Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
mercymona

Nie mam siły dłużej żyć

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie...

Nie mam siły na nic.

Jedynie pomysł pójścia po wódkę, żeby wymieszać ją z dużą ilością Alproxu wzbudza we mnie jakiekolwiek siły witalne.

Żeby to się wreszcie skończyło...

A że samozwańczą samobójczynią jestem nie od dziś- obawiam się, że skończyłoby się "tylko" na długim pobycie w szpitalu. A przecież nie do tego dążę... Zaczęłam rozważać inne sposoby, które do tej pory zbyt mnie przerażały. Skok z jedenastego piętra lub pociąg (mieszkam obok torów).

Od półtora miesiąca tkwię już w totalnej pustce. Wszystko przekładam na jutro, mam nadzieję że jakimś cudownym sposobem jutro nie nastąpi, następuje...

Tym sposobem nawarstwiło mi się mnóstwo rzeczy. Dla normalnego człowieka do nadrobienia w tydzień, dla mnie chyba już nigdy. Wychodzę z domu maksymalnie dwa razy w tygodniu- po jedzenie. Czasami nie jem po 3 dni, bo nie mam siły umyć się i wyjść. Nie chcę się spotykać z nikim, nawet mamą i chłopakiem. Nie chcę żeby ludzie widzieli mnie w takim stanie. Właśnie leżę i zawalam bardzo ważne sprawy (ważne- gdybym miała żyć), np. sesję na uczelni. Skoro do niczego się nie nadaję, nie mogę się pozbierać, każda czynność sprawia mi ogromny ból psychiczny, to może pora pójść w prawo albo w lewo, przestać odkładać wszystko na jutro?

I popełnić wreszcie samobójstwo (daj Boże skuteczne, chociaż w Boga nie wierzę)...

W innym przypadku co zrobię jutro?

Znowu powiem sobie "jutro"?

Ile tak można?

Nie mam siły już dłużej cierpieć.

Ogarnąć swojego życia też nie mam siły. Pozostaje chyba tylko jedno rozwiązanie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę, że bardzo Ci ciężko. Wytrwałaś już tak długo z tak wielkim ciężarem.

Nie martw się sesją- to zawsze da się nadrobić.

Czy stało się coś, co doprowadziło Cię do takiego stanu?

Czy chodzisz do psychologa albo psychiatry? Myślałaś o tym? Jeśli nie - myślę, że dobrze by było, żebyś spróbowała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

[quote

 

Ogarnąć swojego życia też nie mam siły. Pozostaje chyba tylko jedno rozwiązanie...

 

 

Owszem. Wizyta u psychologa i i postarać się wyjść z tego syfu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co się stało półtora miesiąca temu?

 

Byłem w podobnym stanie, też wychodziłem raz na tydzień z domu w nocy, przed zamknięciem sklepu.

Miałem już nawet zaplanowaną ceremonię mojego pobrzegu - wybrałem urnę, zaplanowałem, kto z moich znajomych ma przyjść, a kto się ma nawet nie odważyć o tym myśleć i takie tam....

 

Nie wiem, z kim masz lepszy kontakt - z mamą czy z chłopakiem, i dlaczego oboje nie widzą, że potrzebujesz pomocy,

ale MUSISZ jednej z tych osób powiedzeć, że koniecznie musisz wybrać się do specjalisy, najlepiej psychiatry i psychologa.

 

Byłem w podobnie beznadziejnej sytuacji i wyszedłem z tego.

Skoro ja to zrobiłem, to Ty też z tego wyjdziesz.

 

Jeszcze raz powtórzę, musisz zasięgnąć pomocy z zewnątrz,

jak najszybciej, czas działa na Twoją niekorzyść - wiem bo to samo przeżyłem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko że ja choruję od 2012 roku.

Zdążyłam "zwiedzić" już pięciu psychologów, siedmiu psychiatrów, a nawet szpital psychiatryczny :)

Farmakoterapię również podejmowałam siedem razy- dwa pierwsze skuteczne, pięć ostatnich kompletne zero...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co stalo sie 1.5 miesiaca temu?

Pewnie nie raz zastanawialas sie co jest przyczyna wszystkich problemow. Jakbys mogla zmienic jedna mala, elementarna rzecz to byla by to?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdybym mogła zmienić jedną rzecz? Szczerze?

Eutanazja na życzenie...

Kompletnie nic nie stało się półtora miesiąca temu.

Tak samo jak nic nie stało się przed próbą samobójczą.

Żyjesz, nic cię nie cieszy, odwalasz po prostu to co musisz ale jakoś to wszystko funkcjonuje.

Do pewnego momentu... Aż coś pęknie.

A później już tylko systematycznie staczasz się na dno.

Właśnie przeżywam to trzeci raz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

mercymona, Uwierz, rozumiem Cie jak nikt. Co do eutanazji, to powinna być jednym z podstawowych praw człowieka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×