkim (nawiązując do cytatu w pewnej biblijnej księgi) ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

21 minut temu, Rolan napisał(a):

wydaje mi się to nie do końca sprawiedliwe, aby każdy kto trafiał do więzienia, już by musiał do końca życia, bez przesady

No właśnie mnie też nie - odniosłem się tylko do argumentu ludzi podających izolację sprawcy od społeczeństwa jako główny motyw wymierzenia kary więzienia.

Po prostu wziąłem na warsztat stwierdzenie, z którym polemizuję, i do niego się odniosłem, mówiąc, do czego może prowadzić tok rozumowania, z którym się nie zgadzam. Uznałem, że to wystarczająco jasno sformułowane.

23 minuty temu, Rolan napisał(a):

Nie rozumiem tego zdania, odpowiedzi.

Patrz wyżej.

23 minuty temu, Rolan napisał(a):

żeby nie odpłacać komuś tym samym, nie chodziło o to by nie móc domagać się sprawiedliwości, ale by nie  być mściwym. To jest różnica.

OK. Z tym się nie kłócę.

23 minuty temu, Rolan napisał(a):

twierdziłeś wtedy coś sugerującego mi, iż Faryzeusze robili wiele dobrego dla ludzi i byli bardzo mądrzy, lubiani, coś że jakby byli godni naśladowania.

Nie wiem, czy byli godni naśladowania - zapewne część z nich tak, część nie. Jak to różnie bywa z ludźmi z dowolnej grupy. Rozumiem, że ci, którzy byli rzeczywiście obłudnikami lub przedkładali prawo nad dobro ludzi, zasługiwali na ostrą krytykę lub wręcz potępienie. A ci, którzy byli bardziej ludzcy, nie zasługują na tak surową ocenę jak chrześcijanie zapamiętali z ewangelii.

Po prostu stwierdziłem, że faryzeusze najpewniej nie byli tak jednoznacznym stronnictwem, jak zwykło się ich postrzegać przez pryzmat słów Jezusa o nich.

26 minut temu, Rolan napisał(a):

chodziło o szacunek.

Akurat wypędzenie kupców ze świątyni, zwłaszcza jeśli ten ich handelek odwracał uwagę ludzi od modlitwy i był zbyt głośny, było czymś, co mogę zrozumieć i nawet poprzeć.

Trochę inaczej sprawa wygląda, jeśli kupcy trzymali się dziedzińca i starali się nie przeszkadzać ludziom w środku. Nie wiemy, jak to wyglądało na miejscu - nikt z nas tam nie był, nie ma dokładnej relacji z miejsca zdarzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×