Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

To przecież dobrze :) grunt to zacząć się dogadywać :)

 

No właśnie zacząć się dogadywać !? Wczoraj w ramach chrześcijańskiego obowiązku pomogłem dla żony w świątecznych zakupach przez to, że Ona złożyła zamówienia w różnych sklepach a ja te zakupy poodbierałem i zawiozłem do domu (mieszkamy poza miastem). Następnie razem pojechaliśmy do kościoła. Po mszy Żona zaproponowała abyśmy pojechali do innej miejscowości na obiado/kolację na pizzę. Propozycja została przyjęta. Przez to stworzył się większy przedział czasowy, aby wspólnie pogadać o nurtującym nas problemie. Żona uważa, że jak mnie na drugi dzień po ataku (wyzwiska,pomówienia, wygłaszane tonem nie znoszącym sprzeciwu, wieczorową porą w czasie układania się do snu) przeprosiła telefonicznie, a ja na Jej pytanie; czy Jej wybaczam - uzyskała pozytywną odpowiedź - uznała, że nic się nie stało a przynajmniej, jak już Jej wybaczyłem, to powinienem natychmiast wrócić do domu (po wieczornym incydencie opuściłem dom). I jak by nic się stało, zająć się świątecznymi porządkami, pomocą przy przygotowaniu świąt (dla trzech osób - rodziny ani gości nie zapraszamy już od kilkunastu lat - bo tego sobie nie życzy Żona). W trakcie rozmowy wielokrotnie upewniała się prosząc o potwierdzenie, że jest "pierwszą osobą" po Bogu w moim życiu. Po uzyskaniu potwierdzeń, żądała "odpowiedniego" traktowania Jej, a nie zajmowania się np; rodziną (siostra bądź córka). Ogromnym wysiłkiem woli opanowywała się aby nie wybuchnąć, gdy ja wyrażałem inne zdanie na temat kontaktów z rodziną. Po powrocie z obiado/kolacji, usilnie prosiła abym pozostał w domu. Ja powiedziałem Jej, że nie po to wyszedłem z domu, aby już wrócić. Powiedziałem też, że potrzebuję więcej czasu na odstresowanie się po ostatnim Jej wybuchu i nie mam zamiaru ponownie przeżyć podobnego. Ponadto - być może się mylę, ale moim zdaniem Żona nie pozbyła się destrukcyjnego zachowania się w relacji ze mną, tylko je silnie tłumi, chcąc koniecznie uzyskać efekt mojego powrotu do domu, a dla siebie zapewnienia poczucia bezpieczeństwa.

P.s.

Dla wszystkich nieborderów ( i borderów) Wesołego Alleluja, mokrego zajączka, smacznego jajeczka i najważniejsze; Spokojnych Świąt we wzajemnych relacjach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

rybor, Kurcze, nie wiem nie jestem lekarzem, nie umiem Ci pomóc :(( ale może trzeba by było pomyśleć, żeby Twoja żona poszła do lekarza albo do psychologa na rozmowę? Myślisz,że jest to możliwe,żeby się zgodziła??? I Tobie życzę Wesołych i radosnych Świąt mimo wszystko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
rybor, Kurcze, nie wiem nie jestem lekarzem, nie umiem Ci pomóc :(( ale może trzeba by było pomyśleć, żeby Twoja żona poszła do lekarza albo do psychologa na rozmowę? Myślisz,że jest to możliwe,żeby się zgodziła??? I Tobie życzę Wesołych i radosnych Świąt mimo wszystko

Na każdą wzmiankę z mojej strony, aby "coś" robić w ramach poprawy naszej wzajemnej relacji, zawsze słyszałem: że to ja powinienem się leczyć a nie Ona. Owszem podjąłem kilka prób: Spotkania Weekendowe organizowane przez kościół, Spotkania poweekendowe (raz w miesiącu), wizyta u psychologa. W trakcie obopólnej wizyty u psychologa, w momencie jak Żona usłyszała, że trzeba podjąć się uczestnictwa w grupie psychoterapeutycznej - kategorycznie oświadczyła, że już tu więcej nie przyjdzie. Tak samo "skasowała" uczestnictwo w spotkaniach poweekendowych, bo "prowadzący byli za młodzi" aby znać się na problemach małżeńskich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

rybor, :( to może weź ją podstępem do tego psychologa? skoro ona mówi,że Ty masz się leczyć to powiedz, że chcesz się leczyć ale psycholog powiedział, że musicie razem uczestniczyć w terapii żeby siebie zrozumieć wzajemnie i sobie pomóc, no nie wiem :((( może to coś pomoże :(( Ja to trochę rozumiem, że ona nie chce, ja też nie chciałam, raczej chorujemy na inne choroby z Twoją żoną ale ja też nie chciałam, jak pierwszy raz moja mam powiedziała mi ,żebyśmy poszły do psychologa powiedziałam jej dokładnie to samo, że sama jest nienormalna i ma iść się leczyć, musiałam się oswoić, tylko, że jak ja się obudziłam to trafiłam już do szpitala

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
rybor, :( to może weź ją podstępem do tego psychologa? ....

Żaden lekarz ani psycholog nie chce (lub nie może) leczyć, jeżeli nie ma zgody pacjenta/klienta. Specyfiką (jedną ale nie jedyną) tego zaburzenia u mojej Żony jest tzw; silny system zaprzeczeń: "ja nie mam problemu", "mnie to nie dotyczy", "ja jestem zdrowa, to ty się lecz", "nie jestem wariatką, aby pojść do psychologa".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

rybor, No tak wiem, że nie może ale zawsze możesz sam podejść do psychologa, porozmawiać może coś Ci podpowie? :(

Wiesz, ja też tak uważałam i też tak mówiłam jak Twoja żona. Do teraz nie wierzę,że mam urojenia, kiedy jestem w stanie silnego wzburzenia i wszystko biorę do siebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
rybor, No tak wiem, że nie może ale zawsze możesz sam podejść do psychologa, porozmawiać może coś Ci podpowie? :(

Wiesz, ja też tak uważałam i też tak mówiłam jak Twoja żona. Do teraz nie wierzę,że mam urojenia, kiedy jestem w stanie silnego wzburzenia i wszystko biorę do siebie

Nie przejmuj się, będziesz zdrowa. Młoda jesteś i taka zostań. Ja i moja Żona to chyba już seniorzy, choć ja się czuję dużo młodziej. Nie, nie oglądam się za kieckami. Pomimo wieku wierzę, że nam sie uda, jak nie całkowite wyjście z problemu, to choć na tyle zdefiniowanie go przez moją Żonę, że dalsze wspólne bycie będzie łatwiejsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

rybor, mam nadzieję,że wam się ułoży, że Twoja żona zrozumie,że coś jest nie tak i jednak zdecyduje się zrobić ze sobą porządek, trzymam za was kciuki :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×