Skocz do zawartości
Nerwica.com

28 lat prawiczek, brak seksu, bliskości, intymności


Hurricaner27

Rekomendowane odpowiedzi

12 minut temu, shadow_no napisał(a):

Obrzydliwe było to co napisałeś a jeszcze gorsze jest to, że tak myślisz.

Zamiast skupić się na rozwiązywaniu swoich problemów i skupić się na poprawie własnego losu to cieszysz się z tragedii innych ludzi i ich rodzin. Na co liczysz mając takie podejście? Że co się stanie i jak to się przełoży na Twój los?

 

Gratuluję @Dryagan opanowania. Trzymam kciuki, żeby to co napisałeś dotarło do Hurricanera

Nic na to nie poradzę. Zawsze byłem miły i dobry dla ludzi, życzyłem im dobrze i gówno z tego miałem. Dość tego. Zawiodłem się na ludziach i mam ich dość. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Nesia napisał(a):

Jakiś czas temu poznałam na forum (nie tutaj) chłopaka 28 lat, który nigdy nie miał dziewczyny. Dodam, że cholernie przystojny, inteligentny, wartościowy, poukładne w głowie. Brakowało mu pewności siebie (jakieś kompleksy z dzieciństwa  z którymi się uporał de facto). Jakbym była wolna i nieco młodsza nie wahałabym się ani przez chwilę :D 

Długo nie chciał założyć konta na portalu randkowym. W końcu przekonał się i znalazł miłość życia. Teraz mieszkają razam ale dziewczyna bardzo zazdrosna więc urwaliśmy kontakt mimo, że to kontakt czysto koleżeński :D Nie chce aaby pisał z jakimiś babami :D Wszystko jest możliwe tylko musi nadejść właściwa chwila???

No nie głupie zakończenie już miałam napisać daj mi numer pliiiis 😡 :D

2 minuty temu, Hurricaner27 napisał(a):

Nic na to nie poradzę. Zawsze byłem miły i dobry dla ludzi, życzyłem im dobrze i gówno z tego miałem. Dość tego. Zawiodłem się na ludziach i mam ich dość. 

Z taką postawą to ludzie nie potrzebują takich ludzi A nawet są dla nich groźni. Więc się zastanów co robisz i piszesz ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Hurricaner27 napisał(a):

Nic na to nie poradzę. Zawsze byłem miły i dobry dla ludzi, życzyłem im dobrze i gówno z tego miałem. Dość tego. Zawiodłem się na ludziach i mam ich dość. 

Uwierz też jestem z tych jak ty. Nie masz wpływu na innych. Pilnuj tego demona w sobie bo on też szczęścia ci nie daje a wrecz przeciwnie ;) 

1 minutę temu, Dalila_ napisał(a):

No nie głupie zakończenie już miałam napisać daj mi numer pliiiis 😡 :D

A widzisz to był czas sprzed 3 lat gdy uciekłam stąd :P Jak ja myślałam o nim w ten sposób to musiał być wyjebisty. Trudno na mnie zrobić wrażenie :D

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

28 minut temu, Hurricaner27 napisał(a):

Ale to jest przykre dla mnie jak ktoś mi daje do zrozumienia że mam być całe życie nieszczęśliwy. Zresztą i tak najlepsze lata mam za sobą. Powiem szczerze nie mam już szans na nowych kolegów, przyjaciół itd. Nie wiem czy nie zerwać tych kontaktów co jeszcze mam, bo mam żal do tych znajomych że tak o mnie myślą i że tak naprawdę nigdy mi nie pomogli jakoś się ogarnąć itd nawet we wcześniejszych latach kiedy potrzebowałem pomocy. Smutno mi patrzec na młodych zakochanych ludzi podczas gdy ja nigdy nie byłem z kobietą nawet się nie całowałem. Teraz każdy ma mnie za nieudacznika i przegrywa i nikt by mi nie pomógł tylko jeszcze dokopał bardziej 😢

Ja nie czytam tego tak, że ktoś Ci mówi „masz być całe życie nieszczęśliwy”. Raczej odwrotnie: ludzie próbują Ci powiedzieć, że jeśli będziesz szedł w stronę złości i życzenia innym źle, to sam sobie zamykasz drzwi. To nie jest wyrok na całe życie, tylko ostrzeżenie, że ten kierunek Cię niszczy. I jeszcze jedno: „najlepsze lata mam za sobą” to zdanie, które brzmi jak depresyjny skrót myślowy, a nie fakt. Masz lat – 28. To jest wbrew pozorom bardzo młody wiek. Wiem, że w środku możesz mieć poczucie „już po wszystkim”, ale to jest tylko Twoje poczucie, nie wyrok.

Powiem Ci coś konkretnie, z własnego życia. Jak przyszedłem na to forum w 2014 roku, miałem 33 lata, byłem bardzo samotny i miałem zdiagnozowany ChAD. Też miałem wrażenie, że najlepsze lata są za mną, a perspektywy – ze względu na chorobę - marne. A jednak życie potrafi zaskoczyć. Znalazłem swoją miłość, mimo fobii społecznej i innych ograniczeń. Ożeniłem się w wieku 36 lat, mam córkę. I nie piszę tego, żeby się chwalić, tylko żeby Ci pokazać, że to nie jest tak, że „jak do 28 nic, to już nigdy”.

Rozumiem też, że Cię boli patrzenie na pary, bo też byś chciał mieć parę. Tylko uważaj na jedną rzecz: jak zaczynasz myśleć „wszyscy mnie mają za przegrywa” i „nikt mi nie pomoże, tylko dokopie”, to wchodzisz w taki tryb, w którym sam siebie spychasz do roli kogoś bez szans. To jest bardzo podstępne, bo wtedy każdy gest innych ludzi będziesz odczytywać jako potwierdzenie tej tezy.

Zamiast zrywać resztki kontaktów w emocjach, lepiej zrobić krok w stronę tego, co realnie możesz zmienić. Nie musisz od razu „znaleźć dziewczyny”. Na początek chodzi o to, żeby odbudować normalny kontakt z ludźmi i trochę spokoju w głowie, bo z tego dopiero rodzi się bliskość. Ja najpierw się zaprzyjaźniłem z moją obecną Żoną.

6 minut temu, Hurricaner27 napisał(a):

Nic na to nie poradzę. Zawsze byłem miły i dobry dla ludzi, życzyłem im dobrze i gówno z tego miałem. Dość tego. Zawiodłem się na ludziach i mam ich dość. 

Bycie miłym nie jest walutą, za którą świat ma Ci coś oddać. To nie działa jak automat. Czasem człowiek jest miły, ale nie stawia granic, nie mówi wprost czego potrzebuje, liczy że inni się domyślą, a potem zostaje żal i poczucie wykorzystania.

I teraz najważniejsze: złość może dać chwilową ulgę, ale długofalowo odcina Cię od ludzi jeszcze bardziej. Lepszy kierunek to nie „będę zły”, tylko „będę mądrzejszy”: wybierać lepiej ludzi, stawiać granice, nie wkładać energii tam, gdzie jej nie doceniają. To daje szansę na zmianę. A hasło „mam ludzi dość” brzmi jak decyzja, która ma Cię chronić, ale w praktyce zostawia Cię samemu z tym, co boli najbardziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie zamierzam oceniać bo też miałem w życiu taki etap. Na szczęście z wiekiem mi przeszło, ale do dziś jak widzę młodych szczęśliwych ludzi ogarnia mnie straszny smutek. Nie wiem czy kiedykolwiek pogodzę się z tym że mnie to ominęło. A jeśli ktoś nie może sobie poradzić z emocjami to zamiast jakichś terapii polecam po prostu popłakać w poduszkę. Mi najbardziej pomaga się pozbierać w trudnych sytuacjach, takie katharsis.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to widzę tak: nienawiść, zawiść i nakręcanie się na „innych” są kompletnie jałowe. Dają chwilową ulgę, bo pozwalają wyrzucić napięcie, ale na dłuższą metę tylko zabierają energię i robią większy bałagan w głowie. A potem człowiek jest jeszcze bardziej zmęczony, jeszcze bardziej samotny i z jeszcze większym poczuciem, że „świat jest przeciwko mnie”.

To działa podobnie w różnych tematach. Ktoś cierpi na brak miłości i zaczyna nienawidzić par. Ktoś jest chory i nienawidzi zdrowych. Ktoś ma kiepsko finansowo i zaczyna gardzić bogatymi. Tylko z tego nic nie wynika, poza tym, że człowiek oddaje ster swoim emocjom i żyje cudzym życiem zamiast swoim. A to jest najgorszy wydatek energii, jaki można zrobić.

Zazdrość sama w sobie jest jednak informacją: pokazuje, czego mi brakuje i za czym tęsknię. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przerabiam ją na zawiść, czyli „chcę, żeby innym też było gorzej”. To nie przybliża do celu ani o centymetr. Jeżeli brakuje mi bliskości, to realnie pomaga uczenie się relacji, oswajanie lęku, wychodzenie do ludzi, praca nad sobą. Jeżeli brakuje mi zdrowia, to pomaga leczenie, rehabilitacja, dbanie o siebie, szukanie wsparcia. Jeżeli brakuje mi stabilności finansowej, to pomaga plan, umiejętności, praca, edukacja. To są trudne rzeczy, ale one przynajmniej prowadzą do jakiegoś konkretnego celu.

Wiem, że łatwo powiedzieć „bądź pozytywny”, kiedy komuś jest źle. Dlatego nie chodzi absolutnie o udawanie, że jest super. Chodzi o decyzję: nie karmię w sobie nienawiści, bo ona nie jest moim sprzymierzeńcem. Ból można nazwać, złość można przeżyć, ale potem warto zadać sobie jedno proste pytanie: co dziś, choćby małego, mogę zrobić w stronę tego, czego pragnę? Bo nawet mały krok w dobrą stronę daje więcej niż tysiąc myśli o tym, że inni mają lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam 34 lata, a moi rodzice w moim obecnym wieku mieli kilkoro dzieci. Ja przede wszystkim nie umiem pracować i jestem na rencie socjalnej. "Nie zachowuję się normalnie". Jestem "słaby fizycznie". Bałbym się, że moje potomstwo byłoby niepełnosprawne i wymagałoby więcej pracy i środków finansowych niż przeciętne dzieci. W życiu przepracowałem jedynie kilka miesięcy przy roznoszeniu ulotek, dzięki orzeczeniu o niepełnosprawności lub bez pisemnej umowy (to drugie przez zaledwie kilka dni). 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Hurricaner27 napisał(a):

Mam 33 lata. Temat zaczynałem kilka lat temu ale nie poradziłem sobie. W tym wieku już tylko sznur zostaje w mojej sytuacji 😢

Proszę Cię, spróbuj na chwilę zejść z tej myśli „już po mnie” i zrobić prosty rachunek tego, co masz, a nie tylko co Ci brakuje. Nie po to, żeby się pocieszać na siłę, tylko żeby zobaczyć, że masz na czym budować.

Jak pisałem ja w wieku 33 lat byłem samotny, z diagnozą poważnej choroby psychicznej, i jeszcze po wypadku – w takim stanie, że naprawdę nie wiedziałem, czy w ogóle będę chodzić. Mimo to dało się krok po kroku odbić od dna, poukładać życie i zbudować relację. Dlatego mówię Ci wprost: jeśli masz zdrowie w miarę stabilne, jeśli masz pracę, dach nad głową, jakiekolwiek kontakty – to są ogromne plusy. To jest baza, której wielu ludzi nie ma.

Zamiast „w mojej sytuacji zostaje tylko sznur”, zrób uczciwie listę: co masz ogarnięte, co działa, a co jest do poprawy. Brak partnerki to jeden obszar, bardzo ważny, ale nie jedyny. Jeśli masz pracę i mieszkanie – to już jesteś dalej niż myślisz. Jeśli nie masz – to też jest konkret do ogarnięcia, a nie dowód, że jesteś skreślony.

I jeszcze jedno: skupienie na plusach nie oznacza udawania, że jest super. To oznacza, że przestajesz sobie podcinać nogi i zaczynasz szukać punktów zaczepienia. Bo relacje najłatwiej buduje się wtedy, kiedy człowiek ma choć trochę stabilności i poczucia sprawczości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, take napisał(a):

Ja przede wszystkim nie umiem pracować

Możesz rozwinąć? W jakim sensie nie umiesz pracować? Masz problemy ze zrozumieniem poleceń, wykonywaniem czynności? Skupieniem?

Edytowane przez Chongyun

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skupieniem głównie. Z wykonywaniem czynności czy nawet zrozumieniem poleceń też mogę mieć problemy.

 

Często mam trudności z tworzeniem treści postów. Miewam spore problemy z kreatywnością. Nie biorę dużych dawek leków psychiatrycznych. Nie mam halucynacji. Nie mam anhedonii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Dryagan napisał(a):

Ja nie czytam tego tak, że ktoś Ci mówi „masz być całe życie nieszczęśliwy”. Raczej odwrotnie: ludzie próbują Ci powiedzieć, że jeśli będziesz szedł w stronę złości i życzenia innym źle, to sam sobie zamykasz drzwi. To nie jest wyrok na całe życie, tylko ostrzeżenie, że ten kierunek Cię niszczy. I jeszcze jedno: „najlepsze lata mam za sobą” to zdanie, które brzmi jak depresyjny skrót myślowy, a nie fakt. Masz lat – 28. To jest wbrew pozorom bardzo młody wiek. Wiem, że w środku możesz mieć poczucie „już po wszystkim”, ale to jest tylko Twoje poczucie, nie wyrok.

Powiem Ci coś konkretnie, z własnego życia. Jak przyszedłem na to forum w 2014 roku, miałem 33 lata, byłem bardzo samotny i miałem zdiagnozowany ChAD. Też miałem wrażenie, że najlepsze lata są za mną, a perspektywy – ze względu na chorobę - marne. A jednak życie potrafi zaskoczyć. Znalazłem swoją miłość, mimo fobii społecznej i innych ograniczeń. Ożeniłem się w wieku 36 lat, mam córkę. I nie piszę tego, żeby się chwalić, tylko żeby Ci pokazać, że to nie jest tak, że „jak do 28 nic, to już nigdy”.

Rozumiem też, że Cię boli patrzenie na pary, bo też byś chciał mieć parę. Tylko uważaj na jedną rzecz: jak zaczynasz myśleć „wszyscy mnie mają za przegrywa” i „nikt mi nie pomoże, tylko dokopie”, to wchodzisz w taki tryb, w którym sam siebie spychasz do roli kogoś bez szans. To jest bardzo podstępne, bo wtedy każdy gest innych ludzi będziesz odczytywać jako potwierdzenie tej tezy.

Zamiast zrywać resztki kontaktów w emocjach, lepiej zrobić krok w stronę tego, co realnie możesz zmienić. Nie musisz od razu „znaleźć dziewczyny”. Na początek chodzi o to, żeby odbudować normalny kontakt z ludźmi i trochę spokoju w głowie, bo z tego dopiero rodzi się bliskość. Ja najpierw się zaprzyjaźniłem z moją obecną Żoną.

Bycie miłym nie jest walutą, za którą świat ma Ci coś oddać. To nie działa jak automat. Czasem człowiek jest miły, ale nie stawia granic, nie mówi wprost czego potrzebuje, liczy że inni się domyślą, a potem zostaje żal i poczucie wykorzystania.

I teraz najważniejsze: złość może dać chwilową ulgę, ale długofalowo odcina Cię od ludzi jeszcze bardziej. Lepszy kierunek to nie „będę zły”, tylko „będę mądrzejszy”: wybierać lepiej ludzi, stawiać granice, nie wkładać energii tam, gdzie jej nie doceniają. To daje szansę na zmianę. A hasło „mam ludzi dość” brzmi jak decyzja, która ma Cię chronić, ale w praktyce zostawia Cię samemu z tym, co boli najbardziej.

Dziękuję że chociaż trochę mnieew rozumiesz ale sprawia mi to pewien rodzaj satysfakcji i terapii bo wiem że jak młoda osoba umrze to nie będzie się uśmiechać, cieszyć życiem też nie będzie miała tego czego ja nigdy nie miałem, chociaż pewnie juz większość z nich miała seks ale przynajmniej nie będą sie już cieszyć życiem. Wiem że to brutalne ale do takiego myślenia też skłoniła mnie moja praca. Pracując w handlu przekonałem się jakimi ludzie potrafią być kurwami i jak pomiatają nami pracownikami sklepów dlatego mi już nikogo nie szkoda naprawdę 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

46 minut temu, take napisał(a):

Skupieniem głównie. Z wykonywaniem czynności czy nawet zrozumieniem poleceń też mogę mieć problemy.

 

Często mam trudności z tworzeniem treści postów. Miewam spore problemy z kreatywnością. Nie biorę dużych dawek leków psychiatrycznych. Nie mam halucynacji. Nie mam anhedonii.

No u mnie również problem z kreatywnością, z zaburzeniami motywacji, niskim poczuciem wartości i słabą odpornością na stres. Ale renty nie mam. Jak Ci się zdobyło zdobyć rentę? Jakie masz diagnozy, rozpoznania?

Edytowane przez Chongyun

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zespół Aspergera
Zaburzenia schizotypowe

Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne

Te trzy rozpoznania dostałem razem ponad dziesięć lat temu (w wieku 23 lat), chociaż ZA i OCD miałem zdiagnozowane jeszcze przed osiemnastymi urodzinami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@take aha. Łe, to ja nic z tych rzeczy raczej nie mam, po psychoterapii też nie było żadnej mowy o podejrzeniach różnych takich schorzeń poza depresją więc o rencie mogę zapomnieć. A wcale lekko mi nie jest nawet bez Twoich rozpoznań, hyh 😕

Edytowane przez Chongyun

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Hurricaner27 napisał(a):

Dziękuję że chociaż trochę mnieew rozumiesz ale sprawia mi to pewien rodzaj satysfakcji i terapii bo wiem że jak młoda osoba umrze to nie będzie się uśmiechać, cieszyć życiem też nie będzie miała tego czego ja nigdy nie miałem, chociaż pewnie juz większość z nich miała seks ale przynajmniej nie będą sie już cieszyć życiem. Wiem że to brutalne ale do takiego myślenia też skłoniła mnie moja praca. Pracując w handlu przekonałem się jakimi ludzie potrafią być kurwami i jak pomiatają nami pracownikami sklepów dlatego mi już nikogo nie szkoda naprawdę 

Człowieku, zduś w sobie tą nienawiść zanim zrobisz komuś lub sobie krzywdę. Nie jesteś jedynym z takim problemem, nawet na tym forum, ale jedynym, który cieszy się z czyjejś śmierci, żeby tylko nie mógł się cieszyć życiem i uprawiać seksu (WTF????!!!!!). Jestem w podobnej sytuacji co Ty, jedynie trochę młodszy. Nie zaznałem nigdy miłości i najprawdopodobniej nie zaznam, jakoś nie wierzę, żeby ktoś mógł szczerze pokochać coś takiego jak ja. Tak, jest to ciężkie, samotność bywa nieludzka. Widok szczęśliwych par czy nawet rozwijający się romans w filmie między aktorami mogą złamać człowieka, zwłaszcza w samotne wieczory. Tylko Twoim problemem nie jest prawictwo a gniew, który w sobie pielęgnujesz i odstraszasz tym ludzi nawet na anonimowym forum. Myślę, że wszyscy tu to zauważają oprócz Ciebie, ale za wszelką cenę nie chcesz dać sobie pomóc. Trochę osób w pracy źle Cię potraktowało i teraz zamierzasz anihilować całą ludzkość? Wiem, że życie bywa nie łatwe, ale nikt Cię do tej kasy nie przyspawał, rozejrzyj się wokół i może znajdziesz coś lepszego, albo oszczędź trochę pieniędzy, zrób uprawnienia i wyrwij się stamtąd. Szczerze mówiąc to brzmisz jak typowy wykopek, który jest zły na całą ludzkość, że harem dziewczyn nie rozchyla przed nim nóg za samo istnienie... w ten sposób do niczego nie dojdziesz 💦

 

A wracając do płacenia za seks, bo takie pytanie zadałem 2 strony temu. Jeżeli chcesz się wieszać z tego powodu to nadal uważam, że to najlepsze wyjście dla Ciebie. Znajdź sobie panią, która jest wystarczająco empatyczna w tej branży (nwm, nie znam tego świata, ale wydaje się, że jest sporo dziewczyn, które nawet kierują swoje oferty do takich samotnych facetów), umów się z nią na parę wizyt, niech Ci pokaże parę myczków łóżkowych i może nabierzesz do tego zdrowego dystansu. Zdjąłbyś z siebie to piętno i może nawet otworzył na tyle, żeby w swobodny sposób podrywać kobiety na ulicy. Tylko musiałbyś się otworzyć, bo na razie tkwisz w trybie "ja VS reszta świata".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

44 minuty temu, take napisał(a):

To przykre :( Jak radzisz sobie z zarabianiem i utrzymywaniem się? 

No na razie bezrobotny. Gdy straciłem fajną pracę to ze smutku i strachu przed szukaniem i instalowaniem się w nowym miejscu podjąłem próbę s. Każde składanie cv, rozmowy to jak walka z dzikimi psami dlatego skladam tylko w miejsca ktore mi idealnie pasuja ale poki co z marnym skutkiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naprawdę niefajnie :(

 

Nie mam dziewczyny, ale w domu notorycznie dokuczała mi mieszkająca ze mną młoda kobieta (własna siostra), repetytywnie zwracając mi uwagę np. na to, że coś jest za głośno ("nie trzaskaj!", "nie jęcz!", "cicho!", "nie kop!"), kazała mi powtórzyć, co powiedziała lub przytaknąć, zdarzało się to codziennie przez wiele miesięcy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naprawdę codziennie przeklinam dzień w którym mnie rodzice spłodzili i w którym się urodziłem. Jakby mi ktoś przed urodzeniem pokazał jak jest urządzony ten świat i jakie będzie moje życie to bym nigdy nie chiał się urodzić. Ten świat to parszywe łajno. Jak byłem niemowlakiem ciężko chorowałem podobno byłem jedną nogą w grobie. Mogło się wtedy to wszystko skończyć i byłby spokój ale ja podobno strasznie chciałem żyć tak podobno lekarz mówił o mojej sytuacji i jakoś przeżyłem ale shit po co ?? 😢

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

48 minut temu, Hurricaner27 napisał(a):

Naprawdę codziennie przeklinam dzień w którym mnie rodzice spłodzili i w którym się urodziłem. Jakby mi ktoś przed urodzeniem pokazał jak jest urządzony ten świat i jakie będzie moje życie to bym nigdy nie chiał się urodzić. Ten świat to parszywe łajno. Jak byłem niemowlakiem ciężko chorowałem podobno byłem jedną nogą w grobie. Mogło się wtedy to wszystko skończyć i byłby spokój ale ja podobno strasznie chciałem żyć tak podobno lekarz mówił o mojej sytuacji i jakoś przeżyłem ale shit po co ?? 😢

Na Twoim miejscu poszukałbym profesjonalnej pomocy, bo albo będziesz się tak męczyć latami albo dasz sobie pomóc i wcześniej o siebie zadbasz. Nic nie masz do stracenia a możesz tylko zyskać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, Hurricaner27 napisał(a):

Naprawdę codziennie przeklinam dzień w którym mnie rodzice spłodzili i w którym się urodziłem. Jakby mi ktoś przed urodzeniem pokazał jak jest urządzony ten świat i jakie będzie moje życie to bym nigdy nie chiał się urodzić. Ten świat to parszywe łajno. Jak byłem niemowlakiem ciężko chorowałem podobno byłem jedną nogą w grobie. Mogło się wtedy to wszystko skończyć i byłby spokój ale ja podobno strasznie chciałem żyć tak podobno lekarz mówił o mojej sytuacji i jakoś przeżyłem ale shit po co ?? 😢

To już nie jest temat do przerabiania na forum, tylko do pilnej rozmowy ze specjalistą, bo wyraźnie nie radzisz sobie z sytuacją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×