Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, mam problem w domu z zona ktora czesto klamie bez powodu i nie potrafi sie do tego przyznac , gdy czasem staram sie jej udowodnic klamstwo to znajdzie sto sposobow ze i tak ona ma racje. Napisze pani przyklad : podczas niewinnej rozwowy na widok wesela zapytalem czy mozemy zrobic szlaban parze mlodel....zazwyczaj maja wodke na taka sytuacje. I zaczelo sie : Pytam ja czy maja wodke w bagazniku a ona ze Nie, wiec zaczolem drazyc temat gdyz uwazam ze odpowiedzia jest ze nie wie. Nie mozna bez jakiej kolwiek podstawy stwierdzic ze czegos nie ma jak sie nie wie. Pytam czemu mowisz ze nie ma skoro nie wiesz . Czesto potrafi powiedziec tak lub nie nawet gdy nie wie ale jednak wybierze jedna z tych odpowiedzi twierdzacych. Dyskusta byla dosc buzliwa ze wydaje sie mi ze osoba dorosla nie moze az tak swiadomie wprowadzac mnie w blad. Poczym zmienila kontekst rozmowy ze jej odpowiedz na moje pytanie czy jest wodka w bagazniku nie byla ze niema ale brzmiala NIE BEDA MIELI, co dla mnie jest tym samym. Potem starala sie mi udowodnic ze kazalem jej wybrac dwie mozliwe odpowiedzi JEST LUB NIE. Kolejnym argumentem bylo ze zadalem bezsensowne pytanie skoro obydwoje nie wiemy co maja w bagazniku, Dopiro na sam koniec mial juz trzecia odpowiedz ktora brzmiala NIE WIEM ALE RACZEJ NIE BEDA MIELI. Podczas tego wszystkiego towazyszyl jej gniew,krzyki,wyzwiska i naprawde duzo agresji . Takich sytuacji mam sporo w roznych sytuacjach i nie wiem juz co robic. Pozdrawiam i licze na odpowiedz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj joz80!

 

Na podstawie przykładu, który podałeś, trudno stwierdzić, czy Twoja żona rzeczywiście ma tendencje do kłamania albo mitomanii. Wiesz, wydaje mi się, że mogłeś nieprecyzyjnie się wyrazić, przez co cała Wasza dyskusja doprowadziła do takiego, a nie innego finału. Może warto, byście oboje popracowali nad precyzyjniejszą komunikacją, lepszym werbalizowaniem swoich myśli i uczuć. Być może mnie też zirytowałaby tego typu pytania partnera, który dopytywałby, czy Para Młoda ma w bagażniku alkohol. A skąd niby miałabym to wiedzieć - wróżką nie jestem - najlepiej byłoby spytać Młodych. Może Twoja żona nie ma tendencji do kłamania, ale denerwuje ją sposób, w jaki do niej mówisz albo nawet to, o co pytasz, więc dlatego zbywa Cię krótkim "tak" albo "nie". Zapytaj ją o to, dlaczego tak się zachowuje. A może razem wybierzecie się na trening komunikacji małżeńskiej? ;) Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ekspert_abcZdrowie,

 

Witam,

Mam poważny problem. Na obecną chwilę nie mogę pozwolić sobie na prywatną konsultację psychologiczna- powód oczywisty, bo finansowy, a ta sprawa nie może czekać. Z moim mężem jesteśmy od ponad 5 lat razem w czym od 2 miesięcy po ślubie. Wszystko układało się bardzo dobrze- jeździliśmy na wspólne wakacje, razem wychodziliśmy- byliśmy normalną parą. Jedynym problemem były sprawy intymne, bo jak większość par nie mieszkaliśmy razem, a do intymności dochodziło jak mieliśmy warunki. Mąż przed ślubem zaproponował, żeby zamieszkać z jego rodzicami po ślubie póki nie dostaniemy mieszkania. Nie zgodziłam się na to- nie dlatego ze jego rodziców nie lubię, ale teściowa jest bardzo wścipska, wchodzi nam do pokoju bez pytania, ciągle kłóci się z moim mężem co negatywnie wpływało na nasze relacje. Jednym słowem nie mamy prywatności. Niejedno krotnie mąż zwracał jej uwagę, żeby tak nie robiła, ale to było gadanie jak do ściany. Poprosiłam go, żebym została w swoim rodzinnym domu przez 2 miesiące dopóki nie dostaniemy kluczy, a później wprowadzę się do jego rodziców na 3 miesiące dopóki nie zrobimy remontu, bo wtedy ciągle będziemy poza domem- zgodził się. Problem zaczął się 3 tyg temu- mało zaczęliśmy się widywać, rozmowy prowadziły tylko do kłótni. Tydzień temu oznajmił mi, że wszystko w nim pękło i że mnie nie kocha już co jest dla mnie nie do przyjęcia bo przecież nie da się odkochać w kimś z dnia na dzień. Najgorsze jest, że zażądał rozwodu. Poprosiłam go, żeby nie podejmował pochopnie decyzji- stwierdził, że jej nie zmieni. Zaproponowałam wspólne sesje w poradni małżeńskiej- nie zgodził się mówiąc że chodzi na terapie gdzie zaproponowali mu rozwód ze mną, gdzie dla mnie jest to nie do przyjęcia. Nie chce ze mną w ogóle rozmawiać unika mnie. Wczoraj dowiedziałam się, że chodzi wyłącznie o nie zamieszkanie razem i przez to cierpiał- tylko czemu zgodził się na nasz układ? Powiedziałam mu, że jeżeli go tak boli nasza rozłąka to wprowadzę się do niego bo nie chce żeby cierpiał. Nie zgodził się podtrzymując swoją decyzję o rozwodzie. Jestem zrozpaczona nie wiem jak do niego dotrzeć. Wiem, że nie przestał mnie kochać tylko się zagubił i che mu pomóc. Dowiedziałam się, że prowadził ze swoją mamą jakieś tajemne rozmowy na nasz temat, o których się nie dowiem. W sobotę mamy konfrontację z naszymi rodzicami, żeby nam pomogli bo mi bardzo zależy i jakie były przede mną tajemnice stwarzane u niego w domu.

Proszę o jakąś poradę czy da się uratować nasze małżeństwo i jak działać w tym kierunku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj majena89!

 

Znacie się z mężem dość długo, ale od ślubu nie minęło wiele czasu. Pojawiły się zmiany, trudności odnośnie przeprowadzki do nowego mieszkania. Nie mam pojęcia, dlaczego tak szybko i tak nagle z dnia na dzień Twój mąż "odkochał się" i żąda rozwodu, a już nie do pomyślenia wydaje mi się propozycja jakiegoś terapeuty, który sugeruje rozstanie bez podejmowania prób mediacji czy porozumienia się między małżonkami. majena89, nie odpuszczaj, postaraj się doprowadzić do rozmowy z mężem i szczerze z nim porozmawiać. Wierzę, że o Wasze małżeństwo da się zawalczyć. No i miałabym oko na teściową, bo niewykluczone, że ona ma jakiś niezbyt dobry wpływ na swojego syna, stąd te jakieś potajemne rozmowy. Możliwe, że pojawiły się jakieś pierwsze trudności, może mąż wyobrażał sobie, że pójdziesz za nim, że przytakniesz jego decyzji i zamieszkacie razem u jego rodziców, gdy tymczasem Ty zadecydowałaś inaczej. Może to go zabolało? Szkoda tylko, że o tym nie powiedział od razu, a po jakimś czasie wyskoczył z rozwodem. A może jest jakiś inny powód, o którym nie wiesz, może inna kobieta w jego życiu? Mam nadzieję, że uda Wam się porozumieć i znaleźć wspólnie rozwiązanie w tej trudnej sytuacji. Rozwód wydaje mi się radykalnym wyjściem w obliczu problemów z mieszkaniem, o jakich wspomniałaś w swojej wiadomości. No i zachęcałabym męża jednak do tej terapii małżeńskiej. Skoro chodzi sam do terapeuty, to dlaczego nie chce podjąć próby wspólnej terapii? Aha, i z jakiego powodu Twój mąż korzysta ze wsparcia terapeuty? Choruje na coś? Trzymam kciuki i mam nadzieję, że wspólne rozmowy okażą się owocne. Napisz, jak potoczyła się "konferencja z rodzicami", o której wspomniałaś. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ekspert_abcZdrowie,

 

Witam,

Niestety rozmowa z rodzicami nie przyniosła skutku... Mąż nie chciał rozmawiać, a jak już się wtrącił to poruszał sprawy nie na temat... A przede wszystkim unosił się gniewem i nie dawał sobie nic przetłumaczyć... Mówił tak jakby miał założone klapki na oczy, a zachowywał się jak robot, który tylko jedno ma zaprogramowane... Mąż na nic nie choruje- nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Inna kobieta odpada, bo po pracy ciągle w domu siedzi- odgrodził się murem od całego świata... Co do teściowej to jest podejrzana- jak przyszliśmy na konfrontację to na dzień dobry powiedziała, że to i tak nic nie da. Nie interesowała ją nasza rozmowa ciągle zmieniała tematy, które w tamtej sytuacji nie były na miejscu (przecież nie przyszliśmy na kawkę i ciasteczko tylko na poważną rozmowę?).

Cały czas próbuje rozmawiać, ale mąż ciągle mnie unika i podkreśla, że zdania nie zmieni. Wiem, że bardzo zabolał go fakt, że razem nie zamieszkaliśmy, ale uzgodniliśmy to przed ślubem. Druga sprawa przecież mógł w moim rodzinnym domu zamieszkać ze mną, ale nie chciał.

Co do terapeuty to tylko dowiedziałam się, że zaczął tam chodzić żeby porozmawiać i uporządkować swoje myśli. Też nie mogę tego zaakceptować, żeby specjalista posunął go do takiego kroku.

Bardzo dziwne są od mojego męża wiadomości, w których pisze, że nie chce mnie ranić, że nie daje już rady, że z czasem wszystko zrozumiemy, że liczy się z tym że nigdy już mnie nie zobaczy. No i najważniejsze, że nie chce innej, bo woli być sam...

Wydaje mi się, że zagubił się- nie dawał po sobie poznać, że coś jest nie tak i tłumił to, aż w końcu się załamał. Tylko dlaczego nie chce dać sobie pomóc??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

majena89, nie mam szans znać odpowiedzi na pytania, jakie mi zadajesz, bo ja nie znam Twojego męża. Ty jesteś jego żoną, znasz go bardzo dobrze i przynajmniej możesz się czegoś domyślać. Nie wiem, skąd taka radykalna zmiana w jego zachowaniu i chęć rozwodu. Przecież to jest niedorzeczne, by pogniewać się na partnerkę tylko dlatego, że nie chciała zamieszkać z teściami i z tego powodu żądać rozwodu. Owszem, to może być problematyczna sytuacja dla małżeństwa (kwestia wspólnego zamieszkania, gdzie, u kogo, jak długo itd.), ale to jest sprawa do rozwiązania. Wydaje mi się, że Twój mąż ma jakieś skrywane problemy, stąd pewnie też jego wizyty u terapeuty, ale z jakiegoś powodu nie chce powiedzieć Ci o tych problemach. Bądź cierpliwa i staraj się z nim rozmawiać, mimo iż niektóre Wasze rozmowy nie przynoszą oczekiwanych skutków. Może on ma jakieś problemy emocjonalne, dlatego tak nagle się zmienił, odgrodził murem? Może to depresja, nerwica, o której boi się Tobie powiedzieć, bo nie wie, jak zareagujesz? Naprawdę nie mam pojęcia, co takiego się nagle zadziało, że Twój mąż chce się rozstać. W każdym razie trzymam za Was kciuki i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, na wstępie dodam iż kończę niedługo 20 lat.... Jestem mężczyzną. Przejdę teraz do mojego problemu ale przed tym muszę powiedzieć wam, jak było kiedyś...

No więc, za czasów gimnazjum i początków liceum oraz dużo dużo wcześniej byłem spokojny, opanowany, AMBITNY, dobrze się uczyłem i mimo nadmiaru obowiązków cieszyłem się jak rodzice mnie chwalili. Mijał tak sobie czas, gdy na początku liceum wpadłem w złe towarzystwo, zdecydowanie złe... Zacząłem dzięki nim lub niestety przez nich więcej grać na komputerze oraz częściej spisywać prace domowe zamiast ich robić... Mijał tak czas aż nagle posypało się kilka spraw.... zacząłem mieć problemy w nauce oraz życiu prywatnym, przestałem się praktycznie uczyc. Po jakimś czasie rzuciła mnie dziewczyna... Bardzo to przezywałem przez długi czas i wszystkie problemy ze szkołą związane i te inne zwalałem właśnie na mój stan psychiczny po rozstaniu co było błędem bo po pół roku zrozumiałem, że byłem tylko od niej uzależniony( w sensie jej obecności w moim życiu) i do niej przyzwyczajony(była to pierwsza dziewczyna na poważnie)... No więc wydawałoby się, że wszystko miało wrócić do normy, jednak nie..... Nie potrafiłem już się zacząć spowrotem uczyc, przez co zaczynalem się częsciej kłócic z rodzicami.... Tak się to ciągnęło i ciągnie aż do dzisiaj..... Wiele razy nie mogę się zmusić do uczenia przed egzaminem mimo, ze wiem iż moglbym spokojnie pozaliczac wszystkie te egzaminy, jednak SIE NIE UCZE... Uciekam zawsze do innych zajęć... przeszedłem przez uzależnienie do siłowni, byleby tylko się nie uczyc oraz uzaleznienie od komputera a mianowicie gier. Z tego jednak też wyszedlem i na dzien dzisiejszy nie gram, cwicze duzo mniej, mam sporo czasu a mimo to NIE POTRAFIE JUZ JAK KIEDYS skupic sie na nauce i to mnie dobija psychicznie... Kazdy najmniejszy szczegół odciąga mnie od nauki... Potrafie nawet idąc do kuchni po mleko zatrzymac sie w kuchni i 5-10 minut stac w miejscu mysląc o czyms innym (np o samochodach) bez zadnego uzasadnienia... po prostu nie kontroluje tego jak moje mysli odchodzą od tematu nauki ...... Boję się, ze juz nie odzyskam takiego spokoju umyslu ktory znow pozwoli mi sie uczyc... Za mną pierwsze kolokwium z matematyki a ja go nie zdałem ... :( Pilnie potrzebuje porady co powinienem ze sobą zrobic ...

 

Wiem, ze to dziwne i widac po tym, ze mam slabą psychikę jednak PROSZE O POMOC i z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi,

 

Pozdrawiam....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mogłąm założyc nowego tematu bo nie wiem jak.Wiec pisze tutaj!

Czy ja mam nerwice?Patrzę do lustra,widze przeciętną dziewczynę.ZUpełnie.CHodz przez kilka lat wydawalo mi ise ze jestem koszmarkiem.ZMenilam fryzure i makijaz,i akceptuje siebie.z tym ze jest problem..zaczynam sobie wmawiać(takie mysli natretne) coraz to nowsze i głupsze problemy wygladu.Np.Moze wygladam ok ale mam jednak krzywy nos,albo w tej bluzce wyglądałam spoko ale w innych ciuchach pewnie bedzie gorzej,albo moze w przyciemnionym pomieszczeniu patrzylam do lustra,wiec w innym swietle,czy sztucznym czy slonecznym bede wygladal okropnie.itd.Gdzy już jedną z mysli ''złagodzę'' to przychodza kolejne,tak jakby moj umysl sam dosuzkiwal sie niedorzecznych zreszta problemow,zebym znow miala doła.i siebie nieakceptowala.Co zrobic zzeby pozbyć sie tych mysli,zeby nie trapiły mnie gdzie kolwiek jestem,jak wiele razy w ciagu dnia,prr a nawet godziny? pomocy!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Potrzebujacy1995, skoro do tej pory, mimo Twojego "nieuczenia się", udało Ci się dostać na studia, to wierzę, że nie jest z Tobą aż tak źle, jak o sobie relacjonujesz. Domyślam się, że trudności ze skupieniem się na nauce są dla Ciebie uciążliwe, ale przyczyn problemów z koncentracją może być wiele i trudno je zdiagnozować ot tak. Można oczywiście założyć, że jesteś zwykłym leniem i powinieneś wziąć się za naukę, by nie mieć zaległości, niemniej jednak niewykluczone, że jest to coś na kształt prokrastynacji. Ty niby zdajesz sobie sprawę z obowiązku nauki, nawet masz jakąś nikłą motywację, ale ona szybko umiera i wynajdujesz setki sytuacji - alibi dla swojego nieuczenia się. Myślę, że warto, byś skonsultował się osobiście z psychologiem.

 

Karola173, podejrzewam, że nie masz nerwicy, ale Twoje ciągłe rozmyślanie na temat swojego wyglądu zewnętrznego może świadczyć o zaniżonej samoocenie i kompleksach. Popracuj nad swoim poczuciem wartości. Odsyłam do tekstu: http://portal.abczdrowie.pl/jak-podniesc-poczucie-wlasnej-wartosci. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

Długo się zastanawiałam czy napisać tu,lecz od dłuższego czasu,mimo swojej determinacji,nie jestem w stanie sama poradzić sobie z pewnym problemem,mianowicie moja eks-terapeutka i przedwcześnie zakończona psychoterapia.

Chodziłam na indywidualną terapię uzależnień od lutego 2011 roku.Ta terapia na pewno sporo mi dała,ale ostatnie kilka miesięcy wyglądały nie co inaczej.Z racji swojej pracy nie mogłam chodzić na psychoterapię tak jak do tej pory raz w tygodniu.Poza tym terapeutka mi powiedziała że terapia uzależnień trwa najdłużej 2 lata-takie są wymogi NFZ.Często natomiast pisałam sms-y do terapeutki,rozmawiałam przez telefon.Przez ostatni miesiąc tego rodzaju kontakt między nami zrobił się jeszcze bardziej ścisły.W sms-ach nie rozmawiałyśmy tylko o mojej terapii i problemach ale także i o jej problemach.Czułam się z tym dobrze bo od samego początku jej zaufałam,czułam się przy niej bezpiecznie,więc kiedy nadarzyła się okazja by jej pomóc ,nie wahałam się ani przez chwilę.Załatwiłam jej badanie na które inaczej musiałaby czekać bardzo długo,kiedy chorowała nosiłam jej zupki i ciasteczka i nawet do kawiarni zaciągnęłam na kawę. Zagalopowałam się bardzo lecz ona przyjmowała to bezkrytycznie,pozwalała mi poczuć się pacjentem wyjątkowym,mało tego-pod koniec czułam się raczej jak jej przyjaciółka,nie pacjent.Kiedy powiedziałam jej że po zakończeniu terapii chciałabym zmienić naszą relację na przyjacielską,ona powiedziała że nie wyobraża sobie przyjaźnić się z pacjentami bo ma swój własny etos,natomiast zachowywała się dość niekonsekwentnie.Skończyło się tym że ja przesadziłam w pewnej sprawie i od tego zaczęły się problemy.Wkrótce zdiagnozowano u mnie zaburzenia dwubiegunowe ,okazała się że to co ja wyprawiałam to były zachowania w hipomanii.w pewnej chwili zostałam z tym wszystkim sama.Moja terapeutka stwierdziła że nie jest w stanie mi dalej pomagać gdyż "nie będzie juz obiektywna".Czułam się z tym bardzo źle- odrzucona i zupełnie nie akceptowana,jakby moja terapeutka straciła cała empatię jaką mnie obdarzała przez te prawie 3 lata.

Jestem bardzo pogubiona i sposób w jaki zakończyłam terapię nie daje mi spokoju.Moja terapeutka próbowała obarczyć mnie cała odpowiedzialnością za zaistniałej sytuacji i był moment w którym faktycznie czułam się odpowiedzialna.Ale czy to tylko ja popełniłam błąd???W zeszłym tygodniu próbowałam porozmawiać z nią przez telefon- zbyła mnie po 10 minutach.W piątek chciałam do niej pójść by o tym wszystkim raz jeszcze porozmawiać- powiedziała że nie ma czasu bo ma dużo pacjentów.Czuję się beznadziejnie z tym bo nawet jej nie wierzę że mówi prawdę.Wydaję mi się że po prostu nie chcę mnie ani widzieć,ani słyszeć,a chyba nie zasłużyłam sobie na to...Nie rozumiem o co chodzi i dlaczego się ona w ten sposób zachowuje.I co ja mam zrobic by raz na zawsze zamknąć ten wątek i pójść do przodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

huśtawka, absolutnie nie tylko Ty bierzesz odpowiedzialność za jakość i charakter relacji, jaki łączył Cię z terapeutką, ale również sama terapeutka. Skoro miała świadomość, że jesteś jej pacjentką, do tego z poważnymi problemami emocjonalnymi, to dlaczego pozwoliła na wyjście poza relacje terapeutyczne? To terapeutka była niekonsekwentna. Opowiadała Ci przez telefon o swoich osobistych problemach, nie odmówiła pomocy, którą jej zaoferowałaś, a później stwierdziła, że nie może kontynuować relacji, bo "byłaby nieobiektywna". A wcześniej to nie przeszkadzało jej być obiektywną? Nie wiem, czy jest sens dalej się do niej dobijać, bo podejrzewam, że będzie unikała rozmowy, spotkania, jakiejkolwiek konfrontacji. Chcę jednak, abyś pamiętała, że nie tylko Ty odpowiadasz za to, w jaki sposób wyglądały Wasze spotkania i jak zakończona została terapia. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale dlaczego,dlaczego ma unikać rozmowy???Przecież jest osobą dorosłą,do tego psychoterapeutą z wieloma certyfikatami i długoletnim doświadczeniem...Jeśli ja jestem gotowa by tą sytuację wyjaśnić,chociaż jest mi bardzo ciężko,to ona tym bardziej...Ja miałam odwagę przyznać się do swoich błędów i przeprosić.Dlaczego ona nie ma?Choć jedno szczere "przepraszam" chciałabym usłyszeć...ech... od 3 lat się znamy... :hide:

 

-- 28 lis 2014, 09:19 --

 

Czuję się jak dziecko wypędzone z domu za złe zachowanie bez szansy na powrót... :( I to poczucie niesprawiedliwości i świadomość straconego zaufania...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

Jestem tu i pisze nt. swojego problemu ponieważ nie jestem sama stwierdzić co się ze mna dzieje.

Zacznę od tego ze mam 26lat. Od około roku czuje jak co tydzień-miesiąc jestem coraz slabsza psychiczne jak i fizycznie. Rok temu zdradzil mnie mój maz którego znam wlasciwie cale zycie i było to dla mnie przezycie z którym sobie ledwno poradziłam. Nie miałam nigdy nikogo innego tylko jego byliśmy i znow jesteśmy od siebie uzależnieni. Nasze szczęście zaczelo się od nowa niestety ja już nie jestem tym samym człowiekiem. Wczesniej bylam bardzo aktywna osoba każdego dnia trenowałam, ciężko pracowałam. Teraz przychodzę z pracy i po prostu nie ma we mnie zycia. Nawet kiedy się zmuszam do trenowania opadam z sil do tego mam bardzo wysoki puls kolo 150 przy jakims wysiłku. Dostaje często jakiś nerwo-boli. Po prostu fizycznie jestem ciagle obolala i bez energii. Moja psychika bardzo uciepila po tych wydarzeniach nie licząc oczywiście chorego domu w którym się wychowywałam do 19 roku zycia (ciagle klotnie, niestety moi rodzice nigdy nie pasowali do siebie i nawzajem wykańczali siebie, moje rodzeństwo i mnie) Moja matka cierpiała na nerwice ojciec prawdopodobnie miał depresje co stwierdził psycholog po ich wspólnej wizycie. Chcialabym powrocic do radosnego i aktywnego trybu zycia który potrafiłam kiedyś prowadzic, niestety jest coraz gorzej byle jaki nawet stresujące sytacje doprowadzają mnie albo do szalu albo zalaman psychicznych czasem probuje sobie pomagać jakims tabletkami ziolowymi na uspokojenie niestety wiele mi to nie pomaga. Coraz częściej się poddaje jeszcze dochodzą jakies chore sny, lęki i do tego jakies chore myśli o śmierci.

Chcialabym wiedzieć czy ten puls jak i te rozne bole które mnie dopadają mogą być spowodowane przez jakas nerwice? Jak mogę sobie pomoc.

Z góry dziekuje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale dlaczego,dlaczego ma unikać rozmowy???Przecież jest osobą dorosłą,do tego psychoterapeutą z wieloma certyfikatami i długoletnim doświadczeniem...Jeśli ja jestem gotowa by tą sytuację wyjaśnić,chociaż jest mi bardzo ciężko,to ona tym bardziej...Ja miałam odwagę przyznać się do swoich błędów i przeprosić.Dlaczego ona nie ma?Choć jedno szczere "przepraszam" chciałabym usłyszeć...ech... od 3 lat się znamy...

huśtawka, certyfikaty i szkolenia to nie wszystko. Czasem najważniejsze jest to, by najzwyczajniej w świecie być człowiekiem, a tego żaden certyfikat nie sygnuje. Mam nadzieję, że ta sytuacja zostanie wyjaśniona przez Twoją terapeutkę-przyjaciółkę, bo powinnaś usłyszeć "przepraszam". Pozdrawiam!

 

catarina, drogą internetową nie jestem w stanie postawić diagnozy, ale owszem - objawy, jakie opisujesz, mogą być efektem nerwicy. Radzę skonsultować się z lekarzem psychiatrą. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, czy mogę tutaj napisać, jeśli zły dział - przepraszam.

Tak naprawdę strasznie mi wstyd, że tutaj piszę, ale nie wiem już, gdzie i jak szukać pomocy...

Mam 17 lat, chodzę do liceum. Co jest moim problemem... ja sama. Akceptuję w pełni swój wygląd zewnętrzny, nawet myślę, że jestem ładna, ale nie akceptuję tego, jaka jestem. Nienawidzę siebie, swojej osobowości. Jestem głupia, nudna, beznadziejna, irytująca. Niby z ludźmi dobrze się dogaduję, ale boję się w cokolwiek angażować, więc trzymam ludzi na dystans. Boję się, że ich zawiodę. Ostatnio w mojej szkole był półmetek. Bałam się iść, ale bawiłam się świetnie z koleżankami. Same chciały ze mną tańczyć, nawet zaprosiły mnie na kolejną imprezę (niestety nie wypaliła, ale nieważne). Dzień później nie chciałam z nimi rozmawiać. Zrobiłam na nich chyba dobre wrażenie, ale myślałam, że na drugi dzień pomyślą, że jednak jestem nudna i odsuną się ode mnie. Po prostu boję się, że ich zawiodę, a jednocześnie tak bardzo chcę się z nimi przyjaźnić. Paranoja. Często zdarza mi się wpadać z euforii w "dół", bardzo lubić kogoś, za chwilę nienawidzić za nic. Ciągle czuję, że nic mnie w życiu nie czeka, że moje życie jest nic niewarte.

Kolejną sprawą są niekontrolowane wybuchy agresji. Mimo, że jestem spokojna i cicha, to w domu nie wytrzymuję, jestem nerwowa i agresywna. Tylko w domu. Moi rodzice wymagają ode mnie bardzo dużo jeśli chodzi o szkołę. Bardzo dużo się uczę, ale czasem zdarzy mi się dwójka czy trójka, zawsze są o to awantury, zawsze. Mimo że poza tym mam większość 4,5 i 6, to i tak uważają, że się nie uczę. Nie wytrzymuję tego, zawsze porównują mnie do mojej młodszej siostry. "zobacz, jaka ona jest grzeczna, zobacz, jak ona się uczy, a ty co?" ciągle mnie krytykują. Kiedyś zdarzało mi się dostawać w twarz, jak byłam mała tzw "klapsy". Przez to nadal boję się mojego ojca. Kocham moich rodziców, ale nie umiem z nimi żyć, nigdy nie będę taka, jaką chcieliby, abym była.

Ciągle tylko jem, śpię i się uczę. Mam dziwne wyrzuty sumienia i poczucie winy bez powodu. Non stop. Gryzę policzki od wewnątrz od roku, obgryzam paznokcie, drapię stare rany do krwi, przez co się nie goją, nawet na głowie to robię. Nie kontroluję tego, jestem świadoma, że to robię, ale coś mi po prostu każe to robić. Milion razy sprawdzam w pociągu, czy zabrałam bilet, do sklepu nie potrafię wejść bez pieniędzy w ręce.

Po kłótniach z rodzicami jestem na siebie tak zła, że się okaleczam... bo czuję, że nigdy nie będę idealna. Nie radzę sobie, dlatego szukam pomocy tutaj.

Chodziłam do psychoterapeuty. Byłam 3 razy, miałam problem z czytaniem na lekcji - stresowałam się, głos mi się załamywał, ciśnienie strasznie mi skakało i ludzie to widzieli. Po 3 wizytach nie mam z tym problemu absolutnie. Psychoterapeuta powiedział mi, że mogę mieć osobowość paranoiczną. O większości z moich objawów mu nie powiedziałam, bo ważne było dla mnie uratowanie mnie od tej paniki przed czytaniem.

Rodzice stwierdzili, że skoro sobie z tym poradziłam, nie będę tam więcej chodzić, bo to wstyd i strata pieniędzy. Prosiłam wiele razy, oni wiedzą, że nie radzę sobie z emocjami, wiedzą o większości z tego, co tu napisałam, poza autoagresją, ale uważają, że to moje wymysły, że inni mają większe problemy. Co ja mam robić? Coraz częściej mam ochotę odebrać sobie życie, nie chcę być dla nich już ciężarem, nie potrafię sobie pomóc i nie wiem, skąd to się wzięło. Przecież ja tak naprawdę nie mam problemów. Chcę cieszyć się życiem, a nie bać o każdy dzień, przecież ja tak naprawdę nie mam problemów. Nie wiem, czy to ma jakiś związek - ale mam niedoczynność tarczycy, przez co nigdy nie mam energii, jestem wiecznie zmęczona, osłabiona.

Psycholog szkolny nie wchodzi w grę.

 

Jest i strasznie wstyd, że tutaj o tym piszę, ale po prostu nie wiem już, co robić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A moze psycholog szkolny?Zawsze cos-zdarzaja sie dobrze;) Albo cos na nfz-rodzice nie musza wiedziec,wystarczy skierowanie od lekarza rodzinnego

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na nfz byłam, to psycholoszka w ogóle nie wzięła mojego problemu na poważnie, zbyła mnie po prostu. Poza tym zaczęła mi zadawać takie pytania, stworzyła tak niemiłą atmosferę, że się popłakałam i nie mogłam wydusić z siebie ani słowa więcej.

Powiedziała mi tylko: "wychodź więcej ze znajomymi" - super rada, co?

Tamten psychoterapeuta, u którego byłam, dał mi wiele fajnych rad, zawsze wychodziłam od niego z dobrym humorem, potrafił mi pomóc w pewnym sensie. Potrafił żartować, przy czym wypytywał mnie o poważne rzeczy - na przykład o samookaleczanie, wiedział, jak mnie podejść, poza tym raz skłamałam, od razu się zorientował, bo powiedział mi, że wie, że nie powiedziałam mu prawdy, ale zrozumiał.

Moim zdaniem bardzo profesjonalny i nadal chciałabym tam chodzić...

Po prostu nie zdążyłam mu wszystkiego opowiedzieć. Za wizytę płaciłam 100 zł, chyba będę musiała poczekać aż zacznę sama na siebie zarabiać, bo rodzice nie dadzą mi już pieniędzy na psychologów... Dla nich to wstyd, że tam chodziłam.

 

W szkole nawet nie mamy psychologa, a pedagoga. Strasznie nie lubię tej pani, jest niesympatyczna, uczyła mnie w pierwszej klasie, niestety odpada.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ah straszna szkoda, sproboj moze na NFZ w innym miejscu,z jakiego miasta jestes-mysle,ze tu na forum ktos moze Ci doradzic. Bo co do czekania- masz mozliwosc podjecia pracy?

Co do rodzicow, moze sproboj powiedziec im jak wyglada cala sytuacja, o samookaleczaniu tez? Szkoda,zebys sie meczyla bez mozliwosci pomocy...

(Ja raz bylam-w Twoim wieku wlasnie z podobnych powodow u Pani psycholog w Powiatowym centrum pomocy rodziny-wiec w takich miejscach tez udzielaja pomocy.Albo jakies osrodki interwencji kryzysowej w Twoim miescie?)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam możliwości podjęcia pracy, mieszkam na wsi, jestem w 2 liceum, nikt mnie nie zatrudni niestety.

W innym miejscu będzie ciężko, bo w mieście, w którym się uczę, nie ma poradni psychologicznych, dopiero 30 km od mojego miejsca zamieszkania, ale to właśnie tylko ta jedna pani psycholog, reszta prywatnie. Małe miasto, większe typu Poznań dopiero ponad 150 km dalej.

Rozmawiałam z nimi wiele razy, 3 lata temu wiedzieli o samookaleczaniu, później przestałam, jakiś czas temu znowu do tego wróciłam, ale nie chcę im o tym mówić.

Według nich tylko się nad sobą użalam, wyolbrzymiam (być może i tak jest, ale ja sobie po prostu nie radzę, a chcę być w końcu "zdrowa"). Nie da rady niczego na nich wymusić, i tak mają mi za złe, że wydali 300 zł na psychoterapeutę wcześniej. Beznadzieja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj AnneBlack!

 

Przeczytałam Twoje wpisy i uważam, że potrzebujesz wsparcia psychoterapeutycznego. Szkoda, że nie dostrzegają takiej potrzeby Twoi rodzice, którzy zdają się marginalizować Twoje problemy. Na pewno trudności w relacjach z rówieśnikami, samookaleczanie się, huśtawki nastrojów to nie jest "standard" dla Twojego wieku. Nie przesadzasz ani nie użalasz się nad sobą, jak twierdzą Twoi rodzice. Ty nie radzisz sobie ze swoimi emocjami. W trudnych chwilach możesz skorzystać z darmowego telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży. Jest anonimowy i bezpłatny: http://www.116111.pl/. Pracują tak również psycholodzy, z którymi możesz porozmawiać bez obawy, że ktoś się o tym dowie. Pomocy możesz też szukać dla siebie w takich miejscach jak: ośrodki interwencji kryzysowej, lokalna poradnia psychologiczno-pedagogiczna albo powiatowe centrum pomocy rodzinie. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czy kiedy udam się do przychodni a tym bardziej do państwowego szpitala to mam obowiązek podawać powód przyznania renty inwalidzkiej na pytanie każdego lekarza typu "uczy się? pracuje"?czy muszę przyznawać się do oligofrenii,wcześniejszych hospitalizacji psychiatrycznych i branych lub niebranych leków na tą oligofrenię np kiedy potrzebuję na ortopedycznym poddać się operacji złożenia złamanej nogi czy leczyć szpitalnie OZT? nie mogę poprostu powiedzieć że rente mam na kręgosłup?bo jak się przyznam do upośledzenia to lekarze zwłaszcza w szpitalu będą mnie inaczej traktować i skupiac się raczej na leczeniu tejże oligofrenii niż na złamanej nogi czy trzustki w stanie zapalnym i będzie stosował inne leki niż trzeba na to z czym sie zgłosiłem.czy ten smród ma się za mną ciągnąć gdziekolwiek się zgłoszę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nieboszczyk,

Nie masz obowiązku przyznawac się do upośledzenia umysłowego jeśli trafiasz do przychodni/szpitala z problemem nie psychiatrycznym.No chyba że przyjmujesz leków psychotropowych...

Ja przepraszam że zabieram głos,ale czytając Twój podpis to nie co mnie dotknęło...Moja pierwsza praca to była w DPS-sie dla upośledzonych umysłowo i psychicznie chorych...Wiele tam widziałam,wiele sie nauczyłam-przede wszystkim pokory i szacunku do innego człowieka.I powiem Ci że nikt tam nie umierał we własnych odchodach,a personel (włącznie ze mną) robił co w jego mocy by umilić życie mieszkańców. Choć to bardzo ciężka praca której nie każdy docenia,...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale co mam odpowiedzieć kiedy każdy jeden lekarz pyta na co mam rente?przecież nie powiem że jestem tokarzem kiedy jestem na rencie inwalidzkiej.co mam odpowiedzieć?czy nic nie odpowiadać?własnie to jest najgorsze.to tak jak zgłosic się na izbe przyjęć,udać się do gabinetu lekarskiego w szpitalu,zdjąć spodnie i zesrać sie na podłogę i dopiero wtedy podać problem z jakim tu przeszedłem do lekarza.od razu ten potraktuje mnie jak głupka i nie będzie ze mną rozmawiał.czyli podanie powodu akurat mojego jest równoznaczne z zesraniem się na podłogę.potem już nikt nie wysłucha mnie.mam podac inny powód? czy milczeć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nieboszczyk, nie musisz wyjaśniać lekarzowi, z jakiego powodu przyznano Ci rentę inwalidzką. Podejrzewam, że lekarze Cię o to pytają, bo możliwe, że próbują wiązać Twoje dolegliwości (z którymi przychodzisz) z chorobą, którą podejrzewają, że mogłaby być przyczyną przyznania renty. To pytanie raczej służące wywiadowi lekarskiemu. Nie wiem, dlaczego chcesz ukrywać, że masz upośledzenie umysłowe. Nie sadzę, że lekarze są takimi ignorantami, że kiedy przyjdziesz do nich ze złamaną ręką albo bolącym brzuchem to scedują to na karby upośledzenia albo co gorsze, zaczną Cię reedukować, co by podnieść Twój potencjał intelektualny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×