Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
papillon24

Twoja nerwica a Twoje otoczenie

Rekomendowane odpowiedzi

Jest tu sporo tematów, jeśli gdzieś taki istnieje i ktoś wie gdzie, proszę o przekierowanie mnie;)

Jestem ciekawa, jak Wasze otoczenie reaguje na Waszą chorobę. Rodzina/znajomi. Czy Wasi znajomi wiedzą w ogóle o Waszym problemie, czu wspierają Was? Tutaj głównie pytanie kieruję do osób bez swoich rodzin, tzn mężów, dzieci. Czy rozmawiacie z nimi o tym? Czy zdarzają Wam się ataki nie pozwalające wyjsć z domu, mimo że jesteście umówieni w konkretne miejsce, na konkretna godzinę - nie wiąże się to z niezrozumieniem ze strony innych? A co z pracą? Zanosicie zwolnienia , czy walczycie nieraz aby wyjść z domu? Czy ataki w pracy przechodzą same?

Może dość chaotyczne pytania, ale zadawałam je na zasadzie"burzy mózgu":)

Piszcie o wszystkicj kwestiach, które dotyczą właśnie Waszej choroby oraz środowisk, w któych się znajdujecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jest tu sporo tematów, jeśli gdzieś taki istnieje i ktoś wie gdzie, proszę o przekierowanie mnie;)

Jestem ciekawa, jak Wasze otoczenie reaguje na Waszą chorobę. Rodzina/znajomi. Czy Wasi znajomi wiedzą w ogóle o Waszym problemie, czu wspierają Was? Tutaj głównie pytanie kieruję do osób bez swoich rodzin, tzn mężów, dzieci. Czy rozmawiacie z nimi o tym? Czy zdarzają Wam się ataki nie pozwalające wyjsć z domu, mimo że jesteście umówieni w konkretne miejsce, na konkretna godzinę - nie wiąże się to z niezrozumieniem ze strony innych? A co z pracą? Zanosicie zwolnienia , czy walczycie nieraz aby wyjść z domu? Czy ataki w pracy przechodzą same?

Może dość chaotyczne pytania, ale zadawałam je na zasadzie"burzy mózgu":)

Piszcie o wszystkicj kwestiach, które dotyczą właśnie Waszej choroby oraz środowisk, w któych się znajdujecie.

 

Powiem ci z perspektywy człowieka który zwalczyl nerwice. Rodzina - poza matka wszyscy mieli to w dupie, patrzyli na mnie jak na człowieka który cos ściemnia ze jest chory ... No bo jak ktos fizycznie zdrowy moze byc chory ??? Koledzy z pracy hmmm rewelacja , nawet jak nie rozumieli to byli serdeczni łącznie z kierowńikami i dyrektorami. Klienci tez wiedzieli ze mam nerwice bo wszystkim o niej mowilem :) Przed nikim tego nie ukrywalem. Samo mówienie o niej ludziom dawało mi ulgę. Chociaż lekarze mówi ze w ten sposób daje wyraz temu ze lubię swoją nerwice i pielegnuje ja :) Teraz po kilku latach mogę stwierdzić ze mogę sie z tym po części zgodzić.

Praca i nerwica hmmm to walka ... Idziesz do pracy i strach czy ńie złapie cię atak leku ... A jak tak na niego czekasz to wcześniej czy pózniej przyjdzie :) ja starałem sie zając czymś mysli, zeby nie skupiać sie na tym czy bede miał atak. L4 wziąłem kilka razy, jedno 2 tygodniowe jak zaczynałem brac leki. Polecam wziecie lekow (tylko dobrze dobranych) bo w szybkim tempie daja poczucie wyzdrowienia. Daje czas złapanie oddechu i stawienia czoła chorobie. Pamiętaj jednak jak sama sobie ńie pomożesz to ci nikt nie pomoże. Musisz chcieć wyzdrowiec ... Musisz umrzeć i narodzic sie od nowa. Polecam tez dobrego psychologa. Właśnie 3 rzeczy sa podstawa do sukcesu - dobre leki, dobry psycholog i chcec bycia zdrowym, która da ci sile przeciwstawienia sie nerwicy. To jak Matrix - czujesz ze cos jest nie tak, pózniej odkrywasz prawdę ze masz nerwice i zaczynasz walczyć. Rosniesz w sile i wiedzę, a to procentuje bo potrafisz zatrzymać w zarodku atak leku, paniki histerii. Walka jak długa, ale cena jest wolność :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedź,jutro idę do lekarza i będę walczyć. Właśnie z pracą mam ten problem, że czekają mnie zmiany. Ze względu na likwidację firmy mam pracować do końca czerwca-choć to wzajemne ustalenie mojej i szefowej, po prostu powiedziałam,że nie chcę tego służej ciągnać. Tu czekają mnie zmiany i paradoksalnie,nie boję się zmian, a właśnie tego,że w nowym miejscu,czy na rozmowach,zaczną łapać mnie te cholerne ataki!!

Co do znajomych, właśnie,tego sie obawiam,takiej "krytyki"na zasadzie,wmawiasz sobie,wydziwiasz etc. W najlepszym wypadku zrozumienia:aha,ok,masz nerwice, i puszczenie tego w niepamięć. Tzn nie oczekuję od nikogo litosci,nie chcę żeby się ktos nade mną użalał,ale sami wiecie,czasem ogarnia takie poczucie przerażenia.. No nic,zobaczymy,na ile sprawdzą się moi bliscy.. W mamie akurat mam wsparcie, bo sama walczyła z nerwicą kilka lat temu i doskonale wie,co czuję.

Na razie nie załamuję się, a Twoje pierwsze słowa"perspektywa czlowieka, który zwalczył nerwicę"też mnie podnoszą na duchu!;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi praca, ogólnie zajęcie pozwala na lepsze przeżycie nerwicy. Też wiem, że jak złapie mnie atak lęku to szybko będę go w stanie zdusić w zarodku, bo mam zajęcie nie stoję nie patrzę w jeden punkt. Aż zacząłem sobie szukać różne zajęcia byle tylko o tym nie myśleć. Ogólnie lekarze też nie proponują zbyt często (ja nie dostałem też) L4 na nerwicę, wręcz zachęcają do aktywności (sport, praca, spotkania) - bo to daje sensowną możliwość nie myślenia o atakach itp. Najgorsze to jest zamknąć się w 4 ścianach i mieć możliwość siedzenia i rozkminiania swojej nerwicy. Także chyba praca, działania, spotkania motywują najbardziej.

 

Znajomym nic nie wspominałem, no najbliżsi przyjaciele wiedzą ale nie ze szczegółami i, że to jest nerwica. Tylko ogólnie, że bywa, że gorzej się czuje, że alkoholu nie piję bo się gorzej czuje i tak o. Rodzinie mówiłem, ale też nie opowiadam ze szczegółami co i jak. Nie wiem, czy dobrze jest tak prosto z mostu mówić o wszystkim każdemu - ja pamiętam siebie sprzed paru miesięcy - nie podszedłbym do tego tak jak teraz, tylko albo przeszedł do porządku dziennego i albo zignorował, albo takiego delikwenta od razu zaczął trochę inaczej traktować. Sam też nie chciałbym teraz by każdy znajomy umawiał się ze mną jak "z jajem" ostrożnie podchodził i gadał tylko o pogodzie, bo mam nerwicę. Poza tym ludzie mają niewielką wiedzę o tym. Myślą, że nerwica to jest coś w stylu, że ktoś jest nadpobudliwy, łatwy do wyprowadzenia z równowagi i jedno słowo i bije wszystkich po mordach jak opentany. Rodzina tak różnie, nie zawsze jest w stanie zrozumieć co zrobić by pomóc. U mnie zawsze jest i było w domu nerwowo, teraz się to jeszcze zaostrzyło o byle głupotę awantura. I wcale nie pomaga im fakt, że ja nie chcę tego wszystkiego słuchać, więc tak pół na pół.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ze mną koledzy i koleżanki z pracy nie obchodzili sie jak z jajem. Po prostu życzliwie i tyle. Powiem wiecej ludzi chorych w mojej pracy jest wiecej. Nowy kolega z racy okazuje sie ze leci od 1,5 roku na effectinie, koleżanka ma nerwice od 15 lat. Okazuje sie ze moi klienci tez maja nerwice. Jedni to ukrywaja inni nie. Nie spotkałem sie z brakiem życzliwości ze strońy ludzi. Lepiej nawet jedna klientka dała mi namiar na psychiatre, który doprowadził mnie do stanu takiego ze mogłem sie podnieść z kolan i walczyć o wolńosc. Dzięki niemu uwierzylem ze wygram:) po roku pózniej byłem prawie zdrowy :) Rok pózniej nie myślałem juz o nerwicy. Teraz 2 lata po ... Hmmmmm mam bóle somatyczne, ale myśle ze większość ludzi je ma. Różnica jest taka ze kiedyś latalem po lekarzach i szukałem w internecie co mi jest. Teraz nie chce mi sie tak robić. Mam listę lekarzy, mam leki, zioła i jakby co mogę ich użyć. Czy nerwica próbuje wrócić ??? Oczywiście ze tak. Nawet dzisiaj w nocy śpię i naraz tak jakby złapał mńie skurcz całego ciała + jakiś epizod z gardlem, chyba ślina mi złe poleciała. Widzisz nawet nie wiem co dokładnie było w nocy bo nie analizuje tego ... Poszedłem spać i tyle.

Skoro lekarze mówią ze fizycznie jestem zdrowy, a mówią ze juz wysokiej klasy specjaliści to muszę w to wierzyć. Ostatnio byłem u zaprzyjaźnionej pani gastrolog i mówię do niej ze boli mnie z lewej strony pod zebrem, ze mam zaparcia, ze czasem boli mńie żołądek , itd a pani profesor mówi ze mam zespół jelita drazliwego. Pogadalismy jeszcze chwile o sporcie, o mojej koleżance i temat zniknął. Mam i koniec , muszę z tym żyć i nie szukam chorób. Kiedyś szukałbym w internecie non stop ... Pewnie mam raka albo cos innego. Skoro 15 gastrologow 2 lata temu powiedziało ze nie , a teraz pani profesor mówi ze nic mi nie jest to nie draze juz tematu ....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem przerażona,bo to moje początki...Na chwilę obecną 2 razy odwoływałam spotkania ze znajomymi, bo nie mogłam z domu wyjść. Inaczej,wyszłam ale nie doszłam, nie dałam rady. A spotkania były tak wyczekane.. Też nie chcę,żeby obchdozili się jak z jajkiem,ale nie chcę żeby moje życie towarzyskie zanikło. Ludzie tak bardzo są mi potrzebni.. Nie chce,żeby spotkania odbywały się tylko w moim domu,bo tam mi bezpiecznie:( I boję się z drugiej strony niezrozumienia, bo tak jak mówicie, społeczeństwo mało wie o tejchorobie,choć świadomość chyba jest coraz większa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja jestem przerażona,bo to moje początki...Na chwilę obecną 2 razy odwoływałam spotkania ze znajomymi, bo nie mogłam z domu wyjść. Inaczej,wyszłam ale nie doszłam, nie dałam rady. A spotkania były tak wyczekane.. Też nie chcę,żeby obchdozili się jak z jajkiem,ale nie chcę żeby moje życie towarzyskie zanikło. Ludzie tak bardzo są mi potrzebni.. Nie chce,żeby spotkania odbywały się tylko w moim domu,bo tam mi bezpiecznie:( I boję się z drugiej strony niezrozumienia, bo tak jak mówicie, społeczeństwo mało wie o tejchorobie,choć świadomość chyba jest coraz większa.

 

Musisz zrozumieć ze Twoje życie sie zmieniło ... Nic nie będzie juz takie jak przed choroba. Zeby to odzyskać musisz podjąć walkę z choroba, ale do tego tez musisz dojrzeć.

2 spotkania odwolalas , co konkretnie sie z Tobą działo ???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Musisz zrozumieć ze Twoje życie sie zmieniło ... Nic nie będzie juz takie jak przed choroba. Zeby to odzyskać musisz podjąć walkę z choroba, ale do tego tez musisz dojrzeć.

 

Nieupełnie, pierwsza sprawa to nerwica - to raczej nie choroba, a zaburzenie na szczęście ;) I zaburzenie jak przede wszystkim podają wszystkie źródła - psychogenne. Znaczy sami się w tym wszystkim nakręcamy. Tak więc nie do końca życie się zmienia, a zmienia się postrzeganie niektórych życiowych spraw. Wg mnie pierwsza rzecz która pozwala z tym walczyć to jest właśnie prowadzenie cały czas w miarę normalnego życia i raczej przezwyciężanie lęków niż pozwalanie by one nim kierowały. papillon24, zamykając się w domu pewnie swojej sytuacji nie poprawisz, raczej staraj się walczyć i umawiać na przekór lękom. Wszystko oczywiście wprowadzaj małymi kroczkami jeśli nie dajesz rady.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Musisz zrozumieć ze Twoje życie sie zmieniło ... Nic nie będzie juz takie jak przed choroba. Zeby to odzyskać musisz podjąć walkę z choroba, ale do tego tez musisz dojrzeć.

 

Nieupełnie, pierwsza sprawa to nerwica - to raczej nie choroba, a zaburzenie na szczęście ;) I zaburzenie jak przede wszystkim podają wszystkie źródła - psychogenne. Znaczy sami się w tym wszystkim nakręcamy. Tak więc nie do końca życie się zmienia, a zmienia się postrzeganie niektórych życiowych spraw. Wg mnie pierwsza rzecz która pozwala z tym walczyć to jest właśnie prowadzenie cały czas w miarę normalnego życia i raczej przezwyciężanie lęków niż pozwalanie by one nim kierowały. papillon24, zamykając się w domu pewnie swojej sytuacji nie poprawisz, raczej staraj się walczyć i umawiać na przekór lękom. Wszystko oczywiście wprowadzaj małymi kroczkami jeśli nie dajesz rady.

 

Zaburzenie które daje objawy rozńych chorób, robi z ciebie niewolnika i czujesz sie jak flak. Wiec ja nazywam to choroba bo tak sie czułem - jak stary schorowany człowiek ... Czy nic sie nie zmienia w życiu człowieka z nerwica hmmmm chyba większość rzeczy. Jesteś niewolnikiem nerwicy i to ona dyktuje warunki, ty tylko możesz z tym walczyć , a to nie jest takie proste. Mój znajomy - człowiek orkiestra , dusza towarzystwa , sportowiec , mozna powiedzieć ze nerwica go ominie. 1m miesiąc w szpitalu psychiatrycznym, 7 miesięcy farmakologii, 5 miesięcy terapii i na dzien dzisiejszy nie boi sie juz wyjść z domu i wsiąść do samochodu. Jak widzisz kiedyś czynnie uprawiał sport, jeździł samochodem po całej Polsce a teraz boi sie wyjechać poza obszar miasta w którym mieszka. Wiec jak ktos mi powie ze nerwica nie zmieńila jego życia to ta osoba nie miała nerwicy, albo miała bardzo lekka. Zgodzę sie ze trzeba z nią walczyć i starać sie prowadzić normalne życie i wiem ze to nie jest proste, ale albo nerwica albo wolność.

W moim otoczeniu jest wiele osób z nerwica widze jak walczą i jak zmieńilo sie ich życie. Wiele osób straciło prace, zrezygńowalo ze studiów, itd. Wiec nie pisz proszę ze nerwica nie zmieńia życia, to tak jakbyś napisała ze nowotwór nie zmienia życia ludzi. Sa ludzie ktorzy starają sie żyć normalnie ale sa tacy ktorzy ledwo wstają zeby rozpocząć codzienne walkę o życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

JKB, zgadzam się w 100%,jestem tego przykładem....codziennie walczę o przetrwanie...nerwica zabrała mi wszystko :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie pocieszyliście mnie:(

Bałam się, że zemdleję. Że ludzie, którzy będą mnie otaczać zabiorą mi..moje powietrze?! Szłam na spotkanie mając nogi jak z waty,wszystko działo się obok. Marzyłam,żeby się położyć we WŁASNYM łózku.

Jedyny "plus"jest taki,że teraz,gdy czuję się dobrze, doceniam 2 razy bardziej te zwykłe chwile. Idę na spacer i biorę głęboki wdech ciesząc się, że mogę.

Dziękuję za rady, na pewno będę walczyć. Dziś rano już bitwę z lękiem wygrałam;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

JKB, ok, ale widzisz sam przyznajesz - trzeba walczyć i to jest podstawowa sprawa. Nie porównywałbym nerwicy do nowotworu z prostej przyczyny, nowotworu siłą ducha nie uleczysz. Chocbys się nie wiem jak spiął i zmienił swoje podejście o 180 stopni to nic. Tutaj się da. Wiadomo są różne przypadki, ale pamiętaj, że większość po pierwsze nie jest opisana na tym forum, po drugie w ogóle najczęściej tu nie trafia. Nie chodzi mi o to, że lęki nie są w stanie zablokować Cię przed pewnymi czynnościami z normalnego życia, bo sam takich problemów doświadczyłem. Raczej o to, że cały czas możesz próbować z nimi walczyć i starac sie za wszelka cene zyc normalnie. Zobacz np. idealny przykład autorki papillon24 - chwilowe problemy i walka z nimi daje rezultaty. Na razie małe spacer, spotkanie, ale gwarantuje, że 2 tygodnie-miesiąc takich wyzwań i normalne życie wraca ;) Tak więc powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
JKB, zgadzam się w 100%,jestem tego przykładem....codziennie walczę o przetrwanie...nerwica zabrała mi wszystko :(

 

Podejdz do tego na spokojńie, poznaj wroga i walczy z nim

Przeczytaj ta stronę http://www.szaffer.pl i odeżwij sie na gg 460317

 

-- 13 maja 2014, 19:40 --

 

Nie pocieszyliście mnie:(

Bałam się, że zemdleję. Że ludzie, którzy będą mnie otaczać zabiorą mi..moje powietrze?! Szłam na spotkanie mając nogi jak z waty,wszystko działo się obok. Marzyłam,żeby się położyć we WŁASNYM łózku.

Jedyny "plus"jest taki,że teraz,gdy czuję się dobrze, doceniam 2 razy bardziej te zwykłe chwile. Idę na spacer i biorę głęboki wdech ciesząc się, że mogę.

Dziękuję za rady, na pewno będę walczyć. Dziś rano już bitwę z lękiem wygrałam;)

 

Tak wyglada nerwica, czytaj tego posta widze siebie sprzed 2 lat :) dasz radę to wszystko to lęk który masz w sobie

 

-- 13 maja 2014, 20:21 --

 

JKB, ok, ale widzisz sam przyznajesz - trzeba walczyć i to jest podstawowa sprawa. Nie porównywałbym nerwicy do nowotworu z prostej przyczyny, nowotworu siłą ducha nie uleczysz. Chocbys się nie wiem jak spiął i zmienił swoje podejście o 180 stopni to nic. Tutaj się da. Wiadomo są różne przypadki, ale pamiętaj, że większość po pierwsze nie jest opisana na tym forum, po drugie w ogóle najczęściej tu nie trafia. Nie chodzi mi o to, że lęki nie są w stanie zablokować Cię przed pewnymi czynnościami z normalnego życia, bo sam takich problemów doświadczyłem. Raczej o to, że cały czas możesz próbować z nimi walczyć i starac sie za wszelka cene zyc normalnie. Zobacz np. idealny przykład autorki papillon24 - chwilowe problemy i walka z nimi daje rezultaty. Na razie małe spacer, spotkanie, ale gwarantuje, że 2 tygodnie-miesiąc takich wyzwań i normalne życie wraca ;) Tak więc powodzenia.

 

Walczyć trzeba bo nie robiąc nic raczej będziemy stać w miejscu. Samowyzdrowieńie jest możliwe ale rzadkie. Nie każdy jednak ma sile zeby podjąć walkę, po to sa psycholodzy i terapie. Nie porownalays nerwicy do nowotworu hmmm bezpośrednio ńie bo jedno rochorowalem a drugie to zaburzenie emocjonalne, ale jedno i drugie , jak rownież inne przypadlosci typu bol zęba, bol brzucha, itp jeżeli sa długotrwałe i o silnym natężeniu maja wpływ na nasze życie.

Chwilowe zwycięstwo nad nerwica nie świadczy o wygranej bitwie. Objawy nerwicy wracają - porownalaym to sinusoidy kilka dni ok , a zaraz kilka dni bardzo złe , itd. wyzdrowienie w miesiac hmmm nie slyszalem o czyms takim no ale moze i jest to mozliwe, ale co ja sie tam znam ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

dam radę,dam radę. Ciągle sobie to próbuję wmówić, ale z różnym skutkiem. Każda chwila bez ataku jest cenna. Aczkolwiek nie wiecie nawet,jak cenne jest dla mnie każde pozytywne słowo i wsparcie,to naprawde daje siłę. Pewnie nie tylko mnie!

Mam jeszcze jedno pytanie, czy otoczenie-bliższe bądź dalsze(czyt. panie na poczcIe:D)widzą, że z nami coś nie tak, kiedy mamy ten atak? Tak się nad tym zastanawiam, bo ja sobie powtarzam,że nic mi nie będzie, proszę 3 znaczki na polecone, daję awizo a w środku mnie jest dramat,czy to widać? Robimy się bladzi,jakoś to okazujemy? Owszem,niektórzy mają drżenie rąk(mi się to nie zdarza)więc może ktoś z zewnątrz coś wywnioskowaćale kiedy staczamy tę walkę ze sobą,jest do rozpoznania,że coś z nami nie tak? Ja mam jakby takie uczucie,że chciałabym być wtedy sama, bo nie chcę,a by ktoś wzywał pogotowie, kładła mnie na ziemi z nogami do góry etc;P

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
dam radę,dam radę. Ciągle sobie to próbuję wmówić, ale z różnym skutkiem. Każda chwila bez ataku jest cenna. Aczkolwiek nie wiecie nawet,jak cenne jest dla mnie każde pozytywne słowo i wsparcie,to naprawde daje siłę. Pewnie nie tylko mnie!

Mam jeszcze jedno pytanie, czy otoczenie-bliższe bądź dalsze(czyt. panie na poczcoe:D)widzą, że z nami coś nie tak, kiedy mamy ten atak? Tak się nad tym zastanawiam, bo ja sobie powtarzam,że nic mi nie będzie, proszę 3 znaczki na polecone, daję awizo a w środku mnie jest dramat,czy to widać? Robimy się bladzi,jakoś to okazujemy? Owszem,niektózy mają drżenie rąk(mi się to nie zdarza)więc może ktoś z zewnątrz coś wywnioskowaćale kiedy staczamy tę walkę ze sobą,jest do rozpoznania,że coś z nami nie tak? Ja mam jakby takie uczucie,że chciałabym być wtedy sama, bo nie chcę,a by ktoś wzywał pogotowie, kładła mnie na ziemi z nogami do góry etc;P

 

To samo powiedziałem 2 lata tem na spotkaniu z psychologiem:) nikt nie widzi ze masz atak, raczej jak będziesz miała widoczne objawy to powiedzą ze albo wypilas cos albo masz kaca :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

JKB, Nie mówie nigdzie, że możliwe wyzdrowienie w miesiac i bez leków ;) tylko, że wraca normalne życie tzn. jesteś w stanie funkcjonować jako tako i opanowywać te lęki do tego stopnia by nie blokowały życia. Tzn. spotykać się ze znajomymi, chodzić do pracy, jeździć samochodem, pojechac do innego miasta. A dla niektórych - wyjść z domu, wyjść na zakupy. W momencie gdy zaczynaja sie problemy trzeba z nimi walczyć. Ja twierdze, ze jesli teraz papillon24 przełamie się i wyjdzie do znajomych, zacznie od małych kroków, spotkań w mniejszym gronie, w pobliżu domu, w znanych miejscach, to za miesiąc takie wyjścia nie będą niczym nadzwyczajnym. Nie wróżę wyzdrowienia z nerwicy za miesiąc, rok czy nawet 5 lat. Także spokojnie. Tym bardziej, że już takie kroki czyni i widać chęć do walki.

 

Ja tylko skupiam się na jednej rzeczy w swoich postach. Porównajmy nerwicę do nagłego wypadku, gdzie młoda dotąd sprawna osoba siada na wózek. Tutaj w tym aspekcie nie będzie nigdy trafnych porównań, ale to chyba będzie najlepsze chociaż oczywiście nerwica jest nieporównywalnie innym schorzeniem. Bach, z nienacka pojawia się problem i tysiące nowych barier architektoniczne, towarzyskie, sportowe itp. można mnożyć w nieskończoność. I też spora część dotkniętych problemem od razu wyszukuje niejako usprawiedliwienie w swojej niepełnosprawności, do tego by tych barier nie przełamywać. Czyż nie jest tak? Czy nie bardziej doceniamy ludzi niepełnosprawnych ruchowo, ale walczących całe życie, mimo przeciwności spotykających się z ludźmi, uprawiających sport, pracujących? Według mnie podobnie jest z nerwicą. Każdy jest w stanie z nią walczyć na swoim podstawowym polu, oczywiście nieraz przy wsparciu: leków, terapii, ale też życia, wyzwań, sportu, spotkań, bliskich ludzi. Dlaczego terapeuta, lekarz od razu pyta: o znajomych, rodzinę, otoczenie, pracę. Myślę, że to najbardziej się liczy w walce z nerwicą i są to "narzędzia" pomocne i niezbędne tak jak leki czy terapia (która też de facto motywuje pacjenta, więc jest elementem walki).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
JKB, Nie mówie nigdzie, że możliwe wyzdrowienie w miesiac i bez leków ;) tylko, że wraca normalne życie tzn. jesteś w stanie funkcjonować jako tako i opanowywać te lęki do tego stopnia by nie blokowały życia. Tzn. spotykać się ze znajomymi, chodzić do pracy, jeździć samochodem, pojechac do innego miasta. A dla niektórych - wyjść z domu, wyjść na zakupy. W momencie gdy zaczynaja sie problemy trzeba z nimi walczyć. Ja twierdze, ze jesli teraz papillon24 przełamie się i wyjdzie do znajomych, zacznie od małych kroków, spotkań w mniejszym gronie, w pobliżu domu, w znanych miejscach, to za miesiąc takie wyjścia nie będą niczym nadzwyczajnym. Nie wróżę wyzdrowienia z nerwicy za miesiąc, rok czy nawet 5 lat. Także spokojnie. Tym bardziej, że już takie kroki czyni i widać chęć do walki.

 

Ja tylko skupiam się na jednej rzeczy w swoich postach. Porównajmy nerwicę do nagłego wypadku, gdzie młoda dotąd sprawna osoba siada na wózek. Tutaj w tym aspekcie nie będzie nigdy trafnych porównań, ale to chyba będzie najlepsze chociaż oczywiście nerwica jest nieporównywalnie innym schorzeniem. Bach, z nienacka pojawia się problem i tysiące nowych barier architektoniczne, towarzyskie, sportowe itp. można mnożyć w nieskończoność. I też spora część dotkniętych problemem od razu wyszukuje niejako usprawiedliwienie w swojej niepełnosprawności, do tego by tych barier nie przełamywać. Czyż nie jest tak? Czy nie bardziej doceniamy ludzi niepełnosprawnych ruchowo, ale walczących całe życie, mimo przeciwności spotykających się z ludźmi, uprawiających sport, pracujących? Według mnie podobnie jest z nerwicą. Każdy jest w stanie z nią walczyć na swoim podstawowym polu, oczywiście nieraz przy wsparciu: leków, terapii, ale też życia, wyzwań, sportu, spotkań, bliskich ludzi. Dlaczego terapeuta, lekarz od razu pyta: o znajomych, rodzinę, otoczenie, pracę. Myślę, że to najbardziej się liczy w walce z nerwicą i są to "narzędzia" pomocne i niezbędne tak jak leki czy terapia (która też de facto motywuje pacjenta, więc jest elementem walki).

 

Zacznę od drugiej części Twojego postu ... Osoba na wózku i nerwica to 2 rożne rzeczy. Osoba na wózku ma współczucie całego swiata , a osoba na nerwice fizycznie jest zdrowa szwankuje jej psychika. Dla większości społeczeństwa będzie osoba która udaje, ściemnia, itd. Ludzie zazwyczaj nie rozumieją tego problemu. Wiec to porównanie tych dwóch przypadków jest słabe. Współczucie swiata kontra jesteś sciemniaczem.

Co do pierwszej części postu to powiem tak - generalizujesz. Sa ludzie co walczą kilka lat i stoją w miejscu, sa tez tacy co systematycznie idą ku wyzdrowieniu. Szczerze nie zna osoby która sama bez leków w ciagu miesiąca wróciła do normalnego trybu życia i aktywnie funkcjońowala. "Spotykać sie ze znajomymi" ok chce wyjść spotkać sie ze znajomymi , ale pojawia sie obawa ze oni ńie zrozumieją mojej choroby (mój przyjaciel lekarz powiedział mi ze wymyślam ....), nie mam ochoty na znajomych bo wole pójść na spacer, bo nie mam nastroju, itd. Pojechać do innego miasta hmmm juz widze poczucie strachu i atak leku - sam w ńowym mieście kto mi pomoże jak cos sie stanie. Jazda samochodem tak, ale po trasach które znam i czuje sie bezpiecznie. Zasięg strefy bezpieczeństwa będzie z czasem sie powiększał. Itd itd itd

Czy ty wogole miałas nerwice ???? Jak ciężka ???

 

-- 15 maja 2014, 15:58 --

 

JKB, Nie mówie nigdzie, że możliwe wyzdrowienie w miesiac i bez leków ;) tylko, że wraca normalne życie tzn. jesteś w stanie funkcjonować jako tako i opanowywać te lęki do tego stopnia by nie blokowały życia. Tzn. spotykać się ze znajomymi, chodzić do pracy, jeździć samochodem, pojechac do innego miasta. A dla niektórych - wyjść z domu, wyjść na zakupy. W momencie gdy zaczynaja sie problemy trzeba z nimi walczyć. Ja twierdze, ze jesli teraz papillon24 przełamie się i wyjdzie do znajomych, zacznie od małych kroków, spotkań w mniejszym gronie, w pobliżu domu, w znanych miejscach, to za miesiąc takie wyjścia nie będą niczym nadzwyczajnym. Nie wróżę wyzdrowienia z nerwicy za miesiąc, rok czy nawet 5 lat. Także spokojnie. Tym bardziej, że już takie kroki czyni i widać chęć do walki.

 

Ja tylko skupiam się na jednej rzeczy w swoich postach. Porównajmy nerwicę do nagłego wypadku, gdzie młoda dotąd sprawna osoba siada na wózek. Tutaj w tym aspekcie nie będzie nigdy trafnych porównań, ale to chyba będzie najlepsze chociaż oczywiście nerwica jest nieporównywalnie innym schorzeniem. Bach, z nienacka pojawia się problem i tysiące nowych barier architektoniczne, towarzyskie, sportowe itp. można mnożyć w nieskończoność. I też spora część dotkniętych problemem od razu wyszukuje niejako usprawiedliwienie w swojej niepełnosprawności, do tego by tych barier nie przełamywać. Czyż nie jest tak? Czy nie bardziej doceniamy ludzi niepełnosprawnych ruchowo, ale walczących całe życie, mimo przeciwności spotykających się z ludźmi, uprawiających sport, pracujących? Według mnie podobnie jest z nerwicą. Każdy jest w stanie z nią walczyć na swoim podstawowym polu, oczywiście nieraz przy wsparciu: leków, terapii, ale też życia, wyzwań, sportu, spotkań, bliskich ludzi. Dlaczego terapeuta, lekarz od razu pyta: o znajomych, rodzinę, otoczenie, pracę. Myślę, że to najbardziej się liczy w walce z nerwicą i są to "narzędzia" pomocne i niezbędne tak jak leki czy terapia (która też de facto motywuje pacjenta, więc jest elementem walki).

 

Zacznę od drugiej części Twojego postu ... Osoba na wózku i nerwica to 2 rożne rzeczy. Osoba na wózku ma współczucie całego swiata , a osoba na nerwice fizycznie jest zdrowa szwankuje jej psychika. Dla większości społeczeństwa będzie osoba która udaje, ściemnia, itd. Ludzie zazwyczaj nie rozumieją tego problemu. Wiec to porównanie tych dwóch przypadków jest słabe. Współczucie swiata kontra jesteś sciemniaczem.

Co do pierwszej części postu to powiem tak - generalizujesz. Sa ludzie co walczą kilka lat i stoją w miejscu, sa tez tacy co systematycznie idą ku wyzdrowieniu. Szczerze nie zna osoby która sama bez leków w ciagu miesiąca wróciła do normalnego trybu życia i aktywnie funkcjońowala. "Spotykać sie ze znajomymi" ok chce wyjść spotkać sie ze znajomymi , ale pojawia sie obawa ze oni ńie zrozumieją mojej choroby (mój przyjaciel lekarz powiedział mi ze wymyślam ....), nie mam ochoty na znajomych bo wole pójść na spacer, bo nie mam nastroju, itd. Pojechać do innego miasta hmmm juz widze poczucie strachu i atak leku - sam w ńowym mieście kto mi pomoże jak cos sie stanie. Jazda samochodem tak, ale po trasach które znam i czuje sie bezpiecznie. Zasięg strefy bezpieczeństwa będzie z czasem sie powiększał. Itd itd itd

Czy ty wogole miałas nerwice ???? Jak ciężka ???

 

I cisza ????

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×