Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Wkurzysław

Czołgiem!

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć, jestem tu nowy, chociaż od 3 lat zmagam się z nerwicą lękową i wiele razy korzystałem z Waszych porad. Teraz zdecydowałem się w końcu zarejestrować się i do Was dołączyć. Dzięki, że jesteście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, mnie czasem to odpada ale na szczęście mam tendencje do powrotu do równowagi. A jak u ciebie. .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Janek - no u mnie jest właśnie problem :)

Może napiszę krótką biografię mojej choroby - 3 lata temu na własne życzenie wpędziłem się w nerwicę lękową (stres w pracy, absurdalne ciśnienia i robota 12x7, kilka redbulli dziennie, a na wieczór 2-3 piwka na sen i tak przez kilka miesięcy). Organizm dawał mi sygnały przez wiele tygodni (zawroty głowy, narastające duszności), ale gasiłem to łykami redbulla albo coli.

 

W końcu dostałem bardzo silnego ataku z widzeniem tunelowym, dusznością, prądem w rękach i szczękościskiem. Od internisty dostałem Afobam i zalecenie szybkiego kontaktu ze specjalistami. Afobam pomógł doraźnie.

 

Poszedłem na psychoterapię, a psychiatra dała mi Mozarin, który po kilku miesiącach przestał działać więc zastąpiła go Velafaxem. Przejście było płynne, na początku brałem 37,5 mg (a być może nawet połowę ale nie pamiętam), a po tygodniu czy dwóch już 75 mg. Nie odczułem praktycznie skutków ubocznych, a lek działał.

 

Epizody lękowe zdarzały się rzadko i właściwie na własne życzenie - a to za mocno popiłem, a to zarwałem 2 czy 3 noce (jestem wrażliwy na deficyt snu). Generalnie jednak nieźle się trzymałem, po roku skończyłem też psychoterapię i ciągnąłem tak na wenli do maja tego roku.

 

Przyznam, że męczył mnie ten obowiązek tabletkowy i w maju podjąłem decyzję o przerwaniu leczenia. Odstawiłem z dnia na dzień, męczyłem się po tym ze 4 doby, ale w końcu się udało. I dalej było nieźle bo lęki utrzymywały się na takim samym, niskim poziomie.

 

Jedyne co mnie dopadło to jakiś rodzaj depresji i emocjonalnej pustki. Nigdy czegoś takiego nie miałem i popełniłem duży błąd nie idąc na psychoterapię.

 

Obniżenie nastroju spowodowało, że coraz więcej rzeczy brałem do siebie, co w połączeniu z kolejnym stresującym okresem w pracy i niezbyt udanymi wakacjami sprawiło, że znów zacząłem podupadać na zdrowiu. Tym razem przed nawrotem lęków zaczęła się seria nieustających przeziębień. Osłabienie immunologiczne zaczęło nakręcać lęki. No i w końcu, po kilkutygodniowej walce, z bardzo silnym, wielogodzinnym napadem lęku znów trafiłem do psychiatry. Znów dostałem wenlafaksynę, tym razem jednak nie jest różowo. Od razu zapodał mi dawkę 75 mg i od kilku dni konam. Wspomagam się Afobamem, ale nie jestem fanem tego specyfiku. Poszedłem także znów do psychologa i czuję się trochę jak syn marnotrawny bo zaprzepaściłem rok psychoterapii wpadając w pętle idiotycznego lęku...

 

Sorry, miało być krótko, ale się rozpisałem.. A Ciebie co spotkało? Albo w którym wątku o tym przeczytam?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

 

zacząłem podupadać na zdrowiu. Tym razem przed nawrotem lęków zaczęła się seria nieustających przeziębień. Osłabienie immunologiczne zaczęło nakręcać lęk

 

też tak mam i potwornie się stresuję, bo wiem, że nie mam nad własnym miękkim jak faja organizmem żadnej kontroli, zerowy poziom odporności i ciągłe przeziębienia. wiecznie się czuję jak w stanie pseudo przedgrypowym, nie mam na nic siły, żeby wykrzesać energię do zrobienia czegokolwiek muszę się zaprawić końską dawką aspiryny albo solpadeiną (to na kodzie chyba jest i daje kopa do działania). jak brałam antydepy, to nie czułam osłabienia i nie przeziębiałam się praktycznie wcale.

 

sor za osobiste wtrącenia, witaj i rozgość się na forum:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

też tak mam i potwornie się stresuję, bo wiem, że nie mam nad własnym miękkim jak faja organizmem żadnej kontroli, zerowy poziom odporności i ciągłe przeziębienia. (...)

sor za osobiste wtrącenia, witaj i rozgość się na forum:)

 

Masakra, współczuję bo mi dopiero niedawno, po 2 miesiącach ciągłych infekcji udało się stanąć na nogi :/

Nie przepraszaj, dobrze że mogę to przeczytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wkurzysław, wiesz co...

 

Hm... właściwie nie jestem autorytetem w tej dziedzinie bo jakieś sytuacje lękowe dopadały mnie nie raz w przeszłości i samo mijało. W tym roku w wyniku pewnej sytuacji stresowej miałem trochę poważniejsze, takie że przez dwa dni brałem xanax. Wypisał mi lekarz pierwszego kontaktu bo sam poprosiłem. Wiedziałem w czym problem. Oczywiście wiedziałem też że dłużej jak 2 tygodnie tym nie można bo uzależnienie i trzeba zwiększać dawki.

 

Zaczęły się też problemy ze spaniem. Takie że wpadłem w bezsenność przewlekłą tzn z 3 miesiące trwała jechałem na słabym trittico ale udało mi się z tej bezsenności wyjść rzuciwszy ten słaby lek i nie wchodząc w mocniejsze na zasypianie.

 

Nie chodziłem na żadne psychoterapie. Zastanawiałem się jak opanować sytuacje samemu. I doszedłem do wniosku że musze pozałatwiać wszystkie sprawy tak żebym miał wolna głowę od jakiś tam zmartwień. Zacząłem też codziennie łykać magnez (wiem że to bzdet dla wielu ludzi którzy maja tu o wiele potężniejsze problemy).

 

Ale stopniowo stawało się coraz lepiej. Zdarzały się takie dni że myślałem że mam taki przewlekły lęk na niskim poziomie. Ale i to ustąpiło.

 

Cały czas wiedziałem, że to wszystko jest spowodowane tylko naszymi myślami, i że tak naprawdę nic złego się nie dzieje. Ta świadomość musi być głównie przy zbliżającym się ataku. Bo czytałeś na pewno, że jak atak się zbliża to niech sobie ten lęk próbuje atakować, ale my z nim nie walczmy na siłę, przyjmijmy go i nie panikujmy.

 

Teraz jestem wyzwolony ze wszelkiego zła. Biorę ten magnez, ale widzę też po sobie, te przejścia trochę mnie zmieniły osobowościowo, tzn. jestem jakby bardziej olewający sytuacje stresowe. Bardziej po mnie wszystko spływa, a to dobrze. Co nie znaczy że olewam sobie życie i nie mam motywacji do działania.

 

p.s. choć dziś olałem Wigiliję bo się z żona pochałkałem.

 

Staraj się myśleć pozytywnie, wyznacz sobie jakieś cele i do przodu. Ja to się rozpisałem..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:) Zazdroszczę, że Ci się udało. Mi przez ten dołek po wenli nie udawało się dłużej zlewać wszystkiego i coraz więcej rzeczy brałem do siebie. Magnez też stosuję, ale niestety - ataków nie powstrzymuje ;) Natomiast co do podejścia do nich - o ile jestem w dobrej kondycji to mogą atakować. Ostatnio byłem immunologicznym i psychicznym wrakiem i dlatego dałem się zwyciężyć. A teraz walczę z wenlafaksyną i wykańcza mnie bezsenność. Z deszczu pod rynnę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×