Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dzisiaj czuje się...


Gość katrin123

Rekomendowane odpowiedzi

Teraz, shadow_no napisał(a):

Rozumiem to bo też zachłyśnięcie było trochę przerażające dla mnie. Ale później jak parę razy już się napijesz wody to nawet odróżnisz w którym basenie jest najsmaczniejsza

 

 

Mnie dodatkowo dochodzi wtedy ból nosa i zatok. A "pływać" nauczyłem się w Chorwacji, tam trzeba raczej uczyć się topić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 minut temu, Chongyun napisał(a):

Mnie dodatkowo dochodzi wtedy ból nosa i zatok

Zatoki to chyba nie miałem nigdy problemów, ale w nosie jest dziwnie wtedy fakt. I mnie np. brzuch rano czasem bolał jak dzień wcześniej się napiłem trochę wody z basenu. Bo zawsze jak człowiek walczy o przetrwanie w wodzie to się trochę napije xd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, shadow_no napisał(a):

Zatoki to chyba nie miałem nigdy problemów, ale w nosie jest dziwnie wtedy fakt. I mnie np. brzuch rano czasem bolał jak dzień wcześniej się napiłem trochę wody z basenu. Bo zawsze jak człowiek walczy o przetrwanie w wodzie to się trochę napije xd

Ja raz w wannie próbowałem zanurzyć nos leżąc głową do góry i wydychać, robiąc przy tym mmmmmmmm, jak mi poradzono, i o ile bokiem to działa, to do góry niestety nie zadziałało i podziękowałem :P Niektórzy potrafią zwisać w dół w wodzie bez zatykania nosa. Dla mnie niewyobrażalne.

Edytowane przez Chongyun

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 minut temu, Chongyun napisał(a):

Ja raz w wannie próbowałem zanurzyć nos leżąc głową do góry i wydychać, robiąc przy tym mmmmmmmm, jak mi poradzono, i o ile bokiem to działa, to do góry niestety nie zadziałało i podziękowałem :P Niektórzy potrafią zwisać w dół w wodzie bez zatykania nosa. Dla mnie niewyobrażalne.

Ale powiedzieli Ci, że nie możesz wtedy oddychać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, shadow_no napisał(a):

Ale powiedzieli Ci, że nie możesz wtedy oddychać?

No jak nie oddycham to woda wlatuje do nosa, jak wydycham to się robią bąbelki i tak mi mielą w nosie. Głową w dół jest ok. Spokojne się zanurzam.

Edytowane przez Chongyun

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 3.01.2026 o 22:07, Catriona napisał(a):

Ja od dziecka byłam aktywna (grałam nawet w hokeja na trawie jakiś czas), także dla mnie to jest naturalne. U mnie w rodzinie wiele osób jest aktywnych sportowo (kuzyn po 50. biega maratony, inna kuzynka jeździła konno dopóki nie miała wypadku, teraz jej dzieci jeżdżą konno, inni grają tenisa stołowego i mają sukcesy jakieś tam nawet na arenie krajowej). Dla mnie od zawsze ruch był formą rozładowania emocji i odcięcia się. Na jaki sport akurat miałam fazę taki był, ale bieganie gdzieś tam było od zawsze, chociażby w tle i tylko w okresie wiosenno-letnim, ale było.

 

Ja od dziecka byłam uczona grania w nożną. NIestety, że byłam kozłem ofiarnym i  w gimnazjum i podstawówce strasznie bałam się gier zespołowych. Siatkówka to był koszmar, mimo że jak grałam poza szkołą z fajnymi znajomymi, to było to przyjemne. W szkole bałam się przebijać piłkę. NIgdy mi to tam nie wychodziło. Stresowało mnie to, że oni tylko liczyli na mój błąd, żeby mnie wyśmiać. W koszykówkę umiałąm grać, ale mało kto do mnie podawał. Raz zagralysmy w nogę i wtedy pokazałam, co umiem, za to laski kopały w ścianę jak tylko dostały piłkę. No i lipa. Gra była tylko raz. Chwilę grałam z ręczną. Zabrali mnie na zawody. ALe przestałam w to grać, bo dali mnie potem na bramkę. Dostałam w nos i krwotok. Wtedy zrezygnowałam. NIe podobało mi się. Uczylam się też gry w tenisa. COś tam umiałam, ale nie wciągnęłam się. MIałam mnóśtwo problemów z rówieśnikami. Po liceum rzuciłam wszystkie antydepresanty i benz, które przez wiele lat dawała mi durna lekarka. PO odstawieniu dostałam siły i motywacji do schudnięcia. Zaczęłam jeźdźić na rowerze, długie godziny. Często po 2h dziennie szybkim tempem na drodze rowerowej. Robiłam prawie 40km dziennie, ale nie zawsze tyle. Ćwiczyłam w domu z jakąś laską z neta. Nawet jak popiłam coś ze znajomymi, to wracałam i zrobiłam chociaż te 20 minut na nogi. Sport był wtedy moją codziennością. Przez pół roku nie jadłam żadnych słodyczy. Odzwyczaiłam się totalnie. NIe ważyłam się. Gdy wróciłam do domu, patrzę, a tam pizza. NIe wzięłam kawałka, a poszłam na górę skakać na skakance, a byłam wtedy po bieganiu. No i zaczęła się pasja biegania. Raz puściłam sobi ebooku Bukowskiego "kobiety" - do dziś to pamiętam, bo biegłam ponad dwie godziny. To było dużo. I biegałam po mieście z muzyką na uszach. PO miescie biegało mi się najepiej. To już było na studiach. Koleżanki pytaly, czy mogą iść ze mną. A ja an to, że nie, bo wolę biegać sama. Dobrze zrobilam, bo one poszly biegać. Przebiegly kilka metróœ i zaczęły isć i gadać.

Dla mnie sport był bardzo ważny. Schudłam wtedy około 20kg. Wchodziłam w s- kę. Wyglądałam dobrze. Podobałam się sobie, ale towarzyszyła mi fobia spoleczna. Zaczęłąm brac olanzapinę. Na chuj mi ta olanzapina wtedy byla potrzebna, to nie wiem. Jakiś durny lekarz, i on wtedy stwierdził u mnie prawdopodobne borderline.

 

No ale biegałąm dalej, nawet biorąc olanzapine potrafiłam sporo wysilku z siebie wykrzesać. Później chyba więcej spacerów niż biegów. olanzapinę w końcu odstawilam i po jakimś czasie pojawiła się u mnie mania i popłynęłam. Szpitale, leki, jedzenie. Przytyłam.

 

Po jakimś czasei zaczęłam ćwiczyć godzinę dziennie interwałóœ i cardio w domu. Trochę siłowych - bo mieliśmy silownie. Ze sztangą przysiady, z piłką lekarską ćwiczenia na nogi itd. Ćwiczenia na brzuch. NIe schudłam jednak, tego co przytyłam, bo nie oðzywiałam się dobrze. Ciągle byłam głodna.

 

Odstawiono mi w szpitalu leki i w szpitalu w miesiąc schudłąm 10 kg.

 

PO wyjściu znowu przytyłam, ale wtedy zaczęłąm biegać z tatą. Często jechaliśmy do lasu, i tam jest fajna droga rowerowa. Oprócz biegania ćwiczyłam w domu i włączałam fitness marshall i z nimi tańczyłam. Taniec sprawiał mi mega frajdę, a bieganie dostarczało endorfin i adrenaliny, To niesamowite uczucie. Ale pryznam, że czesto po prostu nie chciało mi się biegać, ale biegłam.

 

Ale po ostatnim pobycie w szpitalu nie ćwiczę. Chcę się znowu za to zabrać i robić to regularnie tak jak kiedyś.

Lubię też pływać, ale rzadko chodziłam na pływalnię. Wiem, że się za to wezmę. Wystarczy ppierwszy krok... i można zakochać się  w wysiłku.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Kiusiu współczuję, życzę dużo zdrowia, obyś szybko stanął na nogi! mnie zawsze ratuje tłusty rosół, zanim rozkręci się choróbsko na dobre..

 

a dzisiaj czuję się w miarę, tylko to kłucie w brzuchu.. jutro niestety wracam do pracy, wspaniałe miałam to wolne, szkoda, że już koniec :( 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@little angel Dzięki. Aczkolwiek nie jadam rosołu (dieta bezmięsna) - zresztą w tym wypadku zlekceważyłem pierwsze sygnały ostrzegawcze w postaci drapania w gardle i pojawiającego się, na początku niezbyt dotkliwego, bólu zatok. Zareagowałem dopiero gdy już czułem, że gorączka zaczyna mnie rozkładać, dopiero wtedy zmierzyłem sobie temperaturę i sięgnąłem po aspirynę i inne lekarstwa. Wcześniej łudziłem się, że samo jedzenie czosnku i rzeczy bogatych w witaminę C i suplementowanie cynku i witaminy D (jak robię to i bez objawów infekcji) wystarczy, by samemu wyzdrowieć. Nie wystarczyło. Przez co zacząłem być na siebie trochę zły.

Ogólnie, gorączka i niewyspanie sprawiają, że jestem bardziej drażliwy niż zwykle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, bei napisał(a):

Troche sie martwie żeby nie zaspać jutro do pracy po tej przerwie.

Mam nadzieję, że zasne i jutro bede w miare wyspana.

Po prace bede miała jeszcze do ogarniecia angielski, ale tym zajme sie jutro, nie wszystko na raz.

Dokładnie tak. Na spokojnie 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

rzeczy bogatych w witaminę C i suplementowanie cynku i witaminy D (jak robię to i bez objawów infekcji) wystarczy, by samemu wyzdrowieć

Pro tip jeszcze ze studiów, który działa często, ale rzeczywiście przy pierwszych objawach, że nas coś rozkłada, bo na rozwiniętą infekcję to już za mało: cynk + wit. C ale w dużej dawce, nie tam jakieś mikro dawki w stylu 100mg tylko tak z 500mg albo i więcej (ja biorę po 8-10 tabletek wit. C albo czegoś z rutyną w stylu Cerutin itp. na raz) + jakiś zwykły Fervex czy aspiryna (ale to już w standardowej dawce) czy co tam bierzesz i do wyra się wygrzać. Rano jak nowy człowiek :D przetestowane na sobie kilkukrotnie i na znajomych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

@little angel Dzięki. Aczkolwiek nie jadam rosołu (dieta bezmięsna) - zresztą w tym wypadku zlekceważyłem pierwsze sygnały ostrzegawcze w postaci drapania w gardle i pojawiającego się, na początku niezbyt dotkliwego, bólu zatok. Zareagowałem dopiero gdy już czułem, że gorączka zaczyna mnie rozkładać, dopiero wtedy zmierzyłem sobie temperaturę i sięgnąłem po aspirynę i inne lekarstwa. Wcześniej łudziłem się, że samo jedzenie czosnku i rzeczy bogatych w witaminę C i suplementowanie cynku i witaminy D (jak robię to i bez objawów infekcji) wystarczy, by samemu wyzdrowieć. Nie wystarczyło. Przez co zacząłem być na siebie trochę zły.

Ogólnie, gorączka i niewyspanie sprawiają, że jestem bardziej drażliwy niż zwykle.

zrozumiałe, też potrafię być na siebie zła, kiedy zlekceważę pierwsze objawy infekcji :D na drapanie w gardle pomagają mi co najmniej dwie rozgrzewające herbaty z cytrusami, goździkami i mnóstwem, mnóstwem imbiru, albo standardowa receptura babcina: ciepłe mleko z miodem i czosnkiem

nie choruję już dobre kilka lat, odkąd właśnie szybko zapobiegam rozwojowi chorób domowymi sposobami :D ale też zauważyłam, że bardzo zwiększyła mi się odporność, może przez hartowanie ciała

zdrowiej!

 

dzisiaj powrót do pracy, jak u większości po tak długiej przerwie, na razie jest znośnie, kłuje mnie dalej w środku brzucha, ale normalnie mogę funkcjonować, bardzo dziwne uczucie, nie wiem czy już szukać terminu do lekarza czy jeszcze poczekać... trzeci dzień kłucia, wydaje mi się, że jest odrobinę lepiej, ale zaraz mnie kłuje mocniej i myślę, że nic się nie poprawia... nie wiem za bardzo, co robić, chyba jeszcze poczekać, obserwować...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

A sobie coś na twój temat uroił :D

 

8 minut temu, You know nothing, Jon Snow napisał(a):

 

Ty myślisz za to, że jesteś królem tego świata.

Też mnie wku*wiasz.

A z tym się nie będę kłócić :D

 

Ale dziękuję za obronę kochaniii You i Indyczek🤍 już sobie wyjasnilisny, wina kogoś kto na mój temat lubi do ludzi wypisywać i jak widać nie zawsze przyjemnie-.- także spidi tym razem czysty

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×