Skocz do zawartości
Nerwica.com

Ilość waszych koleżanek/kolegów


alone05

Rekomendowane odpowiedzi

12 godzin temu, conditioner napisał(a):

Da się jak najbardziej, tylko że jedynie "na jakiś czas" 😐

 

To się nazywa racjonalizacja, wszyscy racjonalizujemy po fakcie żeby zwalić troche winy na innych i zawsze coś się znajdzie

Nie wskazuje winnych w mojej wypowiedzi, tylko przyczyny zdrady, kazdy sam decyduje czy zdradza lub czy siedzi w niesatysfakcjonujacym go zwiazku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To znaczy, że jesteś szczęściarą, skoro widujesz się codziennie choćby z jedną koleżanką i z jednym kolegą! 🙂 Na pewno jesteś jeszcze młodą osobą i spotykasz się z nimi w szkole. Z doświadczenia mogę polecić, żebyś starała się jak najbardziej dbać o te relacje, bo gdy pójdziecie na inne studia, czy do innej pracy, przeprowadzicie się gdzieś dalej od siebie, to istnieje ryzyko, że wasze drogi się rozejdą. To, że kiedyś będziecie spotykać się rzadziej, to jest 'pewne' (prawie), ale warto postarać się, by te znajomości nie wyglądały tak, jak z Twoimi dwoma pozostałymi koleżankami (czyli zero kontaktu przez dwa miesiące...) - a w świecie dorosłych tak to niestety się przedstawia... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 17.10.2025 o 18:39, little angel napisał(a):

mam obecnie 1 najlepszego przyjaciela, też uważam go za bardzo wartościowego człowieka

chętnie bym poznała jeszcze jakieś koleżanki do wyjść, ale jakoś na żadną fajną (w moim znaczeniu fajności) nie mogę trafić :D może jakbym wychodziła z domu albo po prostu wznowiła poszukiwania w sieci... miałam kiedyś jedną, ale bardzo się różniłyśmy i w końcu zakończyłam tę znajomość, kiedyś sporo jeździłam na różne zloty, chciało mi się poznawać ludzi, ale 1 człowiek mi w sumie wystarczy :D 

Ja akurat nie chciałabym pisać ze znajomymi. Mam już po kokardę 🎀 relacji internetowych - one nie dają mi absolutnie żadnej satysfakcji, a wręcz mam wrażenie, że mnie uwsteczniają... Nigdy nie byłam jakoś wielce otwarta na nowe znajomości, ale potrafiłam być bardzo towarzyska jeśli chodzi o jakąś małą zaufaną grupkę koleżanek (to były czasy podstawówki... wiele się zmieniło). Przez wiele lat lubiłam/wolałam pisać, bo tak było łatwiej i wygodniej dla mnie i dla innych (nie trzeba nawet butów zakładać, tylko wziąć telefon w łapę i już mamy ze sobą "kontakt"...), ale teraz brakuje mi realnych koleżanek i kolegów. Nie powiem, że pisanie na messengerze to kompletna strata czasu, bo jednak jest to jakiś rodzaj kontaktu z osobami, które np. mieszkają daleko i nie możemy się 'tak po prostu' umówić na kawę... ale mierzi mnie to, że takich 'znajomości' mam więcej, niż realnych. Kiedy patrzę wstecz, to dochodzę do smutnego wniosku, że miałam o wiele głębsze i bardziej wartościowe relacje z koleżankami gdy byłam dzieckiem, niż teraz, kiedy jestem dorosła... Mogę pisać z nimi o sensie życie, własnych przemyśleniach, czy nawet o tym, co czuję w związku z jakąś sytuacją, a to i tak nie będzie miało żadnego podjazdu do głębi i intensywności tego, co towarzyszyło mi, gdy wybierałam lalkę, którą się będę bawić. Dlaczego? Dlatego, że to było REALNE, NAMACALNE i dlatego, że ta więź już się między nami wytworzyła - NA ŻYWO, w PRAWDZIWYM życiu, a nie przez ekran monitora czy przez słuchawkę telefonu... Telefon czy komputer powinien nam POMAGAĆ utrzymać relację, a nie ją w dziwny sposób przekształcać, czy w ogóle na tym ją budować.

 

W dniu 17.10.2025 o 18:39, little angel napisał(a):

choć wiadomo, zawsze fajnie byłoby popisać w jakiejś grupie, właśnie jak tu na forum, tylko nie na forum :D być przynależnym do jakiejś paczki znajomych etc.

ale to się jednak wiąże z ciągłym utrzymywaniem relacji... tu potrzeba wyrozumiałości na zniknięcia, a nie każdy taką wyrozumiałość posiada

dobrze więc, że istnieją jeszcze fora 

Po części rozumiem Twoje oczekiwania, ale one są nierealne. "Nie można mieć ciastko i zjeść ciastko"! Jak Ty sobie wyobrażasz przynależność do jakiejkolwiek paczki bez ciągłego utrzymywania relacji z ich członkami? Jeśli nie dbasz o stały kontakt z nimi, to z niej wypadniesz. Mylisz się co do tego, że "tu potrzebna jest duża tolerancja na zniknięcia". Nie wiem jak Ty, ale ja nie chciałabym mieć przyjaciółki, która co jakiś czas "znika", a kiedy wraca, to oczekuje, że przyjmę ją z otwartymi ramionami, i nie ma żadnego problemu. Nie twierdzę, że trzeba się spotykać codziennie, ale regularnie i często. Bo znikać to sobie może jakaś daleka koleżanka/znajoma, z którą spotkam się raz czy dwa razy w roku, ale w przyjaźni, bliskim koleżeństwie powinny obowiązywać jakieś zasady - m.in. ta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, little angel napisał(a):

Normalnie. Jak tu na forum... jak chcę, to coś napiszę, jak nie, to nie. Nikt mi konta nie dezaktywuje.

Najwyraźniej nie zrozumiałam, czym charakteryzuje się dla Ciebie "paczka". Skoro czujesz, że przynależysz do grupy, będąc na forum, to ok, witamy w grupie forumowiczów! Ja miałam na myśli realną paczkę kumpli.

 

8 minut temu, little angel napisał(a):

A ja bym właśnie mogła taką mieć, bo bym ją w pełni rozumiała. Każdy przechodzi różne okresy w życiu, ja mam częściej takie, w których nie chcę się kontaktować w ogóle z nikim prywatnie i nawet nie wiem kiedy mijają te tygodnie, miesiące czy lata... Zresztą, pisali do mnie znajomi po latach - normalnie odpisywałam, nie miałam z tym problemu. Jeśli ktoś wyciąga do mnie rękę, to ją złapię, przyciągnę i przytulę tego człowieka. Nie jest mi przecież obcy, a to że się nie odzywał długo, no to co, widocznie miał lepsze rzeczy do roboty (i bardzo dobrze) lub mu się nie chciało (też dobrze, regenerował się po prostu). 

Rozumieć to i ja bym rozumiała - że może mieć inne priorytety, zajęcia, czy nawet trudniejszy okres, ale efekt tego jest taki, że przy tym wszystkim ZANIEDBUJE relacje ze mną. Ma do tego prawo, tak samo, jak ja mam prawo nie godzić się na takie traktowanie i zrezygnować z kontaktu z "przyjaciółką", która znika. Za bardzo cenię siebie i swój czas, bym miała latać za kimś, kto z różnych przyczyn mnie ignoruje. Przyjaźń i bliskie znajomości mają swoje zasady i obowiązki. Nie można być czyimś przyjacielem i jednocześnie zniknąć na tygodnie, miesiące czy lata! Odpisałaś znajomym, którzy napisali do Ciebie po latach - ok, ja tego nie oceniam w kategoriach: "dobra robota" / "zła robota". Czy ja bym odpisała? Dużo zależy od tego, jakie mieliśmy wcześniej relacje i z jakiego powodu straciliśmy kontakt. Na pewno zadałabym sobie pytanie: po co do mnie piszą? Bo im się nudzi? Bo czegoś ode mnie chcą? Bo czują się samotni i sobie nagle przypomnieli o moim istnieniu i liczą, że będą mogli zrobić sobie ze mnie plasterek? Że z nimi pogadam jakby nic się nie stało? Otóż stało się! Trudno byłoby mi w to uwierzyć, że chodzi im tylko i wyłącznie o mnie... Milczenie przez lata, a później ubieganie się o kontakt ze mną na kilometr śmierdzi interesem... Nie ufałabym tej sytuacji i musiałabym się zastanowić, czy chcę podjąć dyskusję. Przez lata wiele się u mnie zmieniło, ja się zmieniłam, u moich dawnych znajomych pewnie też zaszło wiele zmian. Nie chciałoby mi się opowiadać co u mnie słychać, ani czytać, co się dzieje u tej osoby, która łaskawie napisała do mnie po takim czasie. :D Mielibyśmy za dużo do wyjaśniania, tłumaczenia, co się z czego wzięło. Nie rozumiem, po co tracić cenny czas na nadrabianie tak wielu zaległości przy kompletnym braku pewności, że nadal będziemy rezonować ze sobą jak dawniej. Nie mam żadnej gwarancji, że w dalszym ciągu będziemy do siebie pasować. Dawnych przyjaciół, z którymi kontakt się urwał traktuję jak obce osoby - bo w istocie nimi są! Czemu miałabym się zwierzać komuś obcemu albo pozwalać na to, by zwierzył się mi? Nie robię nic na siłę, a odnawianie dawnych znajomości i udawanie, że będzie jak kiedyś jest robieniem czegoś na siłę, poza tym brakuje tu autentyczności. Kolejną rzeczą jest to długie zniknięcie - nie mogłabym przeboleć tego, że ktoś tak po prostu sobie zamilknie. Nawet jeśli ma to w naturze i mówi o tym wprost, to ja mówię wprost, że dla takich osób mam w ofercie tylko płytką znajomość, w której nie będzie żadnej głębi, ani poważnego traktowania. Skoro taki rodzaj znajomości, o którym piszesz, jest to dla Ciebie w porządku, to nie będę tego kwestionować. Ja mam na to zupełnie inne spojrzenie i uważam, że to też jest ok. Każdy powinien tworzyć takie relacje, w których czuje się komfortowo. Jeśli ktoś np. decyduje się na otwarcie związku, to przecież nie będę mówiła, że to jest złe i mają go zamknąć - bo niby z jakiej racji?

 

45 minut temu, little angel napisał(a):

Jak często? Co z pracą, rodziną, dojazdami, dbaniem o siebie i swoje zainteresowania? Spotkanie dwa razy w roku by mi wystarczyło na podzielenie się większym updatem życiowym, który raczej i tak niewiele się zmienił... Chyba że jeszcze spotkać się można ot tak na wypad do sklepu czy gdzieś, związane z jakąś aktywnością. 

Napisałam już: "nie można mieć ciastko i zjeść ciastka"! Trzeba ustalić priorytety. Gdy przyjaźń znajduje się na końcu, to nie ma w tym nic złego! Po prostu trzeba być ze sobą szczerym i przyznać się do tego, że: przyjaźń jest dla mnie mniej ważna, niż... to co wymieniłaś. Taka decyzja nie wymaga oceny, bo każdy ma swoją własną hierarchię wartości. Gdyby ktoś dbałby o inną sferę kosztem przyjaźni, to nie powinien się dziwić, że przyjaźń by na tym ucierpiała - bo to jest tego konsekwencja. I nie mógłby mieć za złe przyjacielowi, gdy ten przestałby zabiegać o kolejne spotkanie po tym, jak ciągle by mu odmawiano... Ok, w porządku! Każdy dokonuje swojego wyboru wedle jego potrzeb, ale warto zdawać sobie z jego konsekwencji. Każde relacja ma swoją cenę, swoje zasady, obowiązki i dynamikę. Pomimo, że w czyjejś głowie związek jest istotniejszy, niż relacja z przyjaciółką, to w przypadku gdyby coś w związku poszło nie tak i para by się rozstała, to bohaterka tej sytuacji postąpiłaby bardzo niefajnie odzywając się do swojej dawnej przyjaciółki... Brutalne, ale prawdziwe! Każdy wybór niesie za sobą pewne ryzyko, pewne straty i konsekwencje, które trzeba ponieść.

Godzinę temu, little angel napisał(a):

Nie chcę żadnych zasad, czy wypada czy nie wypada, chciałabym mieć taką przyjaciółkę, na którą wiem, że mogę liczyć, i vice-versa. Która po prostu jest. Istnieje sobie gdzieś tam i swobodnie w każdej chwili możemy do siebie zadzwonić, napisać, spotkać się lub, jak nie mamy ochoty, to w ogóle się nie kontaktować tygodniami i też będzie ok.

Ale nie ma czegoś takiego jak "brak zasad"! To weź ukradnij koleżance dychę z portfela i licz na to, że uzna to za niewielką sprawę. No bo to 'tylko' dycha. Podobnie jak coś, co proponujesz - ona nie ma dla Ciebie czasu, znika na tygodnie/miesiące/lata, ale jak czegoś potrzebuje, to się odezwie i zawsze będzie mogła na Ciebie liczyć. I vice versa - znikasz bez słowa na nie wiadomo ile, ale jak się poczujesz samotna i chcesz pogadać, to się odzywasz. W każdej chwili! Nieważne, czy jest środek nocy, czy środek dnia, Ty dzwonisz, a ona ma odebrać? Tak? No chyba że czegoś nie rozumiem... to wyjaśnij.

 

Godzinę temu, little angel napisał(a):

No i żeby się tylko nie martwić o siebie, jak już mijają ze 2-3 tygodnie czy miesiące, to można napisać "sry, nie mam głowy do tego teraz, dam znać, jak będę chciała". Taka trochę siostra po prostu...

To zdanie dobitnie dowiodło, że nie rozumiesz, na czym polega przyjaźń, czy w ogóle zdrowa relacja koleżeńska. "Żeby się tylko nie martwić o siebie" to po 2-3 tygodniach czy miesiącach dajemy znak życia... Naprawdę? Jestem w 100% przekonana, że jeśli po takim czasie nikt nie pytał, czy wszystko u Ciebie ok i skąd ta cisza, to się nie martwił, więc możesz sobie darować pisanie tej wiadomości - szkoda czasu i szkoda palców. "Sry"?! Coś takiego jest dopuszczalne w sytuacji, w której spóźnisz się 5 minut, a nie kiedy nie odzywasz się tygodniami i miesiącami do osoby, która jest Ci bliska. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nie widzisz w tym nic niewłaściwego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najlepiej chyba nie mieć oczekiwań co do innych ludzi, wtedy nie zawiedziemy sie ich zachowaniem. Tak bardziej w duchu wolności ;).  To, co piszesz @RosePrick, trąci trochę roszczeniowością, i dyktowaniem drugiemu, co nalezy i co powinien, to jest troche wkurzajace xD

Dla mnie, i w przyjaźniach (których nie mam za wiele, ale są) i w związku wyznaję maksymę 'żyj i pozwol żyć'. Pozwol drugiemu byc takim, jakim chce. Z paroma osobami drogi mi sie rozeszły, ale nie żałuje tego, był wspólny czas, przeszlismy rezem jakis odcinek zycia, a potem kazdy poszedł w swoją stronę, i tak tez jest dobrze

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 minut temu, którędy_do_lasu napisał(a):

Najlepiej chyba nie mieć oczekiwań co do innych ludzi, wtedy nie zawiedziemy sie ich zachowaniem. Tak bardziej w duchu wolności ;).  To, co piszesz @RosePrick, trąci trochę roszczeniowością, i dyktowaniem drugiemu, co nalezy i co powinien, to jest troche wkurzajace xD

Dla mnie, i w przyjaźniach (których nie mam za wiele, ale są) i w związku wyznaję maksymę 'żyj i pozwol żyć'. Pozwol drugiemu byc takim, jakim chce. Z paroma osobami drogi mi sie rozeszły, ale nie żałuje tego, był wspólny czas, przeszlismy rezem jakis odcinek zycia, a potem kazdy poszedł w swoją stronę, i tak tez jest dobrze

 

Co konkretnie trąci Ci roszczeniem i dyktaturą? Nigdzie nie napisałam, że ludzie mają mi się podporządkowywać, a jedynie, że mam jasno określone zasady w swoich relacjach. To chyba dobrze? Mało tego! Napisałam wyraźnie, że każdy ma prawo nie chcieć respektować moich warunków - nic na siłę, ale jednocześnie rozumiem to jako rezygnację z bliskiej relacji ze mną. Nic więcej nie napisałam. Oczekiwania mam i mieć będę, ale nie znaczy to, że od kogokolwiek czegokolwiek wymagam. Nikt nie ma obowiązku akceptować moich zasad, ale ja nie mam obowiązku akceptować np. braku szacunku względem mnie (to jedno z moich podstawowych oczekiwań). Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że jest Ci wszystko jedno, czy ktoś bliski jest względem Ciebie np. lojalny? Oczekiwanie lojalności to też oczekiwanie, ale co to ma wspólnego z roszczeniem i dyktowanym warunków?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 minut temu, little angel napisał(a):

Również miałam na myśli realną paczkę kumpli, ale z jakimś wspólnym komunikatorem, na którym nie wymagano by ode mnie odpowiedzi tu i teraz, tylko kto by chciał (tak jak na forum), to by sobie pisał "in real time", wysyłał zdjęcia i takie tam, byle nie za dużo, bo bym nie wyrabiała z czytaniem tego wszystkiego. Ale tak sobie myślę, że takie pisanie na forum w zupełności zaspokaja mi potrzebę przynależności.

Ok, rozumiem.

 

15 minut temu, little angel napisał(a):

No ja takich pytań sobie nie zadaję, tylko odczytuję wiadomość, w której prawdopodobnie będzie zawarte po co piszą. I zdarzało się, że wracały do mnie osoby "po coś", to w zależności od prośby, załatwialiśmy sprawę (lub nie). Nawet jakbym miała być czyimś plasterkiem, a tak było, to nic mnie to nie kosztowało powspierać przez chwilę... Przecież nic się nie stało. Nie traktuję milczenia jako zaniedbanie czy brak szacunku.

Rozumiem. Ja sobie zadaję mnóstwo pytań w takich sytuacjach (teraz już się one praktycznie nie zdarzają). No dobrze, skoro Ci odpowiada rola plasterka, to przecież nie będę Ci wmawiała, że to jest złe! :D Ciebie to nic nie kosztuje, a mnie owszem, dlatego nic dziwnego, że mamy inny odbiór tego samego zjawiska, jakim jest funkcja plasterka. Ty nie traktujesz milczenia jako zaniedbanie czy wyraz braku szacunku, a ja tak i w tym również nie będziemy się zgadzać.

 

23 minuty temu, little angel napisał(a):

Zgadzam się z tym, dlatego wiele moich znajomości nie trwało długo, bo właśnie męczyło mnie to, że ktoś chciał pisać ze mną dzień w dzień czy spotykać się co tydzień, a jak tego nie dostawał, to się obrażał... No ja jestem przede wszystkim priorytetem. Nie kto inny. Lubię niewymagające znajomości, a w przyjaźni nie chodzi o to, żeby regularnie rozmawiać i się spotykać, bo inaczej łamie się jakieś niezapisane zasady, tylko żeby to wszystko robić, kiedy ma się ochotę, i przede wszystkim mieć do siebie zaufanie, co nie? Coś na zasadzie braterstwa, rodzeństwa. Jest nierozrywalna więź, a kontakt jest... kiedy jest.

Znajomości nie są po to, by męczyć. Skoro się nie dobraliście pod względem częstotliwości kontaktu, to może i lepiej, że one nie przetrwały, bo żadna ze stron i tak nie miałaby z tej znajomości pożytku. Też nie chciałoby mi się pisać dzień w dzień, bo już się w życiu 'napisałam' i teraz mam zupełnie inne potrzeby. Spotkanie raz na tydzień, w mojej opinii, brzmi świetnie, ale w Twojej nie muszą.

 

33 minuty temu, little angel napisał(a):

a w przyjaźni nie chodzi o to, żeby regularnie rozmawiać i się spotykać, bo inaczej łamie się jakieś niezapisane zasady, tylko żeby to wszystko robić, kiedy ma się ochotę, i przede wszystkim mieć do siebie zaufanie, co nie? Coś na zasadzie braterstwa, rodzeństwa. Jest nierozrywalna więź, a kontakt jest... kiedy jest.

Nie zgodzę się z tym. Rodzeństwo jest niezbywalne, tzn. Twój brat czy Twoja siostra będzie nimi już zawsze, natomiast przyjaźń należy pielęgnować, bo inaczej się wypali. Ta dynamika przypomina dynamikę związku. Przyjaciół wybieramy sobie sami, podobnie jak partnerów - nie są to relacje dane na zawsze, tylko trwające i rozwijające się w pewnych warunkach. Wyobrażasz sobie związek, w którym parę łączy "nierozerwalna więź" i jednocześnie "kontakt jest... kiedy jest". (Nie mówię tu o małżeństwie z 20-letnim stażem, w którym jedno z nich pracuje i mieszka w innym kraju - bo to jest zupełnie inna sytuacja). Związki czy przyjaźnie są rozerwalne... Stały kontakt i aktywne uczestnictwo w życiu osoby, z którą się przyjaźnimy czy z którą jesteśmy w związku, jest konieczne do wywiązania się więzi. 😜 Może masz unikający styl przywiązania? (też mam, ale ja to widzę i staram się pracować nad tym, zdając sobie sprawę z tego, że bez stałego kontaktu, nie dam rady zbudować niczego sensownego, ani długofalowego, dlatego muszę wybrać pomiędzy swoim komfortem, a np. przyjaźnią czy związkiem). Tak, zaufanie jest fundamentem przyjaźni, ale jak Ty chcesz mieć zaufanie do kogoś, kogo praktycznie nie znasz? Przecież nie możesz ZNAĆ danej osoby, z którą masz sporadyczny kontakt!

 

52 minuty temu, little angel napisał(a):

często dostawałam wiadomość w momencie, w którym zajmowałam się po prostu sobą i nie chciałam nikim innym, nigdy długo nie trwały. Co poradzę, że nie chce mi się pisać akurat w momencie, kiedy drugiej osobie się chce. Żadna wiadomość mi oczywiście nie umyka, jesteśmy otoczeni technologią, mogę nie odpisać na coś błahego prowadzącego do byle-rozmowy, tak samo ktoś mi może nie odpisać, ale jakbym zobaczyła wiadomość proszącą o pomoc, to można na mnie liczyć i tego samego oczekiwałabym od przyjaciela.

Nic na to nie poradzisz i nie musisz nic radzić. Przecież w dobrej przyjaźni nie chodzi o to, żeby rzucać wszystko i odpisywać na wiadomości od przyjaciela (żeby było jasne - relacji internetowych nie traktuję jako przyjaźń, tylko jako relacje internetowe, a więc nic poważnego) masz na to cały dzień, czy następny dzień, ale w momencie, kiedy piszesz o obsuwie trwającej 2-3 tygodnie czy miesiącach to nie brzmi to "przyjacielsko"... Przyjaźń nie opiera się na wysyłaniu memów, czy filmików, dlatego nie dziwię się, że na takie wiadomości nie chce Ci się odpisywać i wolisz zająć się czymś innym (mi też się nie chce, ale to żadna przyjaźń, nie oszukujmy się).

20 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Obydwie formy relacji są ok, jeśli pasuje to stronom. Nikt nie ma takich pryncypiow żeby określać jedyne właściwe standardy przyjaźni, bo to nie rzecz żeby miała parametry 

Trochę jednak ma, ale jest to bardzo intuicyjne. Np. związek internetowy, w którym jeden mieszka na jednym końcu świata, a drugi na drugim, na żywo widzieli się tylko raz w życiu (albo jedynie przez skypea), obiektywnie nie jest żadnym związkiem, a jeśli tych dwoje tak to ustala, to się okłamują. Sami na siebie nakładają kajdany zobowiązań, bo w tym czasie, który poświęcają na samooszukiwanie się jaką są świetną parą, mogliby przeznaczyć na poszukiwanie kogoś ze swojego lub sąsiedniego miasta (może się boją bliskości, a jednocześnie do niej dążą, bo samotności też się boją - jestem to w stanie zrozumieć). Podobnie jest z przyjaźnią. Może zbyt poważnie traktuję to słowo i przez to ciężko jest mi zrozumieć ideę sporadycznego kontaktu w przyjaźni... Jeśli ktoś używa tego wyrazu do określenia kumpelstwa, to ok.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się @RosePrick. Też nie wydaje mi się, żeby realna więź była możliwa, gdy ludziom brakuje czasu na jej pielęgnowanie, czyli właśnie poprzez kontakt face to face. Ale jak ktoś chce sobie nazywać przyjaźnią takie relacje o jakich pisze @little angel, to ok.  Chociaż też sama częstotliwość spotkań jest tylko warunkiem koniecznym przyjaźni (w moim rozumieniu). Można się spotykać często, ale czas ten spędzać w sposób, który żadnej więzi czy tam bliśkości nie wytwarza. Z drugiej strony można spotykać się rzadziej, ale "bardziej jakościowo".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@little angel A ja Cię totalnie rozumiem. No bo mam trochę podobnie. W sumie nigdy nie lubiłam, gdy ktoś nalegał żebym wyszła z domu. Ktoś do mnie wypisywał i dzwonił, a ja wolałam porobić coś innego i musiałam kręcić wymówkę, żeby te osoby się nie obrażały. Ale jak już wychodziłam z domu to było fajnie i dobrze wspominam te dni. Nie cierpię też, gdy czuję jakiś nacisk, że muszę ciągle odpisywać. Czasem nie ma co odpisać na jakaś wiadomość, mam tak często. Albo jak mam coś do zrobienia albo po prostu oglądam film przykładowo, to nie będę równocześnie siedzieć w telefonie. Nie zawsze też mam ochotę by być na bieżąco z czyimiś myślami ☺️

 

Miałam takiego znajomego, co się na mnie obrażał, gdy nie komunikowałam mu na mess, że idę np. chwilę od komputera np. zrobić sobie kawę. Nie było mnie 5 minut, a ten robi aferę, no bo go nie szanuję. Chore.

 

Oczywiście zależałoby mi na kontakcie takim, gdzie jest więź, ale należałoby wyzbyć się oczekiwań co do ciągłego kontaktu. Lepiej zająć się trochę sobą, to i potem spotkania są ciekawsze. Tak też może być 😊

Mam taką przyjaciółkę, która mieszka teraz w innym mieście i spotykamy się kilka razy w roku. A jak już się widzimy, to długo gadamy i jest dobrze. Jest między nami więź, znamy się bardzo długo. I tak też jest dobrze. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam tak jak dziewczyny, zawsze też komunikuje o tym na początku znajomości jakie są powody tego. Ale i tak ludzie się czepiają albo ciągle piszą. Jakby byli głusi czy nie rozumieli że ktoś jest inny od nich. Mam wyłączonego messa, a ostatnio nawet przestałam dzwonić do siostry mimo że czuje że by było ładnie. Akurat opisuje tu znajomych bardziej niż przyjaciół

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy człowiek ma swoje wady, które możemy zaakceptować bądź nie. Każdy też człowiek się uczy nawiązywać przyjaźnie z ludźmi poprzez kontakt z nimi. Myślę, że bliska relacja jest obustronna, co znaczy, że gdy się więź rozpada na dobre, to wina nie leży tylko po jednej stronie.

 

Czasami w bliższej relacji czy nawet znajomości jest też po prostu tak, że traktujemy drugą osobę tak jak kiedyś my byliśmy traktowani. Możemy być wymagający albo nie skłonni do kompromisu, czy słuchać kogoś, bo tak się nauczyliśmy. To jest to co znamy i jeszcze nie umiemy inaczej.

 

Pozdrawiam księdza Teodora Sawielewicza

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

22 minuty temu, little angel napisał(a):

No z tym znikaniem to też nie jest reguła... I to też bardziej wśród znajomych niż przyjaciół, których za wielu nie miałam, mało kogo uznaję za przyjaciela, tylko mogę uznać jednego, który akurat w pełni mnie rozumie i mamy tę obustronną pewność, że nie znikniemy na dobre, bo po prostu jesteśmy z tego samego świata i po 10 latach, nawet jak tego kontaktu będzie niewiele (a tak się zdarza, raz widzimy się i piszemy częściej, raz mniej, raz w ogóle, normalna sprawa), to dalej będziemy się zastanawiać co u nas. Zdarzało się przy poznawaniu różnych ludzi, że po czasie tego znikomego kontaktu, wcale mnie w sumie nie obchodziło co się z nimi dzieje, więc naturalnie ten kontakt został urywany, ale są też tacy, którzy pomimo "niedbania o relację" siedzą mi w tej głowie i będą siedzieć i potem się okazuje, że ja im też siedzę w głowie, więc coś tam jednak niewidzialnego nas łączy, bo potem się spotykamy i jest jak dawniej, jest normalnie, fajnie, bez spiny, nawet jak się kompletnie zmieniliśmy, to wciąż żadne z nas tej nitki nie chce rozrywać i jest ciekawy życia drugiego. Lubię takie relacje, w których każdy żyje oddzielnym życiem, a potem znów gdzieś tam się przeplatamy. Ale też lubię czasem być na bieżąco, choć wtedy wiem, że szybciej się w taki sposób wypalę, więc nie może być tego za często. A porównywanie związku do przyjaźni jest jak porównywanie banana do śliwki, @RosePrick, obie rzeczy są smaczne, ale śliwek nie będziesz jeść codziennie, bo przesadzisz z pobytami w toalecie, za to banana można wcinać na śniadanie dzień w dzień, czy w formie owsianki czy chlebka bananowego, żeby się nim nie znudzić, i nic ci nie będzie. Związek to związek, zobowiązanie do współdzielenia życia. Przyjaźń jest elastyczna, ona jest i będzie, nie zniknie, jak będzie trochę mniej kontaktu niż przedtem, a potem znowu więcej.

 

dobrze to opisałaś, podpisuję się

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 godzin temu, Mic43 napisał(a):

Zgadzam się @RosePrick. Też nie wydaje mi się, żeby realna więź była możliwa, gdy ludziom brakuje czasu na jej pielęgnowanie, czyli właśnie poprzez kontakt face to face. Ale jak ktoś chce sobie nazywać przyjaźnią takie relacje o jakich pisze @little angel, to ok.  Chociaż też sama częstotliwość spotkań jest tylko warunkiem koniecznym przyjaźni (w moim rozumieniu). Można się spotykać często, ale czas ten spędzać w sposób, który żadnej więzi czy tam bliśkości nie wytwarza. Z drugiej strony można spotykać się rzadziej, ale "bardziej jakościowo".

No właśnie! Ludziom brakuje czasu, siły, chęci na pielęgnowanie danej relacji, a później się dziwię, że mają 0 przyjaciół, że są samotni, że stare relacje nie przetrwały... a jak niby miałyby przetrwać? Człowiek nie jest rzeczą, kocykiem, który lato przeleży w szafie, a zimą się go wyciągnie - bo się "zimno" zrobiło... W każdej relacji, żeby mogła się rozwijać, należy dać coś o od siebie. Ja i @little angel najwyraźniej inaczej definiujemy przyjaźń. To, co ona nazywa przyjaźnią dla mnie jest zwykłym koleżeństwem, którym nie trzeba sobie zawracać głowę (mam kilku takich ludzi w swoim gronie, których lubię i czuję się przez nich lubiana, ale nasz kontakt jest praktycznie żaden... - ani im, ani mi nie zależy zbytnio na utrzymaniu tej relacji - widzę to i zupełnie akceptuję, nie mam poczucia odrzucenia, czy smutku). Pisałam o częstotliwości spotkań, bo rozmowa krążyła tylko wokół tego, ale oczywiście, że nie jest to jedyne kryterium! Mi się wydaje, że częste spotkania, które są pozbawione więzi czy bliskości, raczej nie miałyby miejsca w dzisiejszych zabieganych czasach... Ludzie są zbyt leniwi, by inwestować w koleżeństwo z dużym potencjałem na przyjaźń i spotykają się raz na kilka miesięcy (ale za to piszą co dwa dni), więc widzę naprawdę niewielkie szanse na częste spotykanie się z kimś, do kogo czujemy... obojętną sympatię. 

 

5 godzin temu, Madame Erazma napisał(a):

@little angel A ja Cię totalnie rozumiem. No bo mam trochę podobnie. W sumie nigdy nie lubiłam, gdy ktoś nalegał żebym wyszła z domu. Ktoś do mnie wypisywał i dzwonił, a ja wolałam porobić coś innego i musiałam kręcić wymówkę, żeby te osoby się nie obrażały. Ale jak już wychodziłam z domu to było fajnie i dobrze wspominam te dni. Nie cierpię też, gdy czuję jakiś nacisk, że muszę ciągle odpisywać. Czasem nie ma co odpisać na jakaś wiadomość, mam tak często. Albo jak mam coś do zrobienia albo po prostu oglądam film przykładowo, to nie będę równocześnie siedzieć w telefonie. Nie zawsze też mam ochotę by być na bieżąco z czyimiś myślami ☺️

Skoro sobie nakładasz taką presję, to rzeczywiście odsapnij trochę od przyjaźni. Nie sądzę, by nacisk wywierało otoczenie. Co to znaczy, że ktoś "nalega", byś wyszła? Proponuje Ci to raz, a potem próbuje ze dwa razy przekonać Cię do wyjścia? Czyli mam rozumieć, że wolałabyś być pomijana i olewana? Wątpię... To nie jest przyjemne. A może rzeczywiście ktoś szantażuje Cię, że jeśli nie wyjdziesz, to się obrażą i słowa dotrzymą? :D W co oczywiście nie wierzę, ale jeśli naprawdę masz takiego pecha do znajomych, którzy się obrażają na Ciebie, że nie masz ochoty się z nimi spotkać, to powiem tylko, że dobrze robisz, chcą trzymać się od nich z daleka. Wymówki Ci niepotrzebne - takim to możesz śmiało powiedzieć: "spier..." (chyba że dysponują czymś, na czym Ci zależy - wtedy przemyśl temat). Znowu - czujesz NACISK, że MUSISZ odpisywać? Kto tak powiedział? Twoi znajomi, czy może jest to Twoje przekonanie? Prawdopodobnie nikt Ci nie każe odpisywać. Zastanawiałaś się, że któregoś z Twoich znajomych też mogą tak męczyć wiadomości od Ciebie? Na przykład wtedy gdy napisałaś akurat, kiedy on oglądał film, albo robił coś innego, albo po prostu "nie miał ochoty być na bieżąco z Twoimi myślami", i aż się za włosy złapał z nerw, widząc, że @Madame Erazma napisała, a on poczuł wielką presję i przymus odpisania, bo bał się, że się obrazisz.

 

6 godzin temu, Madame Erazma napisał(a):

 

Miałam takiego znajomego, co się na mnie obrażał, gdy nie komunikowałam mu na mess, że idę np. chwilę od komputera np. zrobić sobie kawę. Nie było mnie 5 minut, a ten robi aferę, no bo go nie szanuję. Chore.

Trochę przesadził, ale może jego reakcja była odpowiedzią na jakieś wyjątkowo złe doświadczenie z czyimś zniknięciem. To mocno prawdopodobne, bo raczej nie zrobił tego złośliwie, po to, by zepsuć Ci humor. Jeden z moich byłych też wymagał ode mnie meldunku, gdy komunikowaliśmy się przez messengera i nie widział tych kropeczek świadczących o tym, że ktoś pisze (to są rzeczy, o których należy rozmawiać, a nie zamiatać pod dywan, czy oceniać).

Któregoś razu oświadczył, żebym poświęciła mu chwilę na rozmowę - ale tylko jemu. On poczeka aż poodpowiadam na maile z uczelni, na wiadomości od znajomych, nasłucham się muzyki, czy cokolwiek innego, a poczeka - na chwile spędzone tylko i wyłącznie z nim... i odpowiedzi natychmiastowe! Na wszelkie przedłużenia, gdzie np. wstałam z łóżka, żeby zamknąć okno i przez chwilę nie zobaczył tych piszących kropeczek, odpowiadał: halo. Chyba wiem, z czego to wynikało... próbowałam z nim o tym porozmawiać, ale skutki były chwilowe (a czasem nie było ich wcale), takie sytuacje się powtarzały wielokrotnie, i to był jeden z głównych powodów naszego rozstania - nie ta konkretna scena, ale jego wielokrotnie próby utrzymania kontroli nade mną - mimo, że naprawdę nie było trzeba tego robić.

 

6 godzin temu, Madame Erazma napisał(a):

Oczywiście zależałoby mi na kontakcie takim, gdzie jest więź, ale należałoby wyzbyć się oczekiwań co do ciągłego kontaktu. Lepiej zająć się trochę sobą, to i potem spotkania są ciekawsze. Tak też może być 😊

Mam taką przyjaciółkę, która mieszka teraz w innym mieście i spotykamy się kilka razy w roku. A jak już się widzimy, to długo gadamy i jest dobrze. Jest między nami więź, znamy się bardzo długo. I tak też jest dobrze. 

Ciągły kontakt jest niemożliwy, bo jednak korzystamy z toalety, wychodzimy sami do sklepu itd... Co to dla Ciebie oznacza "ciągły kontakt"? Spotkania dwa, maksymalnie trzy razy w tygodniu to dla Ciebie dużo? Skoro tak, to na pewno istnieje wiele osób, którzy podzielą Twoje zdanie, ale ja tego nie zrobię. Doświadczenie pokazało mi niejednokrotnie, że nie wywiązałaby się we mnie żadna więź ze znajomą, którą poznaję w internecie i na korespondencji internetowej ta znajomość ma się opierać lub poznaję ją na żywo, ale przenosimy naszą relację do świata wirtualnego - spotykam się z nią raz na parę miesięcy... Mogę ją lubić i uważać ją za fajną osobę, ale gdy coraz rzadziej będzie się do mnie odzywać, gdy przeorganizuje swoje życie, gdy wyprowadzi się na drugi koniec Polski, albo do innego kraju, tak, że w końcu kontakt się nam rozejdzie do spotkań raz na rok, czy jeszcze rzadziej, to nie będzie mi przykro, nie będę za nią tęsknić, bo nie poczułam do niej przywiązania. Na pewno nie uważałabym jej za przyjaciółkę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

54 minuty temu, little angel napisał(a):

Zdarzało się przy poznawaniu różnych ludzi, że po czasie tego znikomego kontaktu, wcale mnie w sumie nie obchodziło co się z nimi dzieje, więc naturalnie ten kontakt został urywany, 

Naturalne.

 

55 minut temu, little angel napisał(a):

ale są też tacy, którzy pomimo "niedbania o relację" siedzą mi w tej głowie i będą siedzieć i potem się okazuje, że ja im też siedzę w głowie, więc coś tam jednak niewidzialnego nas łączy, bo potem się spotykamy i jest jak dawniej, jest normalnie, fajnie, bez spiny, nawet jak się kompletnie zmieniliśmy, to wciąż żadne z nas tej nitki nie chce rozrywać i jest ciekawy życia drugiego. 

A to z kolei niestety wygląda mi trochę na samozakłamywanie się... O pewnych osobach się nie zapomina, to prawda. Mi też czasami wpadają do głowy osoby, z którymi od dawna nie mam już kontaktu i jestem pewna, że jest to wzajemne. Normalka. Ale nie jest to efekt żadnej niewidzialna nici, która nas łączy! Żadne fale, żadne energie, żadne astralne połączenia... po prostu mi się o nich przypomniało - niektórych wspominam z uśmiechem, innych z zakłopotaniem, ale jeśli spotkam przypadkiem kogoś z tej pierwszej grupy - z tej, która przywołuje uśmiech - to rozmawiamy sympatycznie, ale jakoś każdy się spieszy i idzie w swoją stronę... Nie dlatego, że unikamy się nawzajem, tylko dlatego, że nie mamy o czym rozmawiać: 

- co u Ciebie?

- a dobrze.

Co można powiedzieć obcej osobie? Bo jednak dla mnie to już praktycznie nieznajomy. Prawdę? Nie, jakoś nie mam potrzeby się zwierzać, ani brać udział/organizować spotkań ze starymi znajomymi - po co? Oni już zapewne mają poukładane życie i raczej nie będą mieć czasu na kawę. A jeśli akurat tak by się złożyło, że będą mieć czas, to na następną umówimy się pewnie za 5 lat - przyznaję, że takich relacji utrzymywać mi się nie chce. Wolę w tym dniu posprzątać pokój, niż wyjść ze starym znajomym na kawę, siląc się na wspomnienia i udając, że jesteśmy tak samo bliscy, jak kiedyś. Nie jesteśmy.

Godzinę temu, little angel napisał(a):

Lubię takie relacje, w których każdy żyje oddzielnym życiem, a potem znów gdzieś tam się przeplatamy. Ale też lubię czasem być na bieżąco, choć wtedy wiem, że szybciej się w taki sposób wypalę, więc nie może być tego za często. A porównywanie związku do przyjaźni jest jak porównywanie banana do śliwki, @RosePrick, obie rzeczy są smaczne, ale śliwek nie będziesz jeść codziennie, bo przesadzisz z pobytami w toalecie, za to banana można wcinać na śniadanie dzień w dzień, czy w formie owsianki czy chlebka bananowego, żeby się nim nie znudzić, i nic ci nie będzie. Związek to związek, zobowiązanie do współdzielenia życia. Przyjaźń jest elastyczna, ona jest i będzie, nie zniknie, jak będzie trochę mniej kontaktu niż przedtem, a potem znowu więcej.

Tutaj też się różnimy. Ja lubię tylko i wyłącznie relacje, które są zachowane, regularne. W innych trudno jest mi się odnaleźć.

 

Właśnie że przyjaźń elastyczna nie jest i nie będzie. Przynajmniej w moim świecie. Przyjaźń opiera się na zobowiązaniach i intymności, podobnie jak związek, który zawiera dodatkowy komponent - namiętność. Oczywiście, że z przyjaciółką mieszkać prawdopodobnie nie będziesz, ale z mężem już tak, stąd dla większości ludzi związek jest istotniejszy od przyjaźni (dla mnie też - z tego samego powodu. choć na ten moment nie wyobrażam sobie związku bez przyjaźni - ale to tak nawiasem mówiąc).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Melodiaa napisał(a):

Wtedy relacja staje się bardziej jednostronna i druga strona może postrzegać jako toksyczną...

O ty piszę właśnie ... 

To może inaczej, gdy np. rodzice traktują swoje dzieci w sposób taki wymagający i nie dający na ustępstwa, to wtedy one mogą przejawiać takie zachowanie w relacjach z innymi osobami w dorosłym życiu. Dla nich będzie to coś normalne, bo tak robił ojciec albo matka i to działało. To później mogą nie być świadome tego, że są dla innych zbyt natarczywe czy nieprzyjemne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Madame Erazma napisał(a):

Tak 🙂

 

A to dla Ciebie mało?

 

Może bardziej potrzebujesz ludzi niż ja. I proszę... nie analizuj mnie.

 

Wystarczająco dla przyjaźni. Nie jest to mało, ale tego właśnie wymaga przyjaźń - dużo czasu i sporego zaangażowania. Może bardziej potrzebuję ludzi, niż Ty, może mniej, może podobnie - nie pisałam tu dużo o swoich potrzebach, tylko o swoich poglądach. Nie mam przyjaciół spoza Rodziny. Mam jedną koleżankę, która nazywa mnie swoją przyjaciółką, ale nie mogę tego samego powiedzieć o niej... m.in. dlatego, że przeprowadziła się za granicę, a wcześniej, gdy jeszcze mieszkała w tym samym mieście, co ja, to nie miałyśmy okazji, by poznać się dobrze, zbliżyć się do siebie. Spotykamy się zdecydowanie za rzadko, bym czuła, że mogę mieć w niej kogoś tak bliskiego, jak przyjaciel.

Edytowane przez RosePrick

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, RosePrick napisał(a):

Mam jedną koleżankę, która nazywa mnie swoją przyjaciółką, ale nie mogę tego samego powiedzieć o niej... m.in. dlatego, że przeprowadziła się za granicę, a wcześniej, gdy jeszcze mieszkała w tym samym mieście, co ja, to nie miałyśmy okazji, by poznać się dobrze, zbliżyć się do siebie.

OMG. Ty tak na poważnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na tej stronie są ludzie chorzy, zaburzeni czy mający jakieś kłopoty. Wielu z nich ledwo ma siły iść do pracy i z niej wrócić, a co dopiero spotykać się 3 razy w kawiarni. Dlatego ważne żeby nikt nie pomyślał sobie, że to konieczne by ktoś miał Cię za przyjaciela. Ogólnie raczej nie ma nad czym dyskutować, ktoś może mieć za przyjaciela zwierzę, roślinę, maskotkę nawet haha :D

 

@RosePrickten warunek o granicach kraju jest dość dziwaczny. Gdy ktoś musiał wyjechać na 2 koniec świata, już nie uznajesz go za przyjaciela? W ogóle to ciekawe że nie masz przyjaciół spoza rodziny🤔 czy wiadomo co gra tu rolę wieksza, bycie krewnym czy twoja osoba? 

A ten chłopak... O mamo, musiał być zaburzony, szukał pomocy? Bo to nie było zdrowe!

6 godzin temu, Melodiaa napisał(a):

 Przyjaźń to nie częstotliwość kontaktu ale pewne deklaracja i poczucie posiadania na tym świecie bratniej duszy z którą nawiązaliśmy więź wbrew czasowi i odległości nas dzielącej.

Mogę widywać znajomych codziennie i nie czuć tej emocjonalnej więzi z kimś...

Idealne😊 aż wstawić do cytatow/aforyzmów i podpisać Melodiaa!

Edytowane przez Dalila_

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, RosePrick napisał(a):

 

Mam jedną koleżankę, która nazywa mnie swoją przyjaciółką, ale nie mogę tego samego powiedzieć o niej... m.in. dlatego, że przeprowadziła się za granicę, a wcześniej, gdy jeszcze mieszkała w tym samym mieście, co ja, to nie miałyśmy okazji, by poznać się dobrze, zbliżyć się do siebie. Spotykamy się zdecydowanie za rzadko, bym czuła, że mogę mieć w niej kogoś tak bliskiego, jak przyjaciel.

 

No i rozumiem to jeśli jej nie nazywasz przyjaciółką jeśli nie mieliście okazji by dobrze się poznać tym bardziej jak mieszkała blisko. Jak tego nie czujesz to jest to zrozumiałe:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×