Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
theone987

Czy to na pewno nerwica? Ratujcie!

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć, na wstępie zacznę, że może być trochę długi post, ale będę starał się maksymalnie wszystko streszczać, żeby móc sprawnie przez to przebrnąć. Wszystkim, którzy chcą się wypowiedzieć - dziękuję i wszystkiego dobrego!

 

Dobra. Więc wszystko zaczęło się x lat temu - za sprawą żołądka. - Tak myślę, że to był ten moment. Diagnoza trwała tygodnie, rodzina wrzucała, że sobie nawkręcałem ból, etc - a ból był stricte somatyczny, ból w klatce, pieczenia, niemożność jedzenia, ból pleców. W każdym razie - zanim doszło do diagnozy - dzięki temu, że gryzłem temat, mogłem nabawić się nerwicy lękowej. Po diagnozie się uspokoiłem, jak się okazało, że to nie serce, a żołądek. Ćwicząc pewnego razu, odczuwałem jeszcze jakiś dyskomfort psychiczny, w sumie to za któryś razem, ale tak się w sobie spiąłem, że z pianą w ustach wręcz wykrzyczałem, że wolę umrzeć ćwicząc niż całe życie się migać z lękami. - Było to tak szczerze, że wierzcie czy nie, ale odpuściło mnie na ponad rok. Do kolejnej wizyty u gastrologa, gdzie się okazało, że żołądek się odnowił - znowu zacząłem odczuwać wewnętrzny niepokój, obawę o swoją śmierć, że zaraz umrę, że nie będzie miał kto pomóc, etc. - Tak mi się przynajmniej wydaje, tyle pamiętam, że ten proces tak właśnie przebiegał.

 

Nigdy więcej już nie mogłem się tak szczerze spiąć, żeby pieprzyć te lęki, że po jakimś czasie od drugiej diagnozy, wylądowałem u psychiatry. Dostałem jakieś leki, i z dwóch, tylko jeden brałem doraźnie - jak były mega napady, uspakajający. Tego głównego nie brałem, bo się naczytałem m.in. tutaj o objawach odstawienniczych, etc. Jakoś sobie z tymi lękami egzystowałem, raz lepiej, raz gorzej. Aż do momenty, gdy...

 

Z dwa miesiące temu, dostałem w nocy nagle 170 uderzeń na minutę, było mi słabo, ciśnienie niskie - z tym, że od rana już najprawdopodobniej rozwijała się grypa żołądkowa - brak apetytu, odruchy wymiotne, potem doszła gorączka, bóle brzucha - już ją kiedyś przerabiałem, więc z tym ją porównałem, szczególnie, że ktoś z rodziny ten w tym samym czasie przez nią przechodził. Nie mniej, jakoś w takim stanie się doczłapałem do samochodu i dotarłem na SOR. Akcja serca faktycznie była przyśpieszona, ekg dobre, ale troponina było lekko podwyższona - enzym niby zawałowy, ale nie zawsze. Była nieznacznie, jednak byłem na obserwacji do tej 6-7 rano. Zawsze słyszałem, że to tylko enzym zawałowy i jak podniesiony to na pewno zawał - wyobraźcie sobie jakie to spustoszenie robi w głowie, ale nie wiedzieć dlaczego, z czasem się oswoiłem z myślą, że to może być zawał i się uspokoiłem w sumie bez leków - tak psychicznie, jedynie dostałem coś na zwolnienie akcji serca. Kilka dni później pogryzłem temat prywatnie - prywatna wizyta u kardiologa, zrobione echo serca - OK, ekg - też OK. I po tym czasie się uspokoiłem na ponad miesiąc, może 2. Aaa, CRP też było podniesione - czyli sugerowało jakiś stan zapalny w organizmie - też nie jakoś mocno, ale jednak, czyli mogła to być ta grypa żołądkowa.

 

Aż do przedwczoraj. Gdzieś te lęki dają o sobie znać i czasami się po prostu mocno spinałem, ale chciałem działać pomimo ich - pomimo obawy, że zaraz pewnie umrę, że zawał, że wylew, że nie będzie miał kto pomóc - w każdym razie poszedłem poćwiczyć, gdzieś tak po 20 minutach, poczułem, że się zaczynam lekko nakręcać - w sumie już nie pamiętam kiedy mogłem poćwiczyć na 100%, bez nakręcania, zszedłem, po pół godzinie puls nadal na poziomie 120+, ciśnienie też wysokie, bo jakieś 157/96 - gdzie ja nigdy takiego ciśnienia nie miałem, nawet jak się spinałem już wcześniej. Wylądowałem na SORze - tak badania i ekg dobre, zawału też nie. Co nie zmienia faktu, że miałem to ciśnienie wysokie przez całą wizytę i puls w sumie też ciągle ponad 120, raz spadł na te 90 z hakiem. Dostałem znowu jakiś beta bloker - chyba bisocard i dali mi receptę, żeby to wykupić i brać doraźnie, z tym, że wczoraj byłem znowu prywatnie u kardiologa ona dla mnie tego nie zalecała - osłuchany, zrobione echo - OK. Wróciłem po jakimś czasie do domu, nie czułem się mega spięty, ale jednak gdzieś tam mogłem odczuwać jakiś lęk, bo kardiolog stwierdził, że trzeba jeszcze założyć holterka ekg na całą dobę i wtedy będzie pewność co do pracy serca - to mnie może właśnie nie uspokoiło, bo liczyłem się bardziej z tym, że mi powie, że wszystko OK, niech Pan wraca. No i tak sobie siedziałem u siebie i postanowiłem, że zmierzę ciśnienie - było znowu wysokie, bo jakieś 159/98 - gdzie ja nigdy takiego ciśnienia nie miałem, nawet jak mierzę regularnie od kilku miesięcy. No nieważne. W każdym razie znowu poczułem, że się nakręcam w jakiś stopniu, po chwili mierzenie i wyskoczyło 170/100(!), akcja przyśpieszona i znowu kierunek na SOR. Tam ciśnienie zmierzone i faktycznie było 170/106, akcja przyśpieszona, ale znowu EKG i badanie troponiny z krwi na zawał i wszystko OK - ufff. Po powrocie do domu ciśnienie nadal na poziomie 157/90 - co mnie lekko zdziwiło, szczególnie, że wewnętrznie czułem się nawet w jakimś stopniu zrelaksowany. Przed snem pomiar i wtedy wykazało już normalne dla mnie wartości - czyli te 133/85 na koniec dnia, a już na chwilę przed snem wróciło do książkowej wartości - 120/80, puls też spokojny.

 

Dzisiaj wróciłem do domu, nikogo nie było i zacząłem czuć znowu narastający lek - obawę przed śmiercią, przed kopnięciem w kalendarz, etc. Czułem, że zaczynam się nakręcać, ale jakoś to opanowałem i teraz siedzę względnie zrelaksowany i to piszę. Chociaż przez chwilę miałem wrażenie, że znowu urośnie do takich rozmiarów, że skończy się na SORze. Ciśnienia nawet sobie nie mirzę, bo przez te 2 dni nabawiłem się takiej awersji do wysokich wyników, że pewnie jakbym teraz zmierzył to by było znowu ze 150/90 albo wyżej i pewnie wpadłbym znowu w jakąś lekką panikę i wylądował na SORze. Od tych dwóch dni - po wizytach na sorze, jakoś przeszedł mi apetyt, ciągle jakiś wewnętrzny niepokój - stresuje mnie chyba trochę to, że ten holter jeszcze wisi w powietrzu, bo wolałbym mieć najlepiej załatwione wszystko w jeden, dwa dni i oddychać spokojnie, że jest wszystko OK.

 

Jak to było z Wami, powiedzcie mi? Wiem, że wizyta u psychiatry wskazana, pewnie jakaś psychoterapia też, ale jak sobie z tym radzicie? Jakie są realne szanse zagrażające życiu, jeżeli na tych badaniach na sorze nic nie wychodzi złego? Dlaczego nie mogę się zawziąć tak jak kiedyś i dojść do wniosku, że lepiej umrzeć niż się tak lękać? - Bo to nie życie, to jakaś marna imitacja, takie życie w stresie, lęku, strachu, że zaraz się umrze - mi już to zaczęło komplikować życie. Dlaczego teraz tak się kurczowo trzymam życia - chociaż nie mam dziecka w drodze, ani nic podobnego? Wtedy też się trzymałem, ale jakoś potrafiłem sobie w jednej chwili odmówić i wszystko minęło. Jeżeli ktoś chce pogadać poza forum, to zostawiać GG, tam sobie możemy popisać, powymieniać się doświadczeniami, obserwacjami. Aha, i jestem z Wlkp, więc osoby, które się uporały z czymś takim, chcą się spotkać i pogadać w 4 oczy - luźno, mogę się spotkać face 2 face. W kupie raźniej! ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc,

ja nie do konca sie znam, ale z tego co wiem, to skor pomiar cisnienia kilka razy pod rzad przekracza te 140/90 to chyba juz sie diagnozuje nadcisnienie i regularnie leczy? Jakis wyluzowany ten kardiolog, skoro mowi, ze jest wszystko ok, a Ty co chwila ladujesz na pogotowiu z cisnieniem przekraczajacym wszelkie normy.

Czy miales badane elektrolity? Pewnie tak, ale jesli wyniki sa na granicy normy, to moze to tez miec wplyw na samopoczucie psychiczne.

Ja tez mam nerwice i doskonale rozumiem Twoj punkt widzenia, to nie jest zycie, jak sie czlowiek boi. Tez sie tak zawzielam, stwierdzilam ze juz wole umrzec na cos, niz zyc w takim bagnie. Postanowilam, ze to ja musze decydowac, nie choroba, dokladnie jak Ty. Ale lekki niepokoj rzadko mnie opuszcza, rzadko jestem tak w pelni wyluzowana. Przyzwyczailam sie i jakos leci :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To ciśnienie wysokie jest od tych 2-3 dni, wcześniej zawsze normalne. Teraz mierzyłem i już jest lepiej, bo powiedzmy te 135-140 na 79-90.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej mam tak samo dopiero po lekach się ciśnienie uspokoilo . Jak chcesz pogadać podam ci maila djdiablica@wp.pl. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×