Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

mercymona

Użytkownik
  • Zawartość

    56
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Np. pół butelki wina (czasami cała) i do tego jeszcze Xanax, żeby zagłuszyć te myśli, jak bardzo zjeba*** sobie najlepsze lata życia... I że skoro jest tylko gorzej, to prawdopodobnie już nigdy nie będzie lepiej.
  2. Ja na wypisie ze szpitala mam "nieumiejętność odroczenia gratyfikacji". Nie wiem czy to też osobowość narcystyczna, czy dodali sami od siebie, ale fakt- musiałabym już teraz zakuwać całymi dniami, żeby MOŻE zdać w połowie września. Słaba to dla mnie motywacja... Poza tym włączyły mi się lęki. Wiadomo że żadnego przedmiotu nie nauczysz się w 100%. A jak poświęcę to półtora miesiąca mordując się z notatkami, a dostanę pytania, do których się nie przygotowałam? Ku*** błędne koło. Gdybym ten czas przeznaczony na "gdybanie" przeznaczyła na naukę, to już dawno umiałabym więcej niż połowę materiału. Czy Ty też odczuwasz może takie lęki? Ogólnie odnośnie przyszłości. Jak z używkami? Bo u mnie kiepsko...
  3. Czyli Topiramat byłby dla Ciebie idealny, na ten moment. Ale lekarz podejrzewający CHAD raczej Ci go nie wypisze :/ Ja mam tak samo- narobię kursów i później nic z nimi nie robię, pieniądze wywalone w błoto (u mnie to był "dział" kosmetyki). Pocieszyć Cię? Stwierdzenie że się uczę, to za dużo powiedziane. Wybrałam sobie ciężki kierunek studiów i jak na moją wcześniejszą edukację "totalnie z choinki". Znajomi robili zakłady po ilu tygodniach zabiorę papiery i to zmotywowało mnie do pracy. Pierwszy semestr skończyłam za pierwszym podejściem na studiach dziennych. Drugi robię już na zaocznych... od pięciu lat. Nie mam motywacji...Czyli jak u Ciebie- wiem że mogę, ale mi się nie chce, co wpędza mnie w jeszcze większy dół. W końcu teraz już nikt nie zachwyca się moimi ocenami, a ponoć narcyz potrzebuje ciągłego podziwu. A Ty od dawna odczuwasz ten brak chęci? W ciągu tych 11 lat często tak bywało? Doły chyba też masz skoro próba "S" była? To czekam na priva co tam odwaliłeś i napisz proszę swoje subiektywne zdanie o tym szpitalu w Krakowie. Ja o swoim, do którego trafiłam po próbie samobójczej mogłabym książkę napisać. I niestety ani trochę pozytywną... Ale wiadomo, że trzeba tam być i doświadczyć tego na własnej skórze. Może dzięki Tobie będę się mniej bała co tam zastanę albo w ogóle odpuszczę i to pół roku przepracuję z kompetentnym psychologiem (o ile kiedyś się do niego dobije wreszcie).
  4. No to mamy dużo wspólnego :) Z tym że mnie przez 5 lat leczyli na zaburzenia lękowo-depresyjne, a później przerzucili się na narcystyczne. Też nie wychodzę z domu, czasami nawet tydzień albo dłużej. Jeśli chodzi o CHAD, to ja go na pewno nie mam, ale znam osoby, które mają zdiagnozowaną. Potrafią np. bez powodu kopać w coś zaraz po przebudzeniu, przy "górce" zaczepiają wszystkich możliwych ludzi wokół. Może to Ci jakoś naświetli sprawę. Mnie mocno zaktywizował Topomax (Topiramat), jeśli jeszcze nie brałeś. Odstawiłam, bo nauka bardzo opornie po nim wchodzi. Ale jeśli na ten moment potrzebujesz energii do czegokolwiek, to może warto zagadać ze swoim lekarzem? "Zawsze leczyłem się psychiatrycznie"- czyli prochy? Może teraz Ty mi coś podpowiesz? Psychoterapia też mi opornie idzie, bo póki co znalazłam tylko jednego terapeutę, który potrafi skłonić mnie do refleksji. Najbliższy wolny termin za rok. Napiszesz coś więcej o tym szpitalu? Kurcze, pokładałam w nim duże nadzieje w ramach "ostatecznego wyjścia na prostą", o ile w ogóle kiedyś miałoby to nastąpić... PS. Zgarnęli Cię do szpitala po tej próbie samobójczej? Co próbowałeś odwalić, jeśli nie jest to zbyt wścibskie pytanie?
  5. Znam problem, wiem co czujesz... W jaki sposób leczono te zaburzenia osobowości? Jakieś konkretne Ci zdiagnozowali i chcesz się tym podzielić może? Ja od 2014 spadam cały czas w dół i szczerze powiedziawszy mam już dosyć. Wolę skończyć to sama raz na zawsze, bo nie wierzę już że kiedykolwiek jeszcze będzie lepiej albo chociaż znośnie...
  6. A dzisiaj czuję się... zajebi***. Albo raczej zajebis*** śmieciem. Mój chłopak (?) (zaraz będzie dziesiąta rocznica, mieszka w moim mieszkaniu ale o ślubie nie chce słyszeć) jedzie sobie na weekend do babci. Ja też kiedyś tam jeździłam... Dopóki nie próbowałam wyskoczyć z ósmego piętra w maju. Później zostałam zablokowana na portalach społecznościowych, a niedoszła teściowa mi wygrażała. Więc chyba nie jestem tam już mile widziana. A nawet gdybym była, to brat mojego chłopaka będzie przedstawial swoją nową dziewczynę. Już widzę to w swojej wyobraźni... Ona będzie opowiadać jaką specjalizację właśnie wybiera na medycynie, ja mogę opowiedzieć najwyżej jak było w psychiatryku. Wiem jaki błąd popełniłam w maju, że jednak nadal tu piszę, poważnie zastanawiam się czy to już pora na udoskonaloną "powtórkę z rozrywki". Straciłam nadzieję...
  7. A jak z pamięcią? Moja psychiatra twierdziła, że po "elektro" można być już tylko warzywem na rencie :/
  8. A jak z pamięcią? Moja psychiatra twierdziła, że po "elektro" można być już tylko warzywem na rencie :/
  9. Hej Dario! Co to jest to Tranxene? Od czego, w jakiej dawce i jak długo jesteś uzależniony? Ja po Tegretolu dostałam jakiegoś turbo uczulenia, wylądowałam w szpitalu na sterydach, także też nie polecam...
  10. To jest ten sam lek, tylko podałam różne nazwy. Ta sama substancja co Xanax. Mogę zapytać do jakiej dawki Ty doszłaś? Jednak tyle lat jakoś funkcjonowałaś na tym leku... Czy była to po prostu czysta wegetacja? Nie wiem czy przez Xanax, czy nie ale wiem, że zmarnowałam najlepsze lata życia, wcale nie czuję się lepiej i brakuje mi już wiary... Rozmawiałam z moim aktualnym psychiatrą o pozwie przeciwko lekarzowi, który mnie uzależnił. Tak dla zasady i żeby nikogo więcej nie wciągnął w to bagno. "Nie ma co się rozdrabniać, trzeba skupić się na swoim zdrowiu teraz"- powiedziała pani doktor, która też musi mieć swoje za uszami, bo bardzo szybko z ordynatora szpitalnego "zleciała" do rangi zwykłego psychiatry z przychodni na NFZ na wypizdówku...
  11. Nawet nie wychodzę z domu... Nigdy nie byłam aktywna fizycznie ale dosyć zabawne, bo mam w domu bieżnię. Jak się zmuszałam, byłam w stanie przebiec 3-5km bez żadnego przygotowania. Teraz ciężko mi zmusić się nawet do prysznica. Ale czuję, że jak czegoś ze sobą nie zrobię, to za chwilę może być powtórka z rozrywki. W dodatku zaczęły męczyć mnie lęki, jak nigdy przedtem. Czytałam, że sport, to dobry sposób na rozładowanie tych negatywnych emocji.
  12. Kurcze, jak piszesz że czujesz się "upośledzona", to już w ogóle nie mam motywacji tego odstawiać. Po co te męczarnie w takim razie? Póki co wiecznie słyszę od tych konowałów, że przez benzo jestem upośledzona. Znów prawie im uwierzyłam... A to też nie jest do końca prawda. Jeżdżę autem, studiuję, kontaktuję...
  13. Chyba najbardziej "budujące" w zaufaniu do lekarzy jest to, że po próbie wyskoczenia z okna półtora miesiąca temu, ze szpitala wyszłam z... Topiramatem (który często powoduje depresję i wzmaga myśli samobójcze). Normalnie order za to powinni dostać... Ja biorę Afobam/Alprox/Alpragen/Xanax od początku 2014 roku. Doszłam do dawki ponad 10mg (powiedzmy że 12), w szpitalu zeszłam do czterech (przemycanych, bo nie od nich oczywiście). Czułam że więcej nie dam już rady w tamtym stanie i bez pomocy psychologa (owszem był, ale jeden na cały szpital, więc równie dobrze mogło go nie być wcale). Od miesiąca jestem w domu, nie radzę sobie z problemami, znów wróciłam do 7-8 mg. Nie korci Cię żeby sięgnąć po tabletkę? Jeśli nie, to gratuluję. Masz rację- "odwyk" w Polsce, to jeden wielki dramat. Na angielskiej stronie widziałam plan leczenia odstawiania 6mg Alprazolamu rozbity na... półtora roku. U nas myślą że wszystko da się zrobić w tydzień albo dwa.
  14. W obu przypadkach była to wenlafaksyna, a konkretniej Symfaxin. Niestety nigdy później już nie zadziałała, ani w zwiększonej dawce, ani żaden z kolejnych, powiedzmy ośmiu leków. I tak sobie wegetuję od pięciu lat. Ostatkami sił...
  15. Jeśli Cię to pocieszy... dwa razy leki u mnie zadziałały. Dużo mocniej, niż śmiałam oczekiwać. Na myślenie nie było czasu, bo robiłam pięć rzeczy jednocześnie. A jak już zdarzało mi się myśleć, to np. o tym, że pięknie słońce dzisiaj świeci. Stare dzieje... Oddałabym wszystko, żeby wrócić do tamtego stanu.
×