Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Filomatka

Czego oczekujecie od psychoterapeuty?

Rekomendowane odpowiedzi

Ja boję się psychoterapii, ponieważ jestem po dwóch i drażni mnie to w jaki sposób mnie tam traktowano.

Przykre jest to, że niektórzy lekarze traktują swoich pacjentów z góry. Czy jeżeli jesteśmy chorzy, oznacza to, że mają wymagać od nas stuprocentowej szczerości nie dając w ogóle do tego warunków?

Ja oczekuję od psychoterapeuty chociaż trochę ludzkiego traktowania. Żeby każda sesja nie była jak pójście na egzamin, gdzie muszę "obnażać" się ze swoich uczuć i przeżyć, ale rozmową.

Raz trafiłam na dobrego lekarza, trzeba przyznać, ale nie miał uprawnień do terapii. Poczułam się bezpiecznie, dodam że to była poradnia leczenia nerwic. To była zwykła rozmowa, na linii człowiek-człowiek i po raz pierwszy poczułam, że mam nadzieję na sukces terapii. Niestety przekierowanie okazało się błędem... :(

A jakie wy macie doświadczenia z terapią?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy jeżeli jesteśmy chorzy, oznacza to, że mają wymagać od nas stuprocentowej szczerości nie dając w ogóle do tego warunków?

moje pytanie co masz na myśli pisząc nie dając w ogóle do tego warunków? jak Cie traktowano na tych terapiach?

 

Ja oczekuję od psychoterapeuty chociaż trochę ludzkiego traktowania. Żeby każda sesja nie była jak pójście na egzamin, gdzie muszę "obnażać" się ze swoich uczuć i przeżyć, ale rozmową.

normalne jest, że oczekujesz ludzkiego traktowania, tylko zależy co rozumiesz pod tym pojęciem. Terapia powinna być rozmową moim zdaniem podczes której rozmawia się m.in. o Twoich uczuciach i przeżyciach, ale wydaje mi się, że nie powinnaś odbierać tego w ten sposób, że określasz to jako "obnażanie się" - a taki stosunek wynika pewnie z Twoich doświadczeń z psychoterapią, dlatego napisz więcej o tym co Cię wkurzyło w tych spotkaniach, jak wyglądały itp?

 

oczywiście idąc na sesje nie zawsze jest tak, że chcemy i wogóle, napewno nie jeden/a z nas tutaj się stresuje przed, to chyba zależy jaki temat stoi przed nami...

Warto też podkreślić to, że nie jest łatwo (zwłaszcza na początku) mówić tak po prostu w 4 oczy o sobie terapeucie - jakby nie było obcemu dla nas człowiekowi, trzeba do neigo nabrac zaufania, przyzwyczaić się - przynjamniej u osób z reguły skrytych to jest na początku problem, gdyż powstaje opór, który uniemożliwia pełne zaangażowanie podejmującego terapie i nawet jeśli bardzo chce i ma motywacje, owy opór może uniemożliwić mu pełne zaangażowanie :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W innym poście o tym pisałam więc ci wkleję to. Tak wyglądały moje terapie mniej więcej. Znajdziesz tu opis dwóch, chociaż jedna jest gorsza. Pokazałam też jak to wpłynęło na mnie - problem jest w tym, że to były psychoanalityczne. Wiesz, to było trochę w kłótni o psychoanalizę dlatego ten post jest nieco surowy. To co ci wkleiłam wezmę w kwadratowe nawiasy.

 

[Po pierwsze, ktoś kto idzie na psychoterapię oczekuje zrozumienia. Palant "odwalający" terapię jakby pracował z przedmiotami a nie ludźmi jest ręczę ci za to najbardziej wkurzającą osobą na świecie. Często jest relacja, ja-mentor, pacjent-ofiara, którą trzeba pouczyć. Czyli mniej więcej taka postawa jaką ty prezentujesz do forumowiczów i ona ma znamiona pogardy (pewne słowa kruczki stosowane przez psychoanalityka tego pokroju : "Osoba z TAKIMI zaburzeniami jak pani POWINNA się zastanowić nad...(i tu różne rady)", "PODŚWIADOMIE odbiera pani mnie (psychoterapeuta czuje się jak bóg - to on ma równorzędne miejsce w życiu pacjenta, podobne do rodziców, chłopaka, czy przyjaciół", "JEST PANI PODŚWIADOMIE NA MNIE ZŁA o"

"SĄDZĘ ŻE KWALIFIKUJE SIĘ PANI DO ZABURZEŃ (tu naukowe terminy, na które pacjent rozdziawia usta". Wreszcie szczyt debilizmu - "CZEGO PANI ODE MNIE OCZEKUJE? MUSIMY WSPÓŁPRACOWAĆ", albo jeszcze to co ty robisz "PACJENT MUSI CHCIEĆ ZMIANY, INACZEJ PSYCHOTERAPEUTA JEST BEZSILNY - PANI NIE CHCE ZMIANY".

Po drugie - brak zaufania często jest spowodowany postępowaniem terapeuty. Zimna osoba, która prawi książkowe morały wzbudza dystans. Pacjent się nie może otworzyć. Powstają problemy w jego samopoczuciu.

z takich najważniejszych - ból spowodowany terapią. To naturalne, ale kiedy terapeuta nie pomaga pojawiają się kryzysowe nastroje, myśli samobójcze, a osoba z silnymi zaburzeniami może ich nie przeżyć.

Drugi z bóli to to, że pacjent kłamie. Nie ufa. Nie otwiera się, zataja prawdę. Jest informowany o zasadzie bezwzględnej szczerości, ale jest blokada. Patowa sytuacja. Nie powie, że nie ufa, bo nie ufa, a żeby z kimś być szczerym, potrzebne jest zaufanie, także do powiedzenia przykrych rzeczy. Nie powie wielu kluczowych spraw, bo też nie ufa. Ogólnie kłamie i źle mu z tym.

Trzeci to niechęć do terapii. Zrywamy terapię (udając często że wyzdrowieliśmy) i zrażamy się na długie lata. Mimo myśli samobójczych lęk przed terapią jest tak silny, że nie potrafimy iść z powrotem, już lepsze są fobie i inne świństwa, które nas dopadają.]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Skoro Twój terapeuta tak Cię traktuje to polecam go zmienić. To najlepsze wyjście. To oczywiste, że pacjent potrzebuje czasu aby się otworzyć i to problem terapeuty, aby do pacjenta dotrzeć a nie na odwrót.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no rzeczywiście ten terapeuta ma podejście conajmniej dziwne, nie znam się tak bardzo na tym, może tego wymaga rodzaj terapii jaką prowadzi, ale rzeczywiście warto go zmienić jak napisała bethi, gdyż wychodzi na to, że jego terapia nie przemawia do Ciebie.

 

Bo racją jest, że nam trudno nad oporem zapanować i terapeuta powinnien nam w tym pomóc, gdzieś czytałam, że nie każdy terapeuta podejmie się terapii z pacjętem z oporem. ja też miałam niefajne doświadczenie z jednym specjalistą, powiedział mi, że brak u mnie motywacji i że nie nadaje sięna terapie, traktował mnie jako pacjęta zwykłego zjadacza chleba a siebie za niewiadomo jakiego

profesjonaliste, który wie najlepiej - ale nie potrafił mi wyjaśnić co rozumie pod brakiem mojej motywacji, upierał się, że ja nie chce a on sam nic nie zrobi i terapia byłąby bez efektów, stratą czasu, lecz do mnie takie tłumaczenie nie trafiało, fakt, że nie jestem wylewna, ale czego on oczekiwał na pierwszym spotkaniu. Przytaczam tą moją "przygodę", bo czułam się wtedy fatalnie i podejrzewam co przeżywasz Ty teraz i dlaczego nie chcesz dalej próbować, bo cieżko jest się wybić po takim chyba nie przesadze nazywając to "ciosie".

 

Fakt, znalezienie dziś terapeuty w pełni zasługującego na to, alby tak właśnie się nazywać to rzecz niebywale trudna, ale warta naszego wysiłku, bo jak znajdziemy takiego człowieka to mamy jakąś szanse, dlatego nie poddawaj się Filomatko.

 

chciałąm tu przytoczyć cycat z takiej jednej ksiązki, który mi się ostatnio spodobał:

"Każda ludzka istota jest kimś ważnym i jesli nawet życie wiedzie dziś młodych pod góre - to Ci którzy odważa sie podjąć wędrowkę, odnajdą na szczycie przyszlość, wartą, żeby dla niej żyć, by o nią walczyć!"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Każda ludzka istota jest kimś ważnym i jesli nawet życie wiedzie dziś młodych pod góre - to Ci którzy odważa sie podjąć wędrowkę, odnajdą na szczycie przyszlość, wartą, żeby dla niej żyć, by o nią walczyć!"

 

Piękne słowa...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"brak zaufania często jest spowodowany postępowaniem terapeuty. Zimna osoba, która prawi książkowe morały wzbudza dystans. Pacjent się nie może otworzyć. Powstają problemy w jego samopoczuciu.

z takich najważniejszych - ból spowodowany terapią. To naturalne, ale kiedy terapeuta nie pomaga pojawiają się kryzysowe nastroje, myśli samobójcze, a osoba z silnymi zaburzeniami może ich nie przeżyć.

Drugi z bóli to to, że pacjent kłamie. Nie ufa. Nie otwiera się, zataja prawdę. Jest informowany o zasadzie bezwzględnej szczerości, ale jest blokada"

 

Tak było i w mojej poprzedniej terapii. Na terapie szłam zawsze cała zestresowana , na sesjach miałam problem z mówieniem, mnóstwo było sesji gdy większość czasu milczałam, bo nie byłam w stanie nic z siebie wykrztusić(a terapeucica gapiła sie tępo w ścianę), zebrać myśli, kompletna pustka w głowie. Oczywiście wszystko to terapeucica tłumaczyła moim nieświadomym oporem przed terapia, przeniesieniami, projekcjami itp kwestiami wynikającymi tylko i wyłącznie ze mnie, ona była bez zarzutu( tak twierdziła).

Wylądowałam u psychiatry(oczywiście tamta zimna sadystka twierdziła, że nie ma takiej potrzeby), depresja, antydepresanty, leki nasenne, jeszcze więcej antydepresantów.

Zmieniłam terapeutkę i wszystko sie zmieniło, trafiłam na ciepła osobę, nie mam problemów z mówieniem, z otwieraniem się, zdarzało sie na samym początku i czasem jeszcze, ale tu zawsze jest pomoc terapeutki, jej zainteresowanie, empatia. Żadnych morałów ani cytatów z podręcznika doskonałego terapeuty. Ma to sens.

Ale w poprzedniej terapii, co przeszłam, co sie ucierpiałam to moje, jeszcze chce mi sie wyć, jak sobie przypomnę ten koszmar ( i czasem wyję). To były dwa lata, sesje dwa razy w tygodniu. Teraz dodatkowo leczę się ze schiz jakich się nabawiłam w trakcie tamtej terapii, nawrzucanych we mnie trucizn.

Az strach pomyśleć, co by było ze mną było bez antydepresantów i gdybym nie trafiła na obecną terapeutkę.

Nie mogę sie nadziwić, z jaką beztroską ludzie mówią, że terapia pomoże. Ok, gdy trafi się na dobrego terapeutę, pomoże, ale zły terapeuta potrafi zgotować piekło, pozostawić wiele urazów i taka terapia poważnie zaszkodzi, doprowadzi człowieka do jeszcze większych problemów. A taki terapeuta jest bezkarny, zawsze może swoje błędy zrzucić na opór pacjenta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co można oczekiwać od psychoterapełty... ?? Żeby pomógł dojść do siebie... :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

oczekuje ze mi zmieni zycie ale to sie nie spelni wiec nie mam po co wywalac kase...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

on nie zmieni Ci życia, jedynie Ty możesz tu uczynić przy pomocy jego oddziaływania terapeutycznego i po to być może warto wydawać kase? warto tu jednak postawić pytanie jak znaleźć terapeute wartego zainwestowania tej kasy? zaczynając terapie, nie wiemy kim jest tak naprawde człowiek, który siada przed nami, jedyne co nam pozostaje to próbować i ryzykować - może w końcu trafimy na odpowiednią osobę, taką z powołaniem, a nie tylko chęcią zysku..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie jest trochę tak ostatnio, że mój chłopak pełni u mnie rolę terapeuty. Nie wiem czy go tym nie obciążam, wkońcu jesteśmy ze sobą blisko emocjonalnie związani, obawiam się tego.

Wie bardzo dużo na temat psychologii, tego co mi jest, zawsze właściwie reaguje.

Otworzyłam się całkowicie przed nim, potrafię powiedzieć więcej niż na terapii i siła lęków się osłabiła.

Od kiedy zamieszkaliśmy razem zaczęła zanikać hipochondria, dopisywanie sobie śmiertelnych chorób. Wytłumaczył mi wiele mechanizmów obronnych mojej psychiki, też to, co się ze mną dzieje w czasie lęków.

Jest ze mną 24h na dobę i widzi więcej niż terapeuta. Jednak boję się, że to gdzieś go obciąża psychicznie, bo nie ma tego dystansu co obca dla mnie osoba w przychodni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, on napewno nie robi tego wbrew własnej woli... :smile: Więc nawet jeśli go "obciążasz" to skoro jest z Tobą i Ci pomaga to znaczy że on jest w stanie to udźwignąc i chce tego... :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czyli to znaczy , ze Twój chłopak działa na Ciebie trochę jak taka tabletka przeciwlękowa.To jest dobre tylko trzeba uważać żeby się nie uzależnić.....bo potem ciężko z tego wyjść ze względu na tzw.efekt odstawienia.

W kodeksie który obowiązuje terapeutę z prawdziwego zdarzenia jest napisane, ze nie powinien on udzielać pomocy swoim bliskim ze względów etycznych oraz no właśnie ze względu na zbytnie kierowanie się w takim przypadku niepotrzebnymi emocjami.To moze poprostu zaszkodzić terapeucie jak i jego bliskim.Tak jest zresztą wszędzie np. w medycynie ,lekarz nie powinien leczyć czy operować kogoś ze swojej rodziny.

Twój chłopak nie jest takim prawdziwym terapeutą więc tutaj nie ma aż tak dużego problemu.A pozatym no cóż widocznie ma taką misję wobec Ciebie do spełnienia.

Myślę jednak , ze powinien ograniczyć się jedynie do wsparcia a nie do prowadzenia terapii bo ta rola nalezy jednak do psychologów , psychoterapeutów którzy maja dostateczną wiedzę oraz doświadczenie aby w taki sposób oddziałowywać na drugiego człowieka. Oni przeszli też swoją terapię i cały czas korzystają z superwizji co pomaga im zminimalizować ewentualne obciążenie psychiczne wynikające z procesu terapeutycznego któremu poddają swoich pacjentów.Myślę , ze Twój chłopak nie ma takiej szansy i moze to rzeczywiscie w pewnym momencie stać się dla niego męczące.Moze zaproponuj mu pójscie do psychoterapeuty tak zapobiegawczo zanim zauważysz , ze sobie już nie radzi bo wtedy moze zostać zagrozone Twoje poczucie bezpieczeństwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołączam do was bo sama nie wiem co robić? Skończyłam w tym miesiącu terapie grupową trzecią ale zupełnie inną od poprzednich chociaż ta była naprawdę ciężka ale jakieś efekty zyskałam dla siebie. Nie wszystko jeszcze mi się udało moje emocje, które czasem powodują nawrócenie lęku. Ale ten problem jest już inny po trochu... Na tej terapii grupa dawała mi dużo i poczułam się jak w rodzinie. Do terapeutów również te same uczucie.

Bo na tej terapii jest się bliżej z terapeutami można się przed nimi otworzyć.

Ale mój problem to, że (chyba) uzależniłam się od tej terapii, bo czuje niedosyt, nie mogę znaleść sobie miejsca po tym jak ją skończyłam czuje jakby zagrożenie. Pomimo, że nieraz różne ciężkie informacje usłyszłam na swój temat ale dawały mi też motywacje, czasem zniechęcenie, a czasem jeszcze zupełnie co innego.

Ale była tam wspaniała teraputka u której znalazłam autorytet przy której się otworzyłam, której zaufałam, i jestem w kropce... bo mi jej strasznie brakuje

a nie mam kasy by do niej póki co chodzić ja tego potrzebuje i potrzebuje być przy niej by poczuć się bezpiecznie. Nawet zdobyłam jej numer telefonu komórkowego i bardzo bym chciała do niej napisać ale wiem, że nie powinnam . Wydaje się mi, że to ona mi najwięcej pomogła póki co robie wszystko by jak najczęściej tam na oddział przychodzić, choć skończyłam ale przychodzę do grupy na przerwy bo również ich potrzebuje.

Nie wiem czy rozumiecie co chcę o przez to napisać, może jakoś nie tak pisze bo jak pisze o tym to powracają wszystkie emocje i poczucie bezradności.

:cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kasia to ciezki przypadek, uważam że ta terapia z jednej strony ci pomogła z drugiej zrobiła z ciebie osobe bezsilną , a przeciez miało byc inaczej! Miałas uwierzyc w siebie, byc niezależna ....

 

---- EDIT ----

 

W obecnej sytuacji jakiej sie znajdujesz, problemem jest to ,że ustawicznie bedziesz potrzebować stałego kontaktu , nie ze swoja terapeutka , która masz za autorytet, nastąpiło u Ciebie uzaleznienie się do czestego kontaktu z gabinetami psychoterapeutów bo tylko to w Twojej ocenie pozwala normalnie funkcjonowac w społeczeństwie. Jest to przykład błednego koła, które musi byc przerwane. Moze sie tak zdarzyc,że trafisz wreszcie na odpowiedniego specjaliste, który po głebszej analizie Twojej osobowosci wyzwoli z Twojego wnetrza lub przebudzi takie cechy , które pozwolą byc Tobie samodzielną ,bedzie to trudne i potrzeba bedzzie na to czasu, ile .....????

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

właśnie KACHA nie dobrze się stało, bo się uzależniłaś, powinnaś z następnym terapeutom o tym fakcie porozmawiać, opowiedzieć to jak brakuje Ci grupy i terapeutki i to w jaki sposób ją odczuwasz... bo tak jak napisał poprzednik, terapia powinna przecież pomóc Ci być pewną siebie i czuć się dobrze w środowisku w jakim żyjesz - bo przecież nie będziesz chodzić do końca życia na terapie. Więc spróbuj głównie na ten motyw zwrócić uwagę z pomocą specjalisty, bo być może jak z tym się uporasz to będzie już całkiem dobrze:) Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiem wam, że wcześniej niż myślałam mogę skorzystać z tej terapii indywidualnej ale u swojej terapeutki, nie wiem czy dobrze zrobiłam idąc do niej ale jutro mam pierwszą sesje, i ona zna mnie z terapii może będzie wiedziała jak mnie z tego wyprowadzić co jeszcze powinnam zrobić. Wiadomo, że przez całe życie nie mogę żyć terapią, ale coś w tym jest ponieważ całe moje życie z dzieciństwa polegało głównie na pobytach w szpitalach......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×